BEHEMOTH, BLINDEAD, MOROWE, DEUS MORTEM – 21.01.2012, Kraków

2012.01.20_behemothPhoenix Rising Tour 2012:

BEHEMOTH, BLINDEAD, MOROWE, DEUS MORTEM

21.01.2012, Kraków, „Hala Wisły”

Feniks odrodził się z popiołów! Polska część trasy BEHEMOTH dobiegła końca, czas zatem na małe podsumowanie tego, co wydarzyło się w trakcie występu w Krakowie, w ramach Phoenix Rising Tour 2012.

Na wstępie należy powiedzieć, że styczniowy koncert pierwotnie nie był zaplanowany na 2012 rok. BEHEMOTH miał się zjawić w mieście nad Wisłą w październiku ubiegłego roku, niestety przez liczne protesty i ostateczny brak zgody na występ pomorskiej bestii w klubie „Studio”, sztukę przeniesiono. Na styczeń, do „Hali Wisły”

Miejsce wybrane na zastępczy koncert z góry spowodowało liczne debaty i dywagacje na temat brzmienia. Wielu narzekało, że „na Wiśle” będzie jeden wielki huk i wszyscy będą niezadowoleni. Powiem szczerze – również obawiałem się takiego rozwiązania. Jak było w rzeczywistości? Zachęcam do dalszej lektury…

Występu DEUS MORTEM nie widziałem. Nie przez przypadek, a celowo. Bo o ile nowy nabytek Witching Hour na EPce „Darknessence” brzmi całkiem nieźle, to na żywo niczym szczególnym nie zachwyca. Widziałem nowy zespół Necrosodoma i Inferno w trakcie Blasphemers’ Camapign we wrześniu i w żaden sposob mnie nie urzekli. Gdy Inferno i spółka opuścili scenę, zamonotowali się na niej post-blackowcy z MOROWE.

Kolejny projekt Nihila był – obok BEHEMOTH – czymś, co niezwykle mnie intrygowało. MOROWE na płycie „Piekło.Labirytny.Diabły” brzmi przerażająco, mrocznie i piorunująco. Ten występ niezwykle mnie ciekawił, ponieważ chciałem dowiedzieć się, czy śląska kapela zabrzmi na żywo równie złowieszczo. Muzycy MOROWE pojawili się na scenie w maskach, a nad ich głowami unosił się ekran z hipnotyzującą grafiką. Otoczka niesamowita. Brzmienie? Fatalne. Mimo wielkiego wkładu emocjonalnego muzyków i wykonania w ciągu niemal połowy godziny największych killerów z debiutu (w tym „Komenda” i „Tylko piekło, labirynty i diabły”), „Hala Wisły” odmówiła współpracy i słyszeliśmy jeden wielki hałas. Podejrzewam jednak, że MOROWE w małym, klimatycznym klubie, wśród oparów dymu lub piwnicznej stęchlizny musi wywoływać ciarki na całym ciele.

Następnie miejsce na scenie zajęli niezwykle popularni ostatnio muzycy BLINDEAD. Pomorski sekstet, wydając przed dwoma laty niesamowity koncept-album o autystycznej dziewczynce, zatytułowany „Affliction XXIX II MXMVI”, zaczął pojawiać się na ustach całej metalowej Polski. Nie dziwi więc fakt, że BEHEMOTH zdecydował się zaprosić BLINDEAD na wspólną trasę po ojczyźnie. Podobnie jak w przypadku występu MOROWE, występowi BLINDEAD towarzyszyło płótno z animacją współgrającą z tematyką płyty. Widziałem zespół Nicka Wolverine’a w tamtym roku i mimo wszystkich atutów swej nowej płyty, nie zaciekawił mnie w wersji na żywo. Tym razem zespół miał więcej czasu (niemal godzinę), odegrał więc cały swój ostatni album niemal identycznie jak na płycie. Brzmienie, poprawione w stosunku do MOROWE, jednak wciąż bez cudów. I kolejny raz doceniam kunszt artystyczny, emocje przekazywane przez BLINDEAD swym fanom, ale wolę „Affliction XXIX II MXMVI” słuchać w domowym zaciszu, ze słuchawkami na uszach. Masowy odbiór tego dzieła powoduje zwyczajne znudzenie. Moim zdaniem muzyka BLINDEAD nie jest najlepszą na koncert.

Po BLINDEAD nadszedł czas na dłuższą przerwę, a po niej gwiazdę wieczoru.

Za rozbudowanym zestawem perkusyjnym Inferna, dumnie powiewać zaczęła grafika z okładki „Evangelion”. Statywy mikrofonowe dla Nergala, Oriona i Setha również stylizowane były na elementy znane z okładki ostatniej płyty. Nad głowami natomiast wisiało płótno, na którym w ramach introdukcji do koncertu odtworzono teledysk do utworu „Lucifer”. Gdy teledysk się skończył, płótno zostało zdjęte, a na scenie pojawił się Krzysztof Azarewicz – wieloletni współpracownik BEHEMOTH, twórca części tekstów. W kilku słowach zapowiedział zespół, a w trakcie intro muzycy zaczęli wchodzić na scenę. Jeden po drugim, oświetlani niebieskim światłem. Gdy pojawił się Nergal, pozdrowił krakowską publiczność i wśród bogatej, pirotechincznej choreografii rozpoczęła się sztuka.

BEHEMOTH zaprezentował swoim fanom przekrojowy materiał (jak przystało na trasę związaną z XX-leciem grupy). Między „Ov Fire And The Void”, a kończącym koncert „Lucifer” usłyszeliśmy więc między innymi: „Demigod”, „Conquer All”, „Antichristian Phenomenon”, „Decade Of Therion”, „At The Left Hand Ov God”, „Slaves Shall Serve”, „Chant For Ezkaton e.v. 2000”, „Alas, Lord Is Upon Me”, a także perełki ze starszych płyt: „Moonspell Rites”, „The Thousend Plagues I Witness” czy „23 (The Youth Manifesto)”. Ponadto BEHEMOTH postanowił uraczyć fanów coverem z repertuaru FIELDS OF NEPHILIM – „Penetration” (swoją drogą, to pierwszy utwór, jaki Nergal wykonał po chorobie i operacji – występując gościnnie u boku FIELDS OF NEPHILIM).

Koncert był pełen pirotechnicznych niespodzianek: licznych wybuchów i ścian ognia. Na scenie pojawiało się wiele rekwizytów, jak sztandary z powiewającymi flagami BEHEMOTH z gwiazdą chaosu i feniksami, a za perkusją Inferno zmieniały się wielkie płótna z kolejnymi okładkami albumów BEHEMOTH: „Evangelion”, „The Apostasy” oraz „Zos Kia Cultus (Here And Beyond)”.

Za inżynierskimi gałkami usiadł Malta, ukręcając niszczycielskie brzmienie dla BEHEMOTH. Mimo wcześniejszych niedociągnięć w przypadku występów DEUS MORTEM, MOROWE i BLINDEAD, gig BEHEMOTH był idealnie nagłośniony, a dźwięki wypływające z kolumn niszczyły uszy.

Rewelacyjny set, wspaniała oprawa wizualno-pirotechniczna i czysta, metalowa agresja. BEHEMOTH w tej chwili to wielka polska metalowa maszyna wojenna, która rozmachem i kunsztownością towarzyszącym ich sztukom musi zachwycać.

setlista BEHEMOTH:

Ov Fire and the Void
Demigod
Moonspell Rites
Antichristian Phenomenon
Heru Ra Ha (Let There Be Might)
Conquer All
Diableria (The Great Introduction)
The Thousand Plagues I Witness
The Seed ov I
Alas, Lord Is Upon Me
Decade of Therion
At the Left Hand ov God
Penetration (cover FIELDS OF THE NEPHILIM)
Slaves Shall Serve
Chant for Eschaton 2000
23 (The Youth Manifesto)
Lucifer

Podsumowując, mimo wszystkich niedociągnięć „Hali Wisły” (nie wszyscy mogli włożyć swe rzeczy do szatni, bo po prostu brakło w niej miejsca, piwko można było spożywać jedynie w specjalnej sali-pijalni, a brzmienie towarzyszące występom supportów było momentami tragiczne), krakowski koncert w ramach Phoenix Rising Tour 2012 trzeba dodać do wielce udanych.

Czas na kolejny, polski podbój świata przez BEHEMOTH. Feniks naprawdę odrodził się z popiołów i jest silniejszy niż nigdy dotąd!

[Tomasz Kulig]