ACOLYTE Alta `13

CD `13 (Mordgrimm)
Ocena: 4,5/6
Ocena: 3,5/6
Gatunek: black metal

Odpalając płytę „Alta” zdziwiłem się nieco na plus. Spodziewałem się jakiegoś eksperymentalnego, awangardowego podejścia do black metalu, jakim zaczynam ostatnio rzygać. Jeszcze zdjęcie kolesi z ACOLYTE wzmocniło moje obawy – kurwa, kolejni metroseksualni artyści z Heineken Opener. A tymczasem nieznany mi bliżej i dalej zespół ACOLYTE zagrał black metal, który, owszem, w wielu miejscach jest klimatyczny i gdzieniegdzie odlatuje w inne muzyczne rejony, ale posiada charakter wykreowany jedynie z użyciem gitar. Bez faszerowania klawiszami czy innymi dmuchawkami. Mamy tu nieco nawiązań do ENSLAVED z okresu pierwszych dwóch płyt (fajne wciągające średnie tempa), trochę naszej FURII ze starszych materiałów, czyli taki trochę depresyjny klimat, ale bynajmniej ciąć się tu nie zamierzam. Określanie muzyki ACOLYTE mianem „post” black metalu (bo i z takim czymś się już spotkałem!) to jakieś nieporozumienie. To, że odbiegają nieco od standartów, wrzucą nieco czystych zagrywek, gdzie nasuwa się skojarzenie z MOROWE i też MORD’A’STIGMATA, jak w doskonałym „Leng”, nie oznacza od razu, że trzeba ich pakować do wspomnianej grupy, bo można im najzwyczajniej w świecie krzywdę wyrządzić! Posłuchajcie, jak doskonale przechodzą z tego awangardowego grania w nordycki black. Do tego wokale wciąż są black metalowe i, co jest kolejnym plusem, zaaranżowane w różnej skali. Wprawdzie miejscami odnoszę wrażenie, że te spokojniejsze fragmenty się nazbyt dłużą, jak w „Sunrise”, niemniej jednak pomimo spokojnej tonacji jest w nich coś niepokojącego, taki tajemniczy klimat, obawa przed nieznanym. Żeby nie było, że wszystko jest w spokojnych klimatach, to w takim „Vultures” mamy sporo dobrego rockowego feelingu. I tak podsumowując, choć „Alta” może wydawać się albumem takim nieco rozedrganym, chwilami niespójnym i balansującym na linie, to jest bardzo odprężającym równocześnie. Tego się jakoś tak lekko słucha, po prostu. [von Mortem]

 

Gdybyśmy w redakcji tytułowali jakoś nasze recenzje, ta mogłaby nazywać się „Nieznośna miałkość riffu”. Tytuł ten niby zdradza główną tezę, ale co poradzić! Od tego jest tytuł. Na płycie „Alta” grupy ACOLYTE znajdziecie dziewięć numerów (57 minut, 8 piosenek plus intro), trzy z nich (22 minuty) pojawiły się już na jedynym, wcześniejszym wydawnictwie, EP zatytułowanym „Leng” (out 2011), ale to i dobrze – bo gdyby nie „Leng” właśnie, trochę nie byłoby tu czego słuchać. Ten utwór (9:23) jest jak dotknięcie geniuszu. Jest zaprzeczeniem pozostałej zawartości tego albumu. Nie żeby aranżacyjnie czy stylistycznie różnił się jakoś szczególnie od pozostałych. Jest to jednak jedyny prawdziwie wciągający, ciekawie rozbudowany fragment muzyki na tym krążku! Jest dobry riff przewodni, a na końcu jest nawet dobre solo. Wszystko, co napiszę dalej, nie tyczy się „Leng”. A największym problemem płyty „Alta” jest to, że ciężko wytrzymać ją całą w jednej sesji. Słuchana we fragmentach daje się przełknąć, w całości nuży. Inna sprawa jest taka, iż dobre riffy (jak podkreśliłem już w nieistniejącym tytule) można by policzyć na palcach jednej ręki nieostrożnego stolarza. Oczywiście dla efektu trochę przesadzam, ale większość z tego, co wyczyniają tu obaj gitarzyści, można włożyć między wypełniacze, które ja nazywam „jałowym pitoleniem”. Jakby obaj gitarzyści mocno siłowali się ze swoją materią, męczyli z twórczą niemocą. Kolejne przesłuchania pozwalają wyłowić tu i ówdzie ciekawy motyw, ale jest to wciąż zajęcie dosyć żmudne. Dodatkowo te kolejne motywy, gdzieś tam konstrukcyjnie do siebie podobne, „eksploatowane” są do granic wytrzymałości – poczucie niedosytu w tej materii raczej wam nie grozi. Ten niechciany efekt ogólnego i wzajemnego (z)męczenia potęguje bardzo monotonny śpiew nijakiego JT. Jest to charczący, „mokry” growl (takie niedoleczone zapalenie oskrzeli) na pograniczu melodeklamacji, o bardzo ograniczonej skali. Generalnie, poza gitarami, nie ma tu za bardzo czego słuchać (perka nabija bardzo prosto, co niekoniecznie znaczy równo, bass… jest), a gitary są… „takie sobie”. Sami artyści z ACOLYTE wśród inspiracji wymieniają VED BUENS ENDE, VIRUS, ENSLAVED… Pięknie! Muzykę swoją określają jako progressive black metal – też pięknie! Tyle że od wymienionych dopiero co idoli dzielą ich lata ciężkich prób. Inna dość przykra konstatacja jest taka, iż zespół ACOLYTE (a chodzi tu na pewno o akolitów Wielkiego Złego, a więc obowiązkowa jest siara i swąd Piekieł) najlepiej wypada w zwolnieniach, w nielicznych „lirycznych” (tfu!) fragmentach, a więc w materii, która ministrantom Czarnego nijak nie przystoi! Tu dobrych riffów jest kilka, dobry numer – jeden, więc zamiast progressive (haha!) proponowałbym nazwę primitive-monotonous black metal. „Alta” to debiut piątki z Manchesteru. Za kompozycje odpowiada tu bodaj tylko jeden z członków – założyciel i wiosłowy kapeli. Życzę więc mu mocy inspiracji, a płytę „Alta” wystawiam jako silnego kandydata w konkursie o najgorszą… okładkę roku. [Herr Bee]

 

Acolyte, tomanesque@hotmail.com; www.facebook.com/acolytemusic

Mordgrimm, P.O.Box 3305, Chelmsford, Essex CM 1 3 FB, United Kingdom; mordgrimm@hotmail.co.uk; www.mordgrimm.bigcartel.com