ANTIGAMA Meteor `13

Panowie z ANTIGAMY po krótkim romansie z „wielkim światem” (dwa albumy dla Relapse) powracają do rodzimego Selfmadegod. Od 2009 roku wiele się studyjnie nie działo. Dopiero niedawno coś ruszyło. A to split, EP, remiksy i wreszcie „Meteor”, czyli nowa półgodzinna płyta, która przynosi 11 drobnych kawałków pełnych zniszczenia. Choć znalazło się tu również, bo jakże by inaczej, miejsce na oddech. Większość „Turbulence” jest wolna od napierdolu (ostatnia minuta robi za to totalną miazgę z mózgu!), a i kończący „Untruth” co prawda do szybkich nie należy, ale potrafi sprawić, że zrobi Ci się zaiste duszno. Kawałek ten konkretnie pogruchota Ci gnaty, a do tego sprawi, że apetyt na cały krążek zaostrzy się jeszcze bardziej. „ANTIGAMA jeszcze nigdy nie wchodziła Ci tak dobrze!” Takim oto sloganem album „Meteor” można by zareklamować, niewykluczone jednak, że byłby to strzał w stopę. Bo pewnie niejeden oczekuje od ANTIGAMY tego, by muza łatwa w odbiorze nie była. Może to po prostu coś ze mną, a może rzeczywiście chłopaki ciut się zmienili. Nie dajcie sie jednak moim bajaniom zmylić, bo to dalej mocarna i bezkompromisowa rzeźnia. „Meteor” to pokręcona płyta, temu nie przeczę, jednakowoż gdzieniegdzie znaleźć można poutykane, mocno bujające, wręcz chwytliwe momenty. I taka mieszanka powoduje, że wręcz oderwać się od tego dziełka nie mogę. Dokładnie takiej dawki zniszczenia potrzebowałem. Dokładnie w takim stylu. I dokładnie w takiej cenie. Selfmadegod się nie pierdoli, wrzuca po taniości, a do tego ładnie wydane. Piąteczka jak w mordę strzelił. [Soulcollector]

Antigama, www.facebook.com/antigama
Selfmadegod Rec., www.selfmadegod.com