ALBERT BELL’S SACRO SANCTUS Deus Volt `14

CD `14 (Metal On Metal Rec.)
Ocena: 3/6
Gatunek: blackened old school heavy/doom metal

Albert Bell to basista działający na Malcie w doomowych grupach FORSAKEN i NOMAD SON. SACRO SANCTUS to jego autorski projekt, który firmuje własnym nazwiskiem. Można powiedzieć, że stworzył go z „niewielką pomocą swoich przyjaciół”, będąc jedynym autorem muzyki i tekstów. W ramach ALBERT BELL’S SACRO SANCTUS nagrał też wszystkie gitary, wokale i oczywiście linie basu. Muzyczna dłubanina przy „Deus Volt” trwała dość długo – większości nagrań dokonano w latach 2011-2013, komentarz do tekstów na ostatniej stronie okładki napisany został zaś w listopadzie 2014. Taką też datę (14.11.2014) nosi dzień premiery albumu. Dostajemy tu porcję najczystszego old school/retro grania. Jest to więc (ponoć modny wciąż) tak zwany „powrót do korzeni”. Muzykę SACRO SANCTUS określić można jeszcze jednym przymiotnikiem: jest ona ze wszech miar i w każdym jej takcie prymitywna (co znaczy całkiem co innego niż „prosta”). Nie wiem, czy takie było założenie autora (pewnie tak!), ale „Deus Volt” brzmi bardzo surowo: nie ma tu żadnych ozdobników, nowinek (tfu!) – to ortodoksyjny maltański zakon retro metalu (gatunku, którego nigdy nie było). Dla ortodoksów ta hermetyczność może być niewątpliwą zaletą – dla mnie to wada. Ale nie tu przysłowiowy pies jest pogrzebany! Wszystkie kolejne sekcje na tym albumie to absolutny prymityw – ostateczna prostota formy. Gitarowe riffy na ten przykład w znakomitej większości zaliczyć można do tych granych na jednej strunie. Są bardzo schematyczne i już w połowie płyty okazują się niemożebnie nudzące. A efekt ten potęgują wszystkie kolejne instrumenty: perka przez cały czas nabija na przykład w tym samym tempie. Ostatecznej mizeroty dopełnia zaś wokal: Albert Bell przez całe 47 nieznośnie długich minut nie zaprezentuje nawet pół oktawy swojego głosu! Zapomnijcie o jakichkolwiek śmielszych wokalnie refrenach (a potencjał w tekstach jest wielki!). Ten śpiew to na dobrą sprawę niezwykle nużące melodeklamacje ze szczątkowymi elementami melodii, wykonywane niedbale przez nieszkolony głos. Już w połowie „Deus Volt” (podczas premierowego przesłuchania oczywiście) możemy – mając w ręce wkładkę z tekstami – z powodzeniem i bez najmniejszej omyłki „śpiewać” sobie z panem Bellem (tak jak i on zrobił to chyba w studiu). Ale to ze strony tekstów właśnie – o Ironio! – przyjdzie jedyna obrona dla tego albumu. Czego bym wcześniej nie powiedział, teksty na „Deus Volt” są zwyczajnie dobre! To ciekawa poetycka podróż przez wycinek historii krucjat, wciągająca, przewrotna, sięgająca źródeł chrześcijańskiego zabobonu. Jedyną więc radę, jaką mogę dać śmiałkom, którzy zdecydują się mimo wszystko zmierzyć z ALBERT BELL’S SACRO SANCTUS, jest wziąć (starannie wydaną i całkiem udaną graficznie!) książeczkę do „Deus Volt” i „wgryzać” się w kolejne wersy liryków. Bez tego zabiegu możecie umrzeć z nudów (te wokale was zabiją!), a jedynym światełkiem w tunelu – poza otwierającym całość „The Tears of Ishtar” – jest ostatni na płycie „Deus Volt (The Siege of Ascalon)”. Tyle że nie wiem, na ile utwór ten lepszy jest od wypełniającej środek albumu malizny, na ile zaś – rozpoznając, iż jest to już ostatni numer na „Deus Volt” – jakoś podświadomie człowiek cieszy się, że koniec już bliski. [Herr B.]

Albert Bell’s Sacro Sanctus, www.facebook.com/AlbertBellsSacroSanctus
Metal On Metal Rec., jowita@metal-on-metal.com; www.metal-on-metal.com, www.facebook.com/metalonmetalrecords, www.youtube.com/metalonmetalrecords