BASEMENT Deszcz i krew `13

CD `13
Ocena: 5/6
Gatunek: groove/thrash metal

Jeśli dobrze pamiętam, to z pierwszym krążkiem BASEMENT miałem do czynienia ponad 3 lata temu. W szare listopadowe popołudnie pocztą przyleciała koperta od zespołu, a w niej wydany nakładem własnym album wypchany 13 mocnymi szlagami. Od tamtej pory wpadło mi przez te parę lat sporo innych dziełek do zrecenzowania, ale w tamtym debiucie musiało być coś takiego, że utkwił mi w pamięci. Zajmijmy się jednak chwilą obecną. „Deszcz i krew” to drugi longplay BASEMENT, choć aż tak „long” nie jest, bowiem znajduje się na nim 8 utworów i blisko 20 minut muzy mniej, niźli ostatnio. To jednak żaden problem, bo nawet jeśli przez te ostatnie 3 lata nagraliby jedynie cztery composy, to i tak chciałbym położyć na tym łapy. Choćby dlatego, że byłbym zwyczajnie ciekawy tego, co zmajstrowali. I przyznać muszę, że swoją muzą wyróżniają się dość mocno na tle reszty polskiej sceny. Myślę, że spokojnie powinno się znaleźć dla nich miejsce w takim, dajmy na to, Mystic Production. W sumie to nie wiem, czemu ich tam jeszcze nie ma, bowiem te pół godziny mocnych dźwięków działa bardzo ożywczo na moje stare gnaty, a myślę, że nie tylko mnie jest w stanie pobudzić to basementowe pierdolnięcie. „Deszcz i krew” to cała galeria energetyzujących, mocno headbangowych riffów, okutanych w chłoszczący po dupie sound. Plusem są tu także, bo jakże by inaczej przy takiej groovy-thrashowej rozpierdalance, rytmy basu i garów, przy których nie dasz rady oprzeć się potrzebie podkręcenia gałki głośności. Czy coś pominąłem? Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Ostre i, co istotne, czytelne wokale jednego z gitarzystów. Jak zwykle, dla mnie zaletą w tym wszystkim są oczywiście teksty po polsku. Tyle tu pozytywów, że aż ciężko dokooptować coś jeszcze? Skądże znowu. Przedostatnim bowiem kawałkiem jest instrumentalna brzytwa „TatTatTida”. Tytuł brzmi cokolwiek z dupy, ale to akurat jest najmniej ważne, bo chłopaki bez wokaliz również elegancko zamiatają. Do gustu przypadła mi też drobna rzecz, jaką jest oprawa graficzna wydawnictwa oraz to, że okładka nie została „skalana” zszywaczem, jeno wydrukowana jako rozkładówka (które występują rzadko, a są moją ulubioną formą front coverów), jej rewers zawiera ciurkiem wypisane teksty utworów, co powinno być kolejnym plusem dla zainteresowanych tym, by bardziej wgryźć się w część liryczną „Deszczu i krwi”. Dla każdego, kto jeszcze się zastanawia nad tym, czy warto sięgnąć po ten talerzyk, mam coś, co mocno pomoże podjąć ostateczną decyzję. Wystarczy odwiedzieć stronę internetową BASEMENT, a tam czekać będzie na Was link do materiału promocyjnego w postaci jednego z tych ośmiu zacnych wałków. „Kat” ma w sobie bowiem tyle ładunku, by rozbudzić każdego z zimowego letargu i narobić smaka na więcej. „Deszcz i krew” to zdecydowanie jedna z lepszych polskich metalowych płyt wydanych w ostatnim kwartale 2013 roku i na pewno uprzyjemni Wam czekanie na nadchodzące premiery tych bardziej znanych rodzimych kapel. [Soulcollector]

Basement, adam.99@interia.pl; www.basementband.pl