ATROPHIA RED SUN: „death focused on mind spheres” – 18.11.2004

 
Image ATROPHIA RED SUN to jedna
z najstarszych i najlepszych grup wywodzących się z Krakowa. Istnieje ponad 10 lat i przeszła długą drogę muzycznego rozwoju. Przez zespół przewinęło się wiele osób, każdy materiał był utrzymany w innym stylu, kapela współpracowała z różnymi wytwórniami, a na pewno przez cały czas ARS dążyła do metalowej doskonałości, poszukiwała optymalnego składu personalnego, pozyskiwała sobie kolejnych fanów, borykała się z przeciwnościami losu, próbowała znaleźć dla siebie miejsce na scenie… Nowa płyta „Twisted Logic” jest  po prostu znakomita i może być przełomową dla grupy. Rozmowa z Covanem (wokalistą i autorem tekstów
ATROPHIA RED SUN, który jest w zespole od początku) to czysta przyjemność…

Witaj Adrian! Zważywszy na skład, który tworzy obecnie Waszą kapelę, ktoś (pewien ex-edytor niegdyś świetnego zine`a z Krakowa) żalił mi się i dziwił po wydaniu nowej płyty „Twisted Logic”, co to za ATROPHIA RED SUN, w której są jacyś nieznani, młodzi ludzie, podczas gdy w przeszłości trzon zespołu tworzyli zupełnie inny muzycy. Więc jak to jest według Ciebie, nadal jesteście tą samą ARS czy też odróżniacie się teraz czymś wyjątkowym?

Pozdrawiam naszego dawnego fana. No tak, miał prawo kręcić nosem. Wszystko się zmienia, mija, odchodzi lub zdycha i rozkłada się w grobie. Nic nie jest stałe. Spójrz na inne zespoły jak chociażby VADER, w którym z oryginalnego składu jest już tylko Peter. Naprawdę powiem tylko tyle, że ARS z lat 1995-1999 zmarło. Nie wracam do tamtych lat, bo nie ma do czego. Było i minęło! Fakt faktem, odeszło do nas parę osób, które przez ostatnie lata tworzyło lub odtwarzało nasze pomysły muzyczne. Ze starego składu jestem tylko ja, Kastor i VX [klawiszowiec, z którego inicjatywy powstał zespół] – zostaliśmy jak chłopcy z placu broni. To my mamy decydujący wpływ na tworzenie całokształtu muzycznego ARS. Myślę, że jako ludzie dalej jesteśmy tacy sami, może poza faktem, że z większym bagażem doświadczeń niż 2 lub 4 lata temu. Teraz jest nowa płyta „Twisted Logic”, z której cieszymy się jak z narodzin małej wirtualnej istoty, a która jest odzwierciedleniem doświadczeń nabranych przez nas przez te parę lat.

ARS to muzyczny kameleon… Zaczynaliście od melancholijnego doom metalu, połączonego z elementami mrocznego gotyku, później przyśpieszyliście i staliście się bardziej agresywni, nastepnie zahaczyliście o thrash, a zarazem muzyka stała się bardziej skomplikowana i techniczna, zaś najnowszą płytę reklamujecie słowami: „death focused on mind spheres”, a jej zawartość nazwałeś „twisted ars metal”. Co dokładnie rozumiecie pod tymi enigmatycznymi określeniami i czy następny album ATROPHIA RED SUN będzie grindowy (zważywszy, że lubisz GOREROTTED, DEAD INFECTION, HAEMORRAGE) lub blackowy :-)?

Widzisz tak to jest w życiu, że nie zbijając kasy na muzyce grasz to, co lubisz i to, co cię kręci. Określenie „death focused on mind spheres” przyplątało się do nas w związku z jakąś imprezą. Jakiś kolo pytał się, co my gramy. Nie potrafiłem mu jednoznacznie odpowiedzieć, więc użyłem tego określenia, które się wszystkim spodobało. Death Metal Skoncentrowany na Sferach Umysłu czy jakoś tak to by brzmiało w wolnym tłumaczeniu. Nasz następny album na pewno nie będzie miał więcej wpływów zespołów, które wymieniłaś. Owszem, czasami słuchamy tych kapel, ale mam nadzieję, że nie słuchać tego tak bardzo w naszej muzyce :-).

Nim nastąpiła oficjalna premiera „Twisted Logic”, własnymi środkami zrealizowaliście „Promo 2001”, a następnie „Demo 2002” – wydawnictwa, które zawierały utwory umieszczone później na pełnym krążku. Wytłumacz mi filozofię takiego rozdrabniania się…? Zgaduję, że nie mieliście funduszy na samodzielne przygotowanie albumu, a chcieliście się w ten sposób przypomnieć słuchaczom i zaostrzyć ich apetyt na cały materiał, dodatkowo cały czas poszukiwaliście wydawcy, zgadza się?

Image W zasadzie sama odpowiedziałaś sobie na to pytanie [tak? – Kasia]. Ja nie nazwałbym tego „rozdrabnianiem się” i według mnie nie ma w tym jakiejś głębszej filozofii. Jest to po prostu naturalna kolei rzeczy w rozwoju każdej kapeli. W momencie nagrywania „Promo 2001” byliśmy w dosyć osobliwej sytuacji. ARS była kapelą z dorobkiem romantic doom metalowym, która wydała dwie płyty. Jednak po totalnej zmianie nurtu muzycznego, który uprawialiśmy, dotarliśmy do punktu wyjścia. Zmienił się skład, nasz sposób myślenia i muzyka, wygasł kontrakt z wytwórnią. Znowu byliśmy na początku drogi. Przylegająca do nas nalepka romantic bardzo skutecznie utrudniała nam poruszanie się na scenie i dotarcie do świadomości odbiorców z naszą nową estetyką grania. Same koncerty nie mogły tego zmienić, więc zdecydowaliśmy się na nagranie. Płyta długogrająca wydana własnym sumptem nie wchodziła w grę, więc nagraliśmy „Promo 2001” zawierające dwie kompozycje („Infected Teras” i „Inspirations”), z których wówczas byliśmy najbardziej zadowoleni i które w najpełniejszy sposób oddawały naszą nową wrażliwość muzyczną. Nie była to jednak polityka „zaostrzania apetytu”, jak to wyraziłaś. Nie mieliśmy bladego pojęcia, co będzie z nami dalej i jak potoczą się nasze dalsze muzyczne losy. Przeszkodą była też sytuacja finansowa członków zespołu. Wydawcy milczeli, ale mieliśmy pozytywny odzew od słuchaczy, którzy (w większości) docenili nasz trud i zaakceptowali zmianę. Mieliśmy odtąd już trochę inną publiczność, część starych fanów opuściła nas, zyskaliśmy za to nowych.

„Twisted Logic” to płyta od początku do końca znakomita, a prawdę mówiąc nie spodziewałam się tego po promówce i demie, które jeszcze nie robiło na mnie wielkiego wrażenia. Powiedz mi, jak to się stało, że udało się Wam tak bardzo udoskonalić (aranżacyjnie, brzmieniowo) te kompozycje w porównaniu z pierwszymi wersjami? Interesuje mnie też droga tych wszystkich utworów od chwili powstania, przez nagranie, po wydanie… Tzn. czy cały materiał na „Twisted Logic” mieliście już dawno gotowy czy komponowaliście etapami? Do jakiego stopnia zarejestrowanie tamtych poszczególnych próbek to był świadomy wybór? I jak właściwie przebiegała (ponowna) sesja ostatniej płyty ARS? Gdzie pracowaliście, jak długo, z kim, w jakich warunkach i jak oceniacie rezultat?

Image Wielkie dzięki za tak gorący odbiór naszej płyty. Pytasz nas o to, jak udało nam się tak szczegółowo dopracować materiał… Odpowiedź jest dosyć prosta. Żaden z wydawców nie interesował się głębiej naszą twórczością, więc mieliśmy ten żałosny przywilej niechcianej przez nikogo kapeli, która ma za dużo czasu na szlifowanie tych samych utworów. Niektóre kompozycje w zasadzie niewiele się zmieniły od czasu powstania (jak np. „Infected Teras” lub „Nameless Rot”), a inne zostały tak bardzo przetworzone, że w zasadzie w niczym nie przypominają już kawałków, z których się niejako wywodziły. Tym niemniej pewne utwory zrobiliśmy w ostatniej chwili, przed wejściem do studia. Są to „Code Worl”, „Abstract” i „Into(my)xication”. Powstały one z potrzeby chwili i mniej więcej oddają (zwłaszcza „Into(my)xication”) taki swoisty klimat, który panował wówczas w zespole. Jeśli o mnie chodzi, to jest to mój drugi ulubiony utwór na „Twisted Logic”. Jest on bliski stylowi, w jakim teraz się poruszamy, czyli maksymalne skupienie się na istocie tego, czym jest muzyka – czyli prostocie. Zamiast popisywać się kanonadą dźwięków w maksymalnym tempie, wybraliśmy dosłownie kilka, za to takich, które trafiają prosto w serce. „Into(my)xication” stanowi przedsmak tego, co będzie na naszej najnowszej płycie. Ciężar i prostota. Tak więc sesja przebiegała w dość dziwnej atmosferze. Mieliśmy kilka nowych kompozycji, które kompletnie odbiegały od tego, co wcześniej nagrywaliśmy w Diamond Recording Studio u Dominika Burzyma. Ostatecznie jestem zadowolony z rezultatu nagrania, chociaż z perspektywy czasu oceniam tę płytę jako pewien symbol zamykający długotrwały okres zainteresowania technicznym, skomplikowanym graniem.

„Twisted Logic” brzmi zajebiście, że posłużę się wyrazem często używanym przez bożyszcze nastolatek Michała Wiśniewskiego :-). Zastanawiam się jednak, w jakim procencie ten świetny sound uzyskaliście dzięki sporej ilości różnych bajerów elektronicznych? Właściwie chyba tylko Wy i realizator wiecie, gdzie wykorzystaliście żywe instrumenty lub efekty studyjne (komputerowe, syntezatorowe). Zdradź, jak wyglądała ostateczna, dźwiękowa obróbka utworów… Czy przed rozpoczęciem sesji mieliście wszystko obmyślone i ustalone w detalach, czy raczej postawiliście na spontaniczność, a uzyskane brzmienie (swoją drogą nieporównywalne z tym, które wcześniej dało Wam TR. Studio L) zaskoczyło Was samych?

My również jesteśmy w miarę usatysfakcjonowani naszymi dokonaniami w studio. Nie będę zanudzać Ciebie i Czytelników szczegółami technicznymi. Powiem tylko tyle, że przed wejściem do studia nie mieliśmy jasno sprecyzowanego celu, jaki chcieliśmy osiągnąć w trakcie nagrania. Zależało nam tylko na selektywnym i potężnym brzmieniu. Ostatecznie było bardzo wiele rzeczy, które mnie zaskoczyły, gdy usłyszałem efekt końcowy. Zawsze będę twierdzić, że wykonaliśmy ciężką pracę wspólnie z realizatorem. Prawda jest taka, że każda płyta jest wynikiem współpracy pomiędzy realizatorem i muzykami. Nie ma tu ważnych i ważniejszych, każdy ma takie samo prawo do swej opinii i głosu, każdy chce w nagraniu uzyskać coś dla siebie, osiągnąć swój własny cel, do czegoś dąży, coś chce przekazać. Na tym polega piękno zapisywania nieuchwytnych drgań powietrza na kawałek błyszczącego plastiku.

Tak się jakoś porobił, że obecnie każdy dźwięk (choćby nawet całej orkiestry symfonicznej) można spreparować na keybordzie. I wcale nie musi to być sprzęt najwyższej klasy – wystarczy zaprogramować… Specjalizują się w tym twórcy ambient czy też np. jednoosobowe projekty blackowe, które brzmią jak normalna kapela itp. Oprócz nich działają / działały również takie zespoły, które być może lubisz (?), jak: GODFLESH, PITCH SCHIFTER, SCORN, MINISTRY etc. Te grupy brzmią chłodno, mechanicznie… Zapytam Cię, co sądzisz o sposobie robienia muzyki w taki prosty sposób (jak przytoczony wyżej) i na ile udane może być, Twoim zdaniem, łącznie metalu z industrialem?

Image Hmmm… Cóż mogę powiedzieć? Nie chciałbym Cię urazić [nie uraziłeś :-) – Kasia], ale opinia, którą wyraziłaś, że robienie muzyki na komputerze jest „tak proste”, jest typowe dla ludzi, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Sam kiedyś robiłem coś takiego i wiem, że jest to tak samo trudne, jak tworzenie muzyki w zespole. Komputer to narzędzie, a gitara to kawałek drewna. Ktoś trąca struny, ktoś naciska klawisze. No i co? Nic! Gitarzysta ciężko pracuje i ktoś, kto robi muzę na komputerze też musi się narobić, poświęcając wiele czasu nawet na samo opanowanie programu muzycznego. Ja zawsze podziwiałem takich ludzi. Są dla mnie alter ego dyrygentów orkiestry, tyle że muzycy i instrumenty są wirtualne. Jako zespół staramy się nie mieć klapek na oczach i interesować się też muzyką „inną” czyli elektroniczną, klubową, house, industrial, elektro, trans, jazz, ambient, drum’n’bass itd. Bywamy na wielu imprezach i koncertach. Obserwujemy też wielu DJ-ów z kraju oraz całej Europy i nigdy nie uważamy się za lepszych od nich tylko dlatego, że my gramy na pewnych instrumentach metal, a oni wykorzystują sample i loopy, a ich narzędziem pracy są komputery. Znakomitości różnych scen nie tylko metalowych, ale i jazzowych już dawno temu porównywali muzykę elektroniczną do swoistego muzycznego kolażu. Nic dodać, nic ująć. Dla mnie to też jest sztuka. Jeśli chodzi o łączenie muzyki gitarowej lub po uproszczeniu metalowej z industrialną, to najbardziej lubię to w wykonaniu PITCH SHIFTER (rip), GODFLESH (rip), KONG, MINISTRY, GGFH (wczesne dema). Są to kapele wyjątkowe w swoim rodzaju. Dla mnie niezwykle transowe. Zresztą dla mnie muzyka to po prostu trans, a industrial jest dla mnie najbardziej transowy ze wszystkich nurtów muzycznych. Może parę osób śledzących naszą twórczość zdziwi się w tym momencie czytając powyższe słowa, ale tak jest.

Dodatkowo kapele metalowe od dawna poszerzają swoje instrumentarium i wykraczają poza tradycyjne ustawienie: gitara – perkusja – bas. Mnie zaciekawiła Wasza notka we wkładce „Twisted Logic” dotycząca podziękowań za pożyczenie gitary akustycznej :-). Ustosunkuj się do koncepcji, iż tego typu zabiegi wynikają zwyczajnie z chęci bycia za wszelką cenę oryginalnym, podczas gdy tradycyjny metal jest już gatunkiem mocno wyeksploatowanym, a kurczowe trzymanie się swojego stylu często oznacza po prostu autoplagiat (jak chociażby w przypadku VADER`a)?

Nie zgadzam się z tak kategorycznym stwierdzeniem. Uważam, że metal wciąż się rozwija i ma jeszcze bardzo wiele do powiedzenia. To że pewne kapele kręcą się wokół własnej osi zamiast się rozwijać, to tylko pewien margines. Istnieje bardzo wiele twórczych zespołów, które wciąż udowadniają, że nurt muzyki ekstremalnej jest wciąż świeży i potrafi zaskoczyć. Niestety polityka wielkich wydawnictw nie sprzyja rozwojowi podziemia na tyle, aby nie było ono już podziemiem. Ale jest parę niekomercyjnych przykładów, które podnoszą mnie na duchu – chociażby niesłabnąca popularność i artystyczny sukces zespołu MESHUGGAH, nieprzerwana aktywność muzyków dawnego KOBONG (obecnie NEUMA), działalność NYIA, muzyka CONTRASTIC (Cz.), ANTIGAMY, MOJEJ ADRENALINY, THE MAN CALLED TEA, STROMMOUSSHELD i jeszcze wielu, wielu innych grup, których nazw nie pamiętam. No i wreszcie my, którzy z pewnością nie zaliczamy się do zespołów grających muzykę popularną. Nie sądzę też, żeby próby poszerzenia instrumentarium były, jak to określiłaś, „zabiegami wynikającymi z chęci bycia za wszelką cenę oryginalnym”. Instrumenty są narzędziami [to już wszyscy wiemy J]. Korzystasz z nich wtedy, gdy uważasz to za stosowne, gdy sądzisz, że właśnie w tym lub tamtym momencie są niezastąpione. Poza tym instrumentarium wcale nie świadczy o klasie zespołu. Liczą się tylko uczucia, jakie mogą swoją muzyką wywołać w sercach słuchaczy. W nawiązaniu do naszych podziękowań panu Bąkowi, który – wspomnę – jest jednym z najlepszych krajowych lutników, to powiedz mi, co Ty byś umieściła na wkładce, jeśli ktoś pożyczyłby Ci sprzęt za darmo warty kilkanaście tysięcy złotych?! Jakiś szacunek chyba mu się należał, nawet poprzez taka formę, jakim są podziękowania na wkładce [yhy]. Oskarżasz w swym pytaniu VADER`a o autoplagiat… Cóż, powiem tylko tyle… Kolesie robią na koncertach zajebisty show, są swoistą maszyną koncertową, wydają regularnie płyty, mają wiernych fanów, są znani w Stanach i Japonii i myślę, że wiedzą, co robią. Do takiej pozycji dochodzili przez wiele lat, za co należy im się szacunek. Bardzo nie lubię oskarżać kogokolwiek, ani włazić w tyłek. Żyjemy w wolnym kraju, w którym każdy ma prawo do słuchania muzyki takiej, jaka mu się podoba. [tak jest, niemniej renoma naszego czołowego zespołu eksportowego została ugruntowana dzięki starym płytom, a fanów nowszej muzyki autorstwa Petera & co. z pewnością ubywa…]

Nie da się ukryć, że mocną stroną „Twisted Logic” są Twoje wokale, więc chyba dobrze się stało, że kiedyś tam zarzuciłeś szarpanie gitary i skupiłeś się na strunach głosowych J. W „Inspiration” przypominasz mi nawet chwilami Marylina Mansona! Co Ty na to?! Co w ogóle sądzisz o tym kontrowersyjnym wokaliście, jego image`u, zachowaniu, poglądach, wypowiedziach i generalnie o jego popularnym zespole i przebojowej muzyce? Poza tym dlaczego nie szukacie do ARS „wokalistki, która – jak to jest np. w THE GATHERING – zapełniłaby niektóre luki w kapeli, wzbogaciłaby ją i nadała odpowiedni klimat” :-)?

Gitara wymagała ode mnie poświecenia wielu godzin ćwiczeń, a że talentu mi brakuje, więc dałem sobie z nią spokój. W sumie jako gitarzysta to mógłbym się sprawdzić w punk czy doom, a nie w death czy trash metalu :-). Co do porównań z Marianem Moszną, to może, ale nie z Marylą Mason, proszę :-)! Chyba kutas mi zwiędł…. [pokaż :-) – Kasia] Wiesz, ja nigdy tego zespołu nie słuchałem i niewiele mogę powiedzieć o twórczości tego pacjenta, bo jej nie śledzę. Oczywiście widziałem jego klipy, które mi się podobają, bo są chore. To jest niezły show-man, który równie dobrze mógłby być naszym krajowym politykiem. Wiesz, prawda jest taka, że początek do kawałka „Inspiration” też powstał praktycznie na zawołanie w studio. To że wyszło tak, jak słychać, to chyba jest kwestia chwili i przypadku; tak po prostu mi wtedy pasowało zrobienie tego kawałka; zresztą byłem na lekkim „dizlu”… Co do wokalistki, to raczej nie zanosi się na to, by w przyszłości w ARS zasiadła takowa [niemniej w pradawnych czasach myśleliście o tym…]. Kobiety są urocze, ale potrafią bardzo źle namieszać, jeśli chodzi o sytuację wewnątrz zespołową. Znam to z autopsji, bo parę lasek do nas kiedyś kandydowało jako chórki lub „masażystki”, ale z reguły kończyło się to potem łóżkiem oraz nieprzyjemną „samczą rywalizacją” w kapeli. Wolę szczuć w zespole sam.

Albo mi się zdaje, albo Wasz klawiszowiec zasłuchuje się w soundtrackach? Wyłapałam bowiem w tle utworów z „Twisted Logic” motywy przypominające ścieżki dźwiękowe seriali „Z Archiwum X” (w kompozycji tytułowej) i „Miasteczko Twin Peaks” (w „Code Word (Personal) Cold World”). Interesują mnie dwie rzeczy… Jaką (a raczej jak dużą) rolę spełniają w ARS (kosmicznie brzmiące) syntezatory i potencjał twórczy VX The Mind Ripper`a (przy okazji: zabójcza ksywa!) oraz, jak myślisz, w jakim sensie takie niesamowite, mroczne filmy o zjawiskach paranormalnych i niewyjaśnionych morderstwach inspirują muzyków metalowych?

Image Znane melodie, które wychwyciłaś, są jednak tylko żartem muzycznym, takim puszczeniem oka do słuchacza. Po prostu VX zagrał to kiedyś na próbie, zaczęliśmy się śmiać i tak już to zostało w kompozycjach, a z przyzwyczajenia później zapomnieliśmy o tym. Dla mnie „Archiwum X” jest raczej mierną inspiracją do grania. To dobre dla piętnastolatków z Wiejskiego Domu Kultury, którzy chcą założyć drugi KRAFTWERK. Mnie to wprawia w śmiech. Może innych to rajcuje. Nie wiem i nie interesuje mnie to. Ja inspiracje czerpię z innych źródeł, ale to już temat do innej rozmowy. A co do naszego klawiszowca… To szalenie skromny i fajny facet, obdarzony niespotykaną wrażliwością muzyczną. Posiada w sobie to, co lubię u prawdziwych artystów – taki swoisty wewnętrzny nerw, wyczucie sytuacji w danym momencie, nawet pewien liryzm i fenomenalny dar wyboru właśnie tych dźwięków, które wtedy potrzeba. Za syntezatorem zmienia się w kawał groźnego skurwysyna. Prawda jest taka, że połowa sukcesu ARS to jego zasługa.

Czemu miało służyć umieszczenie na albumie dwóch krótkich, instrumentalnych, cybernetycznych :-) fragmentów („Sugar Cube”, „Acid Sideeffect: Lost In Darkness”)? Jako że wprawiają one w refleksyjny nastrój, mogą się kojarzyć z muzyką new age… A jaka jest Twoja opinia o tego typu alternatywnych filozofiach i nowych ruchach religijnych? Wierzysz w leczniczą siłę jogi, masażu, akupunktury, a przede wszystkim muzyki (np. odgłosów przyrody)? Czy Ty sam byłbyś w stanie wyjechać do Indii, Chin bądź Japonii (choćby na krótko), aby tam z pomocą jakiegoś guru doznać oświecenia umysłu i duszy (cokolwiek to oznacza)? A przy okazji przypomnę, że na „Fears” był utwór z przekładem sur z Koranu…

Te dwa utwory powstały w głowie naszego klawiszowa już po usłyszeniu gotowych numerów (gitara, bas i bębny). Zamiar mieliśmy taki, aby zrobić coś na kształt PESTILENCE „Testimony Of The Ancients”, gdzie standardowe kompozycje są połączone za pomocą krótkich utworów instrumentalnych. Ostatecznie stanęło jednak na tym, że same kompozycje przechodzą w siebie, a dwa instrumentalne kawałki zostały jako „bonus”. Chcieliśmy przynajmniej w ten sposób symbolicznie wprowadzić jakiś erzac linearności, swoistej narracji. Tak jakby płyta miała być swego rodzaju powieścią podzieloną na rozdziały. Może to był też taki swoisty podświadomy hołd złożony wspaniałemu zespołowi, jakim był PESTILENCE. Jeśli chodzi o religie świata, to raczej mnie to nie interesuje, nigdy nie miałem zacięcia religio- bądź kulturoznawczego. Nie wierzę w bogów i bożków. Uważam się raczej za religijnego ignoranta. Szatan, Bóg czy Allah to jeden wielki rock’n’dorlowy biznes. Tym niemniej jestem przekonany o pozytywnym oddziaływaniu indywidualnie dobranej (według określonych potrzeb) muzyki na ludzką psychikę. Istnieję się zresztą całą nauką zajmująca się tym zagadnieniem – muzykoterapią. A wycieczka do egzotycznego kraju? Ja wybrałbym raczej bezludną wyspę na Pacyfiku. Według mnie spokój i równowagę można odnaleźć tylko i wyłącznie w absolutnej samotności. Póki człowiek nie znajdzie sposobu na porozumiewanie się z samym sobą, póty nie będzie potrafił porozumieć się z innymi. Ale to jest temat do rozważań na długie akapity i z muzyką metalową raczej niewiele ma wspólnego.

Przed laty w „Metal Side” porównano poziom Twoich tekstów do piosenek disco polo i faktycznie ten śmieszny zarzut wydaje się uzasadniony, kiedy słucha się „Painfull Love For Both Of Us” („Long time ago I met a girl / I`m sure she loved me but I didn`t care / I didn`t know what love was”). Mam nadzieję, że dzisiejsze przesłanie ARS jest ambitniejsze? Chyba nie piszesz już o miłości, seksie i blondynkach :-), a spoglądasz na świat bardziej realistycznie (i pesymistycznie)?

I ten recenzent miał, kurwa, rację :-). Ale mnie wściekłaś J! Nie chce mi się o tym gadać, ani siebie usprawiedliwiać, ale jeśli masz 16 lub 17 lat i jest to twój poważniejszy zespół, w którym zostaje ustalona (niekoniecznie przez ciebie) jakaś reguła i idea działania, to czasami wychodzi z tego właśnie coś takiego jak „Painfull shit”. Tak było w tym przypadku. Jest mi tylko teraz wstyd i powiem szczerze, że nie chciałbym, aby ta płyta kiedykolwiek się ukazała. Jest to i pozostanie pryszczem na mej obolałej dupie :-). Niestety panie o blond włosach raczej nie sięgną po muzykę ARS, więc nie ma się czego obawiać, a te które sięgnęły po bolesne gówno, już zmarły. Odkąd poznałem się z ludźmi z ruchów wyzwoleńczych z Ameryki Łacińskiej i Czeczenii, zacząłem pisać o troszkę innych sprawach. Gdzieś w głębi mego zgniłego serca zacząłem wierzyć, że dzięki naszej muzyce mogę choć trochę otworzyć komuś oczy na pewne globalne aspekty naszego upadłego świata. A jak oboje wiemy, metal ma niewiele do powiedzenia, jeśli chodzi o pozytywne przesłania. Chciałbym to zmienić chociaż może nie do końca poprzez naszą zespołową twórczość, gdyż od czasu do czasu organizuję [w krakowskim klubie „Re” – Kasia] pokazy filmowe o wojnie i sytuacji w Czeczenii czy innych krajach. Czasem zdarzy mi się udział w jakiejś małej demonstracji :-). Współpracuję też z Amnesty International oraz z Prevent Genocide International. Zapraszam na ich strony. Poza tym Inter Tech to firma związanej z ochroną środowiska, w której działam zarabiając na zespół ARS i kieliszek chleba. Namiar na nią był na pieczątce, która straciła aktualność. Było to w ramach oszczędności, bo skrytkę miałem za friko :-).

Pewne elementy składające się na wizerunek ARS (okładka płyty, oprawa graficzna, tytuły utworów, teksty, zdjęcia muzyków, nowe logo, flyery, zsynchronizowane z muzyką obrazy filmowe, które pokazujecie na koncertach) zdają się symbolizować choroby cywilizacyjne, instynkty zwierzęce, mechanizmy manipulowania ludźmi, zniewolenie psychiczne itp. Człowiek, który jest agresywnie sterowany przez innych, przestaje myśleć logicznie, popada w szaleństwo, miota się jak w klatce, postępuje niczym maszyna, zgodnie z jakimiś odgórnymi wytycznymi – jest za słaby, aby gdziekolwiek uciec, tak? Interesuje się w ogóle postępem technologicznym i osiągnięciami naukowymi? Co myślicie o różnych wynalazkach współczesnej epoki i ich następstwach (typu internet, klonowanie, wyprawy kosmiczne, anonimowość życia społecznego, tzw. wyścig szczurów itp.)? To bardziej pomaga, daje nowe możliwości, czy odwrotnie: szkodzi ludzkości, oznacza autodestrukcję, zwiastuje katastrofę i totalny chaos?

Image Technologia jest jak brzytwa – można się nią ogolić albo poderżnąć komuś gardło. Sama w sobie nie nosi znamion dobra lub zła. Dopiero w połączeniu z działalnością człowieka nabiera cech i atrybutów – pozytywnych bądź negatywnych. Osobiście nie jestem zwolennikiem poglądów z nurtów, powiedzmy, „ekstremalnych”, pozostających na przeciwnych biegunach względem siebie. Ani nie uważam, że technologia przynosi zło i cierpienie, ani też nie jestem hura optymistą. Pewne aspekty ludzkiej egzystencji, które wykorzystują technologię, są brudne i złe. Ludzie lubią się mordować i od wieków chełpią się śmiercią. Wszyscy przecież znamy wynalazki służące tylko i wyłącznie odbieraniu życia lub zadawaniu ran. Przykłady jak ręką sięgnąć mamy w Czeczenii, Iraqu czy Palestynie. To oczywiście jest ta ciemna strona cywilizacyjnego rozwoju. Są też wynalazki powodujące alienację i degradację społeczną człowieka, takie jak syntetycznie wytworzone narkotyki (choć czasami my też lubimy je testować J), narastające uzależnienie od komputerów. Tym niemniej nie widziałbym wszystkiego w czarnych barwach. To dobre dla akademickich rozważań lub nadaje się na temat niezliczonych powieści naukowych, po które skądinąd lubię czasem sięgnąć, ale zawsze czytam je z pewną dozą dystansu, co do obaw autorów. Poza tym gdyby ludzie bali się nowych wynalazków, to z pewnością nie byłoby tego wywiadu, bo byśmy wciąż siedzieli w jaskiniach i żarli upolowane zwierzęta i leśne runo. Więc chyba nie jest tak źle, prawda? :-)

Jak sądzisz, czym jest wolność, skoro tak naprawdę byt człowieka, jego wybory, stany świadomości, uczucia itd. po części są uwarunkowane czynnikami genetycznymi, socjalizacyjnymi, społecznymi, religijnymi, a nawet zależą od polityków i ustroju, systemu państwowego, który dopomaga zaspokoić im chore ambicje kosztem cierpienia i zniewolenia niewinnych ludzi? I co na ten temat myślą ci członkowie ARS, którzy czytują dzieła Marksa i Engelsa?

O rany! Strasznie górnolotne myśli! Pojęcie wolności dostarczyło filozofom tematu do rozpraw na wiele stuleci, więc może nie będę się silił na jakieś własne przemyślenia. Znam taką ładną sentencję Marii Von Ebner-Eschenbach: Kto wierzy w wolność woli, ten nigdy nie kochał i nigdy nie nienawidził. Niewolnikiem może być człowiek wolny i na odwrót, czego dowodził Platon. Wyznaję zasadę, że ludzie sami wyznaczają granice swej wolności. Poza tym dla mnie pojęcie wolności łączy się nierozerwalnie z poczuciem szczęścia. Doskonała wolność zarezerwowana jest dla tego, kto żyje z własnej pracy, a w tej pracy robi to, co chce robić. Myślę, że jeśli każdy człowiek na Ziemi robiłby w swoim życiu tylko to, na co naprawdę ma ochotę, to wtedy życie na tym świecie byłoby lepsze niż pośmiertny pobyt w jakimś tam raju czy, dla co poniektórych, w piekle :-).

Z tego co wiem, nie fascynuje Ci żadna fantastyka (nawet ta w stylu Tokliena :-)) ani science-fiction, gdyż częściej sięgasz po literaturę faktu, a Wasze zainteresowanie światowymi konfliktami zbrojnymi znalazły też oddźwięk w utworze o nieco orientalnym klimacie pt. „Gulf Song”, w który wpletliście fragment relacji z pierwszej wojny w Zatoce. Teraz, jeśli chcesz, możesz powiedzieć coś więcej o „prawdziwych bohaterach z Czeczenii”… Zapytam również o to, jak oceniasz następstwa interwencji w Iraku oraz udział Polaków w tym konflikcie? No i czy zwiedziłeś wszystkie forty w okolicach Krakowa? Masz jeszcze jakąś kolekcję militarnych pamiątek?

ImageNie interesuje mnie fantastyka, prędzej literatura naukowa, choć i tak nie mogę powiedzieć, że jestem oczytany w tym temacie. Uwielbiam natomiast zagłębiać się w literaturze faktu. Ostatnio wałkuję wspominania żołnierzy Waffen SS, Wehrmachtu, Armii Czerwonej i Polski Podziemnej. „Gulf Song” powstał pod wpływem przeżyć, jakie wiązałem z wojną w Zatoce. Mieszkałem jako dzieciak w Kuwejcie do czasu inwazji irackiej na ten kraj. Teraz sama rozumiesz, dlaczego właśnie „Gulf Song”… Trauma wojny?! Może „Bohaterowie z Czeczenii” – nie wiem, czemu ma służyć ten cudzysłów? [ot, taki cytacik z twojego maila…] Może swoją opinię o konflikcie i osobach zachowam dla siebie… Zamiast wypowiadać się i tworzyć monumentalny wątek podam parę linków do stron, na które serdecznie zapraszam: www.kavkazcenter.com/eng/, www.czeczeniawalczy.prv.pl, www.chechenjihad.cjb.net/. Interwencję oceniam negatywnie. To było swoiste wejście pewnemu mocarstwu w dupsko, w celu uzyskania wirtualnych obietnic. Obawiam się, że jak ukaże się ten wywiad, będzie tam jeszcze gorzej niż jest obecnie. Może zginąć też więcej naszych rodaków. A forty!!!! Dzieło architektoniczne na skalę światową! Zwiedziłem większość dostępnych i niedostępnych narażając się przy okazji na konflikt z prawem. Nawiasem mówiąc obecnie mamy próby w Forcie 12 (Bastion IVa), który nazywany jest inaczej „Lunetą Warszawską”. Jest to była katownia Gestapo i UB!!! Nasza salka znajduje się w pokojach przesłuchań tuż nad celą śmierci! Gramy tu sobie ze SCEPTIC i VIRGIN SNATCH. Oprócz paru hełmów, kabur, replik granatów i karabinka gładko lufowego nie mam nic konkretnego. Tak wielkim maniakiem nie jestem! J Choć niektórzy wiedzą, że jest inaczej….

Pozwól, że kontynuuję wątek pięknego miasta, w którym rezyduje ARS… Kraków rzuca swój niepowtarzalny urok na turystów, przyjezdnych, rzesze studentów, a jak to jest z Wami, mieszkańcami? Jaki wpływ atmosfera pewnych miejsc czy dzielnic (typu Kazimierze, Rynek) ma na Twoją osobowość, muzykę zespołu, nastawienie do życia lub przynajmniej formy spędzania wolnego czasu (knajpki, kluby, teatry, galerie, ogólnie wydarzenia kulturalne i liczne imprezy)? Czy raczej to wszystko przestało już robić na Tobie wrażenie i jako że żyjesz w Krakowie od lat, w pogoni dnia codziennego nie odczuwasz tego według wielu specyficznego klimatu miasta?

Jestem raczej odporny na uroki Krakowa, w którym się urodziłem i po części dorastałem. To znaczy uwielbiam moje miasto, ale nie łączę tego z muzyką. Bodźce, jakie mi ono dostarcza, nie są implikacją dla tego, co robię z ARS. Właśnie w takim sensie Kraków i jego urokliwe zakątki nie są dla mnie osobiście jakimś szczególnym źródłem inspiracji. Jeśli już miałbym wybrać coś ciekawego z tego miasta, to raczej zatłoczone, duszne kluby i gorączkowy wir na parkietach oraz osoby, które się przewijają. To mnie kręci, ale tylko w danej chwili, w momencie, kiedy to się właśnie dzieje. Później emocje opadają i właściwie całe to klubowe uderzenie zupełnie się rozprasza. Ale coś w tym jest. Takie miejsca przyciągają mnie jak światło ćmę. Ale na tym etapie mojego życia jeszcze nie umiem sprecyzować, co tak dokładnie mnie w tym pociąga. Zawsze zresztą interesowały mnie takie absurdy codzienności. A taki klub jest właściwie oazą absurdu, gdzie wszystko wydaje mi się takie odklejone od rzeczywistości, surrealistyczne, jak z plasteliny. Nawet czas płynie tam według innego rytmu. Może kiedyś zrozumiem, o co chodzi w całym tym plastikowym chłamie.

A jak oceniasz kondycję lokalnej sceny metalowej? Moim zdaniem bardzo ona podupadła wraz ze stagnacją HOLY DEATH czy zniknięciam CEMETERY OF SCREAM itd. czy mógłbyś polecić słuchaczom jakieś młode, obiecujące kapele ze sceny krakowskiej? I co sądzisz o SCEPTIC? Proszę o w miarę obiektywną ocenę twórczości tego zespołu, bowiem – zważywszy na personalne konotacje z ARS, które miały miejsce w pewnym okresie – zapewne przyjaźnicie się z chłopakami…

Kondycja nie spadła, a nawet ma się lepiej niż kiedyś. HOLY DEATH istnieje i CEMETERY OF SCREAM też gra i ma się bardzo dobrze [a to dopiero ciekawostka]! Reaktywowała się tez LACRIMA! Zespoły te miały chwilowy zastój lub po prostu koncentrowały swoje wysiłki marketingowe na Zachód, bo tam jeszcze ktoś docenia ciężką pracę, jaką się wkłada w muzykę. Oprócz tych kapel istnieje masa innych grup, z którymi się znamy, przyjaźnimy i trzymamy! Wiele tych zespołów cenię. Jakbym miał wymieniać wszystkich moich kolegów i przyjaciół z innych grup, to nie starczyłoby miejsca. Wszyscy reprezentują bardzo dobry poziom i są godni uwagi! Jest sporo młodych ambitnych ludzi, którzy chwytają za instrumenty i zamiast siedzieć na ławce w parku albo pod blokiem i zaczepiać ludzi, zakładają kapele i grają metal w MDK-ach. I chwała im za to. Są też kapele, które wymagają poświecenia większej pracy i czasu na granie, a nie na udawaniu gwiazdeczki i gdybanie, co by było gdyby. Pytasz o SCEPTIC… Jak mógłbym odpowiedzieć zupełnie obiektywnie? Wspomagałem ich wokalnie przez pewien czas i bardzo lubię tę kapelę oraz uważam, że w metalu mają dużo do powiedzenia. Faktycznie przez ARS przewinęło się parę osób, w tym Fafson (Paweł Kolasa) – basista SCEPTIC (może nastąpi jego powrót) [tak, nastąpił…]. Poza tym kiedyś na wokalu zastępował mnie Waran z CRIONICS, kiedy byłem w Kanadzie [a dla odmiany Covan zaśpiewał na nowej płycie tejże kapel, gdzie jest BEHEMOTH`em J], a który potem wstąpił w szeregi SCEPTIC. Jacek Hiro wspomógł ARS na festiwalu Mistica gdzie gwiazdą był RAGE i HALOOWEN – wypadł rewelacyjnie. To chyba tyle…

Skoro już napomknęliśmy o sprawach personalnych, to przypominam sobie wywiady z ARS z „Atmo” #1 i #2 (z około `95 i `96), które udzielił współzałożyciel i wieloletni perkusista zespołu Paweł. Możesz ujawnić szczegóły jego rozstania z grupą? Czy żałujecie, że was opuścił, skoro jego następca (którego pewnie znaleźliście przez ogłoszenie wywieszone w Music Shopie :-)) długo uczył się grać stary materiał i z tego powodu musieliście odwołać koncerty? Czyżby to oznaczało, że jest słabszy, wolniejszy, mniej utalentowany?

Sprawa Pawła nie jest żadną tajemnicą. Tak bywa w życiu, że mając swoje lata stajesz przed wyborem: albo praca albo przyjemność. Z muzyką jest taka sprawa, że jeśli chcesz się rozwijać, to trzeba ćwiczyć i poświęcać nawet ten skromny zasób czasowy dla zespołu, jakim jest powiedzmy godzina tygodniowo. Też coś chyba o tym wiesz? Sama ciężko pracujesz i chyba nie zawsze masz czas czy to na koncerty, czy terminowe pisanie zina [oj tak, masz rację]. Paweł już nie wyrabiał pomiędzy pracą, kobietą a zespołem. Coś musiał wybrać i myślę, że wybrał słusznie. Co do jego następcy, to było odwrotnie. Koleś wniósł nowy powiew stylistyczny do zespołu, co możesz usłyszeć na „Twisted Logic”. Dla kontrastu możesz posłuchać bębnów z „Demo 2002”. Jest różnica i każdy ją zauważa. A z przyswajaniem materiału nie było w jego przypadku tak źle, biorąc pod uwagę, że spotykaliśmy się tylko na 1,5 h. tygodniowo. Łukasz znalazł się w składzie ARS dzięki Miłoszowi, który go wcześniej znał i miał okazję z nim grać.

Niemniej najnowsze informacje z obozu ARS są inne (dotyczą dodatkowo basisty), a akurat w anglojęzycznym newsletterze Empire Rec. napisano: „Lline up changes: The band decided to part ways with drummer Miłosz and basist Łukasz, due to personal reasons. They have been replaced by well experienced musicians namely Kuba Kogut (drums) and Paweł Kolasa (Fafson) (bass), known from SCEPTIC and a few other bands.”…

Newsy są i to jako pierwsza osoba będziesz mogła się dowiedzieć w Polsce i na świece, że zaszły u nas pewnie zmiany personalne. Dwóch nowych muzyków nie przeszło próby ognia i przemocy sexualnej. Basista zawalił i pałker też jest nie tym, z kim chciałbym współpracować. Obaj zostali zwolnieni z obowiązków, możecie ich sobie zabrać. Zobaczymy, co dalej. Aktualny skald ARS: Kastor – guitars, Covan – vomit, VX The Mind… – klawisze, w kolejce: Fafson – bass, Kogut – dr.

W Krakowie, jak w wielu innych regionach, często się zdarza, że ci sami ludzie grają w kilku kapelach… Orientujesz się, na jakich warunkach Kastor ma dołączyć do mającej w planach reaktywować się LUX OCCULYT? (byłoby extra :-))

A co do grania Kastora w LUX OCCULTA, to jest to na razie w fazie krystalizacji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i chłopaki będą z niego zadowoleni, to dojdzie do wspólnego nagrania płyty. Bardzo się cieszę na samą myśl o tym, gdyż ich wrażliwość muzyczna jest bardzo bliska jego wrażliwości i spojrzeniu na muzykę. Myślę, że może powstać dzięki temu bardzo dobra płyta!

A jak długo poszukiwaliście wydawcy „Twisted Logic”? Przyznaj się, że zaczynałeś już wątpić w to, iż znajdzie się ktoś skłonny zainwestować w ARS? Więc jak to było z kontraktem z Empire? Wybraliście ofertę M.Kmiołka z większego grona wytwórni zainteresowanych Wami jako w miarę najlepszą czy też nie mieliście kłopotu z wyborem z powodu braków innych alternatyw i bez względu na warunki dealu, gdyż zależało Wam tylko na tym, aby album ukazał się oficjalnie?

To Mariusz wybrał nas :-)! Na razie współpraca układa się bardzo dobrze jak na polskie realia i wierzę, że tak już pozostanie do końca. Swoją drogą podziwiam Mariusza za to, że wybrał właśnie nas, jesteśmy przecież tak odklejoną od reszty kapelą.… Wydawnictwo Empire Records jest jednym z najpoważniejszych dostarczycieli dobrej ciężkiej muzyki na naszym rynku. Uważam, że podjęliśmy właściwą decyzję podpisując ten kontrakt. Ja w każdym razie nie żałuję. Dzięki tej wytwórni i magazynowi nasza płyta miała szansę dotrzeć do wielu słuchaczy w całym kraju. Myślę, że żadna inna tego typu firma nie mogła nam zagwarantować lepszych warunków. Osobiście przestałem (przed ofertą Mariusza) wierzyć, że kiedykolwiek wydamy album. Coraz bardziej realna stawała się perspektywa grania w nieskończoność dla siebie i garstki fanów ze szpitala w Kobierzynie [z wariatkowa J]. Wszystko się zmieniło po ukazaniu się płyty. Wreszcie po tak długiej przerwie mieliśmy okazję do zaprezentowania naszego dorobku szerszej publiczności, przypomnienia ludziom o sobie, wydania swoistego okrzyku: „Hej! Jeszcze kurwa żyjemy! I mamy się całkiem dobrze”. Bardzo mnie cieszą pozytywne recenzje zarówno w kraju jak i poza jego granicami. To naprawdę budujące. Te negatywne podobnie każą nam zapierdalać jeszcze bardziej. Włożyliśmy w ten materiał wiele pracy, wysiłku, wiary, wytrwałości i uczuć. Jestem z nas dumny, że to wszystko nie poszło na marne.

Pozycja ARS na krajowym rynku muzycznym zmusza do pewnej refleksji… Ignorowanie Waszego zespołu przez potencjalnych wydawców to niejako skandal, biorąc pod uwagę Wasz staż, dotychczasowe osiągnięcia, a przede wszystkim muzykę. Ale niestety taka smutna jest polska rzeczywistość :-(. Podczas gdy na zachodzi działa mnóstwo firm fonograficznych, wytłoczenie płyty jest tańsze, a nawet kiepskie kapele mają kontrakt, my tutaj dusimy się w swoim półświatku. Więc jak Wy się czujecie z tym, iż sama muzyka, choćby ciekawa i oryginalna, po prostu już nie wystarcza, by przyciągnąć ludzi na koncert i nakłonić ich do kupna albumu? Musi to bowiem iść w parze z dużą promocją, wywiadami w poczytnych magazynach, reklamami, tournee itd. A może ARS to grupa za mało komercyjna, nie przebojowa i na swój sposób awangardowa, za bardzo ambitna i indywidualna, jak na gusta przeciętnych odbiorców i gusta zachłannych wydawców?

Masz rację. Jest to smutne, ale co mają zespoły zrobić?! Bez kasy i wsparcia nie masz szans zaistnieć. Raczej jesteśmy nie komercyjni. Idziemy własną ścieżką i to jeszcze pod górkę. Może tak miało być, a może my sami nie chcemy być następną kopią lub plastikowym produktem. Sam nie wiem… Zgubiłem się w tym dawno temu. Robię to, co mnie cieszy. Czczę Bachusa i Fallusa :-) … – czy jak to szło.

W przeszłości ARS znajdowała się pod opieką znaczących w kraju, w pewnych okresach wytwórni (Croon, Morbid Noizz, Mystic), a teraz jesteście w Empire. Czy uważasz, że każdy z tych wydawców, z zależności od okresu działalności, zrobił dla Was wszystko, na co było go stać? Chodzi o to, że teraz wytwórni płytowe potencjalnie mają większe możliwości, jednak ich zaangażowanie w promowane zespoły jest chyba mniejsze. Dawniej w metalu było mniej pieniędzy, ale było więcej szczerości; dziś można osiągnąć wiele, niemniej jeśli nie ma perspektyw na szybki zarobek i zwrot kosztów (np. za studio), mało kto jest gotów podjąć ryzyko, mam rację?

Zacznę od końca. Dawniej metalu było mało, bo nie miałaś takiego dostępu do płyt, kaset itd. Wiązało się to z sytuacją polityczną i gospodarczą. Kiedyś miałaś parę pozycji muzycznych, które chłonęłaś, mimo że były piratami. Teraz masz ich setki i nie wiesz, z czego wybierać?! Co jest dobre, a co tylko przereklamowaną pozycją w katalogu? Stare czasy nie powrócą i musimy to zaakceptować! Teraz wytwórnie mają szerokie pole do popisu, ale muszą mieć też pewniaka w postaci kapeli i granej przez nią muzyki, która przyniesie im wymierne zyski ze sprzedaży. Jeśli jest kasa, można nawet gówno Mongoła opchnąć, zareklamować i sprzedać z profitem. Do starych wydawców ARS możemy nie wracać, bo nie lubię źle mówić w prasie o złodziejach. Zrobili dla nas to, co mogli lub chcieli. Dzień sądu nie nadszedł.

Pomówmy jeszcze o koncertach… To się w pale nie mieści, żeby w kraju, do którego na szczęście udaje się ściągnąć zespoły klasy IRON MAIDEN, SLYER czy METALLICA, polskie utytułowane kapele typu ARS grały za darmo, zazwyczaj okazjonalnie, na parszywym sprzęcie, przed garstką ludzi. Na tym przykładzie widać wciąż ogromną przepaść miedzy podziemiem a wielkim biznesem…

Image Niestety… Parszywa rzeczywistość wygląda tak, że ludzie chcą koncertów ulubionych kapel, organizatorzy chcą ludzi, a kapele chcą sprzętu i pieniędzy. Niestety rzadko kto je ma. Jeśli chcesz forsy na honorarium dla muzyków, musisz przywalić cenę za bilet, a wtedy mało ludzi przyjdzie. Okropny sprzęt też jest przykrą sprawą, podobnie jak ignorancja niektórych nagłośnieniowców, bo oczywiście profesjonaliści się cenią (z paroma wyjątkami). No i w sumie wychodzi na to, że dostajemy propozycje grania za piwo, co niestety jest niewykonalne. Nie jest to nasza fanaberia, ale musimy mieć na transport, jedzenie i powrót do domu. Nawet odkładanie kasy z honorariów odpada. Taka jest sytuacja niszowych kapel. Jeśli chcesz dobrze wypaść i zarobić, musisz mieć dobry sprzęt, kasę, sponsorów i patronat medialny. A i tak nawet może być klapa. Zorganizowanie dochodowej trasy koncertowej jest nie lada przedsięwzięciem. Nawet najwięksi wychodzą czasem po takiej imprezie ze sporymi długami. Show biznes w naszym metalowym mikro-wydaniu jest brutalny i liczy się tylko kasa. Nigdy nie wiesz, ile ludzi przyjdzie, czy sprzęt nie zawiedzie, czy ktoś nie zepsuje całego efektu złym nagłośnieniem, czy plakaty będą rozwieszone albo ktoś nie zrobi konkurencyjnej imprezy z gwiazdami w tym samy czasie, co ty i wtedy idziesz z torbami. Prawda jest taka, że początki są trudne i jeśli nie masz kasy na sprzęt z muzyki, to musisz sobie zarobić w inny sposób. W każdym razie polegać można tylko na sobie.

Jak wspominasz serię koncertów u boku HORROSCOPE i innych grup, z którymi graliście parę miesięcy temu? Zastanawiam się, jak te bardzo dopieszczone w studiu utwory z „Twisted Logic” brzmią na żywo? Wiesz, bez tych wszystkich „obcych i dziwnych” dźwięków dodanych na płycie… Jako że dawno nie widziałam Was na scenie w akcji L, rozwiej moje wątpliwości, że nie powtarza się taka sytuacja, jak ze trzy lata temu, kiedy to po występie w krakowskiej „Rotundzie” i innym koncercie w Rzeszowie byłam rozczarowana, iż zagraliście mało płynnie, chropowato i surowo w porównaniu z dopieszczonymi nagraniami studyjnymi :-). Nie mówiąc już o nagłośnieniu, z jakim musieliście się spotykać na studenckich imprezach typu „Juwenalia”… No i kiedy ponownie zobaczymy ARS na deskach krakowskich?

Koncerty w czasie trasy „Trash The South” były dla nas bardzo przydatne, jeśli chodzi o zgranie kapeli. Tym niemniej nie wszystko było usłane różami i pierwszy koncert na trasie (Łódź) zagraliśmy strasznie drętwo i nieciekawie, a wręcz jak dziwki z fimu „Rocco podbija Polskę”; przynajmniej w porównaniu ze starymi wyjadaczami z HORRORSCOPE, przy których wypadliśmy wówczas bardzo blado. Ale później, z koncertu na koncert stawaliśmy się coraz bardziej pewni siebie, a nasze występy były coraz lepsze, czego dowiodła reakcja ludzi, którzy przyszli nas zobaczyć na żywo. Jeśli o mnie chodzi, to najlepszy koncert, jaki ostatnio zagraliśmy, odbył się 28.03.04 w Rzeszowie w ramach dwudziestej już odsłony festiwalu „Epicentrum”, w nieistniejącym już niestety klubie „Le Greco” [wielka szkoda!]. Zorganizował go nasz przyjaciel z Rzeszowa – Jacek Drabicki z Salonu Muzycznego „102” [hail!]. Zabrzmieliśmy naprawdę dobrze, a reakcja publiczności była świetna. Zresztą to miasto słynie z energetycznej publiki [tak, Rzeszów rządzi od lat, jeśli chodzi o metalowe spędy]. To był naprawdę świetny koncert! Będę go długo wspominać. A jeśli chodzi o nasze występy w „Rotundzie” trzy lata temu oraz na „Juwenaliach” w Kielcach… Przyczyną był fakt, że nie mamy własnego backlineu oraz akustyka. No cóż. Nie zawsze jest tak, jak by człowiek chciał, aby było. Są koncerty lepsze i gorsze. Warunki są, jakie są i sądzę, że każdy zespół ma na swym koncie występy, o których chciałby jak najszybciej zapomnieć. Takie jest życie, nic na to nie poradzimy. W Krakowie zacznę coś organizować (koncerty) razem z Kubą ze SCEPTIC. On jest zaangażowany w klubie „Absurd”, ja mam kolegę w „Re” (choć niewiele to zmienia), tak wiec myślę, że coś zacznie się dziać [czekam – Kasia].

Jeśli chodzi o prasową promocję „Twisted Logic” (np. w zinach), to osobiście przejąłeś część tego typu obowiązków (a wcześniej zajmował się tym P.Wegrzyn) i sam rozsyłasz materiał z płytą po podziemiu. I jak Ci się podoba ta niewdzięczna robota? Dodatkowo dawniej pomagały Wam różne osoby: Ewa z Dark`s Angel Prom., Krzysiek z „Arachnophobii”, Maciek z „Burning Abyss”, a nawet Paweł z … „Atmo”… Domyślam się więc, że doceniasz rolę, jaką pełni underground w promowaniu sztuki metalowej oraz konkretnie muzyki ARS? Przy okazji zapytam Cię, jaką formę korespondencji teraz preferujesz – tradycyjną, papierową czy elektroniczną, e-mailową?

Faktycznie przejąłem po Pawle promocję ARS w podziemiu i większość kontaktów z prasą krajową jak i zagraniczną. Odpisywanie na wywiady jest męczące, zwłaszcza jak masz w jednym dniu lub przez cały tydzień odpowiadać na te same pytania po 20 razy :-). Z drugiej strony czuję satysfakcję, jak wysyłam komuś płytę lub nasze koszulki nawet za friko. Wtedy jestem dumny, że jednak ktoś się naszą twórczością interesuje. Listy papierowe to już praktycznie przeszłość, gdyż większość korespondencji odwalam na kompie. Jest to wielkie ułatwienie dla mnie, jako osoby, która ma okropne pismo, a do tego jest dyslektykiem z „urwaną ręką” po szrapnelu :-). Wolę pocztę elektroniczną, gdyż jest szybsza, choć nie ma tego swoistego uroku… No sama wiesz – gęsie pióro, zapach papieru i smak krwistego inkaustu. Muszę przy okazji powiedzieć, że masz przepiękne pismo [thanx:-) – Kasia]! Twoje pytania zajmują tyle, co moja matura z „WF” :-) [:-) – Kasia]. Pomoc wymienionych przez Ciebie ludzi była niezastąpiona i dzięki nim (Wam) tych parę osób więcej o nas wtedy mogło usłyszeć! Pragnę jeszcze raz podziękować wszystkim tym osobom oraz Tobie za wsparcie w tamtych czasach [to my (ja) dziękuje(my) za wspaniałą muzykę ARS! – Kasia].

Image

Ok. Covan, najwyższy czas się żegnać (choć mam nadzieję, iż nie na długo i że zobaczymy się na koncertach lub w jakiejś krakowskiej knajpce :-). Bardzo Ci dziękuję za odpowiedzi, życzę ARS sukcesów i serdecznie pozdrawiam!!!

To ja pragnę podziękować Ci za pytania! Szacuneczek i respekt! I przepraszam, że musiałaś czekać na moje odpowiedzi aż tyle czasu [no problem]. Maszyny i robaki były przyczyną! Dziękuję też Wam maniakom i potencjalnym słuchaczom zakręconych dźwięków! Zapraszam do pisania do nas oraz odwiedzenia naszej strony! Wspierajcie nas gdzie się tylko da i w jakikolwiek sposób! Ziny, webziny i inni palatyni z podziemia piszcie o materiały promocyjne – w miarę mojego budżetu będę Wam je wysyłał.

[Kasia / Atmospheric #12]


Atrophia Red Sun, Adrian Kowanek, P.O.Box. 54, 30-962  Kraków 17; covan@interia.pl; tel. 012-4151891; www.ars.metal.pl / www.myspace.com/atrophiaredsunpl

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *

Oświadczenie dotyczące rozwiązania zespołu ATROPHIA RED SUN

Wszystkich fanów ATROPHIA RED SUN pragniemy z przykrością poinformować o rozwiązaniu naszego zespołu. Już od dłuższego czasu borykaliśmy się z brakiem czasu, zawodzili ludzie i nasza wiara w to, co robimy. Po nagraniu „Twisted Logic” chcieliśmy zaaranżować naprawdę dobrą płytę, która byłaby godnym następcą poprzedniego krążka. Tymczasem los cały czas rzucał nam kłody pod nogi i dążenie do zrealizowania naszych postanowień stawało się coraz trudniejsze. W końcu stało się dla nas niemożliwe. Wspólnie podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu zespołu, co według nas jest najlepszym wyjściem z impasu i trwania w bezczynności od wielu miesięcy. Być może kiedyś znów połączymy wspólnie siły, nastąpi reaktywacja, jednak w chwili obecnej musimy skupić się na sprawach zupełnie niezwiązanych z muzyką, bardziej trywialnych i ułatwiających nam przeżycie następnych dni w tym kraju. Chcemy Wam szczerze, z całego serca podziękować za wspólne 10 lat na polskiej scenie, za Wasz wkład i zaangażowanie, za entuzjazm, z jakim nas przyjmowaliście. Pamiętajcie, że zawsze graliśmy dla Was. dziękujemy!!! Szacunek i respekt!

[ATROPHIA RED SUN – RK, AK, PK]