BEHEMOTH, VIRGIN SNATCH, CORRUPTION, HERMH – 16.05.2006, Kraków

Demigod Tour 2:
BEHEMOTH, VIRGIN SNATCH, CORRUPTION, HERMH

16.05.2006, Kraków, „Loch Ness”

 

Image BEHEMOTH to nasza duma narodowa! Wieczny tułacz… Ciągle w trasie… W ciągu paru ostatnich lat ten zespół zjechał chyba cały świat, grając u boku INCANTATION, DECIDE, DISSECTION, SUFFOCATION, KRISIUN, NILE, DANZIG, KING`a DIAMOND`a, SIX FEET UNDER itd., itp. Na koniec ok. półtorarocznej „Demigod Tour 2” (która dotarła m.in. aż do Australii) grupa zawitała w końcu do kraju, w tym do Krakowa…

Kiedy dotarłam do „Loch Ness”, klub był już zaludniony. Co więcej, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu koncert musiał rozpocząć się punktualnie, gdyż na scenie nieźle już szarżował białostocki HERMH. Wydaną przez Pagan Rec. płytą „Eden`s Fire” zespół powrócił w nowym składnie. W opinii Arka Malczewskiego – inżyniera dźwięku w lubelskim Hendrix`ie (wcześniej Manek Studio), który od wielu lat jest też nagłośnieniowcem BEHEMOTH, na tej trasie HERMH dopiero się zgrywał i nabierał ogłady. Niemniej w Krakowie grupa po prostu poraziła ekspresywnością i mocą swojej diabelskiej muzyki. W końcu zawartość „Eden`s Fire” to wyśmienity symphonic black metal. Poza tym kapela wykazała się pełnym zaangażowaniem i dbałością o sceniczny image. Wokalista Bart wyglądał jak postać z dobrego horroru, a charakterystycznym elementem jego wizerunku była… laska, którą w gracją wymachiwał! Aż dziw bierze, że tak dobry zespół zagrał jako rozgrzewacz na samym początku koncertu; zdecydowanie powinien wystąpić tuż przed gwiazdą wieczoru!

Nastało kilku bądź kilkunasto minutowe oczekiwanie umilane głośną muzyczką rozbrzmiewającą z głośników, która wprawiała w luźny nastrój odprężenia. I tak oto na scenie zainstalował się CORRUPTION – grupa pogodna i powabna! Jest to band o tak długim stażu, że wstyd go nie znać. Jednak na przełomie wielu lat nastąpiły znaczące zmiany w twórczości zespołu. Czy też rozwinięcie stylu… Czasy „Ecstasy” całkowicie odeszły w zapomnienie. Zabrakło też „As Horses Override” z „Bachus Songs”, „Junkie” z „Pussyworld” i innych „hitów”. Kapela skoncentrowała się na promocji nowszych albumów i ostatniego, „Virgin`s Milk”. Obecnie grupa jest ukierunkowana na ognisty stoner/rock czy też – jak kto woli – siarczysty rock`n`roll! Trochę z przymrużeniem oka… Trzeba przyznać, iż z taką muzyką CORRUPTION wypada na żywo energetycznie i autentycznie. Radośnie i przebojowo. Totalne spustoszenie siał łysawy (i zarazem starszawy!) wokalista Rufus. Wydobywał z siebie potężny głos i zachowywał się bardzo spontanicznie. Ba, popadał w obłęd, wydzierał się przez mały megafon itp. Ludziom się to podobało. A ja w duchu wspominałam koncerty CORRUPTION sprzed lat w ich rodzimym Sandomierzu i na festiwalu na Słowacji…

Przyszła kolei na VIRGIN SNATCH… Od razu muszę zaznaczyć, iż występ tej grupy w tym miejscu koncertu to jak dla mnie spore nadużycie i niesprawiedliwe wyróżnienie. Ja rozumiem, że w Krakowie ten zespół był gospodarzem, że przyszło wielu kumpli z osiedla, że kapela ma dwie błyskotliwe płyty („S.U.C.K.” i „Art Of Lying”) wydane w dużej wytwórni (Mystic), że ma duże ambicje i chrapkę na wielką popularność i tak dalej, i tak dalej… VIRGIN SNATCH to strasznie wieśniacka grupa, która gra wieśniacką muzykę… Nowomodny metal dla zbuntowanych nastolatków! Na kilometr śmierdzący komercją! Owszem, publika ruszyła w pląsy (wedle „lokalnego patriotyzmu” na podobną reakcję zawsze może też liczyć miejscowy TOTEM) i wykazywała aplauz dla agresji wylewającej się ze sceny, ale… Jest w tej muzyce coś niestrawnego. Ultranowoczesne naleciałości, z pieprzonego core`a. Może i fani rdzennego thrash metalu mają powody, by być zachwyceni propozycją VIRGIN SNATCH, jednak jest w tej muzyce jakiś prymitywizm w prostocie przekazu. W dodatku raziły prostackie odzywki wokalisty i jego podpuszczanie do skandowania nazwy VIRGIN SNATCH. Bardzo to wszystko próżne…

Czas dopić piwo, zrobić makijaż, dostroić gitary i zawładnąć tłumem! A ścisk pod sceną był straszny… Dawno nie widziałam BEHEMOTH`a na żywo, tak więc wraz z ich koncertem powiało świeżością i mocą. Zespół zagrał wspaniale. Set był dobrze skonstruowany, wyciskał pot i trzymał w napięciu. Pełen profesjonalizm i maksimum brutalności. Pojawiły się kompozycje z ostatniej jak dotąd płyty zespołu „Demigod”, jak i starsze. W zapowiedziach między utworami Nergal komentował obecną sytuację polityczno-społeczną w Polsce; w końcu chłopaki długo przebywali zagranicą i to, co zastali po powrocie na ziemi Piastów, mogło ich mocno zmrozić… Padło więc wiele mądrych no i umacniających słów. Pod koniec występu Adaś przywdział dziwny strój rodem z filmu sciene fiction, który fajnie ubarwił koncert. Oczywiście były też bisy…

A później jeszcze spotkanie po latach z Arkiem Malczewskim i sen przed pracą…

[Kasia]