Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

SINPHONICON – wywiad

logoWitaj Spirit. Tak więc masz kolejną debiutancką płytę w swoim dorobku… Zastanawiam się czy następny wywiad z tobą znów będzie pod innym szyldem he he he… Wcześniej SONNEILLON – teraz SINPHONICON, solowo i wydaje się że wreszcie to jest to co chciałeś…

Cześć Pawle! Tak się jakoś złożyło, że to akurat ze sobą mieliśmy przyjemność pogadać przy okazji SONNEILLON. Solowy album chodził mi po głowie od dawna, jeszcze przed współpracą z SONNEILLON, a także w jej trakcie. Cieszę się, że to wypaliło, że znalazłem dość motywacji i determinacji żeby stworzyć ten materiał, a czytając recenzje utwierdzam się w przekonaniu że było warto.

Czytaj dalej SINPHONICON – wywiad

PSYLOCYBIA Daybreak of Excellence ’13

Psylocybia - Daybreak Of ExcellenceW życiu recenzenta trafiają się takie chwile, kiedy naprawdę nie wie, od której strony ugryźć dany temat. I przyznaję, że taką właśnie napotkałem przy przesłuchaniu debiutanckiej epki projektu PSYLOCYBIA. I nic się nie zmieniło po kilkunastu następnych przesłuchaniach. Z czym bowiem mamy tutaj do czynienia? W teorii ma to być doom/industrial metal, tak przynajmniej określa go Miłosz Anioł, twórca tego eklektycznego dzieła. W praktyce wygląda to jednak o wiele bardziej industrialnie niż doomowo, do tego stopnia, że jeśli miałbym do czegoś porównać „Daybreak of Excelence” to byłby to MARILYN MANSON Czytaj dalej PSYLOCYBIA Daybreak of Excellence ’13

TORTURE KILLER Phobia ’13

Uwielbiam Obituary do tego stopnia, że miałem moment zawahania czy na przedramieniu wytatuować sobie okładkę „Cause of Death” (ostatecznie znalazło się tam co innego). Twórczość rzeźników z Bufflo jest dla mnie biblią obowiązkową i wcale nie rozgraniczam jej na etap z Krzysiem i z Corpsegrinderem (wiadomo, że najlepsze były z Krzysiem, ha!), a SIX FEET UNDER jest grupą na tyle wyjątkową, że nie zniechęcą mnie do niej nawet kolejne „Graveyard Classics”. Czytaj dalej TORTURE KILLER Phobia ’13

METALIATOR Spalone Miasto `13

Serce się raduje, grzywa sama podskakuje, a na plecach wyrasta dżinsowa katana z naszywkami, gdy słyszy się takie materiały jak debiutancka EPka warszawskiego METALIATORa, pt. „Spalone Miasto”. Na ową grupę moją uwagę zwrócił Thomas z DAMAGE CASE, gdy jakiś czas temu mieliśmy okazję po raz pierwszy dzielić wspólnie scenę. Czytaj dalej METALIATOR Spalone Miasto `13

ISURUS Outcast ’12

Lubię takie płytki. Nawet bardzo. Lubię też być zaskakiwany. Oto bowiem pod niezbyt ambitnym logo i pod ponurą okładką jakich również sporo widziałem, wreszcie za dość średnim intro nie ukryło się naprawdę solidne uderzenie jakie zaserwował mi tytułowy kawałek. ISURUS okazuje się być kawałem brutalnego death metalowego przyłożenia, z odpowiednio nowoczesnym, technicznym sznytem. Wspomniany „Outcast” przypomina ostatnie dokonania BEHEMOTH, w „Black Market” pobrzmiewa TERRORIZER, we wstępie do „Torment (The Eternal Punishnet of the Fiend)” rozlegają się echa NILE i rzeczonego już BEHEMOTHa. Na dokładkę znajdziemy tu jeszcze akustyczny (prawie) instrumental „Dreaming Through the Waves of Endless Ocean”, którego nie powstydziłaby się wczesna METALLICA (szczególnie, że jedno zejście nad wyraz mocno kojarzy mnie się z rifferm „The Call of Ktulu”), a potem znów potężne uderzenia w postaci „Perforated Flesh” i „The Weapon Forged by Hate Itself”. I… koniec! Dwadzieścia cztery minuty przeleciały jak z bicza strzelił, a ja może nie musiałem zbierać szczęki z podłogi, ale narobiłem sobie apetytu na dokonania ekipy z Bielsko-Białej. Panowie znają swój fach i wiedzą co chcą osiągnąć co słychać zarówno w brzmieniu jak i konstrukcjach kompozycji. Intryguje też fakt, że każdy z zamieszczonych na tym demie kawałków prezentuje inny klimat, inne oblicze death metalu, a jednak obraz grupy pozostaje spójny. Kolejna ciekawostka, to to, że aż trzech panów operuje gardłem (są więc wrzaski, krzyki i przede wszystkim, moje ulubione, niedźwiedzie growle), a dodatkowo w jednym utworze (na szczęście tylko w charakterze smaczku) pojawiają się czyste zaśpiewy. Warto wspomnieć również o gościnnym udziale niejakiego Dominika „Spirita” Wawaka z SINPHONICON i SONNEILLON. Panowie z podstawowego składu jednak wystarczą w zupełności. Zarówno pan Białkowski jak i pan Stadnicki dają znać, że wiosła w rękach mają nie od wczoraj i gdy trzeba potrafią uraczyć słuchacza zaskakująco przemyślanymi solówkami. Pan Rosner sypie kartofle na bębenki z iście piekielnym zacięciem i choć do techniki Inferno jeszcze mu brakuje, skojarzeń z BEHEMOTH nie wybrałem przypadkowo. I wreszcie pan Szuta. Zazwyczaj w takim graniu bas schodzi na trzeci, czwarty, niewidzialny plan. Nie tutaj. Choć nie ma tutaj obłędnych przygrywek a la Steve Di Giorgio, to jednak bas nie jest jedynie uzupełnieniem riffów, idzie własnym torem, doskonale uwypuklając bębny, a we wstępie do choćby takiego „Torment…” ryje bebechy aż miło. Krótko mówiąc – solidny, zgrany skład z kawałem soczystego, brutalnego i technicznego death metalu. Czekam na dużą płytę. [Shadock]

Isurus, Michał Stadnicki, ul. Bukietowa 22/52, 43-300 Bielsko-Biała; isurusdeath@gmail.com; www.isurus.pl, www.myspace.com/isurusdeath

RAPE ON MIND Downwards `13

Na początku recenzji płyty płyty „Downwards” RAPE ON MIND muszę się mentalnie wyrzygać z powodu nieudolności osób postronnych próbujących klasyfikować ten zespół. Rozbieżności nie ułatwiają nawet w kilkunastu procentach dotarcie odpowiedniego odbiorcy do twórczości tej grupy. Kilkuzdaniowe pseudo recenzje mówią nic lub jeszcze mniej. Ja nie znałem tej kapeli wcześniej, poprzednie materiały, jakie udało się panom z Krakowa już nagrać, a które ponoć spotkały się z pozytywnymi reakcjami, nie dotarły do mnie. Nie wiem, czy RAPE ON MIND gra grindcore, death/grind, czy techniczny death. W sumie nie ma to znaczenia. Nie ma też znaczenia porównywanie tej muzyki, bo to jeden z zespołów z powodzeniem poszukujących swoich indywidualnych dróg w muzyce ekstremalnej. W zetknięciu z dźwiękami zawartymi na „Downwards” napotykamy duży opór, spowodowany ogromnie trudnym do strawienia nagromadzeniem pokrętnych patentów. Nieprzyswajalna wręcz masa zmian uderza mocno, przykuwa myśli i wymaga od odbiorcy koncentracji. Nie wiem, z jakiej ilości i rodzajów gatunków wszelkiej muzyki panowie z RAPE ON MIND czerpią swe pomysły, ale na ich albumie jest multum wszelkiej maści aranżacji, stylów i zalotów. Nie wiem już, kiedy miałem podobny problem z ogarnięciem dźwiękowego przekazu. Płyta „Downwards”, utwór po utworze, absorbuje całościowo i zmusza do słuchania. Z całą odpowiedzialnością powinienem użyć tutaj słów „chory klimat”. Tak, to bardzo trafnie oddaje przesłanie, jakie tu dla siebie odnajduję. Industrialny wyziew, w którym pobrzmiewają dźwięki alarmu w elektrowni jądrowej, jest tu zgrany ze wstawkami jazzu (saksofon!). Jest rzeczywiście ekstremalnie, a pogięcie wszystkich sfer powoduje schizofreniczny pogłos. Nie wiem, czy temu albumowi przyświeca jakiś koncept, ale jest dość spójny jeśli chodzi o styl, specyficzny i dający się rozpoznać przy każdym przesłuchaniu, niemniej różnorodność zawarta w każdym utworze jest mocno dekoncentrująca. Chwile wytchnienia, w których nie musimy się koncentrować, to regularne nawalanie klasycznego grindu, cała reszta nie ma u mnie określenia. Nie wiem, czy to, co grają panowie z RAPE ON MIND, jest nowoczesne, czy ktoś posuwa się w opisywaniu ich muzyki do stwierdzeń, że to jakiś post czy nu. Ja nie znam tych okreśnień i nie wiem, co za teraz się gra, nie znam tych pseudo gatunków. RAPE ON MIND gra bardzo konkretny, brutalny ekstremalny metal. Ubranie tego typu przekazu w tak misterny, skomplikowany i wypracowany technicznie kaftan jest karkołomne i niebezpieczne, gdyż grozi przedobrzeniem. Widziałem takie efekty pracy nad płytą nie raz i nie dwa. RAPE ON MIND wychodzi z podróży po tym grząskim gruncie obronną reką. Nie wiem, czy w przeciągu roku czy dwóch napisałem w ten sposób, z powodu braku powodu, ale dla mnie „Downwards” to album odkrywczy, można by użyć określenia autorski, w nieco innym niż zwykle kontekście. Dla mnie to duże komplementy i piszę je nieczęsto i niechętnie. Tę płytę RAPE ON MIND polecam wszystkim z otwartym umysłem. Jest mocna, brutalna, odkrywcza, zastanawiająca. [John Kramer]

 

Rape On Mind, rapeonmind@gmail.com; www.rapeonmind.com

RAPE ON MIND Promo`07

Zespół RAPE ON MIND pojawił się z nikąd, trafił do mnie przypadkowo i jest dla mnie wielką zagadką. Nic o nim nie wiem, a na dodatek „ktoś” podsunął mi klasyfikację, że gra metalcore. Ożesz fuck! Jeśli to, co znajduje się na „Promo`07”, to metalcore, to ja lubię taki metalcore!:-) Bez wątpienia muzyka RAPE ON MIND brzmi bardzo nowocześnie i ma w sobie jakieś pierwiastki zaczerpnięte z nu metalu, ale bynajmniej nie tylko. Równie dobrze ramowy dla utworów z „Promo`07” może być zarówno mathcore, jak i techniczny death/grind. Muza jest brutalna, intensywna, chwilami mocno pokręcona, szybka, ale z fajnymi rytmicznymi „przestojami”; ma swój ciężar. Potężne riffy, nieszablonowa perkusja i drący się wokalista to elementy składowe kompozycji. Do tego dochodzi chłodny klimat, który przeżera słuchacza na wylot. RAPE ON MIND celuje prosto w neurony i unerwia swoimi ultra dźwiękami cały organizm. Wrażenie pobudzenia nie gaśnie poprzez wszystkie cztery utwory, trwające 13 minut. Dodatkowo materiał ma rewelacyje brzmienie, ostre jak żyleta, agresywne jak kibol, muskularne jak atleta… Z jednej strony pokrewnej muzyki, którą para się RAPE ON MIND, było już w Polsce sporo (od KOBONG, przez NYIA, po ANTIGAMĘ), ale wciąż zdaje się, że jest to twórczość niszowa.  Oby autorzy „Promo`07” nie przepadli gdzieś na marginesie polskiej ceny metalowej… [Kasia]

Rape On Mind, bart5150@gmail.com; www.rapeonmind.com

EPICRENEL The Crystal Throne `13

 Ale zaskoczyła mnie 92. pozycja w katalogu Inverse Records! Zupełnie nie spodziewałam się, że ta wytwórnia wyda płytę zespołu grającego najprawdziwszy power metal, tymczasem fiński EPICRENEL to debiutant parający się właśnie tym rodzajem metalowej sztuki. Osobiście jakoś tak mam, że na ogół nie trawę typowego heavy metalu z falsetem, ale power metal, zrobiony z jeszcze większym rozmachem i natężeniem symfoniki (oczywiście o ile nie jest przesłodzony) trafia do mnie dużo łatwiej i tak też jest z grupą EPICRENEL. Czytaj dalej EPICRENEL The Crystal Throne `13

FAUST AGAIN Illusions `13

 Pamiętam FAUST AGAIN sprzed wielu lat, z okresu demówki i pierwszej płyty, czyli kiedy zaczynał swoją przygodę w polskim undergroundzie, a wówczas był to jeden z pierwszych zespołów metalcorowych z prawdziwego zdarzenia, zrodzonych w naszym kraju. Później na dłuższy okres straciłam kontakt z tą grupą, chociaż wiedziałam, że cieszy się coraz większym uznaniem, zarówno w kraju, jak i zagranicą, gdzie wydaje kolejne płyty. Nie zdziwiła mnie więc wiadomości, że czwarty album FAUST AGAIN firmuje niemiecka wytwórnia Noizgate Records, która jest wyraźnie sprofilowana. Moje pierwsze spotkanie z płytą „Illusions”, a dokładnie pierwsze minuty intra „Everyone’s Experience” to wielkie zaskoczenie; takiego wolnego, wręcz doomowego, wisielczego w klimacie początku, z wokalem: „way out” nie spodziewałam się po kapeli hardcorowej. Niemniej muszę przyznać, że taka klasyfikacja FAUST AGAIN to w tej chwili duże uproszczenie, a nawet błąd merytoryczny:-), gdyż na „Illusions” zespół ten jest już bardziej przedstawicielem mocnego, aczkolwiek melodyjnego death metalu, zaś najbardziej hardcorowe pozostały mocarne, niemal krzyczane wokale, ewentualnie potęga oraz ciężkość części riffów, no i breakdowny:-). Panowie „Fauści” odnaleźli świetny balans między ciężarem i agresywnością death metalu a melodyką metalcoru. A bodaj w dwóch utworach można też uświadczyć troszkę thrashowego riffowania. Muzyka FAUST AGAIN nieźle kręci i wkręca słuchacza w swoje trybiki; słucha się jej dobrze. Bardzo podobają mi się takie momenty, jak wolny i ciężki, na bazie hardcorowych gitar i takiego wokalu, wstęp do utworu „All The Way Down”, a przede wszystkim wszystkie fragmenty czy też całe utwory, które nie są „napiętnowane” hardcorem, a w sumie jest całkiem sporo – na przykład „The Will To Align” – wpierw prostszy i bezpośredni, a później dołujący, bardziej przystępny „Amphigory”, a pod koniec płyty „Synecdoche” – wpierw z patentem perkusyjno-basowym, później się rozkręca i pojawia się czysty śpiew oraz zamykający całość, spokojny, instrumentalny track tytułowy. Mocnym punktem „Illusions” jest jeszcze szczególnie zaangażowany wokal, a że partii wokalnych (w tym również growl i czysty śpiew) jest na tym albumie bardzo dużo, musi to świadczyć o tym, że Marcin ma wiele do przekazania. Ostatni plus należy się za zawodowe, mięsiste brzmienie. FAUST AGAIN, powstały w Grudziądzu, obecnie stacjonujący w Poznaniu, to już uznana marka na europejskiej scenie death/corowej, niemniej istotne jest to, że zespół ten zmienia się i mnie się bardzo podoba droga, którą teraz podąża. Kierunek jest dobry i jestem ciekawa, jaka będzie kolejna płyta, czy FAUST AGAIN pójdzie głębiej w stronę brutalniejszego death metalu, czy wróci do swoich korzeni… [Kasia]

 

 

Faust Again, info@faustagain.com; tel. 695404743; www.faustagain.com, www.myspace.com/faustagain

Noizgate Rec., Sudbrackstrase 17, 33611 Bielefeld, Germany; simona@noizgate.com; www.noizgate.com

TRENCH ROT Dragged Down to Hell ’13

Co można napisać o materiale, który zostaje wydany na kasecie przez Nihilistic Holocaust? Że będzie to niewątpliwie obskurny, old schoolowy death metal. I tak jest w istocie. TRENCH ROT to młodziutki stażem zespół (z tego co mi wiadomo data powstania to rok 2012), który już swoim pierwszym demem zwrócił uwagę wspomnianej wytwórni. Czytaj dalej TRENCH ROT Dragged Down to Hell ’13