ANUS MAGULO: Do grindcora trza mieć serducho

anus.magulo_logoW grindowym podziemiu ciężko jest znaleźć kawałek miejsca dla siebie. W natłoku i chaosie muzycznych łomotów, bardzo trudno wyłuskać coś wartościowego, ale jak to się mówi: muza sama się broni. Więc wystarczy (choć jest to zajebiście trudne) stworzyć coś naprawdę interesującego i być w tym konsekwentnym, a prędzej czy później ziarno zarazy zacznie kiełkować. I tak się dzieje z rodzimym ANUS MAGULO, który „chodzi już po głowach” dziesiątek grindowych twórców. Ich najnowszy wyziew „Chain Erection” sieje już zniszczenie w uszach maniaków od pewnego czasu i jest naprawdę mocną rzeczą.

Zapraszam do lektury wywiadu z wyżej wymienionymi piewcami najbrutalniejszej formy metalu, którzy okazali się ludźmi wylewnymi i z dużą dozą poczucia humoru. Enjoy.

 

Cześć. Na początek dla tych, którzy jeszcze Was nie znają: jak, gdzie i kiedy powstał Wasz twór?

 

Deviant: ANUS MAGULO powstał w 2007 roku w Polsce. Z pierwotnego składu zostałem ja oraz Wysek (guitar dildo vol. 2). Przez band przewinęło się naprawdę sporo osób, ale nie będziemy obgadywać nieobecnych:-), tak więc skupię się na obecnym (i mam nadzieję, że stałym) składzie. Oto i on: Sorak – dirty vokills, Wysek – 7 strings tornado, Vertherry – bass distortion, Deviant – drum’n luigi und second pitch vocal. Nagraliśmy dwa demosy, ukazała się teraz płytka „Chain Erection” wydana pod banderą Redrum666 (pozdro Tomek!) oraz na oddzielnych sesjach spłodziliśmy dwa covery: GROSSMEMBER „War Time” oraz AGATHOCLES „Threshold To Senility”. Band został założony z zamiłowania do chorych i patologicznych dźwięków, jednak trochę z przymrużeniem oka. Chcieliśmy się trochę powygłupiać na scenie, a przy tym zrobić ekstremalną ścianę dźwięku i tak to się zaczęło.

 

Wysek: Dodam tylko, że byliśmy pijani i siedzieliśmy w prasłowiańskim lesie:-). [skądś to znam:-) – red.].

 


Po przesłuchaniu Waszej nowej zarazy, muszę stwierdzić (bez lizania dupy), że macie szansę zaistnieć wśród metalowej gawiedzi. Czy w ogóle Wam na tym zależy?

 

Deviant: Howgh! Witam Ciebie oraz Czytelników Atmopsherica! Co do lizania dupy, to my nie lubimy – wolimy, gdzie indziej:-). A czy nam zależy? Każdemu jest miło w życiu, jeżeli taki robaczek mały dłubie sobie muzyczkę w garażu, od czasu do czasu nagra coś, zagra koncert, pojawi się tu i tam, a tu nagle się okazuje, że parę osób na tym świecie zaczyna się interesować bandem, lubić jego muzykę, ba, nawet kupować jego płyty! I tak jest z nami. Nigdzie się nie pchamy, chcemy czerpać z tego szczerą przyjemność, a nie napinać się, bo to szkodzi na serce i prostatę:-). Ale oczywiście jeżeli kogoś zainteresował ANUS MAGULO, to jest nam niezmiernie miło i daje nam to podwójną satysfakcję z młócenia grindcora!

 

Czym jest dla Was grindcore?

 

Deviant: Dla mnie grindcore to po pierwsze świetna muzyka, często zaangażowana społecznie lub politycznie, a po drugie kultura oraz wrażliwość na społeczne problemy, z jakimi boryka się współczesny świat. Jak wyglądałby dziś świat, gdyby nie ludzie, którzy nie walczą o swoje ideały, sprzeciwiają się zakłamaniu, polityce, rasizmowi, zabijaniu w nieludzkich warunkach zwierzęta przeznaczone na mięso ect.?

 

Wysek: Dla mnie grind to zwyczajnie świetna zabawa, odskocznia od wszystkich otaczających człowieka problemów. Pozwala się toto wyszaleć i jednocześnie odbić od całego muzycznego chłamu serwowanego nam np. przez podstarzałych rockmenów, śpiewających debilizmy o młodzieńczej miłości.

 

Co chcecie przekazać w swojej muzie? Czy macie jakiś cel?

 

Deviant: Generalnie nie:-). Może jak nam się znudzi obecny nurt, to się zabierzemy za teksty, przesłanie, koncept albumy, ale obecnie nie propagujemy jako zespół żadnych ideologii, polityki i przekazu. Zresztą osobiście mnie męczy nadmiar kapel, które chcą być oryginalne, fajne i w ogóle, a dochodzi do klasycznego przerostu formy nad treścią. Ludzie często zapominają, że podstawą jest muzyka i serducho, a nie to, że będę miał zajebiste teksty, których i tak nikt nie zrozumie na koncercie, bo jest 120 decybeli, a i tak wszyscy są najebani i mają w dupie, czy śpiewasz po polsku czy mongolsku, czy masz coś do przekazania, czy nie. Generalnie chodzi o zabawę z publiką, o przełamywanie barier między nią a zespołem. I tego się właśnie trzymamy!

 

Jaka jest według Was recepta na stworzenie niezłego grindu, który jakoś się wyróżnia z tłumu jemu podobnych?

 

Deviant: :-) Żebym to ja jeszcze wiedział:-). Wydaje mi się, że w żadnym wypadku nie można się ograniczać do jednego klimatu muzycznego, bo z człowieka robi się muzyczny kaleka, a przy okazji ignorant. Do grindcora trza mieć serducho i być pozytywnym pojebem. Jest to generalnie muza bardzo niszowa, oczywiście mamy pare kapel, które wskoczyły w „szoł biznes” i nikt ich za to nie jebie. A niezły grind można nawet zrobić na bass, bębny i vox – patrz czeski SPAZM:-). Otwarty umysł, zabawa, patologia i jeszcze raz zabawa – to jest recepta.

 

Jak u Was wygląda akt tworzenia poszczególnych utworów? Pełen spontan w studiu czy może od zarysu, poprzez dokładanie poszczególnych instrumentów, do efektu finalnego?

 

Deviant: Różnie z tym bywa. Większość kawałków powstawała w domu, tzn. zarys i kolejność riffów, później dopieszczaliśmy wałek na próbach, dorabialiśmy akcenty itd. Ale nie brakuje też spontanów jak utwór „Mormon Celibrity Porn”, który powstał w studio. Wszystko zależy od weny twórczej, można zrobić zajebisty kawałek od razu na próbie bez żadnego wcześniejszego przygotowania. Jednak w naszym przypadku zazwyczaj materiał rodzi się w domu:-).

 

Czy Waszymi inspiracjami muzycznymi są LOCK UP, SQUASH BOWELS, DEAD INFECTION? Pytam, bo nagraliście covery tych zespołów…

 

Deviant: No tak, gdybyśmy nie lubili ww. bandów, to byśmy na pewno nie nagrywali ich coverów:-). Są to bandy, które plasują się wysoko w hierarchi wpływów ANUS MAGULO. Co do pozostałych to pozwolę sobie wymienić parę: NEUROPATHIA, PULMONARY FIBROSIS, CBT, LAST DAYS OF HUMANITY, CARNAL DIAFRAGMA, GROSSMEMBER, MORTICIAN, AUTOPHAGIA, MALIGNANT TUMOUR ect. Oczywiście jeżeli chodzi o inspiracje w klimacie, bo oprócz tego nie obce są nam klimaty NEUMA, KOBONG, ANTIGAMA, ANIMALS AS LEADER, DILLINER ESCAPE PLAN, SUNN O))) itd.

 

A czego słuchacie na co dzień? Czy też katujecie się tego typu grzmotami i łomotami?

 

Deviant: Mam pokaźną kolekcję grind/porn/gorową, z której jestem bardzo dumny, jednakże w ostatnich czasach coraz więcej słucham strasznych połamańców typu SAMO, NEUMA, RUINS itd., a także jazzu w stylu The Alters, Możdzer. Generalnie nie wiem, nie znam chyba osobiscie żadnej persony, która pomimo, że gra siekę, to słucha tylko samych wyziewów:-). Trzeba też się odstresować inną muzą niż. jak to ująłeś „grzmotami i łomotami”:-). Ale tylko czasami:-). Pani basistka ANUS MAGULO lubi SLAYERa, no i stary ROTTING CHRIST, za którym ja nie przepadam, Sorak lubuje się w BLINDEAD, MASTODON itd. a Wysek w CEPHALIC CARNAGE, DEAD INFECTION i masie różnych, różniastych wyziewów:-).

 

Grind ma etykietę najbrutalniejszej odmiany metalu. Gdzie jest granica tej brutalności i obrzydliwości w tekstach? Czy może być coś bardziej ekstremalnego niż liryki o trupach, flakach, kanibalizmie, gore, brutalnym porno itp.?

 

Wysek: Uważam, że bardziej ekstremalne i pojebane jest śpiewanie, że „Baśka miała fajny biust”.

 

Deviant: Oj tam, WILKI są spoko:-). Tzn. teksty to jedno, a utożsamianie się z patologią to drugie. Niemal każdy, kto ma bujniejszą wyobraźnię, może sobie pisać teksty o gwałtach, trupach ect. Pytanie tylko, czy robi to dla zabawy, czy rzeczywiście się z tymi zachowaniami utożsamia…? Do tego dochodzą zachowania sceniczne itd. Wydaje mi się, że trudno o większą extremę w metalu, chociaż to kwestia sporna, niektórzy stwierdzą, że np. VENOM jest totalną ex tremą, a goregrind i tym podobne są po prostu śmieszne:-). Dla mnie ikoną najbardziej ekstremalnego grania jest LAST DAYS OF HUMANITY – to jest przecież czyste szaleństwo!!!

 

A tak przy okazji – co dokładnie oznacza nazwa ANUS MAGULO? Pierwszego członu się domyślam:-).

 

Deviant: Tak… Anus jest bardzo ważnym narządem w życiu człowieka, może sprawować wiele funkcji:-), a Magulo? Nie wiem:-), po prostu fajnie brzmi. Kurcze, znów wyszedł z nas brak pomysłu i przesłania:-). Może Aneta będzie wiedziała coś więcej:-).

 

Vertherry: Magulo, to jak wszystkim przecież wiadomo – gówno z cebulą:-).

 

Wysek: Trochę bez sensu połączenie, nie?:-) Ale przynajmniej ludzie się zastanawiają, o co biega:-).

 

anus.magulo_chain.erectionJak długo trwała sesja nagraniowa do „Chain Erection”?

 

Deviant: 3 lata:-). Żartuję aczkolwiek 3/4 materiału pochodzi z 2008 roku, a pięć ostatnich wałków z 2010. Nagrywaliśmy całość w warszawskim DBX Studio pod czujnym okiem Jacka Melnickiego, u którego zresztą pracuję od tamtej pory, to była szampańska sesja:-). Pierwsze podejście zostało wydane na demie „Octopussy” w nakładzie 200 szt., pro cd-r. No i teraz dokooptowaliśmy parę numerów i tak powstało „Chain Erection”. A to wszystko dzięki Tomkowi z Redrum666.

 

Podoba mi się w Waszej muzie, że nie ma tam zbyt dużo sampli (z filmów, filmików itp., itd.), poza dosłownie kilkoma, które na szczęście nie są zbyt długie. Czy nie uważacie, że zespoły, które wstawiają dużo takich sampli, nierzadko dłuższych od samych utworów, po prostu nie mają pomysłu na muzę i wypełniają czas płyty tego typu eksperymentami?

 

Deviant: Może i mają pomysł, ale za bardzo się zajarali pornosami / horrorami itd. lub też chcą przedłużyć czas trwania płyty z 15 minut na 20:-). Masz rację, nie ma co przesadzać, bo to może przynieść tylko negatywny skutek. Aczkolwiek proszę się odczepić od MORTICIAN:-) [jakże bym śmiał:-) – red.]. Na „Chain Erection” faktycznie jest raptem tylko parę wstawek, nie możemy pozwolić sobie z naszą marką na newsy typu: „Pudelek Informuje: Skandal, patologiczny – zespół ANUS MAGULO ma 357 sampli na swojej płycie! Jest to absolutne godne pożałowania! Wstyd i hańba dla całego narodu polskiego! Wygnać ich!” Tak więc zgadzam się z Tobą, że to troszkę jest lipne – wstawianie miliona sampli, to tak jakby grać solówki gitarowe w utworze, fuj!

 

Kto wpadł na pomysł nagrania marszu żałobnego Chopina z odgłosami aktu seksualnego?

 

Deviant: Ja:-). Tak sobie w studio dłubałem i głowiłem się, jak by tu zrobić niekonwencjonalne i chore nitro, aż tu nagle… Wpadł mi do głowy taki pastiż z widoczną metaforą i przesłaniem, czyli połączyłem marsz żałobny z dźwiękami miłosnymi:-). Wg mnie wyszło całkiem zacnie, można sobie popłakać albo się podniecić. 2w1 – jak się widzi:-).

 

Lubicie „Nic Śmiesznego”? Pytam, wiadomo dlaczego – chodzi o track „Sraczka”. Chyba jeszcze nikt nie użył fragmentu tego kultowego już filmu w takiej muzie?

 

Deviant: Jest to wspaniały film, który wszyscy uwielbiamy. Nie wiem, czy ktoś już użył sampla z tego filmu, ale nie mogło go w tym tracku zabraknąć, przez wiadome walory intelektualno-edukacyjne:-).

 

Ten filozoficzno-egzystencjalny utwór o głębokim przesłaniu moralizatorskim (:-)) został zremiksowany przez Rastamańka. Czy nie popłynął zbytnio, bo bardzo ciężko poznać, że to ten sam track?

 

Vertherry: Słusznie i o to chodzi:-).

 

Wysek: Remiks to remiks. Gdyby na płycie znalazły się dwa prawie identyczne kawałki, to byłoby fe.

 

Macie już jakiś materiał na nową płytkę?

 

Vertherry: Jesteśmy obecnie na etapie tworzenia na próbach nowych kawałków, za dużo pijemy, więc trochę wolno idzie, ale myślę, że do końca roku powstanie coś zacnego, znacznie lepszego od naszej obecnej skromnej twórczości.

 

Deviant: Dokładnie! Masz rację, pamiętajcie – alkohol jest zły dla zdrowia i dla człowieka:-). Myślę, że jak dobrze pójdzie, to już z nowym wokalem spróbujemy coś nagrać już na początku roku 2012. Może jakiś splicik bądź epka? Kto to wie:-).

 

Czy często gracie jakieś sztuki i dlaczego nie w Bydgoszczy:-)?

 

Deviant: Graliśmy dotychczas ok. 10 sztuk rocznie czyli bardzo mało. Chcielibyśmy, żeby ta liczba wzrosła, ale wiadomo jak to szczególnie w Polszy jest z koncertami… [no niestety racja, aż krew zalewa – red.] Graliśmy ostatnio na skłocie „Zakaźnym” i było bardzo zacnie i miło (pozdrowienia dla EVIL BETTY!). Generalnie jesteśmy otwarci na wszystkie propozycje i jeżeli tylko się znajdzie jakiś maniak w Bydgoszczy, co nas zaprosi, wsiadamy w Żuka [Żuk? – szacun – red.] i jedziemy!:-).

 

A gig marzeń? Z kim chcielibyście dzielić scenę?

 

Deviant: Z załogami, które tak jak my kumają czaczę i wiedzą, o co chodzi w grandzie. Ja osobiście mam dosyć już grania z black, death/thrash metalowymi bandami, bo normalnie jest tak srogo, że się czasami boję wejść na zaplecze:-).

 

No właśnie. Metalowcy są bardzo wyróżniającą się subkulturą w społeczeństwie, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd i tak: (s)trash-metalowcy straszą katanami z naszywkami, heavy-metalowcy obcisłymi rurkami, black-metalowcy biżuterią, groźną miną i make upem; a jak wyglądają prawdziwi „true” grindowcy?

 

Deviant: Jakoś nie ma takiego sztandarowego ubioru grindowca albo przynajmniej ja nic o tym nie wiem:-). Każdy się ubiera, jak chce. Nikt cię w tym środowisku nie zjebie, że nosisz różowy podkoszulek. Wydaje mi się, że panuje duża tolerancja na takiego typu rzeczy. Osobiście ubieram się w oldschoolową katanę, która jest brudna i śmierdząca, przez co często jestem wzięty za thrashowca, a ja przecież nie lubię thrash metalu, noo:-).

 

Vertherry: Jak każdy inny człowiek, nie rozpoznasz na ulicy pojeba:-).

 

Wysek: Osobiście noszę skarpetki od chińczyków i mam jakiś sweter we wzorki a’la Kononowicz.

 

Dzięki za wywiad i życzę powodzenia w szerzeniu Waszej zarazy.

 

Deviant: Dzięki wielkie za zainteresowanie ANUS MAGULO. Pozdrawiamy czytelników, wspierajcie underground i szerzcie patologie i zgorszenie!!! Umpa! zaglądajcie też na mypejsa: www.myspace.com/anusmagulo.

 

[Devion]

 

Anus Magulo, www.myspace.com/anusmagulo