ARUM: „Na krawędzi życia i śmierci”

 

Image

 

Historia ARUM ma swoje źródło w działalności GRUUNKS. Ten zespół zrealizował w latach `89 – `94 dwa materiały zawierające mieszankę death i thrash, które jednak nie zyskał większego rozgłosu. Jedynie w rodzinnej Brazylii chłopaki wyrobił sobie silną pozycję na scenie undergroundowej głównie poprzez koncerty. Być może ten brak znaczących sukcesów spowodowany był tym, że muzycy, po prostu paczka przyjaciół, czego dzisiaj nie ukrywają, chcieli wówczas przede wszystkim pić i bawić się, a tym samym nie traktowali jeszcze swojego grania zbyt poważnie. Taką prostą filozofię mieli w tamtym okresie. Nomen omen, pierwsza taśma kapeli nosiła znamiennie do niczego nie zobowiązujący tytuł „Ted Beer”, a umieszczone na nim teksty również nie należały do ambitnych i wyszukanych. Członkowie grupy utrzymują, że o ile nigdy nie dbali o liryki, do komponowania zawsze przykładali się solidnie. Tak więc chociaż najstarsze dokonania zespołu ponoć nie były niczym wyjątkowym, z pewnością stanowiły dobry początek i punkt wyjścia do kolejnych muzycznych poszukiwań, które w całej okazałości zaprocentowały trochę później.

Nowa kapela, ARUM właśnie, powstała, po czterech latach przerwy w działalności, na zgliszczach rozwiązanego m.in. z powodu problemów personalnych GRUUNKS. Skąd ta zmiana nazwy? Bez szczególnego powodu, chociaż na pewno nowy szyld (autorem logo jest sam Christophe Szpajdel) miał zamknąć pewien rozdział i otworzyć następny, tak, aby słuchacze nie mieli wyraźnych skojarzeń z przeszłością. W składzie formacji znaleźli się nowi ludzie i tym razem obrany kierunek i styl bardzo zbliżył się do black metalu. Założyciel obydwu zespołów i najważniejsza w nich postać, wokalista i gitarzysta Marcelo, mimo iż w wcześniej grał różną muzykę (obecnie ma jeszcze poboczny projekt ze swoją dziewczyną, w którym jest miejsce na flet, skrzypce, wiolonczelę) i prywatnie słucha odmiennych zespołów (SLAYER, MORBID ANGEL, IRON MAIDEN, EMPEROR, DIMMU BORGIR, a także jazzu, klasyki, rocka progresywnego), swoją koncepcję odnośnie profilu artystycznego ARUM uzasadnia tym, że generalnie nie lubi nadmiernego kombinowania i mieszania gatunków w obrębie jednej kapeli. I bez wątpienia takie podejście do tworzenia jest słuszne i zdrowe.
Image Przejawem działalności nowostworzonej grupy i owocem wielu prób było demo-CD „Beyond Your Death”, z którego wybrane utwory znalazły się na kilku kompilacjach. Później chłopaki ujawnili pełnię swoich możliwości na debiutanckiej płycie „Fierce Everlasting Tempest”, która zbiera całkiem pozytywne recenzje w prasie podziemnej oraz oficjalniej w Brazylii i za granicą. Trzymiesięczna sesja nagraniowa odbyła się studiu Cantano, a jaj wydaniem zajęła się w marcu `01 Demise Rec. Było to wówczas pierwsze przedsięwzięcie tej wytwórni, a później zaopiekowała się jeszcze np. MISTYFIER czy MYSTERIIS. Promocją ARUM zajmuje się nie tylko firma, ale także w dużym stopniu sam Marcelo, który rozsyła materiały do zinów z różnych krajów i pisze do fanów osobiście. Zresztą w samej Polsce ma wielu zwolenników swojej twórczości, miał nawet plan przylecieć do nas, jednak niestety nie został on zrealizowany. Obecnie zespół pracuje nad utworami przeznaczonymi na drugi album, który być może zostanie wkrótce zarejestrowany.

Image Twórcą wszystkich utworów z „Fierce Everlasting Tempest” jest Marcelo, ale nad aranżacjami pracuje wspólnie z pozostałymi członkami, więc być może właśnie z powodu takiego sprzężenia sił repertuar zespołu ostatecznie nie dusi się w ramach typowego czystego, zimnego black metalu. Charakterystyczne dla tej kapeli jest choćby to, że sporo linii melodycznych zostało rozpisanych na gitarę akustyczną i klawisze. Wprawdzie keybordy czasami są jeszcze zbyt nieśmiało wykorzystywane, ale ogólnie spełniają istotną funkcję. Zwłaszcza jak imitują fortepian, robi się naprawdę poważnie i wyniośle Poza tym ponieważ jest to stosunkowo nowy element w twórczości grupy, gdyż ten instrument pojawił się na poprzednim materiale zaledwie w śladowych ilościach, na kolejnych produkcjach powinno być go znacznie więcej. Ten zabieg nie jest jednak wyrazem niekonsekwencji przy realizowaniu pierwotnych założeń, o których była mowa wyżej. Chodzi tu raczej o kontrast nastrojów i umiejętne przemieszanie szybkich, ostrych riffów z bardziej wysublimowanymi wstawkami jakby z innej bajki. Według mnie największym atutem zespołu jest więc niebywała umiejętność stopienia ze sobą na tle bogatego syntezatorowego podkładu dwóch rodzajów gitar, elektrycznej i klasycznej. Na krążku pojawił się także cały akustyczny kawałek. Jest to właściwie taka niewinna balladka, może jeszcze mało wirtuozerska, ale na pewno urocza. Jej umieszczenie na środku płyty też nie mogło być przypadkowe, ponieważ wbrew pozorom nie zakłóca ona surowego brzmienia albumu, a stanowi doskonałe ukojenie przed następującą później nawałnicą perkusisty i pozostałych muzyków. Tak więc ARUM sprawdza się zarówno w klasycznym black metalu jak i wtedy, jak zapuszcza się w bardziej odległe muzyczne rejony. Mam wrażenie, że komponowanie w tej kapeli odbywa się na zasadach niczym nie skrępowanego procesu wyłapywania najbardziej ciekawych pomysłów, a chłopaki po prostu mimo woli poddają się emocjom, podążają za klimatem muzyki, nie trzymają się żadnych sztywnych wytycznych. Jeśli wymaga tego chwila, zwalniają, a kiedy trzeba, przyśpieszyć. Z ogromnym wyczuciem smaku łączą za sobą szaleństwo z zadumą, delikatność z brutalnością, melodię z ekstremą, piękno z brzydotą, spokój z hałasem. Utwory są na ogół posklejane z mniejszych, odmiennych stylistycznie i tylko pozornie nie przystających do siebie fragmentów, ponieważ jest w ich zestawieniu ze sobą pewna logika i z pewnością ujednolica je, scala odpowiednio wtopiony w instrumenty wokal Marcela. Obojętnie czy jest to przenikliwy, chropowaty krzyk czy szept czystym głosem, wyciszona recytacja. Tempa na płycie są wszelakie, od wolnych, przez średnie, po szybkie. Pojawia się trochę solówek. Podoba mi się brzmienie albumu. Jest przybrudzone i ciemne, jak na black metal przystało. Zbytnia klarowność zabiłby przecież podziemnego ducha tej muzyki, a tak, trzeba się nieco natrudzić, aby zgłębić zakamarki struktury dźwiękowej, dotrzeć do jej dna i wyłowić wszystkie niespodzianki.

Interesująco przedstawiają się również teksty ARUM. Pokazują, że Marcelo, autor większości z nich, bardzo dojrzał wewnętrznie i chce przekazać słuchaczom konkretne myśli i przesłanie. Przyznaje, że od jakiegoś czasu jest zafascynowany okultyzmem, itp. i dużo czyta na ten temat. Mówi, że piorunujący wpływ wywarła na nim także lektura „Księgi Prawa” A.Crowley`a. Nie uściśla wprawdzie, czy utożsamia się choćby z przesłankami Thelemy, jednak nie ukrywa, że satanizm sam w sobie jest mu bliski, mimo iż, co równocześnie zaznacza, nie jest w tym względzie żadnym radykalistą czy fanatykiem. Nie popada po prostu w bezrozumne zaślepienie jakąkolwiek ideologią.
Dwa fragmenty z „Fierce Everlasting Tempest” są przesiąknięte rebelianckim duchem i mają sarkastyczny podtekst. Przełom wieków sprzyja milenijnym rozważaniom o sensie egzystencji i kierunku, od którego zmierzamy. Znalazło to odbicie w utworze „Futura”, który jest apokaliptyczną wizją przyszłości. Świat ziemski skazany jest na zagładę, ponieważ człowiek pogwałcił prawa natury. Sami sprowokowaliśmy bieg wydarzeń, podpisaliśmy na siebie wyrok, skazaliśmy się na destrukcję. Poprzez wojny, mordy, irracjonalne decyzje i czyny, dewastację środowiska, ogólną miernotę. Zbliżającej się katastrofy, zagłady miliardów istnień nie da się zatrzymać. Gatunek ludzki wyginie na zawsze, zakończy swoje bytowanie, przejdzie do historii planety. Nie będziemy mieli drogi ucieczki ani gdzie się schronić. Chociaż dla odmiany z kompozycji „Idyll Perished” przebija wola walki o ocalenie. Wiara, że potrafimy otworzyć wszystkie bramy, dostrzec światło, posiąść prawdziwą mądrość, poznać przeznaczenie i nadzieja, że uda się odbudować cały porządek z chaosu i zgliszczy. Kreatorem nowego, wyśnionego raju (?) miałby tu być ten jedyny wybraniec, który przekroczył granice życia i śmierci.
Pozostałe liryki z „Fierce Everlasting Tempest” to portret psychologiczny właśnie tego bohatera, który staje na krawędzi życia i śmierci… Noszę w sobie pragnienie by być nieśmiertelnym. Pod osłoną nocy, w blasku płomieni będę pić krew, aby żyć wiecznie. Czas mija nieubłaganie, a we mnie wzrastają niepohamowane żądze. Czekałem na tę chwilę. Zawierzam siłom ciemności i wsłuchuję się w wycie wilków. Ruszam w podróż, wędruję w poszukiwaniu królestwa nieprzemijającej szczęśliwości. Nie będę czekał na naturalny zgon, wezmę los w swoje ręce. Ten jeden raz stanę ponad Bogiem i będę Bogiem dla samego siebie. Zaufam Szatanowi, popełnię samobójstwo. Przedawkuję. Dławię się nienawiścią do tych, którzy mnie wyśmiewali. Nie mam kogo kochać. Jest już za późno na twoje przeprosiny. Mam dosyć twoich kłamstw. Żal, dezaprobata, tęsknota, litość – targają mną te wszystkie uczucia. Zatraciłem gdzieś swoją osobowość, nigdy nie zrealizowawszy swoich marzeń. Postradałem zmysły. Nie wiem, kim jestem. Wstrzykuję narkotyk. Umieram w cierpieniach, sparaliżowany przez strach.  Samotny, zapomniany. Boje się. Płaczę. Zgrzeszyłem. Umieram. Odchodzę w nieznane. Czy ja śnię? Inkubus i Morfeusz wzywają mnie. Podążam za nimi nie zastanawiając się. Są moimi przewodnikami, prowadzą mnie, wskazują właściwą drogę. Moje martwe ciało ulatuje. Obmywa mnie krwawy deszcz. Marznę, nic nie widzę. Szybuję ponad wzgórzami, blisko chmur i księżyca. Szukam po omacku zagubionej duszy. Dopiero teraz mogę pomścić wszystkie krzywdy, których doznałem za życia. Nie będę dla ciebie miłosierny. Twój koszmar i terror dopiero się zaczyna. Walczyłem pokonałem śmierć, znalazłem przeznaczenie. …„Willothewisp Blooming In Wrath”, „Towards Immortality”, „Vanquished Serenade”, „Gazing Into A Horizon Of Serenity”, „Beyond Your Death”…
„Quando sovet saeclum in failla. Ante thronum flammis acribus addictis. Domine inferni, voca me…” Oto ostatnie słowa, jakie padają na „Fierce Everlasting Tempest”. Stanowią podsumowanie i motto całości.

ARUM, podobnie jak mnóstwo szczególnie młodych kapel pod każdą szerokością geograficzną, ciągle borykał się z kłopotami personalnymi. Zresztą z tego powodu GRUUNKS w swoim pierwotnym składzie przestał istnieć. Nawet ostatnio Marcelo był przez pewien okres jedynym członkiem zespołu, gdyż ci ludzie, którzy stworzyli z nim płytę, opuścili grupę (jeden z nich przeszedł do nowomodnej kapeli hardcore`owej, inny całkowicie zerwał z graniem, itp.). Dokooptowani na próbę gitarzysta CENTENNIAL i basista MORCROF nie sprawdzili się, na stałe zastąpili ich dopiero muzycy z ERIS MAESTUS. Te częste zmiany na pewno są przykładem na determinację Marcela, który mimo chwil zmęczenia i wątpliwości nie rezygnuje z działalności formacji. Jednak czy oznacza to zarazem, że jest on liderem-tyranem, od którego wcześniej czy później uciekają pozostali współpracownicy? On sam wypowiada się na ten temat w ten sposób: „Moi dawni koledzy (no może z wyjątkiem przyjaciela zawsze gotowego do pomocy czyli Thomasa Roberto) nie byli w stanie poświęcić się całkowicie dla zespołu, dlatego często wszystkim musiałem się sam zajmować. W ich żyłach nie płynął metal, który traktowali tylko jako epizod i woleli się np. uczyć, nadal kształcić. Cóż, każdy chce iść przez życie łatwą ścieżką, zarabiać dużo pieniędzy, a niestety jeśli kapela nie staje się środkiem zarobkowania, wielu porzuca takie kosztowne, wymagające poświęceń hobby. Ja to wiem, choć oni sami się do tego nie przyznali. To jest poważny problem, że z tego powodu musiałem się rozstać z chłopakami. Młode grupy, takie jak moja, które nie mają jeszcze renomy jak SEPULTURA, KRISIUN czy ANGRA, nie są szanowane i doceniane. W Brazylii żyje się dobrze, ale metalowcom. Trzeba więc być prawdziwym wojownikiem metalu i nie oglądać się na prawa, jakimi rządzi się społeczeństwo Młodzi tego nie rozumieją. A dla mnie muzyka to jeden z najważniejszych powodów do życia”.

ImageImageImage

Czy ARUM kiedykolwiek trafi do większej wytwórni o zasięgu światowym, jeżeli takowa okazałaby tym swoje zainteresowanie, trudno powiedzieć. Marcelo utrzymuje, że najbardziej ceni sobie scenę undergroundową, a rynek oficjalny kojarzy mu się wyłącznie z kasą, graniem pod publiczkę, aby tylko mieć więcej profitów. Ciekawe, czy nadal byłby takiego zdania, gdyby otrzymał jakąś naprawdę dobrą propozycję kontraktu (?). Ale skończmy to gdybanie, które do niczego nie prowadzi, ponieważ liczy się to, że lider ARUM po prostu szczerze zaangażuje się w sprawy podziemia i naprawdę jest dumny ze wszystkiego, co robi, uważa to za część swojej osobowości. Poza tym korespondencja z nim to czysta przyjemność i dlatego tym bardziej twierdzę, że warto się z nim skontaktować. Gorąco do tego zachęcam i polecam „Fierce Everlasting Tempest”.

 

[Kasia / Atmospheric #11]

Arum, Marcelo Miranda, Rua Nebraska, 251 apt 53, So Paulo – SP, Cep 04560-010, Brazil; blackgoat@ig.com.br; www.arumblackmetal.com / www.myspace.com/arumblackmetal
Demise Rec., Av. Almir de Souza Ameno, 371, apto 102, Funcionários – Timóteo/MG, CEP: 35180-000, Brazil; info@demiserecords.com; www.demiserecords.com