Atmospheric #12 – 2006

atmo12

Rok wydania: czerwiec 2006
Skład: komputerowy, ksero
Format: A4
Stron: 80
Skład redakcji: Kasia, Mirek, Paweł;
gościnnie: Jan Maria Rakieta, Nienor, Sajo

Wywiady:
Rise For Victory`zine, PSYCROPTIC (Aus), VISCERAL BLEEDING (Szw), NEWBREED,
IN COMA, Total destruction `zine, ZEENON (Nor), FIELLTRONE (Szw), VALINOR,
MITHRAS (UK), ATROPHIA RED SUN, MYSTERYA, MUTILATION, UMBRA NIHIL (Fin),
MOURNING BELOVETH (Irl), MY SHAMEFUL (Ger), CHTON (Nor)

Prezentacje:
DBX Studio, Sound Riot Records

Artykuły:
„Samounicestwienie (historia samobójstw)”, „To se ne vrati”

300 recenzji muzyki i zine`ów, 7 relacji z koncertów,
ankieta nt. Tolkiena i ekranizacji „Władca Pierścieni”

*     *     *     *     *      OPINIE O ATMOSPHERIC #12     *     *     *     *     *

 Adrian – R`Lyeh #5:

Z zewnątrz dwunasty numer Atmospheric`a, nad którym, jak widzę, Kasia przejęła sporą pieczę, prezentuje się znakomicie. Ale ciupasem wskakujemy do środka, coby oblukać i przeczytać zawartość. Recenzje mnie zgłębiły! Jest ich ponoć 200 (nie liczyłem – ufam flyerom) i są na moje oko dużo bardziej pod Pawlakową nutę pisane (zwłaszcza te Kaśkowe), a co za tym idzie kąśliwsze i cóż, ciekawsze. Niewątpliwie wielki punkt tego giganta (80 stron A4). Wywiadów jest także sporo. Te, które mnie zainfekowały swoją treścią i formą, to np.: Miras (Rise For Victory `zine – ale to taki niby vju, raczej prezentacja poglądów w artykule „Od A Do Z”). Total Destruction `zine – świetny wywiad, tak pytania jak i odpowiedzi, MYSTERYA – gaj Maniek jeszcze żyje?! ekstra! ATROPIA RED SUN – chyba pośmiertny obecnie wju, szkoda. MITHRAS – zwłaszcza dobre queszczyns! MUTILATION – Tomson jak zwykle wylewny, świetna rozmowa, MOURNTNG BELOVETH – nie kojarzę kapeli, ale fajna debata… Reszta też niczego sobie, ale co kunszt, to kunszt. MY SHAMEFUL, CHTON, PSYCHOTROPIC, VISCERAL BLEEDING, NEWBREED, IN COMA, ZEENON (tutaj Nobel za nazwę!), FJELLTRONE, VALINOR oraz takie ciekawe artykuły, ankieta dotycząca ekranizacji „Wiadcy Pierścieni” (niektórych gości zwyczajnie nie rozumiem, ale to mój trouble), prezentacja studia DBX – Jacek to Tofik! Mniej jak zazwyczaj relacji z gigów, ale te, które są, trzymają fason. I jedziemy dalej. Zamyka ucztę taki wspominkowy Pawłowy artykulik „To Se Ne Vrati” utrzymany w duchu Stasiakowych „Pereł…”, ale… Paweł! Skoro ludzie tacy jak Ty, odchodzą (ale i biadolą nad marnością teraźniejszego anderu), to jak mają się te wartości uchować? Niebawem Podziemie zdominują webziny i spamy zamiast flyerów! Bez takich ludków całe to gówno faktycznie padnie na ryj i klęska nastanie nieubłaganie! Wake Up! Oby ten Atmospheric wrócił na dobre i nie jako księga wydawnicza co 4 lat!

Prezes – Metal Rulez `webzine:

Atmospheric to pismo już dość wiekowe i posiadające wyrobioną markę w naszym podziemnym środowisku. Już sam fakt, iż ukazało się 12 numerów chyba o czymś świadczy. Ja niestety nie miałem wcześniej okazji spotkać się z tym papierzakiem, a po lekturze #12 widzę, że wiele traciłem.
Zacznę tradycyjnie, od strony technicznej. Zine składa się z 80 stron A4. Miejsca zszywania dodatkowo zaklejone są taśmą, dzięki czemu nie rozpada się on po przejrzeniu ledwie połowy, co niestety zdarza się dość często. Graficznie jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Każda strona okalana jest przez gustowną ramkę, od czasu do czasu (ale raczej rzadko) pojawiają się nie przeszkadzające w czytaniu tła. Elementy graficzne ograniczają się z reguły tylko do logosa danego zespołu i kilku zdjęć. Fotki są zazwyczaj czytelne, ale wiadomo, że im ciemniejsze, tym gorzej. Czcionka jest w sam raz, czyli ogólne wrażenia estetyczne jak najbardziej pozytywne, czyta się to zupełnie swobodnie. Jeżeli zaś chodzi o zawartość merytoryczną, to również jest co chwalić. Na pierwszy plan wysuwają się długaśne i ciekawe wywiady z Mysterya, Atrophia Red Sun i Total Destruction `zine. Pozostałe (m.in. Mutilation, Visceral Bleeding, NeWBReed, Valinor, Mithras), są również interesujące, choć niektóre z nich mogłyby być trochę dłuższe. Co ciekawe, na łamach Atmospheric dość obszernie prezentowane są kapele doomowe (i to zarówno w wywiadach, jak i w recenzjach), mimo to, iż obecnie nie jest to najpopularniejszy z metalowych gatunków. Spośród reprezentantów tego właśnie nurtu przepytywani są tutaj członkowie Umbra Nihil, Mourning Beloveth i My Shameful. Ogólnie mówiąc pytania są przeważnie dociekliwe i nieszablonowe, często zahaczają o aspekty pozamuzyczne. Oprócz wywiadów mamy tutaj także kilka mniej lub bardziej ciekawych artykułów. Jest krótkie omówienie historii samobójstw, jest prezentacja warszawskiego DBX Studio i ankieta na temat „Władcy Pierścieni” (książka i film). Zine`a zamyka dość obszerne omówienie katalogu Sound Riot Records i sentymentalna podróż w przeszłość w tekście „To se ne vrati”. Oczywiście jest też kilka relacji z koncertów i cała masa recenzji, zarówno muzyki, jak i prasy podziemnej. Recenzje pisane są w sposób konkretny i treściwy, znaleźć można tu zarówno krótkie, kilkuzdaniowe, jak i bardzo obszerne. Jedyne co niezbyt pasuje mi w tej części Atmo to okładki płyt przy niektórych tekstach. Są one dość małe, więc większość z nich wygląda jak rozmazane ciemne plamy, trudne do rozszyfrowania. Ogólnie jest to jednak pismo na wysokim poziomie i mam nadzieję, że Kasia i jej współpracownicy nie poprzestaną na tych 12 numerach. Jak dowiadujemy się ze wstępniaka, Atmospheric w takiej formie jak dotychczas nie będzie już funkcjonował. Autorzy założyli sobie, iż od teraz ma on ukazywać się częściej, nawet gdyby miało to być kosztem objętości. No cóż, pozostaje życzyć im konsekwencji w tym, co robią i mieć nadzieję, że nadchodzące zmiany uczynią to pismo jeszcze lepszym.


Marcin – ex Brutal Vomit `zine:

Jeśli chodzi o #12, to fajnie wyszedł (taki w starym stylu, na luzie) – zwłaszcza view z Bolkiem (Total Destruction `zine), Maniek z Misterii też jak zawsze rozmowny, Atrophia Red Sun – choć oni chyba nie istnieją już jakiś czas?! Chyba że o czymś nie wiem:-). To te najciekawsze dla mnie akcenty. Kilku wywiadów nawet nie napocząłem, szczerze bez bicia się przyznam, gdyż kapele niektóre nie leżą zupełnie w orbicie moich zainteresowań:-). Do tego oczywiście masa fajnych, rzetelnych (nie to co w „Brutalu”) recenzji. Aczkolwiek kiedyś się zraziłem do omawianego przeze mnie periodyku (hehe), gdyż np. Throneum zostało zjebane praktycznie po całości, a Herjalf dostał notę 5:-). Trochę tego nie rozumiałem, jako że Atmospheric traktuje o metalu, a kapela, która napierdala metal do bólu jest zerem przy… metalowym zerze, jakim był według mnie Herjalf hehe. Ot, taka ciekawostka prosto z mojego serca hehe.


Arek – Morbidious Pathology `zine #3:

Choć może się Wam to wydać pozbawione najmniejszego choćby sensu, chciałbym w tym miejscu lojalnie uprzedzić, że nie potrafię poza pewnymi, rzekłbym podstawowymi kolorami, określić i nazwać dokładnie całej ich gamy, którą można w ten czy inny sposób uzyskać… Potrafię rzecz jasna bez problemów wskazać podstawowe barwy addytywne, jednakże wszystko, co ponad to stanowi dla mnie pewne wyzwanie. Dlatego też pozwolę sobie całą sprawę uprościć i powiem a właściwie napiszę, że treść dwunastego numeru Atmospheric’a zapisana została na stronicach w kolorze #0000FF, przekładając zaś z systemu szesnastkowego na język polski – niebieskim. Nie wiem, co było powodem takiego posunięcia ze strony twórców tegoż periodyku, jak również nie wiem czy wszyscy czytelnicy zostali obdarowani kopią o takowym „umaszczeniu” jednakże z czymś takim spotykam się chyba po raz pierwszy, więc uznam to za oryginalne posunięcie. Rodzi się jednak w tym miejscu pytanie czy tak niekonwencjonalny zabieg nie przyniósł czasem więcej szkody niż pożytku i muszę powiedzieć, że… ani w żaden sposób nie uatrakcyjnił on dwunastego numeru Atmo ani go na łopatki nie rozłożył. Ot, ciekawostka. Nie był bym rzecz jasna sobą, gdybym już w tym momencie zakończył przyglądanie się „ciału” tego nieregularnika, więc pozwolę sobie wspomnieć także, iż każdą ze stronic zdobi… ramka. Czy potrzebna? Szczerze mówiąc… nie wiem. Pewnie i bez niej moja ostateczna ocena pracy persony odpowiedzialnej za kwestię wizualną Atmo jakoś szczególnie by się nie różniła… Oczy cieszą zdjęcia, logosy, tu i ówdzie delikatne podkłady – jednym słowem: standard. Absolutnie żadnych zapierających dech w piersiach rozwiązań pod tym względem nie zanotowałem, natomiast naprawdę potężnym plusem przemawiającym na korzyść twórców tegoż papierzaka jest fakt niezwykle umiejętnego rozplanowania materiałów, co w połączeniu z niewielkim rozmiarem czcionki i „profesjonalnym” formatem A4 oraz zawrotną liczbą osiemdziesięciu stronic zaowocowało wręcz powalającą porcją lektury! Wybieracie się w podróż koleją transsyberyjską? Miewacie dłuższe posiedzenia w toalecie za sprawą dokuczliwych zaparć? Cierpicie na bezsenność? Jesteście (nie)szczęśliwie bezrobotni i nie wiecie, co począć z nadmiarem wolnego czasu? Jeśli chociaż na jedno z powyższych pytań odpowiedzieliście twierdząco Atmospheric z całą pewnością pozwoli Wam za sprawą olbrzymiej dawki różnego rodzaju tekstów zapomnieć o niewygodach podróży, męczących Was dolegliwościach czy też o przyprawiającej Was o niekontrolowane drgania lewego pośladka niesprawiedliwości społecznej i dziejowej. Pytanie tylko, czy lektura „atmosferycznej dwunastki” będzie niczym smakowite panaceum na wszelkie bolączki czy też raczej przyjdzie nam z grymasem na twarzy przełknąć gorzką pigułkę?
Chcąc nie chcąc, ocenę kwestii merytorycznej leżącego właśnie przede mną pisemka, bezwstydnie prezentującego swoje wdzięki należy rozpocząć od uwagi na temat „świeżości” omawianego „wyrobu” – a z tym trzeba przyznać jest… kiepsko! Gdyby pokusić się o rozpatrywanie Atmospheric’a w kategorii artykułu spożywczego, to rychło okazuje się, że jego data przydatności do spożycia wygasła już dość dawno temu i pochłaniając tego rodzaju produkt w najlepszym przypadku możemy narazić się na mniej lub bardziej dokuczliwe rozwolnienie. Na szczęście „konsumpcja” dwunastego numeru Atmo nie rozreguluje naszego organizmu – co najwyżej możemy przypomnieć sobie kilka faktów z dziejów tej czy innej załogi. Okazuje się, również, że pod tą z pozoru mało apetyczną warstwą pleśni porastającą stronice tegoż papierowego nieregularnika kryje się coś, co nie pozwala nam przejść obojętnie obok i mimo dość zaawansowanego etapu rozkładu gnilnego nęci i kusi… Czym? Przede wszystkim niebanalną treścią! Niestety nijak nie jestem w stanie postawić znaku równości między wszystkimi materiałami, które znalazły swoje miejsce na zimnych, błękitnych stronicach Atmo, gdyż teksty z wyższej półki występują tutaj wymiennie z tymi z nieco niższej ligi – choć trzeba w tym miejscu koniecznie zaznaczyć, że ów pogawędki odstające odrobinę poziomem od innych jakieś szczególnie tragiczne nie są, ale mimo wszystko w porównaniu z resztą rozmów wypadają raczej mało interesująco. Doskonałym przykładem tego rodzaju „dysput” są wywiady z Mirasem zawiadującym Rise For Victory ‘zine czy też z NewBreed. Szczerze przyznaję, że nie specjalnie przypadły mi one do gustu – dlaczego? Już odpowiadam! Przyczyną w obydwu przypadkach jest forma, którą zastosowano mianowicie… luźno rzucone hasła. Niestety ów „krótkie piłki” w postaci przedstawionych przepytywanym zagadnień są albo zbyt ogólne albo mało interesujące, a co za tym idzie znajdują odbicie w raczej niezbyt porywających odpowiedziach. Na szczęście poza wymienionymi powyżej dwoma „pogaduchami” na tego rodzaju rozwiązania na łamach #12 Atmospheric się nie natkniemy, gdyż pozostałe „dyskusje” stanowią przykład mniej lub bardziej solidnego dziennikarskiego rzemiosła – można nawet właściwie bez większego trudu i ryzyka dokładnie wskazać materiały, której z osób udzielających się na łamach Atmo wypadają w tym zestawieniu korzystniej… Zadanie to okazuje się banalnie łatwe, gdyż tym razem mimo trzyosobowego składu redakcyjnego ciężar wykreowania warstwy merytorycznej spoczął na barkach Kasi oraz Mirka i po raz kolejny jedyna przedstawicielka płci pięknej w obozie „atmosferycznego trio” udowadnia, że potrafi doskonale władać słowem pisanym zapewniając sobie tym samym pozycję filaru tegoż pisemka – choć i jej zdarzają się drobne potknięcia, jak chociażby wspomniane wcześniej pogawędki, których nie „poczęstowałem” zbyt ciepłymi słowami, jak również bardzo przeciętny wywiad z Mutilation. Już na pierwszy rzut oka widać, że większość materiałów autorstwa pani Gwiżdż jest pełniejsza, oparta na zdecydowanie bardziej rozbudowanych pytaniach niejednokrotnie wybiegających poza standardowe zagadnienia dominujące na ogół w prasie muzycznej, co w efekcie finalnym przekłada się na bardziej interesującą lekturę. I nie są to z mojej strony słowa na wyrost, gdyż doskonałym ich potwierdzeniem są najlepsze w moim odczuciu rozmowy opisywanego numeru z Bolkiem skrywającym niegdyś swą niepiękną twarz za szyldem Total Destruction ‘zine, Covanem swego czasu stojącym za mikrofonem w Atrophia Red Sun – wówczas, bo nie wiem czy tenże zespół jeszcze istnieje – oraz Mańkiem szefującym zespołowi Mysterya – onegdaj Misteria. Bez najmniejszego wahania mogę stwierdzić, że wspomniane przeze mnie powyżej trzy wywiady prezentują się wręcz znakomicie i wypada jedynie żałować, że reszta niestety nie dotrzymuje im kroku. Szczególnie ubolewam nad tym, że w tej nieco niższej lidze plasują się niektóre pogawędki przeprowadzone przez Mirka, gdyż bardzo chętnie przeczytałbym jakąś zajmującą dyskusję z Psycroptic, Visceral Bleeding czy też Mithras, bo nie ukrywam, że z całej obsady „dwunastki” to właśnie te załogi z punktu widzenia muzycznego są dla mnie zdecydowanie najbardziej interesujące. Niestety rozmówki z rzeczonymi powyżej tracą na wartości, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że są raczej krótkie i zbudowane głównie na pytaniach dotyczących kwestii muzycznych, co przy raczej wątpliwej aktualności materiałów w jeszcze większym stopniu obnaża ich nie wychodzący poza średnią krajową poziom. Nieco lepiej wypada wywiad z Mourning Beloveth – choć w tym przypadku jest to w głównej mierze zasługa odpowiadającego, który na szczęście okazał się raczej wygadanym osobnikiem. Ogólnie można się, zatem pokusić o stwierdzenie, że w kwestii wywiadów Atmospheric trzyma całkiem przyzwoity poziom, który tu i ówdzie szybuje na wyżyny by gdzie indziej niestety obniżyć loty, jednakże w ostatecznym rozrachunku prezentuje się pod tym względem zdecydowanie lepiej aniżeli większość obecnie ukazujących się pisemek. Pewnym zarzutem z mojego punktu widzenia bardzo osobistym może być to, że maniacy death metalu tacy chociażby jak ja nie znajdą dla siebie na stronicach Atmospheric zbyt wielu rozmów z przedstawicielami tego właśnie nurtu muzycznego…
Błędem byłoby rzecz jasna ocenianie wartości merytorycznej Atmo tylko i wyłącznie przez pryzmat wywiadów, gdyż tradycyjnie poza rozmowami na łamach tego – jak i każdego innego – papierzaka zagościły… recenzje. Muszę przyznać, że ich niemała liczba zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie! Można o nich mówić/pisać właściwie tylko i wyłącznie w ciepłych słowach, gdyż są one napisane rzetelnie, ale i niebywale lekko zarazem. Nie brak wśród nich zarówno peanów pochwalnych jak i gorzkich słów prawdy, kiedy to konieczne tak, więc tym bardziej zyskują ów recenzje na wartości, ponieważ widać, że piszący je ludzie podchodzą do sprawy uczciwie nie kadząc nikomu ani też nie wylewając na nikogo bez powodu wiadra pomyj. Każdorazowo wskazują mocne i słabe punktu danego wydawnictwa tak by czytelnik mógł bez większych problemów zdecydować czy dana pozycja może znajdować się orbicie jego zainteresowań czy też nie. W tym miejscu mógłbym, co prawda zakończyć moje wywody dotyczące recenzji, jednakże należy wspomnieć również o kwestii, która może być przez niektórych postrzegana, jako co prawda jedyny, jednakże naprawdę spory ich minus, mianowicie… Daty wydania poszczególnych materiałów. Niestety spora część spośród nich jest dość odległa w czasie, a to sprawia, że prawdopodobnie osoby zainteresowane danym stuffem już od dawna są jego posiadaczami, więc opinia innych raczej nie na wiele im się przyda.
No, ale przecież na wywiadach i recenzjach świat się nie kończy – choć niektórzy zdają się takowy pogląd wyznawać, na szczęście twórcy Atmo nie należą do tego rodzaju ludzi – więc na stronicach #12 Atmospheric będziecie mogli zapoznać się również między innymi z: historią samobójstw (temat interesujący, ale niestety zbyt pobieżnie potraktowany i w efekcie pozostaje poczucie niedosytu), ankietą dotyczącą słynnej trylogii autorstwa J.R.R. Tolkiena oraz jej ekranizacji (pomysł ciekawy, aczkolwiek odpowiadający chyba nie do końca się przyłożyli), obszerną prezentację DBX Studio (popartą wypowiedziami muzyków z kapel rejestrujących tam swoje materiały) oraz potężny i drobiazgowy raport z wytwórni Sound Riot. Nie zabrakło również relacji z koncertów, choć tym razem jest ich chyba mniej niż w poprzednim numerze i prezentują się również – przynajmniej niektóre – nieco gorzej niż to onegdaj bywało. Rolę epilogu „dwunastki” stanowi artykuł Pawła – chyba jedyny obok kilkunastu recenzji tekst, jaki zamieścił ów pan w #12 – o wielce wymownym tytule „To se ne vrati”. Jak nie trudno się domyślić jest to swego rodzaju podróż sentymentalna i przyznam szczerze, że na ogół raczej ciepło przyjmuję tego rodzaju inicjatywy, jednakże w tym przypadku trudno mi oceniać ten materiał pozytywnie – już wyjaśniam, dlaczego. Otóż dla mnie osobiście po pierwsze ów „wycieczka” jest zdecydowanie za krótka po drugie mało ciekawie przedstawiona i po trzecie… niestety autor nie ustrzegł się pewnych dosyć poważnych błędów rzeczowych, które miejsca mieć raczej nie powinny. Dlatego też mimo najszczerszych chęci nijak nie mogę wystawić tejże „pracy pisemnej” oceny wyższej niż dopuszczająca… No, ale jako, że lektura ostatniego – jak do tej pory – numeru Atmospheric została w tym właśnie miejscu oficjalnie zakończona należy przedstawić kilka wniosków ogólnych, które pozwolą podjąć Wam decyzję czy się w ów piśmidło zaopatrzyć czy też nie…
Niewątpliwie poważnym mankamentem omawianego pisemka jest wspomniana przeze mnie już niejednokrotnie aktualność zawartych materiałów, a właściwie raczej jej brak, jednakże Atmospheric posiada jednocześnie w swoim arsenale czynnik, który doskonale równoważy plusy i minusy tego wydawnictwa – dobry poziom merytoryczny. Co prawda skłamałbym twierdząc, że ostatni numer Atmo jest rewelacyjny i stanowi nieodrodne dzieło rodzimego underpress’u, gdyż jak już wspomniałem w dalszym ciągu mamy do czynienia z pewnymi wahaniami poziomów a to sprawia, że ów periodyk jest nieco nierówny pod względem merytorycznym, jednakże muszę również wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy… Otóż, w dzisiejszych czasach, krajowych szmatławców mogących wywrzeć na mnie osobiście wrażenie w kwestii merytorycznej jest mniej niźli palców u ręki, a Atmo jest właśnie jednym z nich, dlatego też każdy, komu nie straszne są „daty przydatności do spożycia” jak również nie zamyka się w ramach jednego gatunku metalowego hałasu powinien z tymże pisemkiem się zapoznać zanim zapowiadana od pewnego czasu „trzynastka” nie ukaże swego podobnież profesjonalnego oblicza…

Marek – Stefan `webzine:

Scena metalowa, nie tylko ona z resztą, przypomina dużą metropolię. Wysokie wieżowce i w ogóle luksusy. Są jednak przedmieścia gdzie lepiej nie zapuszczać się tam nie wiedząc co czeka nas za rogiem budynku. Do luksusów zaliczyłbym obok label’ów, super produkcji również Internet. W mrocznych zakamarkach pozostali ci, którzy zawsze wyżej będą cenić smak znaczkowego kleju od światłowodu. Takie były korzenie i zapewniam, że są one na tyle silne, że wydają się wciąż utrzymywać przy życiu całego tego stwora, który wszedł na salony. Siedząc od sześciu lat przed monitorem komputera nie pamiętam kiedy oderwałem tyłek od krzesła i zapuściłem się w te ciemne uliczki gdzie czuć zapach rozgrzanych kser. Raz, że wirtualna sieć podaje wszystko na talerzu, dwa, rynek oficjalnej prasy drukowanej mocno się rozrósł i prezentuje na tyle wysoki poziom, że szukanie kolejnych, kserowanych, tytułów nie tłumaczy żadna potrzeba. Zresztą etap fanzinów zakończyłem na drugim numerze Sthrashnej Thrashki, który nie jako był pomostem między tym co w podziemiu, a tym co oficjalne. Mając możliwości postawiłem, co tu kryć, na łatwiejszą formę. Połączyła ona moje dwie pasje i oprócz prób odbicia się od dna dziennikarskiego (autora tego określenia wciąż nie udało mi sie zidentyfikować, biedny widać zapomniał jak się nazywa i jeszcze nie zgłębił zasad działania poczty elektronicznej, mimo to pozdrawiam w tym miejscu) oraz zabawy szeroko pojętymi technologiami tworzenia stron WWW. Dobra tyle tytułem rozwodnionego wstępu. Oto bowiem pewnego dnia ktoś z przedmieścia odważnie postanowił poinformować wszystkich, że są, żyją i mają się całkiem nie źle. Nie była to tylko jednorazowa akcja spamowa. Kasii, twórczyni Atmospheric’a, nie tylko udało się poinformować za sprawą kilku webzinów o kolejnym numerze swojego fanzine’a lecz także, przy najmniej jeśli o mnie chodzi, do jego zakupu.
Dawno już nie otwierałem koperty, z której oprócz samego zinu wypadły stosy ulotek. 12 numer Atmosheric to 80 stron, format A4 i mała czcionka gwarantująca dużą porcję czytania. Niestety uroki ksero niweczą choćby nie wiem jak piękne pozy muzyków na zdjęciach. Do dziś zagadką pozostaje dla mnie, tyczy się to nie tylko tego zine’a, dlaczego nie można tych czarnych kwadratów zastąpić jaką czarno-białą grafiką? Wiem, że nie każdy jest mistrzem obróbki cyfrowych (skanowanych) zdjęć, skoro już jednak koniecznie ma tam być zdjęcie zespołu to warto byłoby trochę popracować filtrami tak aby po wykonaniu ksera można coś na nim zobaczyć.
Nie znam dawnych numerów. Ten czekał trochę na swoją kolej, przez co w niektórych miejscach lekko się z dezaktualizował. Któż jednak mając stosy prasy, zinów nie wraca do tych starszych numerów z przed lat? Można więc podejść do dwunastki właśnie w ten sposób.
Po tytule spodziewałbym się w nim przeważającej ilości tekstów o grupach z pod ciemnej gwiazdy Metal Mindu. Nic bardziej mylnego. Zestaw przepytanych grup jest różnorodny, ze szczególnym wskazaniem na maratońskie wywiady z ATROPHIA RED SUN, MYSTERYA, MOURNING BELOVETH, czy krótsze m.in. z PSYCROPTIC, VISCERAL BLEEDING, NeWBReeD, IN COMA, MULTILATION, VALINOR i wieloma innymi, których nazwy niech pozostaną niespodzianką. Rzecz jasna są też recenzje, zarówno zinów jak i płyt. Czy okażą się zachęta, czy spłyną po was jak poranna rosa kiedy obudzicie się pod drzewkiem, nie bardzo umiejąc przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, to już pozostawiam każdemu do własnych rozważań. Znajdziecie też relacje z koncertów. Dowiecie się jak było na kilku imprezach w południowej Polsce. Jak już wspomniałem sporo czytania, a czy okaże się ono miła lekturą lub wywoła grymas zniesmaczenia pozostaje osobną kwestią.
Osobiście padam na kolana przed Kasią za rozmowę z Covanem z ATROPHIA RED SUN. Zupełna perełka tego numeru! Resztę jej tekstów czyta się równie ciekawie. Pozazdrościć tylko niebanalnych pytań, które stanowią spory atut Atmospheric’a. Jej redakcyjny kolega Mirek też docieka, wnika i stawia odpytywanego pod murem. Gorzej gdy przychodzi mu zrelacjonować koncert. Ta część pisma pozostawia największy nie dosyt czy irytację. Nie ma jednak tego aż tak wiele, związku z czym szala pozytywnych wrażeń zdecydowanie przeważa na swoją stronę.
Wiem jak nie łatwo jest zakończyć coś co tworzy się od lat, czemu poświęciło się tyle czasu, co przyniosło tyle radości. Już we wstępie dowiedzieć się można, że idą zmiany jeśli chodzi o Atmospheric. Jakie? Postanowiłem podpytać u źródła, a skoro powiedziało się a, można powiedzieć i b. Wkrótce wywiad z naczelną zina.
Tymczasem do poczytania:
Wywiady z RISE FOR VICTORY`zine, PSYCROPTIC (Aus), VISCERAL BLEEDING (Szw), NEWBREED, IN COMA, TOTAL DESTRUCTION`zine, ZEENON (Nor), FIELLTRONE (Szw), VALINOR, MITHRAS (UK), ATROPHIA RED SUN, MYSTERYA, MUTILATION, UMBRA NIHIL (Fin), MOURNING BELOVETH (Irl), MY SHAMEFUL (Ger), CHTON (Nor). Ponadto: artykuł Samounicestwienie (historia samobójstw), prezentacja DBX Studio, obszerny raport z Sound Riot Records, ankieta dotycząca Tolkiena i ekranizacji Władca Pierścieni, relacje z koncertów. 200 recenzji muzyki i zine`ów!!!

Artur – Born To Die `webzine:
Na dzień dobry należy się szacunek dla „Atmo” za wkład w szerzenie idei podziemnego bytu na tym łez padole. Szacunek za czas, jaki już błąka się po tym kraju, aczkolwiek z małymi potknięciami. Czas robi swoje i wyżej dupska nikt nie podskoczy. „Atmospheric” osiągnął swój poziom i na tym pewnie poprzestanie. Z tej wysokości można już tylko dążyć do całkowitego profesjonalizmu, ale tego ekipa owej prasówki nie uczyni. Karci wszelkie przejawy bycia doskonałym tworem, któremu bliżej do kolorowych czasopism z kiosku niż standardowemu wypustowi z mrocznych czeluści. Dobrze, że jest ktoś taki jak Mirek i Paweł, bo coś mi się widzi, iż pozostałe osoby blado wypadają w porównaniu z tym duetem. Zadają schematyczne pytanka, a w grupie i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa. Nie będę ukrywał, że sam się posiłkowałem w ten sposób, ale zarzucać komuś coś, co samemu się uprawia, jest drobną przesadą. No cóż, ale kim ja jestem, aby krytykować, ot zwykły ludź, co to ma więcej wspólnego z Rusami niż kimś tam z ekipy „Atmo”? Kończę, bo nawet nie chce mi się pisać o owym wazeliniarstwie z pewnego wywiadziora (może dwóch), bo i po co i komu to potrzebne. Czekam cierpliwie, kto pierwszy rzuci we mnie kamieniem?!

Robert – Psycho `webzine:
Cóż, po tej recenzji pewnie dostanie mi się w kolejnej odsłonie zina ATMOSPHERIC, ale kadzić nikomu za słodkie oczka nie będę. Zawsze byłem, jestem i będę zwolennikiem papierowych wydawnictw i nic tego nie zmieni. I chociaż sam jestem teraz częścią „wirtualnego” świata to całkowicie nie interesuje mnie moja „wirtualna” konkurencja. Pisząc bardziej zrozumiale, nie śledzę poczynań innych webzinów kompletnie. Ale wróćmy do naszego opisywanego papierzaka. Jednym z grzechów głównych tego zina jest jego przestarzała zawartość. Większość wywiadów jest po prostu wiekowa i nijak nie trzyma się już tego co mamy na dzień dzisiejszy. Pierwszym z wierzchu przykładem będzie wywiad z MUTILATION, gdzie zespół jeszcze chwali współpracę z pewną wytwórnią… a dzisiaj to już całkowicie jest inna bajka. Czy chociażby wywiad z UMBRA NIHIL, gdzie zespół zaprasza do sprawdzenia swojej nowej płyty, która ma się ukazać w lutym 2005. I tak można byłoby mnożyć tego typu historie. Dobrze, ze sami redagujący ATMOSPHERIC przyznają sie bez bicia, ze materiał ten ukazał się co najmniej dwa lata za późno oraz też sami przyznają się, że może to być już ostatni numer tego zasłużonego magazynu. Widać również, że ten podziemny magazyn mocno związał się z wytwórnią FIREBOX RECORDS, czego dowodem mogą być wywiady z zespołami z tej wytwórni. Nie chce mi się liczyć dokładnie, ale trzy kapele (i to grające doom metal) z tej wytwórni są w tym numerze na pewno!! Czyżby aż tak zależny był ATMOSPHERIC od jakiejś wytwórni płytowej?? Ho ho ho – to się powyrabiało!!! Należy domniemywać, że słowo „niezależny” w tym przypadku nie ma pokrycia. Cóż, kolorowe, wielotysięczne komiksy mają wsparcie wielkich wytwórni a te podziemne zinacze promują swoich partnerów. To jest tylko business… niestety. Idziemy dalej.
Wywiady: O ile sam skład zespołów, bynajmniej dla mnie, z którymi zrobiono wywiady na potrzeby tego numery mnie zbytnio nie podnieca, to trzeba oddać twórcom, ze czyta się je dobrze a pytania i odpowiedzi nie nużą czytelnika. Szkoda tylko, ze praktycznie wszędzie gdzie tylko można autorzy tych wywiadów próbują drwić, szydzić lub totalnie olewać webziny, czy jak kto woli „jebziny” (takie określenie można znaleźć czytając „OD A DO Z” z twórcą „Rise For Victory”). Ale walić to, nie ma co robić niepotrzebnych kwasów….
Recenzje: ich tutaj jest sporo. Ale czy można się dziwić, skoro jest tutaj cała gama płyt z lat 2001-2005?? można poczytać, ale jak znam życie, większość ludzi sobie odpuści czytanie tych stron. Bo na co komu czytać recenzję jakiegoś promo z 2001 roku, tym bardziej że jest duże prawdopodobieństwo, że ten zespół już nie istnieje? Także z tymi recenzjami też bym sie zbytnio nie chwalił. Ale jak sie wczytamy w recenzję, są one zazwyczaj rzetelne, konkretne i na temat. Zwłaszcza te pisane piórem Katarzyny mają w sobie największą porcję dobrego rzemiosła, wiedzy i wyrobionego ucha do muzyki. Na większą uwagę zasługują recenzje konkurencji, czyli papierowych wydawnictw. Tutaj cała gawiedź ostro sie zebrała, by powytykać im grzechy lub pochwalić w jadłospisie za całość.
Live: Relacje z koncertów to jedna z tych części ATMOSPHERIC o której chciałbym jak najszybciej zapomnieć!! Większość opisanych koncertów jest z 2002 roku i znowu podejrzewam, ze większość ludzi mających w łapie ten zin na te relacje położy po prostu laskę i nie będzie ich czytać…. A szkoda, bo z nich można się dowiedzieć, że DECAPITATED na scenie jest śmieszne, ze VADER gra przeciętne sztuki, BEHEMOTH i jego koncerty panu edytorowi zaczynają się nudzić, ale słów chwalebnych i wynoszących, wręcz wchodzących w odbyt bez wazelinki w stronę koncertowego oblicza zespołu FRONTSIDE było już nie miara. Heh, może ktoś powinien sobie chodzić tylko na gig’s FRONTSIDE i przestać pisać relację z koncertów, jeśli zbyt sensownego w tym temacie nie ma się do powiedzenia. Albo jeszcze lepiej, ściągnąć sobie wszystkie płyty FRONTSIDE na mp3, zamknąć się w domu i w ogóle z niego nie wychodzić. Zostawiam to bez komentarza!!!
Deser: Na deser dostaliśmy na ostatniej stronie wspominkowy „TO SE NE VRATI’. Bardziej nędznego zakończenia ATMOSPHERIC nie można było już wymyślić. Edytor/redaktor (*jak kto woli!!) próbuję nam się wykazać swoją wiedzą na temat starej sceny, jak to sam napisał: Zagłębiając się w swoich starociach, dla niego ciągle żywych, ciągle świeżych i najlepszych. Tak się zagłębił, ze opisał trzy zespoły: DRAGON, MORDOR i HAZAEL. Nie znam klucza jakim posługiwano sie przy wyborze tych kapel do tego artykułu i chyba już nie chcę wiedzieć. Śmiech na sali. Dzięki temu artykułowi dowiedziałem się, ze HAZAEL to kapela z Łodzi a ich demo „Clairvoyance” był ich debiutanckim materiałem. Otóż nie SZANOWNY KOLEGO!!!! HAZAEL to była płocka grupa, która nagrywała swoje materiały w Łodzi a ich debiutancką taśmą była taśma „Chapel of Doom” nagrana jeszcze z Wojtkiem (Kruszyną) na basie, współzałożycielem grupy. Dopiero w dwa lata potem, z całkiem nowym składem, profesjonalnie i ładnie została wydana kaseta wymieniona w ATMOSPHERIC jako debiutancki materiał. Jeżeli juz chcemy o czymś pisać, może najpierw należałoby się troszkę z tym tematem zapoznać. Ja jak i wszyscy starsi koledzy z PSYCHO (wiem, wiem, jesteśmy „jebzinem” hehehe) służymy pomocą w tym temacie. Co prawda z wiekiem skleroza i pamięć już nie ta, ale coś tam jeszcze pamiętamy z tamtych lat!! Wydany z wielkim opóźnieniem ATMOSPHERIC # 12 będzie albo przysłowiowym gwoździem do trumny albo odskocznią i powrotem na wyższy pułap. Teraz jest po prostu za staro, za drogo i…..
Liczę jednak na to, że to nie koniec, że ATMOSPHERIC #13 ujrzy światło dzienne, ze znowu będzie gruby w strony i że będzie już bardziej dopracowany i świeższy. Stać ich na to!!! A teraz po prostu słabo!!