BEHEMOTH, DARKANE, FRONTSIDE, CRIONICS – 7.12.2002, Rzeszów

BEHEMOTH, DARKANE, FRONTSIDE, CRIONICS

7.12.2002, Rzeszów, „Akademia”

Dopiero teraz po raz pierwszy miałem okazję pojawić się w rzeszowskiej Akademii… Może to i ciekawe miejsce, ale chyba nie na takie koncerty, heh. Najpierw jednak trzeba było trochę pomarznąć przed wejściem, ale przyznam, że w miarę punktualnie (tj. kilka minut po 18-tej) zaczęto wpuszczać ludzi i odbywało się to dość sprawnie. Największe zaskoczenie miało jednak miejsce chwilę później, gdy według mojego zegarka CRIONICS zaczął grać 2-3 minuty przed czasem! Tego się nie spodziewałem… Niemniej jednak mnie ten zespół mało interesuje i wolałem skupić się na degustacji piwa… Po prostu ta ich wspaniała pierwsza płyta w ogóle do mnie nie trafia… Ale trochę im się przyglądałem z boku i muszę przyznać, że na żywo to wcale nie są tacy źli, hehe. Poza tym całkiem żywiołowy koncert… Nieźle, ale mimo wszystko fanem nie zostanę, heh. Następny w kolejce był sosnowiecki FRONTSIDE, coś na co nie mogłem się doczekać… i nie zawiodłem się. Panowie zagrali kilka numerów z nowej płyty, kilka z poprzedniej, wydanej przez MMP, a i zapewne coś starszego, ale przyznam, że nie znam tych starych kawałków, a poza tym teraz już nie bardzo pamiętam, heh. Był też cover SLAYER’a i chyba SICK OF IT ALL, ale za ten ostatni nie dam sobie ręki uciąć. Tak czy inaczej ich koncert był po prostu zajebisty. Niesamowity żywioł na scenie, świetne brzmienie… Czego chcieć więcej? Hardcore’owy wygląd muzyków? A co to ma do rzeczy? Podobnie zresztą myśleli zgromadzeni pod sceną – FRONTSIDE został przyjęty bardzo dobrze. To cieszy. Następny w kolejce był szwedzki DARKANE… No cóż. Przede wszystkim nie uważam ich za taką straszną rewelację, a porównania do SYL czy MESHUGGAH są ogromnie przesadzone. Jasne, fajnie grają, ale to wszystko. A jak wypadają na żywo? Na początku mi się podobało, fajne brzmienie, dość żywiołowo (choć jakże inaczej od FRONTSIDE), po prostu całkiem przyjemnie się patrzyło i słuchało. Ale po jakichś 20 minutach zaczęło się robić nudno… Nie wiem jak długo grali, nie patrzyłem na zegarek, ale ciągnęło się to w nieskończoność. Na dłuższą metę nuda. I w końcu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru… Hm, BEHEMOTH widziałem już któryś tam raz… i chyba bardziej podobało mi się na poprzedniej edycji Brutal Assault, kilka miesięcy wcześniej. Co nie zmienia faktu, że wciąż był to bardzo dobry koncert. Z drugiej strony – bardzo typowy jak dla nich. Z tego co słyszałem, to właśnie w Rzeszowie zespół został najlepiej przyjęty, o czym świadczy chyba fakt, że nie wszędzie dwa razy wychodzili na bis. Nie będę pisał, co grali, ani rozpisywał się bardziej w tym temacie, bo to chyba mija się z celem. Na koniec – ja nie żałuję, że się wybrałem i myślę, że wszyscy obecni na tych koncertach są tego samego zdania. Z drugiej strony gdyby nie FRONTSIDE, to nie jestem pewien czy tak chętnie pojechałbym do Rzeszowa… Koncerty BEHEMOTH zaczynają mi się powoli nudzić…
[Mirek]