ASAG Feuer Zieh Mit Mir `10

Nieraz dziwi mnie niezmiernie jak dostaje w swoje łapy płytę, która rozwala mnie już po paru pierwszych kawałkach, potem zaczynam sprawdzać kto to wydał, a tu okazuje się, że sam zespół własnym sumptem. Tak było w przypadku szwajcarskiego (niemieckojęzycznego, jak łatwo zgadnąć po tytule płyty) ASAG. „Feuer Zieh Mit Mir” to 36-minutowa dawka bezkompromisowego black metalu w najlepszym wydaniu. Od razu spieszę zanotować, że „self released” + pure black metal w tym przypadku nie oznaczają garażowego brzmienia. Wręcz przeciwnie, to co słychać na „Feuer Zieh Mit Mir” jest bardzo klarowne, a instrumenty nie zlewają się ze sobą. Oznacza to, że typowe black metalowe przyśpieszone riffy nie przypominają bzyczenia i da się je odczytać ze słuchu. Z wokalem już gorzej, jest to typowy blackowy skrzek, którego nie idzie zrozumieć, choć może to wynika z mojej słabej znajomości niemieckiego, niemniej spełnia swoją role znakomicie. ASAG potrafi zniszczyć swoja energią wszystko na swej drodze, bardziej stawiając na wściekłą furię niż złowieszczy klimat. Choć zdarzają się zwolnienia w stylu balladowego powolnego „Band des Verderbens”, to reszta to jedno wielkie gnanie do przodu. Nawet wewnątrz utworów zwolnienia są tylko chwilowe. Nie ma na „Feuer Zieh Mit Mir” słabych kawałków, wszystkie stoją na wysokim poziomie, a są i wybitne, takie jak „Traumtod”, „Spross Babylons”, czy najlepszy „Asag Kult”. Podsumowując, jestem przekonany, że ostatnia płyta ASAG zadowoli każdego fana black metalu, zarówno doktrynerów ze względu na trzymanie się kanonów gatunku, jak i okazjonalnych słuchaczy z uwagi na dobre brzmienie i swoistą czadowość i melodyjność „Feuer Zieh Mit Mir”. [Dod]

Asag, asag@asagkult.ch; www.asagkult.ch