AUGUST BURNS RED, THE DEVIL WEARS PRADA, VEIL OF MAYA – 11.11.2012, Kraków

2012.11.11_august_burns_redEuropean 2012 Tour:
AUGUST BURNS RED,
THE DEVIL WEARS PRADA,
VEIL OF MAYA

11.11.2012, Kraków,
„Fabryka”

Metalcore’owe wydarzenie mijającego roku w Polsce za nami. Za takie, bez dwóch zdań należy uznać wizytę AUGUST BURNS RED, THE DEVIL WEARS PRADA oraz VEIL OF MAYA na dwóch koncertach w naszym kraju (10 XI – Warszawa, klub Progresja, 11 XI – Kraków, klub Fabryka). Udało mi się wybrać na krakowski koncert i zdecydowanie się nie zawiodłem.

Choć przyznam, że gdy dwa miesiące przed koncertem środowiska core’owe obiegła wieść, iż z trasy wypadli muzycy WHITECHAPEL – byłem potwornie zawiedziony.

Przed VEIL OF MAYA stało ciężkie wyzwanie, młodzi Amerykanie zdecydowanie jednak podołali. Swoim dziewięcioutworowym setem zmietli krakowską publiczność z powierzchni ziemi, a część zgromadzonych w Fabryce ludzi stwierdziła po występie, że to VEIL OF MAYA dał najlepszy koncert. Muzycy z Chicago skupili się naturalnie na promowaniu najnowszego krążka „Eclipse”. Zabrzmiały chociażby „20/200”, „Divide Paths” czy „Punisher”. Nie brakło jednak starszych kompozycji, takich jak „Crawl Back” i „Dark Passenger”. Nie mniej – gdy kwartet kończył swój występ, czuć było niedosyt. Sami muzycy (z którymi miałem przyjemność zamówić parę zdań przed koncertem) stwierdzili, że Polska to wyśmienity kraj i z pewnością jeszcze do nas wrócą. Cóż… trzymamy ich za słowo.

Kolejnym bandem, który starał się wkraść w łaski nowych słuchaczy, a także utwierdzić dobrą markę wśród wiernych fanów, byli chrześcijańscy metalowcy z THE DEVIL WEARS PRADA. Piszę „starał się”, gdyż nie do końca im to wyszło. Szanuję PRADĘ za ich studyjne dokonania, jednak ich performance nie należy do najbardziej wybitnych rzeczy na świecie. Bardzo słabe, kompletnie nieselektywne nagłośnienie oraz pewne wokalne niedomogi pana Hranicy raziły i pozwoliły odnieść wrażenie, że PRADA w studio, a PRADA live to dwie, kompletnie różne sprawy. A szkoda, bo setlista TDWP wyglądała wyśmienicie. Amerykanie zaprezentowali głównie utwory z ostatniego materiału studyjnego. Zabrzmiały więc  takie hity, jak „Born To Lose”, tytułowy „Dead Throne” oraz przebojowy „Mammoth”. Ponadto, o dziwo (ale na szczęście!) THE DEVIL WEARS PRADA postanowili zaprezentować publiczności utwory z nieco pomijanej, a wyśmienitej EP „Zombie”, grając „Escape” oraz „Outnumbered”. Nie mogło również zabraknąć klasyków z najpopularniejszego krążka TDWP – „With Roots Above And Branches Below”. Fani mogli więc usłyszeć „Assistant To The Regional Manager”, “Danger: Wildman” oraz “Dez Moines”. Niestety, jak wspomniałem – był to dość kiepski występ. I choć nie można odmówić Hranicy i spółce oddania i zaangażowania – pewnych niedomogów nie da się przeskoczyć. Po PRADZIE przyszedł czas na długo oczekiwaną w naszym kraju gwiazdę wieczoru – AUGUST BURNS RED.

Gdy zgasły światła, a z głośników zaczęła wydobywać się znana większości zgromadzonym kompozycja „Everybody’s Free” Rozalli w specyficznej, zmodyfikowanej formie – nikt nie spodziewał się, że to początek koncertu. Po chwili jednak, słowa refrenu popularnej piosenki ucichły, a muzycy AUGUST BURNS RED rozpoczęli swoją młóckę od idealnego na tę okazję utworu „Composure”. ABR udowodnili, iż ich pozycja w ścisłej, światowej czołówce metalcore’u jest niepodważalna. Muzycy emanowali pozytywną energią, gitarzyści – JB Brubaker i Brent Rambler zmieniali się miejscami, bezustannie się uśmiechając i porywając do wspólnej zabawy publiczność. Wokalista, Jake Luhrs zdawał się być niezmordowany i od początku do końca udowadniał, iż jest jednym z lepszych front menów gatunku. Sekcja rytmiczna zaś, napędzana przed tandem Matt Greiner – Dustin Davidson nie dawała sobie, ani swoim instrumentom chwili wytchnienia. Fani dostali prawdopodobnie seta marzeń. Zdecydowana większość kompozycji pochodziła z ostatniej płyty studyjnej (nie licząc okolicznościowego krążka „Sleddin’ Hill” z przeróbkami kolęd i utworów świątecznych) „Leveler”. Fani usłyszeli takie numery, jak „Carpe Diem”, „Cutting The Ties”, „Salt And Light”, „Empire”,  czy „Internal Cannon”. Nie brakło również starszych kompozycji, takich jak “Marianas Trench”, „Meddler”, „Ocean Of Apathy”, „Back Burner” i „Barbarian”. W przeciwieństwie do THE DEVIL WEARS PRADA – AUGUST BURNS RED zaprezentowali w 100% profesjonalne, bezpretensjonalne show na najwyższym, światowym poziomie. Mimo zmęczenia, licznie zgromadzona publiczność szalała w najlepsze do samego końca, zmuszając zespół do odgrywania bisów.

Miło oglądać występy, zorganizowane w tak zawodowy sposób. Trzy kapele w przeciągu czterech godzin zrównały krakowski klub Fabryka z ziemią, nie pozostawiając wątpliwości, że muzyka metalcore’owa ma się bardzo dobrze. I oby tak dalej!

[Tomasz Kulig]