Atmospheric #11 – 2002

atmo11

Rok wydania: 2002
Skład: komputerowy, ksero
Format: A4

Stron: 60
Skład redakcji: Kasia, Mirek, Paweł;
gościnnie: Aneta, Anna Sarzyńska, Maciach, Zenon Miksztajn,
Sławek Migacz, Jan Maria Rakieta

Wywiady:
ASGAARD, APRIL ETHERNAL, BEHEADED, CALM, DARK LEGION,
DREAM, Grzegorz Freliga, HERIALF, IMMEMORIAL, INFECTIOUS GERMS,
PSYCHRIST, THEMANCALLEDTEA, THRONEUM

Prezentacje:
Hertz Studio, THUNDERBOLT, ARUM, DEMENTOR, BRUTALISM, Copro Prod.,
Demonion `distro, Horna Off-Line Magazine, Still Daed Prod.

Artykuł:
„Podziemie w sieci cz. 2”

150 recenzji muzyki i zinów, 22 relacje z koncertów, ankieta nt. prasy podziemnej
+ opowiadania („Miles, sercem lody stawiam”, „Podglądaczki”)

Dodatek do Atmospheric #11:
kompilacja CD-R „Mankid Madness” vol. IV – 16 utworów (plus prezentacja multimedialna): DREAM, THEMANCALLEDTEA, CALM, INSOMNIA, MALEVOLENCE, HERJALF, HESPEROS, NEOLITH, MISTERIA, DIACHRONIA, ARUM, URANUS, ORTANK

*     *     *     *     *      OPINIE O ATMOSPHERIC #11     *     *     *     *     *

Wasiu – Eternal Death `zine:

Dobrze się dzieje, że nasze podziemie, płodne w młode kapele żądne podbijania świata, wypuszcza co jakiś czas również ziny promujące w różnoraki sposób m.in. właśnie te zespoły (choć nie tylko, gdyż weteranów sceny również). No i jednym z takich papierzaków jest trzymany w moich łapskach ATMOSPHERIC zine. Jest to już chyba weteran w naszym podziemiu, gdyż mi przyszło recenzować już numer 11. Nie jest on może najnowszy, gdyż zrobiony został w 2002 roku, ale z racji tego, że  akurat ten numer posiadam to postanowiłem kilka zdań o nim napisać. Poświęcony jest on muzyce metalowej w szerokim tego słowa znaczeniu. I tak mamy tu przedstawione zespoły z kręgu death, black, thrash metal, ale także kapele grające bardziej klimatycznie. Znajdziecie tu sporą ilość wywiadów, jeśli dobrze policzyłem będzie ich ok. 15. Przepytano takie kapele, jak: DREAM, APRIL ETHEREAL, IMMEMORIAL, DARK LEGION, HERJALF, THRONEUM, THE MANCALLED TEA, maltański BEHEADED, ASGAARD, brazylijski ARUM, australijski PSYCHRIST, czeski INFECTIOUS GERMS, CALM, THUNDERBOLT. Także jak widać jest co czytać. Wywiady stoją na naprawdę niezłym poziomie, jedne są bardzo ciekawe, inne odrobinę mniej, jedne dłuższe, drugie krótsze, ale ogólnie widać, że twórcy ATMOSPHERIC zine przyłożyli się do każdego. Na pewno sporo interesujących rzeczy można się z nich dowiedzieć. Oprócz przepytywanek znalazły się artykuły dotyczące m.in. twórczości Grzegorza Freligi, jednego z najbardziej znanych twórców okładek, opinie ludzi dotyczące prasy podziemnej (jak wygląda jej obecna kondycja), organizacji BRUTALISM zajmującej się tworzeniem stron internetowych, grafiką, prezentacji interaktywnych poświęconych metalowemu podziemiu. Ponadto poczytać możecie także artykuł poświęcony greckiej wytwórni DEMONION PRODUCTIONS oraz opowiadanie „Miles, sercem lody stawiam” (swoją drogą interesujący tytuł hehe). Oprócz tego mnóstwo relacji z koncertów (ponad 20) i ok. 100 recenzji. No i co jeszcze…recenzje stron www poświęconych muzyce metalowej oraz recenzje wydawnictw COPRO REC. Jak widać czytania od groma. Wszystko upchnięte zostało w 60 stronach formatu A4. Czcionka na oko 7, sporo zdjęć różnej jakości, z przewagą tych mniej wyraźnych, ale to ksero więc wybaczam. Ogólnie zinol mi się podoba i chętnie sięgnę po najnowszy numer, który już jakiś czas temu powstał, a którego jeszcze, o zgrozo,  nie mam. Także polecam ATMOSPHERIC zine wszystkim, chętnym sprawdzenia „co w metalu piszczy”.

Arek – Morbidious Pathology `zine #3:

Muszę się Wam przyznać, że każdorazowo, kiedy w moje nie znające ciężkiej pracy ręce – wyznam w tajemnicy, że leser ze mnie niewyobrażalny, ale o tym sza! – trafia pisemko opatrzone dwucyfrowym numerem do głosu zaczynają dochodzić głęboko skrywane kompleksy oraz targająca mym niedoskonałym jestestwem zazdrość… Gdzież ja, biedny, samozwańczy edytorzyna z nad wyraz skromnym dorobkiem wydawniczym miałbym poddawać ocenie periodyk tej klasy, co Atmospheric, który w świadomość undergroundowej społeczności wbił się równie solidnie, co przyzwyczajenie wszelkiej maści politykierów do „koryta” – słowa te piszę w chwili, kiedy to wyborcza gorączka w naszym kraju rozgorzała na dobre, jest to, zatem kolejna (niestety z całą pewnością nie ostatnia) okazja, aby przekonać się o rozmiarach uwielbienia, jakim wszelkiego rodzaju stołki i przywileje darzą rodzimi „politycy”, ale ja nie o tym chciałem… Wróćmy, zatem lepiej do meritum. Niewiele było/jest w naszym niedorozwiniętym kraju szmatławców, które mogłyby pochwalić się posiadaniem na swym edytorskim liczniku, „dwucyfrówki”, a więc wyniku, który może napawać autorów nie lada dumą i zasługiwać na uznanie zarówno czytelników jak i „kolegów po fachu”, winniśmy jednakże mieć na uwadze także i to, że tak pokaźny staż obliguje do prezentowania poziomu sięgającego daleko ponad przeciętność. I w tym miejscu rodzi się zasadnicze – w moim mniemaniu – pytanie: czy rozpoczynający drugą dziesiątkę – oby nie ostatnią – jedenasty numer Atmospherica szybuje na wyżyny rodzimego piśmiennictwa podziemnego czy też grzęźnie w wyzierającej niemalże zewsząd miernocie, szablonowości i grafomanii? Na to jakże ważkie pytanie postaram się odpowiedzieć już za chwilę. Zacząć wypada od tego, że chcąc być uczciwym względem samego siebie, jak i Was – szanownych czytelników – nie mogę nie wspomnieć, iż #11 Atmo posiada monstrualnych wręcz rozmiarów „brodę”, która każe traktować nam ów wydawnictwo jako publikację niewątpliwie wpisującą się w zbiór podziemnych archiwaliów. Dla mnie osobiście fakt ten ma znaczenie raczej drugorzędne, jednakże jak mniemam niektórzy mogą wspomnianą aktualność – a raczej jej brak – postrzegać jako czynnik, który jeszcze w przedbiegach dyskwalifikuje wysiłki edytorskiego tercetu stanowiącego redakcję recenzowanego piśmidła. Porzućmy jednak rzeczy trywialne i skupmy się na zagadnieniach znacznie bardziej istotnych z punktu widzenia czytelnika zaprawionego w lekturze underpressowej makulatury – tym razem palmę pierwszeństwa oddaję temu, co ma podobnież znacznie marginalne, czyli: „widziały gały, co brały”. Pod względem wizualnym dziecko Kasi oraz jej dwóch dziarskich pomagierów w osobach Pawła oraz Mirka prezentuje się… poprawnie, choć można bez obawy o ferowanie niesprawiedliwego wyroku powiedzieć również, że wyjątkowo przeciętnie. Całość przepisana i poskładana do kupy przy pomocy bezdusznej maszyny, której działania opierają się na systemie zerojedynkowym i choć ów zespół elementów potocznie zwany komputerem dostarcza niewyobrażalnych wręcz możliwości między innymi w zakresie składu wszelkiego rodzaju publikacji, twórcy Atmospherica wykorzystali zaledwie niewielki ich ułamek. Efekt tego jest taki, że nie sposób zachwycać się raczej prostackim wizerunkiem „jedenastki”, na który składa się sztywno trzymający się szpalt tekst „wlany” w biel stronnic, przez co Atmo kojarzy się raczej z codzienną poranną gazetą niż z podziemnym periodykiem poświęconym szeroko rozumianej muzyce metalowej. Pozytywnym aspektem postawienia na nowoczesność jest bardzo dobre zagospodarowanie miejsca, co w połączeniu z mikroskopijną wielkością czcionki sprawia, iż ilość materiałów zamieszczonych na łamach pisemka przyprawia o niemały zawrót głowy! Jak już sobie powyżej zręcznie i bez zbędnych problemów ustaliliśmy ostatni (jak dotąd) numer autorstwa redaktorskiego trio startuje w kategorii superciężkiej i należy liczyć się z tym, że konfrontacja na linii czytelnik-pisemko może zakończyć się różnie, w zależności od kondycji wystawionego do walki zawodnika. Podejmijmy, zatem rzucone wyzwanie i przekonajmy się czy nie jest to, aby jedynie kolos na glinianych nogach, który niczym (nie)sławny Andrew Gołota zostanie powalony na deski zanim wybije gong oznaczający koniec pierwszej rundy. Co światlejsi czytelnicy z całą pewnością zorientowali się już, że Atmo jest owocem pracy trzech osób, które od czasu do czasu posiłkują się kilkoma innymi indywiduami pozostającymi na usługach „szefostwa” tego nieregularnika. I co z tego wynika zapytacie. Ano taki to układ pracy może stanowić źródło, co najmniej kilku rzeczy – mniej lub bardziej pozytywnie wpływających na ostateczny kształt pisma. Przede wszystkim wspomnieć należy o tym, że szersze grono redakcyjne wpływa na różnorodność, a co za tym idzie atrakcyjność prezentowanych materiałów, ponieważ z teorii wynika, że każdy z twórców wyróżnia się czymś szczególnym, co znajduje odbicie także w proponowanej czytelnikowi lekturze – tyle oczywiście mówią nam pewne wyobrażenia, natomiast rzeczywistość niejednokrotnie przedstawia, co innego. A jak wygląda to w tym przypadku? Bez specjalnego wahania odpowiadam, że na stronicach tak nieudolnie recenzowanego przeze mnie w tej chwili periodyku spotkały się trzy indywidualności, trzy osobowości, które cechuje mimo szeregu podobieństw zgoła odmienne spojrzenie na kwestię dziennikarstwa muzycznego, czy też edytorstwa w ogóle. Nieprzypadkowo wspomniałem o elementach wspólnych stanowiących swoisty pomost łączący materiały stworzone przez całą trójkę w jedną spójną całość. Najważniejszym spośród nich jest umiejętność wyrażania własnego zdania oraz zdolność przeprowadzenia konstruktywnej krytyki. Zarówno Kasia jak i Paweł oraz Mirek, kiedy wymaga tego sytuacja bez ogródek piętnują to, co w ich mniemaniu na potępienie zasługuje. Istotny jest fakt, że każde z nich czyni to na swój własny sposób, wyrażając tym samym „charakter” swojej pisaniny. Mi osobiście szalenie podoba się cięty język i lekkie pióro Katarzyny, które to czynniki sprawiają, że materiały przez nią przygotowane studiuje się z niezwykłą wręcz przyjemnością, a po zakończeniu lektury rodzi się poczucie niedosytu, który chciałoby się, czym prędzej zaspokoić przynajmniej niewielką recenzją, która wyszła spod jej pióra. Chcąc „prześwietlić” głównie danie Atmospherica, które stanowią rzecz jasna wywiady trzeba przyznać, że na ogół – poza kilkoma wyjątkami, ale o tym za chwilę – prezentują one poziom wybiegający poza niezbyt wysoką (niestety) średnią krajową. Nawet pomimo faktu, iż edytorzy Atmo na ogół nie wykraczają poza pewne kanony i trzymają się raczej tematyki stricte muzycznej – chlubnym wyjątkiem jest w tym gronie naprawdę interesująca „pogawędka”, którą ucięła sobie niepokorna Katarzyna z Paimonem (Thunderbolt) – udało im się uniknąć sztampy i banalności. Nieco wyżej delikatnie napomknąłem, że niektóre spośród przygotowanych „rozmówek” odstają odrobinę od ogólnie prezentowanego w Atmo poziomu, nie chcąc być gołosłownym wypada więc podać stosowne przykłady: Dark Legion – przywiązanie Sławka Migacza, który ten wywiad przeprowadził, do irrelewantnych schematów potrafi skutecznie zniechęcić do dalszej lektury; Herjalf – tym razem przepytywany nie specjalnie się popisał (delikatnie mówiąc) i odwalił kawał chałtury, na określenie poziomu, której nie jestem w stanie znaleźć odpowiednich określeń; Beheaded – kompletna klapa. Nie wiem, co w większym stopniu złożyło się na tak mizerny efekt finalny, bariera językowa, czy też fakt, iż rozmowa była przeprowadzona „na żywca” – a może obydwa czynniki miały w tym swój udział? Tak czy inaczej konwersację ową postrzegam jedynie jako zbiór nieprzemyślanych, rażąco banalnych pytań i w konsekwencji takich samych odpowiedzi. Na koniec zostawiłem sobie prawdziwą edytorską „perełkę” – pogaducha z Infectious Germs. Nie wiem czy to zasługa jakiegoś wyjątkowo nagłego i okrutnego spadku formy piśmienniczej imć Pawła, jednakże określenie tego materiału mianem wywiadu zahacza o dość niesmaczny żart. Nie sposób inaczej skomentować wręcz żenującego poziomu wspomnianego tekstu. Idźmy jednak dalej, jako, że obiad serwowany nam przez kuchmistrzów z Atmo nie kończy się na pierwszym daniu. Przyjrzyjmy się, zatem innym potrawom, które dla nas przygotowano… Tym razem na stół podany zgrabnym i zarazem pewnym ruchem fachowca wjeżdża półmisek pełen… recenzji. Ażeby nie wprowadzać niepotrzebnego zamieszania swoje odpowiednio wyznaczone miejsce na wspomnianej paterze znalazły zarówno oceny pisemek, jak i muzoli. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku nie sposób ich autorom wytknąć choćby minimalnych potknięć, o ile wśród wywiadów znalazły się również i takie, które można poczytywać za chwilowe zachwianie równowagi, o tyle zgromadzone materiały zostały zaprezentowane nader rzetelnie. Już na pierwszy rzut oka widać, że cała trójka nie stosuje żadnej taryfy ulgowej i potrafi zarówno wynieść na piedestał jak i zmieszać z błotem, wskazując bez ogródek uchybienia i potknięcia mniej lub bardziej domorosłych twórców. Nie mogło na stronicach Atmosperica zabraknąć również relacji z koncertów, których jest tutaj naprawdę spora ilość – nie wiem jak aktywność koncertowa „atmosferycznego trio” wygląda obecnie, ale wydaje mi się, że naówczas ekipa tego pisemka była chyba obok rozrywkowego duetu rodem z Sosnowca zrzeszonego pod szyldem Turbosperminator najczęstszym bywalcem wszelkiego rodzaju spędów. Uzupełnienie tradycyjnej zawartości stanowi interesująca ankieta, której tematem jest prasa podziemna, artykuł ujawniający prawdę o działalności mającego mgliste pojęcie o znaczeniu słowa uczciwość indywiduum stojącego za Still Dead Prod., oraz próbki raczej kulawej (moim zdaniem) twórczości quasi literackiej – choć o ewentualnej wartości tychże wolałbym się szerzej nie wypowiadać, ponieważ krytyk literacki ze mnie absolutnie żaden. Na deser dostaniemy jeszcze coś, co ochrzczono mianem „Podziemie w sieci” i jak nie trudno się domyślić materiał ten traktuje o wszelkich przejawach bytności metalu w Internecie – w moim przekonaniu tekst raczej zbędny i stanowiący rodzaj typowej zapchajdziury, która w tym przypadku odgrywa rolę nie do końca udanego zwieńczenia naszej uczty w lokalu zwanym Atmospheric. Czas, zatem uregulować rachunek… Okazuje się, że za przyzwoitą, niewygórowaną cenę dostajemy sporą porcję materiałów, które będą w stanie zadowolić gusta nawet najbardziej kapryśnych konsumentów, choć przyznać trzeba również, że tu i ówdzie trafić można na przysłowiowe „zgnite jajo” – jest ono jednakże niemalże natychmiast zastępowane przez fachową obsługę jakimś wybornym kąskiem, który niweluje powstały niesmak. Należy sobie otwarcie powiedzieć, że Atmospheric w zestawieniu z innymi tytułami obecnymi na krajowej mapie wydawnictw tego rodzaju prezentuje się nader okazale, brylując wysokim poziomem oferowanych materiałów oraz solidnością wykonania całości, które to czynniki umieszczają to pisemko w krajowej czołówce.

Sojo – Fukk `zine #1:

Jedenasty numer ATMO trafił do mnie razem ze składanką vol.4 (recenzja gdzieś w numerze) pod szyldem oczywiście tegoż zina. Włączyłem sobie składankę i zabrałem się za czytanie, a czytania jest tu całkiem dużo. Przede wszystkim wywiady, których jest chyba 15. Od krótkiego, tylko minimalnie przedstawiającego jak z INFECTIOUS GERMS czy HERJALF (tutaj akurat z winy odpowiadającego). Swoją drogą nie płakałbym gdyby tego wywiadu nie było, tak samo z APRIL ETHEREAL i ASGAARD, ale jak można przeczytać we wstępie do jednego z w/w wywiadów niektóre materiały były przeznaczone do innego pisma, ale ostatecznie wylądowały w Atmospheric (to inne pismo to Under A Cassock, który padł z powodu braku zapału). Za to jednym z ciekawszych tekstów jest rozmowa z Paimonem z THUNDERBOLT, a raczej fragmenty jego korespondencji z Kasią plus jej własne komentarze. Jest to o tyle ciekawe, że wywiad nie znalazł się z powodu takiego jak zawsze, czyli fajna muza – robimy z nimi wywiad. Jest wręcz przeciwnie, bo materiał zwyczajnie się autorce nie podoba. Postanowiła jednak poświęcić mu dwie strony, żeby mógł się trochę oczyścić z pogłosek (pomysł jest Kasi, a nie Paimona), które krążą o nim na scenie. Przejdźmy dalej… Podobały mi się wywiady z: THE MAN CALLED TEA, PSYCHRIST, DARK LEGION i CALM. Są one dość ciekawe i obszerne a i sami odpowiadający przyłożyli się do nich. Do dobrych można też zaliczyć te z IMMEMORIAL czy DREAM. Jest też wywiad z THRONEUM, którego również nie można nazwać słabym, ale jego autor miał trochę dziwne podejście do robienia tego tekstu i zespół traktuje troszeczkę jak ciekawostkę. Średniakiem jest rozmowa z BEHEADED. Pytania typowe, a wywiad robiony na żywo podczas festiwalu, więc efekt mizerny.
Jak widać całkiem sporo tego, a to nie koniec. Są też rozmowy z Grzegorzem Freligą, czy artykuły o Hertz studio, słowackim zespole DEMENTOR, organizacji BRUTALISM czy STILL DEAD Prod. (a dokładniej, krótki tekst-ostrzeżenie o tym, żeby tam nie kupować). Jest też całkiem ciekawe opowiadanie erotyczne w klimacie SM, pod tytułem „Podglądaczki” i taka historia jakby kwasem pisana, której oberwało się tytułem „Miles, sercem lody stawiam” autorstwa Milesa z Talesu. To oczywiście nie koniec, bo jeszcze jest artykuł o Demonion prod. & distro czy ankieta na temat kondycji underpressu. Materiału jest tak dużo, tak różnorodnego, że pewnie coś pominąłem… Stali czytelnicy już wiedzą, co pominąłem. Nie można nie zauważyć 8 stron (ponad) relacji z koncertów (gigi lokalne i festy jak Fuck The Commerce, Conquer Records, Open Hell czy Brutal Assault). Tak jest tego w chuj, ale z jakością już trochę gorzej, bo niektóre są bardzo skrótowe i praktycznie ograniczają się do kilku zdań na temat każdej kapeli plus jakieś słowo komentarza i koniec. Oczywiście mogłoby to starczyć, ale ja wole bardziej szczegółowe sprawozdania, szczególnie że tutaj niektóre koncerty są po dwa razy opisane przez dwie różne osoby, które zresztą mniej więcej piszą to samo. Dodatkowym mankamentem są relacje Anety (na szczęście tylko 3), która przykładowo na temat koncertu Dimmu Borgir, Destruction, Susperia napisała raptem 14 zdań!!! Kurwa, bez sensu, bo usprawiedliwia się tym, że z przyczyn niezależnych nie widziała występu Susperia i Destruction. Ok, chujowo, że nie widziała i mam nadzieje, że jeszcze kiedyś zobaczy, ale po co pisać w takim razie recenzję!? O samym Dimmu też było można więcej napisać, ale używając takich wyświechtanych frazesów (lub też jak w pozostałych dwóch relacjach, zwracanie uwagi na pierdoły mało istotne) udowadnia się swój antytalent i niedojrzałość „pisarską”.
Jeśli chodzi o resztę, to muszę stwierdzić, że jest dobra. W wywiadach widać doświadczenie i są one ciekawe lub po prostu poruszają ważne kwestie związane z zespołem przepytywanym. Recenzje napisane w sposób krytyczny i rzeczowy. Wszystko jest czytelnie i schludnie złożone z dobra jakością ksera. Podsumowując: Atmospheric jest dobrym zinem i na pewno przez wielu wysoko cenionym, ale jeśli chodzi o mnie na pewno nie ulubionym (chociaż chętnie przeczytam #12). Nie przypadł mi do gustu ze względu na ogólne odczucia, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu. Jest to gazeta w dobrym stylu, ze smakiem (nawet diabeł na okładce ma skrzydła jak pieprzony anioł albo motyl). Ja wolę te pisma, które są bardziej bezpośrednie ze swoim chamstwem i prostotą (oczywiście na pewnym poziomie). Ten zin posiada klimat taki jak tytuł a ja w tym nie gustuje. Jednak polecam, tym którzy w tym gustują.

Bolek – Total Destruction `zine:
Kolejny numer Atmospheric za wiele nie różni się od poprzednika, jest równie dobry, jednocześnie nie do tego stopnia, abym klękał na kolana przed „redakcją” tegoż pisemka. Tradycyjnie masa tu treści, dużo wywiadów, pełno relacji z koncertów, artykuły tyczące się kapelek oraz mnóstwo recenzji zarówno prasy jak i nagrań. Co się tyczy jakości to: z wywiadami bywa różnie ale generalnie trzymają się one przyzwoitego poziomu. Dwa najsłabsze to Dark Legion oraz Infectious Germs, w obydwu wdaje się w znaki olewczość obydwu strony, ponieważ pytania są słabe przez co też odpowiedzi lakoniczne. Do przeciętnych rozmów zaliczę Herjalf i TheMANcalled TEA, tym razem ze względu na nużące odpowiedzi, gdyż pytania są całkiem dobre. Jeśli zaś chodzi o ciekawe rozmówki to podobały mi się najbardziej z Dream, Immemorial Throneum oraz prezentacja Thanderbolt przeprowadzona przez Kasię. Jeśli chodzi o to ostatnie, jest zrobione bardzo oryginalnie na zasadzie artykuły z cytatami (chyba) z korespondencji z Paimonem. Co mi się tu podoba, to po pierwsze że jest to coś rzadko spotykanego, po drugie wyszło bardzo ciekawie. Katarzyna nie zostawia na panu Paimonie suchej nitki i wierzcie mi, że ten łapserdak z wielu spraw musiał się wytłumaczyć. Można również z tej prezencji dowiedzieć się trochę prawdy odnośnie debilizmu ludzi ze sceny NS, którą Blażej postanowił publicznie obnażyć i zmieszać z gównem. Muszę przyznać ze ten artykulik trochę zmienił moje spojrzenie na Paimona, chyba gościu (podobnież jak niegdyś Nergal) wydoroślał i zaczyna nawet z sensem podchodzić do sprawy. Poza tym całkiem niegłupie wywiady przeprowadza Mirek, ale muszę się czepić jednej rzeczy, chodzi o to, że cały czas powtarza on to samo: „jak zwykle się czepiam” i jakoś mnie to czasem irytuje. Jeśli miałbym o recenzjach coś napisać, to podobają mi się te dotyczące prasy (szczególnie autorstwa Kasi oraz tajemniczego Jana Marii Rakiety), już znacznie mniej opisujące nagrania. Nie wiem, czego, ale odnoszę wrażenie, że np. Kaśka w poprzednim numerze pisała je znacznie lepiej. Na pochwałę zasługuje skład, który prezentuje się dosyć prosto, lecz bardzo schludnie. W zasadzie Atmo nie jest pismem do końca w moim klimacie, jednak jeśli chodzi o takie bardziej „scenowe” ziny, to jest jeden z niewielu, o którym mogę powiedzieć, że naprawdę fajnie się go czyta. Duża ilość informacji z podziemia w tym wypadku została podana z sensem i zachowaniem dobrego smakiem (czyt. w interesujący sposób). No i jeszcze jedna medal, otóż w przypadku Atmospheric można mówić spokojnie o własnym charakterze i tym miłym akcentem chyba zakończę.

Adam Emanuel Mielczarek – Metal Centre `webzine:
Atmospheric #11 wypadł mi z koperty, pech jakiś chciał, z ostatnią stroną na wierzchu… Obtarłem ropę z oczu, docisnąłem do czaszki gałki oczne, mocno, aż mi się spiralki w zatliły, i … nic z tego… ten kretyński szkic nadal tam był. Nic to, przełożyłem zina jak należy, to znaczy frontowym coverem do góry, a tu dla odmiany niezła grafa (oceniając po czarno-białym xero), gdzie rogaty jakiś Belzebub dosiada niewiastę. Pewnie, że to jest kiczowate, ale muszę przyznać dobrze i dyskretnie ukazane. A raczej zasłonięte to, co trzeba… Czyli ze smakiem. [ten kicz, kochanie to jest wspaniały obraz Borisa Vallejo, którego uwielbiam i którego zapewne zna większość miłośników metalu, jeśli tylko choć trochę interesowali się przy okazji fantastyką… przecież to jest PIĘKNE !!!!! ja uwielbiam obrazki pana Vallejo i protestuję przeciwko nazywaniu ich kiczem :))))) – ale oczywiście co się komu podoba….. – elemes] OK, OK – nie bij mnie!!! Nie znam się na szkicach piórkiem i węglem :-)))) Jadę dalej…
Artykuły wstępne, i coś, co mnie na początku podłamało. Naczelny rezygnuje! Wypala się itp. No nie wiem, nie znam gościa, ale to jakoś pretensjonalnie wyszło, no bo, że jak… Mam mu maila wysłać i prosić, by został wśród naszych szeregów i toczył tę nierówną „podziemną walkę”? Hm, cholera, pomyślałem, wpadłem akurat na jakiś chyba redakcyjny kryzys.
Dobra. Od strony trzeciej zaczyna się dobrze. Co prawda odniosłem wrażenie, że ktoś tu kogoś próbował podpromować, ale w końcu sam takie rzeczy robiłem nie raz, i nie dwa razy, więc daruję. O co mi chodzi? O to, że jeśli przed kilkoma stronami z relacjami z koncertów daje się „przypadkiem” jakiś wywiad, to wiadomo, że gdzieś tam w głębi zina mógłby on przepaść, ale każdy materiał w tak dysponowanym miejscu musi przykuć uwagę czytelnika. Zresztą wywiad z DREAM jest na wysokim poziomie, muzycy mówią dużo i sympatycznie.
Na następnej stronie już pod wywiadem mała reklama dotycząca przejścia zina ‚Horna’ na postać cyferkową. Hm, to się działo wieki temu. W tym momencie zdałem sobie sprawę, iż zin niestety nie prezentuje świeżych informacji. Bo na przykład przeczytać w nim mogę relacje ze stycznia 2001 roku! To już sprzed 2 lat! No nic, od razu powiem, że wobec tego przestawiłem się z osoby poszukującej aktualności na gościa, który powoli sczytywał sobie po parę stron dziennie ów periodyk i w głowie układał swe wrażenia i myśli. Przecież mogłem sobie w takim przypadku pozwolić na flegmę, nie?
Następnie stwierdziłem, że gdybym napisał tak szczerą recenzję lub też zachowywał się, jak niektórzy spisujący relacje z koncertów, to po prostu bym się oszukał, bo pośpieszne zerknięcie mogłoby okazać się fałszywe. Co mam powiedzieć o gościu, który idzie w zasadzie na koncert zobaczyć jedną kapelkę, a przez resztę giga niszczy się browarem? Dla mnie to był lekki szok, bo jako gość, który coś tam grał na żywo, miałem inne wyobrażenie względem odbierania tego, co robiłem na scenie. To znaczy, myślałem, że na koncerty przychodzą ludzie po to, by posłuchać muzyki, a nie by po prostu tam być i się z kogoś zbijać. I kto tu jest gwiazdorem?
Hm, no dobra. Do rzeczy. Jak mówię, przestroiłem swoje receptory na gościa, który sobie buszuje po zinie i odkryłem, że wywiady są na bardzo wysokim poziomie, dobór rozmówców jest ciekawy i choć w podziemiu nie siedzę, to po przesłuchaniu z czasem próbek zebranych na kompilacji CD dołączonej do magazynu za kilka blach więcej, muszę stwierdzić, że przedstawieni są nam faktycznie ciekawi muzycy i ciekawa sztuka. Podbudowałem tym samym swą teorię, iż polskie podziemie jest atrakcyjne, że mamy tu sporo kapel na światowym poziomie, i że warto prowadzić tę misję, jaką toczą np. dziennikarze z Atmospheric, w celu wygrzebywania takich bandów na światło… Tu zacząłem mieć niestety znowu nikczemne myśli… Zacząłem zadawać sobie pytania o nakład periodyku i niestety nie jestem w stanie ustalić faktycznej jego medialnej siły ognia.
Znów odbiegłem od tematu… Nie będę pisał, na jakie koncerty wpadali wywiadowcy Atmo.
To i tak raczej pamiątki odległej przeszłości. Kolejny ciekawy materiał, to promo-artykuł na temat słowackiego DEMENTOR, który ponoć zaczyna podążać ścieżką kariery wydeptaną przez naszego VADERa. Nie wiem, nie znam, nie słyszałem…
Kolejne strony to wywiady z APRIL ETHEREAL oraz IMMEMORIAL. Oba dobre, ale na przykładzie drugiego znów można ponarzekać na długotrwały proces składania zine’a. Otóż wokalistka IMMEMORIAL musiała dodać na końcu wywiadu, że już nią nie jest… Zainteresowanych odsyłam do lektury.
Tuż po tych dwóch, bardzo dobrze czytających się wywiadach, jakieś debilne opowiadanie. Rzekłbym – lekko grafomańskie.
Dobra, co dalej? Dalej jest w moim odczuciu trochę słabszy wywiad z DARK LEGION, no ale taka jest już specyfika interview via internet, że pewnego dnia każdy może mieć słabszy dzień, wyśle jakieś takie chaotyczne odpowiedzi na pytania i z wywiadu wychodzi kupa rzadka.
Natomiast bardzo podoba mi się wywiad z Grześkiem Freligą, autorem wielu metalowych okładek płyt itp. Raz, sam pomysł przeprowadzenia takiego wywiadu dla odskoczni, choć na temat, a dwa to, co ten człowiek ma w głowie. Moim zdaniem dobry materiał.
Następny wywiad chyba został zlany przez gościa z HERJALF, a to przykre, bo chyba jeszcze ten gość i jego załoga nie mają aż takiej pozycji na scenie, by zlewać sobie ofiarowywaną i bezinteresowną pomoc ze strony Atmospherica. Przecież nasza praca polega na promowaniu tego, co uznajemy, że jest ciekawe, nie? Normalnie za to firmy płacą grubą kasę wszelkim agencjom reklamowym. No ale, skoro taki Mirek nie dostaje za swe pisanie pieniędzy i robi to z miłości do tej muzyki, to widocznie w oczach takiej gwiazdy jest frajerem i nikim. To ja mam do państwa pytanie. Kto z was słyszał w ogóle o jakimś tam HERJALF? Myślenie powinno tu być proste. Jeśli dzięki nawet tylko temu zinowi usłyszy o nich kilku maniaków, a nawet tylko co dziesiąty kupi płytkę lub wpadnie na koncert, to jest tak, jakby Mirek mu załatwił kilkudziesięciu odbiorców sztuki HERJALF. To chyba warte jest, by być dla siebie uprzejmiejszym, czy może się mylę? No dobra, może mnie poniosło, ale sądzę, że ów człowiek z tej kapelki nie ma za dobrego medialnego podejścia do wywiadów.
Następnie poleciał w zinie wywiad z THRONEUM, który mi przypadł do gustu, gdyż wywiadowany nie leciał w kule, jest wyszczekany i szczery. Kolejny materiał to w zasadzie opis atrakcyjnego katalogu firmy Demonion Production & Distribution.
Bardzo dobry, wręcz rewelacyjny materiał udało się przeprowadzić z zespołem TheMANcalledTEA. Rewelacyjny. Jak to dużo zależy od podejścia obu stron poważnie do wywiadu i potencjalnej szansy, jaką stwarza takie medium. Czyta się świetnie. Po lekturze sięgnąłem właśnie po ową kompilację audio zaintrygowany szczególnie taką dojrzałą i rzeczową oceną przez muzyka swej twórczości. I tu uderzyła mnie po uszach prawdziwa bomba! Gratuluję zinowi, iż potrafi wyszukać takie diamenty w bezkresie polskich kapel.
Ku przestrodze czytelników został stworzony krótki artykuł na temat praktyk nieuczciwej firmy Still Dead Prod., a zaraz potem wywiad z egzotycznym zespołem BEHEADED z Malty, ciekawiący mnie raczej przez egzotykę… Hm, hm… death z Malty. Wywiad jest, bo jest. Skały nie kruszy.
Dużo przyjemniej czytało mi się materiał zrobiony z ASGAARD oraz coś w stylu kryptoreklamy „organizacji” Brutalism wykonującej na zamówienie różne multimedialne grafiki i aplikacje dla metalowych załóg.
Środek pisma wypełnia kilka stron recenzji ponad trzydziestu zinów. Czyli co tam u konkurencji… Rzecz przydatna i chyba wyważona. Czegoś, co jest potem, nawet nie przeczytałem. Nie dość, że obleśne, to jeszcze kiepskie. Na szczęście potem są dwa rewelacyjne materiały, artykuł o ARUM, który wręcz mnie zachęcił, bym znów uważniej przesłuchał rzeczonej wcześniej kompilacji, a zwłaszcza kawałka tej kapeli. Druga fajna sprawa to wywiad z PSYCHRIST. Ciekawy jest dla mnie także krótki artykuł-folder dotyczący studia nagraniowego Hertz. Dla muzyka rzecz wręcz cholernie przydatna.
Po tym na tapetę rzucony został materiał składający się z recenzji kilku wybranych płyt z katalogu Copro Productions. Następnie kolejny haust egzotyki – wywiad z czeskim INFECTIOUS GERMS oraz całkiem długi i ciekawy stuff z wokalistą CALM.
Ale to, co mnie wryło w ziemię, to szczerość gościa z THUNDERBOLT. Jeszcze nie wiem, czy się z nim mogę zgodzić, muszę przetrawić temat, ale strasznie podoba mi się to, jak bardzo się otworzył. Hm, intryguje niczym Nietzsche. Dobry materiał na pewno, choć sam nie wiem, czy się zgodzić, czy nie z przedstawionymi tu poglądami, ale przynajmniej po lekturze jest nad czym pomyśleć.
Ostatnie w tym zinie miejsca zajmują dwa działy, chyba w sumie najważniejsze, no przynajmniej pierwszy. Dział recenzji płyt i dział recenzji stron zespołów w internecie. Nie wiem, czy dobrze zliczyłem, ale znajdziecie tu recki – uwaga – sto kilkunastu płyt! Oh fuck! Kiedy ci ludzie zdążyli to napisać? Następny, już ostatni dział to krytyka, która mi przypadła do gustu, gdyż także jestem laikiem w tej materii, a mianowicie przegląd kilkudziesięciu stron www. Na podstawie swej własnej częściowej autopsji opisywanych zjawisk moje spostrzeżenia pokryły się z uwagami gospodarza tego działu. I to w zasadzie już wszystko w tym zinie.
Słowem zakończenia tej przydługiej recenzji dopowiem, iż dominującą w Atmospheric #11 tematyką jest muzyka death, black i grind metalowa. Troszeczkę to nie do końca spełnia moje oczekiwania, gdyż słucham bardzo różnych rzeczy, ale w sumie rozumiem taką strategię i myślę, że dzięki temu zin jest bardziej ukierunkowany. Myślę, iż dla kogoś poszukującego informacji o kapelach z powyższych nurtów, periodyk będzie bardzo pomocny. Tym bardziej że pod każdym materiałem podane są zazwyczaj bardzo precyzyjne namiary i kontakty do kapel itp.
Na koniec podam kilka szczegółów dotyczących kompilacji i takie tam:-)…
A więc wraz z zinem wycenionym na 7,60 PLN (to chyba jest jak za wodę, czyż nie?), którego treść małą czcionką zawarta została na 60 stronach, istnieje możliwość zamówienia kompilacji pt. „Atmospheric compilation vol. 4 – Mankind Madness”. Całość wówczas, czyli zin + CD, kosztuje nas 10,50 PLN. Można oczywiście zamówić samą płytkę, ale wtedy kosztuje ona 4 PLN. A co na niej jest? Myślę, że ciekawy dobór niezłych numerów.
1. jakieś coś tam bleblanie
2. DREAM „Path To The Sources Of Oracle”
3. DREAM „Oceans Of Sleepy Dreams”
4. TheMANcalledTEA „The Ratchet”
5. CALM „Scare”
6. INSOMNIA „Na mój zgon…”
7. MALEVOLENCE „Oceans Of Fire”
8. HERJALF „Thorgil”
9. HESPEROS „Folwark zwierzęcy”
10. NEOLITH „Thin Invisible Line”
11. MISTERIA „Tamptation”
12. DIACHRONIA „XX’s Decline”
13. ARUM „Beyond Your Death”
14. URANUS „The Beauty In Death”
15. ORTANK „Not Even A Carcass”
16. ORTANK „I’m The Rapist Of