ANTAGONIST ZERO Doomed `12

ANTAGONIST ZERO to startujący pełnym albumem zespół z zimnej i depresyjnej Finlandii. Tworzący go ludzie to bynajmniej nie debiutanci, pograli na lokalnej scenie w różnych innych projektach, a teraz skumali się razem, aby nagrać materiał nazwany „Doomed”. Muzycy ANTAGONIST ZERO nazywają swój styl mianem „catatonic metal” i coś w tym jest. Kapela porusza się po rejonach nowoczesnego, melodyjnego death/doom metalu, ale inkorporuje również pierwiastki progresywnego metalu oraz kilku innych niedalekich gatunków. Należy przyznać, że w rezultacie końcowym zespołowi wychodzi naprawdę ciekawa, mogąca zainteresować słuchaczy muzyka. Na płytę „Doomed” składa się pięć utworów, których czasy nie spadają poniżej pięciu minut, a trzy z kawałków były dostępne na EPce „Nighttime Harmony” („Fading”, „Az” i utwór tytułowy). Otwieraczem został utwór znany niektórym z EPki, „Nighttime Harmony”, który rozpoczyna się partią pianina, aby po chwili eksplodować mięsistym riffem i podwójnymi stopami, i właśnie te motoryczne riffy, podparte ciężką sekcją rytmiczną, przypominają to, co robiła stara KATATONIA do płyty „Brave Murder Day”. Kompozycja rozwija się z klawiszowego wstępu do ciężkiego, ale melodyjnego walca, niektóre z tych melodyjnych rozwiązań przypominają nie tylko KATATONIĘ, ale nawet stary, dobry PARADISE LOST. Poza tym mamy tu melodyjny, doomowy ciężar, dopełniony gardłowymi, niskimi growlami gitarzysty, który pełni rolę jednego z wokalistów oraz dla równowagi czyste zaśpiewy drugiego z nich. Zaznaczyć trzeba, że nie od razu wokalne popisy Ville Siikamäki się podobają, za pierwszym razem może wydawać się, że gryzą się z muzyką, ale przy każdym następnym przesłuchaniu dochodzę do wniosku, że mają one swój urok. Z kolei w utworze „Az” jesteśmy raczeni bardziej progresywnym graniem. Jest tu spokojny wstęp, który dopiero po chwili ustępuje miejsca elektrycznym gitarom i kompozycja wchodzi na doomowy szlak, który dopełnia deathowy growl Bena Pakarinena, wspomagany znowu przez Ville, który, jak się okazuje, potrafi również porządnie wrzasnąć w black metalowej manierze. W tym utworze mamy też sporo kontrastów, raz jest ciężko i doomowo, aby za moment uspokoić, wyciszyć instrumenty i przygotować miejsce dla czystych partii Villego, które w „Az” pasują bez jakichkolwiek obiekcji. Grzechem byłoby nie wspomnieć o gęstej pracy perkusisty, który gra bardzo rytmicznie, używa wielu smaczków, talerzy, ale przy tym jest to gra z dużą dozą powietrza i przestrzeni. Wreszcie „Az” kończy się przepiękną partią gitary solowej. Na środku płyty „Doomed” umieszczono utwór „Catatonic”. Wróżnia się on wolniejszym tempem, a gitarowy przester usłyszymy dopiero w połowie jego długości. W końcówce kompozycja nabiera mocy i mimo wyraźnego zwolnienia jej ciężar łamie kości, a gdy już to zrobi, wycisza się i kończy, dając miejsce akustycznemu początkowi „Fading”. To również utwór w średnim, żeby nie powiedzieć wolnym tempie. Przechodzący kilkakrotnie z akustycznych fragmentów, do mocnego grania, w którym można czasem wyczuć inspiracje OPETH czy post-metalowe ciągoty muzyków do bardziej kombinacyjnego grania. Ostatnim kawałkiem jest tytułowy „Doomed” i jak tytuł wskazuje, mamy tu do czynienia chyba z najbardziej zbliżonym do tego gatunku utworem. Riffy są iście doomowe, jest ciężar i moc, walec na całego. Dopełnieniem są podwójne partie wokalne, tworzące dziwne harmonie, niczym ANATHEMA na swoim starym „Pentecost III”, instrumentalne wyciszenia oraz partie solowe muzyków, którzy pokazują swój kunszt. ANTAGONIST ZERO nagrał ciekawy, interesujący album. Chłopaki z Finlandii potrafią grać na swoich instrumentach i umiejętnie kreują atmosferę w swoich nagraniach. Łączą melodykę i groove znany z KATATONII czy PARADISE LOST z wpływami progresywnego grania a`la OPETH. Oczywiście w ich graniu pierwiastek doomowy przeważa, a progresywne riffy są dopełnieniem ich muzyki, a nie celem samym w sobie. Do produkcji płyty „Doomed” również nie można mieć zastrzeżeń. Materiał nagrany w nieznanym mi Chamber of Hate Studio brzmi świetnie. Osiągnięto selektywność instrumentów, moc i ciężar, nie utracono specyficznej melodyki gitar i sekcji rytmicznej, która jest również ważnym ogniwem w twórczości ANTAGONIST ZERO. Fragmenty akustyczne, partie wokalne czy też klawiszowe także brzmią bardzo dobrze. Materiał bije mocą w twarz, a growle są brutalne i słyszalne. Idealna muzyka na ciemne, długie zimowe wieczory. [darkuss3]

Antagonist Zero, www.antagonistzero.com

Violent Journey Rec., contact@violentjourneyrecords.com; www.violentjourneyrecords.com