ATMAN No Recordaren A La Mort `11

Za recenzję tej płyty powinny wystarczyć dwa słowa. Black metal. I to ten najbardziej pierwotny, z czasów, kiedy gatunek stawiał swoje pierwsze kroki w opozycji do panoszącego się wówczas nawet w telewizji polskiej death metalu. ATMAN jest bowiem hordą zasłużoną, która od ponad dwudziestu lat uparcie kultywuje swoją walkę ze światem, przy dźwiękach jakże klasycznych dla gatunku wykrzykując peany na cześć samotności, smutku i depresji. Inna sprawa, że Hiszpanie robią to w sposób zupełnie pozbawiony oryginalności. Piąty krążek ATMAN-a nie tylko bowiem nie wnosi niczego do gatunku (bo i po co tak naprawdę?), ale również w żaden sposób nie wyróżnia się względem innych hord. Sześć podniosłych hymnów pozbawionych symfonicznych naleciałości, za to nacechowanych specyficzną nostalgią, słucha się z nieskrywaną przyjemnością. Mamy tu powolne opowieści i programowe przyśpieszenia oraz oczekiwane kanonady blastów, wreszcie skrzek przywołujący najlepsze czasy gatunku. A nad wszystkim unoszący się niezwykły duch melancholii i niepokoju, podkreślonego szczególnie w „L’anyor dels xiprers”. Tylko za każdym razem, kiedy słucham tej płyty dochodzę do wniosku, że na półce stoi kilkadziesiąt innych, do których będę wracał chętniej niż do „No Recordaren A La Mort”. Przyznaję, wydanie Ishtadeva Vinyl Production robi ogromne wrażenie, ale czy to wystarczający powód, by nabyć ów album? ATMAN-owi niewątpliwie należy się szacunek za wytrwałość, upór i konsekwencję, dla mnie osobiście zabrakło jakiegokolwiek wyróżnika, który sprawi, że za kilka miesięcy będę w ogóle pamiętał o tej płycie. [Shadock]

Atman, www.myspace.com/atmancatalunya

Ishtadeva Vinyl Prod., Ricart 14, 4t. 2a, 08004 Barcelona, Spain; vinyl@ishtadeva.com; www.ishtadeva.com