AT THE DAWN From Dawn to Dusk ’12

Na temat AT THE DAWN znalazłem bardzo niewiele. Tylko szczątkowe informacje z włoskiej prasy undergroundowej. . Jedną z nich była recenzja ich debiutanckiego albumu „From Dawn to Dusk”, recenzja, dodajmy, bardzo entuzjastyczna i oceniająca te płytę wysoko, bo 7,5 na 10. pełen zapału i jak najlepszego nastawienia zacząłem odsłuchiwać wyżej wspomniany materiał a tu… Hmm, co to do cholery ma być? Włochy, jak wszyscy wiedzą, mają długie heavy metalowe tradycje. Na przestrzeni lat pojawiły się tam prawdziwe perełki, że wspomnę tylko BULLDOZER, RHAPSODY czy ELVENKING. Niestety AT THE DAWN nieprędko do nich dołączy. Debiut tych młodych włochów jest po prostu słaby, żeby nie rzec dramatyczny. Długo szukałem pozytywów w tym materiale i naprawdę jest ich niewiele. Należą do nich głos wokalisty, któremu jednak pomimo niewątpliwie fajnej barwy brakuje jakoś entuzjazmu, drapieżności i werwy właściwej większości młodych bandów. Płyta jest też ładnie wydana lecz zdaję sobie sprawę z tego, że nie kupujemy muzyki po to by oglądać wkładki. No cóż, ważne, żeby plusy nie przesłoniły nam minusów, a tu… minusem jest cała reszta. W założeniu miał to być heavy power metal osadzony gdzieś między HELLOWEEN a RHAPSODY z pewną dozą metalu progresywnego jaką kiedyś reprezentował QUEENSRŸCHE. Miał być, bo z założeń niewiele wyszło. Właściwie zabrakło tu wszystkiego, animuszu, wyobraźni i chyba też umiejętności. Płyta zawiera aż 12 utworów, lecz moim zdaniem tylko trzy zasługują na jako takie uznanie. Są to „Red Baron’s Kiss”, „Winter Storm” i utwór bonusowy „Disaster Recovery Plan”, resztą mogą się zaciekawić już tylko wybitni fani gatunku. Choć płyta nosi tytuł „Od świtu do zmierzchu” to ja miałem już pop pierwszym przesłuchaniu. A później też nie było lepiej. Ten materiał jest po prostu nudny, gitarowe riffy są trochę prymitywne, proste i zbyt mało dopracowane. Panowie odpowiedzialni za sekcję rytmiczną też nie są wirtuozami w swoim fachu. Całości nie ratują dość rozbudowane gitarowe sola, które jednak w prawie każdym utworze brzmią tak samo. Jeszcze potęgując wrażenie nudy w muzyce AT THE DAWN widzę wyraźne nawiązania do dokonań, również włoskiego, LABYRINTH, jednak bez tego błysku i radości swoich starszych kolegów. Dość powiedzieć, że nawet na stronach wytwórni i studia nagrań na temat AT THE DAWN nie ma kompletnie nic. Czyżby było im wstyd, że wypuścili na rynek tak nieudane „dzieło”? Oni akurat nie powinni się wstydzić, bo jak napisałem, płyta jest dobrze nagrana i wydana. Problemem jest „tylko” zawartość. Pomimo tych ostrych słów krytyki życzę jednak tym młodym włochom powodzenia i z uwagą zamierzam śledzić ich (mam nadzieję) rozwój, choć „From Dawn to Dusk” nie jest materiałem udanym to staram się ciągle wierzyć w drzemiący w tych ludziach (lecz głęboko ukryty) potencjał. [Qba]

Buil2Kill Records; www.buil2kill.com, info@buil2kill.com