ALL HAIL THE YETI All Hail The Yeti `12

Yeah! W końcu jakieś konkretne darcie mordy! Bez niepotrzebnej gry wstępnej, miziania po brzuszku, zachwalania koloru tęczówki… Jak to mawia pewien przesympatyczny ogr: nie ma opier**** się. Od razu z grubej, twardej rury. A jak. To lubię. Dobra, po kolei… Jakim gatunkiem może parać się zespół o idiotycznej nazwie ALL HAIL THE YETI? Sam na początku byłem zbity z tropu, dopiero, kiedy zobaczyłem logówkę, wszystko zaczęło układać się w sensowną całość. Otóż ALL HAIL THE YETI pochodzi ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, czyli dla niewtajemniczonych gimnazjalistów, po prostu chłopaki są z USA. A gatunek muzyczny, jakim się parają na pierwszej płycie „All Hail The Yeti”, to wypadkowa southern metalu, hardcore, metalcore i groove metalu. Skomplikowane? Trochę tak, ważne, że całkiem dobrze im to wychodzi. Przede wszystkim, mimo tych wyraźnych metalcore`owych zapędów (jak chociażby czyste melodyjne wokale), udało im się posklecać to w całkiem udaną i co ważne, całkowicie heteroseksualną całość. Dużo tu daje świetnie dobrane brzmienie gitar, wyraźnych i z pięknym dołem. Wokalista też całkiem nieźle sobie radzi, ma mocny i wszechstronny wokal, od niezłego screamu, growlu, po ciekawą, czystą barwę. Skojarzenia z panem Anselmo czy Wylde chyba nie będą obrazą. Same kompozycje są dosyć zróżnicowane, od wesołych przytupajek, przy których micha ucieszy się każdemu motocykliście, po zwolnienia, które mogą się przydać przy braniu na warsztat pasażerek:-). Podsumowując, niczego odkrywczego na albumie „All Hail The Yeti” nie znajdziecie. Ale jeśli lubicie klimaty Parterowo-, Throwdownowo-, Black Label Societowe (omg lol), to debiut ALL HAIL THE YETI spodoba się wam tak samo, jak spodobała się mnie. Na pewno do tego krążka jeszcze nie raz wrócę, zwłaszcza, że sezon w pełni, a maszynka lśni chromami pod blokiem. Polecam. [Zwyrol]

 

All Hail The Yeti, www.myspace.com/allhailtheyeti

AFM Rec., jg@afm-records.de; www.afm-records.de