AEON: „Nasza muzyka to surowa diagnoza rzeczywistości XXI wieku…” – 10.09.2008

Image

Ostatnimi czasy pojawiło się na polskiej scenie kilka bardzo ciekawych zespołów tworzących w oparciu o kanon black metalu. Do tego grona zaliczyć można NORTHWAIL ze Szczecina, ENCLAVE z Krakowa czy AEON z Olsztyna.
Ta ostatnia grupa zadebiutowała na początku roku 2008 płytą
wydaną przez Diachell Musik pt. „An Extravagance Of Norm”.
Kapelę przedstawia gitarzysta Horizon…


Witaj. AEON pochodzi z Olsztyna czyli miasta zasłużonego dla metalu za sprawą kapel czy studiów nagraniowych. Czy czujecie magię tego miasta? Czy to miejsce pochodzenia pomaga Wam jakoś zaistnieć na scenie?

Witam. Odkąd sięgam pamięcią w Olsztynie lub jego okolicach zawsze działał zespół mniej lub bardziej rozpoznawalny. Do pewnego momentu było dla mnie czymś naturalnym, że w blisko dwustutysięcznym mieście coś takiego ma miejsce. Po wnikliwszemu przyjrzeniu się polskiej scenie można rzeczywiście zauważyć, że Olsztyn jest w pewnym sensie pod tym względem wyjątkowy. Co pewien czas pojawia się w tu zespół, który prezentuje ciekawą muzykę. Kiedy powstał VADER, odnosząc międzynarodowy sukces, zaroiło się od zespołów jak ATROCIOUS FILTH i INCEST, pragnących to powtórzyć. Od tego momentu co kilka lat rodziła się kapela, która coś sobą reprezentowała, jak NYIA, CHRIST AGONY, THIRD DEGREE, NON OPUS DEI, TOWER czy BLACK ALTAR. Być może dzięki VADER’owi ludzie przykuwają większą uwagę do zespołów wywodzących się z Olsztyna, przez co ich szansa na bycie zauważonym jest być może większa. Wszyscy tu się znają, kiedy ktoś coś nagra, wszyscy o tym wiedzą, muzyka krąży pocztą pantoflową i jeśli jesteś dobry, to ktoś to zauważa i stara się pomóc, chociażby w znalezieniu wydawcy.
ImageNazwa AEON to skrót, który w pełnym brzmieniu to wyrażenie: ,,An Extravagance Of Norm”. Skąd taki pomysł? Co oznacza dla Was to określenie?

Kiedy zespół powstał w 2004 roku, nie przywiązywaliśmy do jego nazwy najmniejszej wagi. Interesowała nas muzyka i jej tworzenie. Po blisko trzech latach grania (z dłuższymi lub krótszymi przerwami) postanowiliśmy nagrać demo i zaprezentować je szerzej, nie tylko wśród naszych znajomych. Idealnym do tego narzędziem wydawał się być serwis MySpace. Stanęliśmy wówczas przed dylematem wyboru nazwy dla zespołu. Propozycji było kilka, ale żadna nie przypadła nam wszystkim do gustu. Któregoś dnia Horn powiedział: „(…)To musi być coś prostego, miękkiego w wymowie, a zarazem mającego pewien ładunek emocjonalny, coś jak ZYKLON lub AEON…” Nagle okazało się, że nazwa AEON wszystkim odpowiada. Z wiadomych względów nie nazwalibyśmy się ZYKLON, to byłaby lekka przesada [:-) – red.]. Pozostawała kwestia szwedzkiego AEON’a. Aby uniknąć nieporozumień, Ash wpadł na pomysł użycia słowa AEON jako skrótu od jakiejś frazy, która by nas w pewien sposób charakteryzowała. Przedstawiłem propozycję „An Extravagance Of Norm” jako „odchylenie od normy”, które można zaobserwować w naszym progresywnym podejściu do muzyki, a także w warstwie lirycznej, gdzie w dużej mierze inspirujemy się dziełami Nietzsche’go, między innymi pojęciem „przewartościowania wartości”. Fraza „An Extravagance Of Norm” dość dobrze oddaje tę myśl. W taki oto sposób dorobiliśmy się etykietki.

Wasza debiutancka płyta nazywa się właśnie ,,An Extravagance Of Norm”… Moim zdaniem jest to bardzo interesujące, tchnące świeżością wydawnictwo z pogranicza eksperymentalnego black, a także death metalu, na którym agresja zbiega się z melodią. Jaka jest Wasza recepta na dobrą muzykę?

Jestem przede wszystkim słuchaczem, odbiorcą muzyki. Słucham naprawdę sporo i ciężko jest mi już trafić na coś, co robi na mnie piorunujące wrażenie. Mam już chyba przesadne wymagania co do ukazujących się wydawnictw, nawet tych zespołów, które wręcz uwielbiam. Zawsze oczekuję czegoś świeżego i na swój sposób nowego. Jeśli trafiam na płytę, która mimo iż stoi na wysokim poziomie, jest po prostu „kolejnym” zlepkiem przemaglowanych na wszelkie sposoby utworów, to odpuszczam ją sobie. Za dużo ciekawych i świeżych rzeczy ukazuje się na świecie, aby tracić czas na albumy będące lepszą, tudzież gorszą kopią jakiegoś „kultowego” krążka. W podobny sposób podchodzę do muzyki, którą sam piszę. Nie wszystko, co robimy, ma szansę znalezienia się na albumie. Do tego, co tworzymy, podchodzimy bardzo krytycznie. Znaczna część napisanej na potrzeby AEON muzyki jest po prostu eliminowana, bo nie spełnia naszych oczekiwań. Wyrobiliśmy w sobie brak oporów co do wzajemnej krytyki. Myślę, że ma to spory wpływ na jakość i całokształt prezentowanych przez AEON dźwięków.

W wizytówce kapeli piszecie: ,,AEON to surowa diagnoza rzeczywistości XXI wieku, ale przede wszystkim niezwykła synteza filozofii i muzyki w nowoczesnym, ekstremalnym wydaniu…”. Zapytam więc o warstwę werbalną… O czym traktują Wasze teksty i do jakiego stopnia są one odzwierciedleniem Waszych poglądów, wierzeń itp.?

One są odbiciem naszych poglądów. Nie widzę sensu w pisaniu i wykrzykiwaniu czegoś, co nie jest dla nas czymś prawdziwym. To by się zupełnie mijało z celem. Pisząc, staram się być jak najbardziej szczery, niezależnie od tego, czy idzie to w parze z aktualną modą lub przekonaniem, że „tak być powinno”. Zdaję sobie jednak sprawę, że pisanie tekstów typu „szatanie, mój panie, gwałćmy zakonnice, palmy kościoły” etc., to w tej muzyce coś normalnego, wręcz oczekiwanego. Jakoś tylko nie widać tych wojowników i bluźnierców śledząc szeroko pojęte życie publiczne. Takich haseł nikt u nas nie usłyszy. Jesteśmy ateistami i poważnymi ludźmi z pewnym bagażem życiowych doświadczeń i nie czujemy potrzeby pisania o czymś, co naszym zdaniem nie istnieje. Cała ta otoczka, te wszystkie krzyże, cyferki i potworki zakrawają o farsę, a my komikami nie jesteśmy. Teksty na „An Extravagance Of Norm” napisał po części Ash, a po części ja. Głównym motywem jest moralność, jej dualizm, który staramy się przedstawić wspierając się pojęciami takimi jak ateizm („Contemptible”, „Apostate Manifesto”, „Mouldered, Last Harangue Of The Unchained Mind”), seksualność i cielesność człowieka („With Unspoken Understanding”, „Deux Ex Vagina”) swoista ułomność jednostki, jej niezdolność do samodzielnego myślenia („Disability Of Homo Sapiens”, „Hammer”, „Vainglorious Confession”) a także pragnienie nieustannego progresu człowieka („From Larva To Imago”.

A ta postać z okładki albumu… Zdeformowana twarz, niczym rodem z pokrętnego świata zespołu TOOL… Który z Was tak się zmartwił i zapozował?:-)

ImagePostać z okładki to żaden z nas, tylko sam autor [no tak, podobny:-) – red.]. Szkoda, że sami nie mieliśmy okazji się tak powygłupiać. Odwalił bardzo dobrą robotę.

Front cover płyty wykonał niejaki Pastor, który moim zdaniem jest obiecującym grafikiem młodego pokolenia. Czy proponując mu wykonanie okładki dla Was znaliście wcześniejsze jego prace, czy też zachowaliście się intuicyjnie? Czy w przyszłości też poprosicie go o pomoc?

Jeśli chodzi o jego talent, również tak sądzę. Pastor ma niesamowite wyczucie „chorego” klimatu, jego prace aż kipią nietuzinkowością i hipnotyzmem. Na jego twórczość natknąłem się całkiem przypadkiem poprzez MySpace. Zawsze byłem fanem „Silent Hill’a”, chciałem, aby nasza okładka obracała się w tej materii, a u Pastora było tego cholernie dużo. Kiedy nagraliśmy już materiał na płytę, pozwoliłem sobie spytać go, czy nie zechciałby stworzyć grafiki na potrzeby naszego wydawnictwa. Postawił jeden warunek – „muzyka musi być dobra”. Wysłałem mu próbki tego, co gramy i zgodził się od razu. Muszę powiedzieć, że facet ma zabójcze tempo pracy – po 2-3 dniach miał już gotowy front cover. Współpracujemy do tej pory. Pastor zrobił nam również stronę MySpace oraz projekt koszulki, która powinna niebawem być w sprzedaży. Dziś nie wyobrażam sobie, aby ktoś inny robił nam oprawę plastyczną.

Wydawcą ,,An Extravagance Of Norm” jest polska, stosunkowo nowa wytwórnia Diachell Musik, którą muszę tutaj skrytykować za brak jakichkolwiek działań promocyjnych na rzecz któregokolwiek tytułu w ich katalogu! Jak się Wam współpracuje z tą firemką?

Może to dziwnie zabrzmi, ale nie narzekam. Miałem początkowo inne wyobrażenie tego, w jaki sposób promocja ma się odbywać, ale dziś jestem zadowolony ze współpracy. Diachell nie obrał sobie Polski jako głównego celu działań promocyjnych [a szkoda… – red.]. Duży wysiłek włożyli w promocję poza granicami kraju. Wyszli ze słusznego chyba założenia, że w Polsce mało kto kupuje oryginalne płyty, a takich cd-fetyszystów poza Polską jeszcze trochę jest. Nasz album jest dostępny w kilkudziesięciu krajach na całym świecie, między innymi w Japonii, Rumunii, USA, Rosji, Węgrzech, Czechach, Kanadzie, Francji, Finlandii, Słowacji, Litwie, Białorusi, Ukrainie, a nawet w Meksyku [no, imponująca lista – red.]. Ukazało się też trochę reklam w zine’ach – w Polsce dla przykładu w „7Gates”. Jak więc widzisz, z tą promocją nie jest najgorzej. Po prostu nie jest tak widoczna na naszym „podwórku”, jak ma to miejsce w przypadku Old Temple czy Pagan Records.

A jak w ogóle zapatrujesz się na efekty promocji zespołu? Bo mi się wydaje, że nie ma wokół AEON zbyt wiele szumu… Jakie zbieracie recenzje? Dużo otrzymujecie maili od słuchaczy?

Odnośnie recenzji – do tej pory pojawiło się ich kilkanaście, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Myślę, że są niezłe, jeśli patrzeć na nie pod względem punktacji. Do tej pory najgorszą oceną było 8/10. Jako debiutanci zdajemy sobie sprawę, że wiele recenzji pojawi się dosyć późno, biorąc pod uwagę datę wydania płyty. Wynika to między innymi z częstotliwości wydawania papierowych magazynów [o, fajnie, że nie nastawiacie się tylko na propagandę w internecie! – red.]. Mamy sporo potwierdzeń o zamieszczeniu recenzji „An Extravagance Of Norm”, jak tylko skład danego magazynu będzie gotowy do druku. Często bywa również tak, że ludzie biorą się za zrecenzowanie płyty zespołu, o którym nikt nie słyszał, kiedy nie mają już czego recenzować [hm, to chyba prawda:-) – red.]. Gdybyśmy nazywali się BEHEMOTH, mielibyśmy sto recenzji w pierwszym tygodniu sprzedaży albumu, a tak musimy po prostu cierpliwie czekać, bo Diachell porozsyłało mnóstwo promówek. Myślę, że wraz z wydaniem drugiej płyty ta sytuacja troszeczkę się poprawi. Jeśli chodzi o odzew ze strony słuchaczy, to jestem z niego bardzo zadowolony. Skrzynka pocztowa nie zacina się pod natłokiem nadchodzących wiadomości, ale sporo osób z różnych stron świata pisze do nas wyrażając bardzo pochlebne opinie na temat „An Extravagance Of Norm”.

AEON to w zasadzie duet: Ty i Ash plus jeszcze jeden muzyk i automat perkusyjny. Czy taki układ jest wystarczający?

AEON to w żadnym wypadku duet! [ups! – red.] Każdy pełni w zespole bardzo ważną funkcję. Horn to nie, jak to nazwałaś „automat perkusyjny”. Oprócz programowania i nagrania basu aranżował ze mną wszystkie kawałki, z których trzy są w całości jego kompozycjami. Dodatkowo robił przy nagraniu za inżyniera dźwięku, po czym był również odpowiedzialny za mix i mastering. Ash napisał blisko połowę tekstów na płytę. Jedynie wkład Isila w to wydawnictwo jest znikomy, ale tylko dlatego, że dołączył do składu, kiedy materiał na album był już w całości gotowy. To też się trochę zmieni na drugiej płycie.

Mam powody podejrzewać, że specjalnie nie dążycie do utworzenia pełnego składu personalnego, bo – w obliczu rodzinnych obowiązków – nie traktujecie zespołu jako regularnego i pełnowymiarowego przedsięwzięcia. Mam rację?

Zakładaliśmy zespół z myślą o pełnowymiarowym przedsięwzięciu, ale czas pokazał, że to nie takie proste. Do tej pory nie znalazł się nikt, kto byłby w stanie udźwignąć granie na bębnach na poziomie, który wymagamy, a jeśli już ktoś taki był (Icanraz – DEVILISH IMPRESSIONS), nie był w stanie pogodzić grania w dotychczasowych projektach, jednocześnie umieszczając nas w swoim grafiku. Icanraz najprawdopodobniej nagra nam żywe bębny na drugi album, ale nie jest w stanie zaangażować się w AEON na sto procent. Prawda jest taka, że z grania tej muzyki nie da się wyżyć, tym bardziej, jeśli ma się na głowie poważniejsze obowiązki jak na przykład utrzymanie rodziny i nie można oddać się temu w pełni. Nergal na ten przykład, jeśli przebywa w kraju, to mieszka u rodziców – nie opłaca czynszu i nie utrzymuje rodziny. Cały swój czas i energię poświęca zespołowi. Między innymi dlatego zaszedł tak daleko. Podziwiam go za to. Mimo całego tego zaangażowania nie śpi na pieniądzach – uwierz mi. Nawet kapeli takiego formatu jak BEHEMOTH bardzo często zdarza się grać trasy bez wynagrodzenia, bez gwarancji środka lokomocji i kosztów utrzymania podczas trasy. Ich jedyny zarobek ogranicza się do tego, ile koszulek zdołają sprzedać. Po odliczeniu kosztów wynajmu samochodu, kierowcy, żarcia, strun, pick-upów etc. zostaje naprawdę niewiele. A są przecież na szczycie. W ekstremalnym graniu wyżej już nie da się zajść. A Doda kupuje apartament w Warszawie za 5 milionów. Co za paradoks…

Image

A jak w kontekście uszczuplonego składu wygląda kwestia koncertów, których nie gracie? Nie żal Wam? Nie chcielibyście zaprezentować swojej muzyki publiczności na żywo?

Jeśli masz na myśli „kurwienie” się i wpychanie na siłę, żeby tylko gdzieś zagrać, spędzać poza domem większość czasu, dopłacać kilkaset złotych do każdego koncertu, zadłużać się u rodziny [no, niezupełnie…!!! – red.], tylko po to, żeby tak zwany „pełnowymiarowy” zespół mógł po prostu istnieć na aktywnym rynku muzycznym, to odpowiedź jest oczywista – w ogóle mi nie żal. [myślę tylko o uciesze fanów z powodu zobaczenia Was w akcji… – red.] Nie mam ciśnienia na granie dużej liczby koncertów i bycia „gwiazdą”. Priorytetem jest moja kobieta i dziecko – o nich muszę dbać. Muzykę będę robił, bo to po prostu uwielbiam, ale nie kosztem swojego życia. Koncerty AEON dojdą prędzej czy później do skutku, ale będą miały charakter okazjonalny. Wtedy satysfakcja z grania będzie chyba jeszcze większa. Po prostu – „nic nie muszę, gram dla przyjemności, kiedy mam ochotę, a nie kiedy mi ktoś każe” – pełen komfort.

Pierwszą swoją płytę nagraliście w domowych warunkach. Dlaczego? Brak kasy, czy świadomy wybór? Czy myślisz, że tego typu produkcja może konkurować z tymi z profesjonalnego studia nagraniowego?

Brak pieniędzy nie wyklucza świadomego wyboru. Od wielu lat zajmowaliśmy się tak zwanym homerecordingiem, jeszcze na długo przed powstaniem AEON’a. Metodą prób i błędów doszliśmy do jako takiego poziomu rejestrowania dźwięku i w pewnym momencie potrzeba wykorzystania studia nagraniowego straciła swoje znaczenie. Ja i Horn braliśmy sesyjny udział w nagraniach BLACK ALTAR. Postanowiliśmy, że podejmiemy decyzję o metodzie nagrania po rejestracji „Death Fanaticism”. Kiedy Shadow dostał od Szymona ze Studia X finalną wersję materiału, nie byliśmy zadowoleni z efektu. Porównaliśmy ją z naszymi nagraniami demo, które były nagrywane w domu i doszliśmy do wniosku, że nie będziemy wydawać kilku tysięcy złotych na coś, co jesteśmy w stanie zrobić lepiej sami w domu. Nawet Szymon Czech po usłyszeniu nagranych jedynie ścieżek przyznał, że studio w naszym przypadku byłoby kaprysem i marnowaniem pieniędzy. To zupełnie inny komfort pracy. Nagrywaliśmy w spokoju, bez oglądania się na zegarek, nie było pośpiechu. Mieliśmy zupełną swobodę w kombinowaniu z brzmieniem, aranżacją etc. W studiu wszystko byłoby robione taśmowo, trochę po omacku, licząc na to, że efekt będzie zadowalający. Gdybyśmy dysponowali dwudziestoma tysiącami złotych i mieli możliwość pracy zbliżonej komfortem do trybu domowego, to oczywiście zupełnie inna sprawa. A jeśli chodzi o konkurowanie tego typu produkcji z tymi studyjnymi, to wystarczy porównać podziemne, studyjne wydawnictwa z naszym i odpowiedzieć sobie samemu na to pytanie. W recenzjach nie mieliśmy zarzutów odnośnie jakości nagrania – nikt wręcz nie mógł uwierzyć, że wszystko zostało nagrane w prowizorycznych warunkach [ ja też nie mam zastrzeżeń:-) – red.].

Od wydania krążka minęło ponad pół roku, a od nagrania jeszcze więcej. Czy jesteście zadowoleni z tego materiału z perspektywy czasu? Co byście zmienili, a co w ogólnym rozrachunku udało się Wam najlepiej?

Ja nigdy nie jestem do końca zadowolony z tego, co robię, ale to chyba zaleta przy robieniu muzyki. Niemniej uważam, że rok temu, kiedy nagrywaliśmy „An Extravagance Of Norm”, nie byliśmy w stanie zrobić czegoś lepiej. Wykorzystaliśmy wszystko, czym mogliśmy w tamtym czasie dysponować. Gdyby ta płyta nagrywana była dziś, to jestem przekonany, że dźwiękowo prezentowałaby się lepiej. Mamy już za sobą pierwsze nagrania demo nowego materiału i w naszym odczuciu prezentuje się on wyśmienicie. Oczywiście pod względem produkcyjnym, technicznym. Ocenę samej muzyki pozostawię innym.

Kolejne utwory AEON powstają. Czego możemy się po nich spodziewać? Jakiej muzyki? Może nowych elementów? Kiedy zamierzacie zarejestrować ten materiał?

O ile debiut był trochę „poszukiwaniem” swojej muzycznej tożsamości, o tyle nowy materiał będzie bardziej zbliżony do tego, co chcemy osiągnąć jako muzycy, będzie bliższy naszym gustom. Sądząc po gotowych już kompozycjach mogę powiedzieć, że będzie dużo ciężej, bo zaczęliśmy się stroić do C; będzie szybciej, bo tempa sięgają trzystu bitów na minutę, podczas gdy na debiucie nie przekraczały dwustu; będzie mniej melodii na rzecz nie tyle agresji, której oczywiście nie zabraknie, lecz znacznie bardziej eksplorowanej „kwaśnej” i progresywnej strony muzyki. Myślę, że będzie ciekawie. [no, brzmi intrygująco – red.] Dla mnie osobiście będzie to dużo lepsza produkcja.

Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego!

Pozdrawiam i również dziękuję.

[Kasia]

Aeon, Przemysław Grabowski, ul. Zamenhofa 6/8, 10-279 Olsztyn; a-e-o-n@tlen.pl; www.myspace.com/aeonhorde