AUSTRALASIA Sin4tr4 `12

promo MCD `12 (Golden Morning Sounds)
Ocena: 2,5/6
Gatunek: post rock

Nie jestem uprzedzony do żadnego muzycznego gatunku, który wyewoluował z szeroko pojętego rocka. Oczywiście niektóre gatunki lubię bardziej, inne mniej, ale nie znoszę się ograniczać. Ba! Nawet nie za bardzo lubię szufladkować muzykę (za to w młodości było to moją główną namiętnością). Teraz dzielę ją najchętniej na dobrą i złą. A szukam w niej emocji. Ale niech już będzie – dla ułatwienia (?) sprawy przepiszę cięgiem ze strony AUSRLALASIA tak zwane tagi, żeby niczego nie poprzekręcać. Mamy tu niby: „ambient metal, post black metal, postrock, ambient, analog synthesizer, (…) instrumental, post-metal, shoegaze, soudtrack”. Tia! I pewnie myślicie teraz, że „Sin4tr4” głowę urywa. Niestety – nawet nie próbuje. Bo jest to do bólu prymitywna w swej strukturze, przez większość czasu (całość to około 22 minut) spokojna, ale przy okazji nudna (!), wtórna muzyka gitarowo-syntezatorowa, z mnóstwem efektów, które chyba mają zagłuszyć indolencję twórczą. Patent na tę muzykę niewiele różni się w kolejnych siedmiu odsłonach, a – przepraszam bardzo, jeśli się mylę – główne ograniczenie stanowi tu chyba techniczne zaawansowanie muzyka tworzącego projekt AUSRLALASIA. Podziwiam zazwyczaj multiinstrumentalistów. Jest godnym głębokiego ukłonu i owacji ambicja zgłębiania tajników kolejnych instrumentów. Ale z drugiej strony szacunek dla sztuki, samego siebie i słuchacza powinien włączać w głowie czerwoną lampkę samokrytycyzmu, nim postanowi się przedstawić swą twórczość światu! I rzecz jeszcze chyba ważniejsza: trzeba mieć światu, co pokazać! Słowo klucz dla tego „albumu” (nie wiem, dlaczego wszędzie „Sin4tr4” nazywany jest albumem, choć dziełko trwa nieco ponad 22 minuty) brzmi dla mnie: „ubogi”, i proszę nie mylić go z „prosty” (prosta muzyka bywa czasami bardzo piękna), bo „Sin4tr4” jest po prostu biedny – muzycznie, aranżacyjnie, ubogi również w emocje. I nawet nie chodzi o to, że nie ma tu wokali. Można przecież zagrać fantastyczny album bez wokali (audi choćby rodak „podsądnego”, również multiinstrumentalista TOMMY TALAMANCA). „Sin4tr4” jest zwyczajnie słaby. Bo naprawdę nie robi na mnie wrażenia szarpanie jednej struny i bawienie się efektami. Jest tu również zabawa elektroniką – równie słaba jak zabawa gitarą. Nagranie, produkcja i brzmienie też są zresztą biedne. Niestety, żeby tworzyć muzykę, trzeba mieć, co zaprezentować, a „Sin4tr4” to melancholijna podróż donikąd! Dla mnie brzmi trochę jak soundtrack do peregrynacji jakiegoś zmęczonego życiem staruszka z balkonikiem przez zatłoczone ulice włoskiego (niech będzie!) miasta – po poranną bułkę i gazetę, której kulminacją jest przejście dla pieszych. Czy jest się więc czym jarać, to już rzecz gustu (jak pogrzebiecie w sieci, to przeczytacie wiele pochlebniejszych recenzji, które mnie osobiście wprawiają w ciężką konsternację). [Herr B.]

Australasia, australasiamusic@gmail.com; www.australasiamusic.com, www.facebook.com/australasiamusic
Golden Morning Sounds, info@goldenmorningsounds.com; www.goldenmorningsounds.com