ALKATRAZ Error `01

CD `01 (DBC)
Ocena: 6/6
Gatunek: groove/thrash metal

Życie zaskakuje. Po rozpadzie KAT-a (którym to już w historii?) Roman Kostrzewski uraczył nas wraz z takimi zacnymi muzykami jak Krzysztof Oset i Valdi Moder dziełem nietuzinkowym, które niestety, chyba nie trafiło w odpowiedni czas i nie było należycie promowane w mediach. Jedno jest pewne, na polskim rynku fonograficznym, (metalowym), a nawet alternatywnym, nie ma drugiego takiego projektu ALKATRAZ i takiej płyty jak „Error”. Tytułowy „Błąd” dla mnie osobiście jawi się jako dzieło wybitne i nazwałbym go raczej „Gold”, choć to przecież nie jest żadne „Greatest Hits”. W przypadku wszystkich wydawnictw, gdzie pojawia się nasz ukochany Romek, zewsząd nie milkną również głosy porównań do dokonań KAT-a, a przecież nie o to chodzi w realizacji pomysłów solo, prawda? Płytę rozpoczyna „Error”, bardzo ciężki i perwersyjny kawałek, który pokazuje, że można (jeśli tylko się chce) wykręcić rewelacyjne czyste i żywe brzmienie. Teraz już się tak nie nagrywa. W zasadzie w tamtych czasach tego typu produkcje zaczęły powoli niknąć na rzecz pojawiającego się szybko produkowanego plastiku. Słuchając płyty „Error” odnoszę wrażenie, że każdy instrument jest na tym krążku rewelacyjnie wyodrębniony, a wszystkie razem stanowią twardy i niezniszczalny stop bliżej nieokreślonego surowca. Pełne pasji, ironii, jadu i pościelowych świństw są również teksty Kostrzewskiego. Roman dalej eksploruje te same rejony twórcze, tylko w sposób uproszczony, bardziej skłania się ku rymowaniu, wyliczaniu, a jego niepowtarzalne aluzje do rzeczywistości nie mają sobie równych. Zresztą, jak to wszystko jest zaśpiewane, środków wyrazu tu co niemiara, dziwiłem się ludziom, którzy pojechali z góry po lirykach tej płyty, totalny brak jakiejkolwiek wyobraźni. Jak można nie polubić: „Są tu. Są w nas. Są sny. Moje sny wirują tak, że: Teenage free na ebony sex. A /lolita.com/ na massive cock”, albo „Pani Alicjo – policjo! Czy to można tak, żeby z tyłu – też? Panie Marianie fürmanie! Czy pozwoli pan kapucyna bić?”. Jednym z najsmaczniejszych kąsków na płycie jest „Pan Gold”. Złowieszcze trąby, konkretny gitarowy riff wzbogacony progresywnym wtrętem na refrenie nie wylatuje z głowy przez tyle lat, jest w nim też mały basowy popis (troszkę klangu), a także perkusyjne solo, rzucanie rudymentami po werblu – mniami! Tekst – nadal aktualny: „Pan GOLD. Kto zacz? Dzisiaj kupił sobie złoty sracz. I luu… i sruuu… Złota aż po szyję. No. Dupkę sobie zszyje. Kiedyś GOLD nosił w sercu bunt. Kiedyś GOLD miał ambitny plan”. Do dziś nic się nie zmieniło… Całkowicie nieprzyswajalny i niestrawny może wydawać się „Ayy…yy”. Utwór ma bardzo specyficzny klimat, wiele zakrętów i zmian temp. Są w nim interesujące melodie, a także ostre gitarowe akcenty. Jednak styl śpiewania Romana co bardziej ortodoksyjnych fanów jego kultu może przyprawić o palpitacje serca (fragment, gdzie Roman śpiewa jak babcia). Jednak nie sposób przejść obojętnie obok takich fragmentów tekstu jak: „[…] Królewna piła słodką ciecz. Aby ją wszyscy mogli mieć. Królewicz wypił wściekłą krew. Aby go wszyscy bali się”. Na płycie znajduje się też pewna ballada, która spokojnie mogłaby trafić na którąś płytę zespołu KAT (np. „Szydercze Zwierciadło”?), mowa oczywiście o utworze „Życie – Pyk, Lufa – Pyk”. Wyborne połączenie artyzmu z wszechobecnym smutkiem przemijania. Przy tych dźwiękach zawsze odpływam gdzieś w niebyt. Na „Error” nie ma ani jednej słabej kompozycji. Muzycznie perfekcyjnie przemyślana materia. Teksty – mistrzostwo! Zmuszają do głębszej analizy. Wszystko to opatrzone niewiarygodnie klarownym brzmieniem. Wstyd nie znać! [Sabian]