ATANAB Black Magic `10

ATANAB to kolumbijski twór (zupełnie mi nieznany, a istniejący od 1993 roku i z dorobkiem trzech pełnych wydawnictw) potwierdza tylko fakt, że południowo-amerykański styl grania black metalu ma w sobie ogrom zadziorności i agresji. Muza tria ATANAB na pewno bardzo dobrze nadaje się na koncert, gdyż pociągnęłaby tłum pod sceną w porządny mosh. Śmiem twierdzić, że Kolumbijczycy na scenie muszą być bardzo buntowniczymi ludźmi, gdyż wszystkie kapele z tamtych rejonów, które słyszałem, grają w taki właśnie buńczuczny sposób. A z płyty „Black Magic” iście czarcia muzyka wylewa się hektolitrami siarki i smoły na głowy słuchaczy. Mimo że w trzecim utworze „Fury” pobrzmiewają klawisze, nadal jest to jadowite i bezkompromisowe granie. I tak przez całą „Czarną Magię”, bez brania jeńców, bez pertraktacji, tylko napieranie do przodu po trupach. Zespół czerpie całymi garściami z tego, co najlepsze w szybkim i posępnym black metalu, ale można tu również zauważyć własny styl Kolumbijczyków (choć nie jest jakoś wyraźnie charakterystyczny). Muza ATANAB jest bardzo agresywna, a perka wybija najróżniejsze rytmy. Tempa zmieniają się bardzo często, ale oscylują raczej w szybkich. Abacan i Karcom szybko przesuwają palcami po gryfach i robią to bardzo solidnie. Dargegoth drze ryja, aż miło, wypluwając z siebie wszelkiego rodzaju bezeceństwa. Słychać u niego piekielny pierwiastek. Brzmienie albumu jest bardzo intensywne, co dodaje ogromnej mocy takiemu graniu. Nie ma tu żadnych ozdobników, wstępów, tylko prosto z mostu kop w ryj. Jedynie tytułowy utwór posiada intro w postaci inwokacji (i tu można niestety usłyszeć, jak Darkegoth kaleczy angielski). Natomiast kolejny, „Witches Of Jagua”, to już prawdziwa nawałnica ciemnej energii i dewastacji. Krążek „Black Magic” kończy się „utworem” „Born In Blasphemy Soul – 1666” – kurwa, co to ma być?!? Ok., ja także lubię sobie posłuchać noise lub power noise, ale to, co tu zostało zaprezentowane przez ATANAB, to jakaś bzdura. Prawie 40 minut przeszukiwania fal radiowych. Marnotractwo. Kto to przesłucha i powie, że ten „utwór” mu się spodobał, to go pytam: kiedy ostatnio był u laryngologa?. Ja przetrwałem to z bólem, ale drugi raz się naciągnąć nie dam. Najlepsze, że ten twór opisany jest jako Instrumental. Basta już z tym. Na płycie są jeszcze ponoć trzy klipy. Piszę ponoć, bo ja na swojej takowych nie posiadam, mimo że we wkładce są wpisane (no niemiły żarcik, niemiły). Konkludując mogę rzec, że ATANAB gra porządnie, ale nie wybitnie, a sztuka zawarta na „Black Magic” to zaiste porządny, siarczysty black metal, ale bez fajerwerków. Ps. Okładka to szczyt kiczu i braku pomysłów. [Devion]

star10


ANATAB to zespół pochodzący z egzotycznej Kolumbii. Maniacy metalu bardzo dobrze wiedzą, że w kraju tym – oprócz wszechwładnych, potężnych karteli narkotykowych – działa spora liczba niezłych zespołów grających naszą ukochaną muzykę. Tamtejsza scena do tej pory kojarzyła mi się dość jednoznacznie z metalem, który w Europie nazywamy old schoolem lub retro metalem. Dość toporne, mocno bezkompromisowe w swej pierwotnej formie granie… Jak się jednak okazuje, w tamtym regionie świata działa też duża grupa kapel z praktycznie przeciwnego bieguna sceny. ANATAB to właśnie przykład takiego zespołu. Band ten para się bowiem melodyjnym, wzbogaconym sporą dozą klawiszowych słodkości metalem, któremu mimo wszystko najbliżej jest do blacku. Jeśli dla kogoś w czarnym metalu najbardziej liczą się melancholijne, proste melodyjki, to może odnaleźć w muzyce Kolumbijczyków wiernego przyjaciela bezsennych, wypełnionych wzdychaniem do księżyca nocy. Osobiście jestem albumem „Black Magic” bardziej niż rozczarowany. Właściwie to wszystkie elementy składowe tej płyty kuleją i to często nie tylko na jedną nogę. Mocno niedomaga archaicznie podane brzmienie gitar i perkusji, przez co chwilami całość zlewa się w bezkształtną masę, z której trudno jest wyłowić cokolwiek interesującego. Brakuje mi na tej płycie atmosfery, brakuje dramaturgii i dynamiki. Mówiąc zupełnie poważnie odradzam kontakt z ANATAB, jest wiele o piekło lepszych zespołów. [Wiesław Czajkowski]

Atanab, atanabcali@yahoo.es; www.myspace.com/atanabevil

Mighty Hordes Prod., P.O.Box 30032, 28080 Madrit, Spain; mightyhordes@hotmail.com; www.mightyhordes.com, www.myspace.com/mightyhordesproductions

Gate Of Horror Prod., www.myspace.com/gateofhorror