BELHAVEN Sage Of Hope `15

digi MCD+DVD `15
Ocena: 6/6
Gatunek: symphonic metal

Tytułem wstępu trochę posmęcę, bo jakoś tak wyszło, że przy BELHAVEN wzięło mnie na wspominki hehe. Zapuściłem sobie tę krótką Epkę „Sage Of Hope”, kiedy na zewnątrz był totalny syf i jak na tę porę roku, panował dziwny „dzienny” mrok. Muza mnie zaskoczyła, ponieważ nigdy nie sprawdzam zespołów wcześniej w sieci. Po prostu nie spodziewałem się usłyszeć symfonicznego metalu (może nawet gotyku), spodziewałem się raczej jakiejś rzeźni, a tu taka miła niespodzianka (nie to, żebym rzeźni nie lubił, przecież ja kocham młóckę), ale… Nie zapomnę nigdy, jak w 1997 pożyczyłem taką zieloną kasetę od starszej siostry kolegi, wydaną wtedy przez Morbid Noizz, a był to ARTROSIS z płytą „Ukryty Wymiar”. Totalnie mnie to wtedy wciągnęło. Gotyk zawsze traktowałem trochę po macoszemu, ale ekipa Medeah jakoś tak mocno wpływała na mnie, szczególnie ww. płyta czy „Pośród Kwiatów I Cieni” (oprócz całego zastępu twardych skurwysynów na ścianach miałem też plakat ARTROSIS z sesji naszej jedynej polskiej pustyni hehe). Nie zrozumcie mnie źle, BELHAVEN to coś zupełnie innego, jednak z pewnymi wspólnymi cechami… Zespół jest totalnie nie dzisiejszy… I to jest jego największym plusem. Muzycznie trzyma się w latach dziewięćdziesiątych, przynajmniej ja tak to odbieram. Zrezygnował z szopki, stawia na klimat i przekaz muzyczny. Rozumiem, dlaczego kapela wybrała na swojego reprezentanta tytułowy „Sage Of Hope”. Kawałek ma zadatki na taki podziemny przebój (podziemny, bo kto by teraz, w dobie Youtube gówna, zwrócił na taki band uwagę?). „Sage Of Hope” fajnie wchodzi, nie jest jakiś ckliwy i cukierkowy. Jest w nim tak dużo patentów, które lubię w muzyce, że wszystkiego na pewno nie będę wymieniał. Wspomnę choćby o fajnej dramaturgii, budowaniu nastroju (niemal jak w książce). Kompozycja ciekawie się rozwija, klawisze są super, nienachalne, te plamy pod zwrotki ładnie akcentują przełom czasów 89/90, muzyki instrumentalnej, czy innych dobrze prosperujących ambitnych wtedy hitów. Sekcja współpracuje wzorowo, są również ciężkie gitary (ekstra wyważone). Zajebisty jest ten końcowy motyw, szybki riff, podwójna stopa, melodyjne wysokie zaśpiewy (w teledysku kamera jakby spadała w dół, obracając się, potęgując efekt psychodeliki snu – mocno już niepokojąco ujętego lasu przy nadchodzącym zmroku). Taki poruszający ten utwór (nasunęło mi się jeszcze skojarzenie ze „smutnym” DARZAMAT w utworze „When The Dreams Died” – Flauros chciał o tym zapomnieć, a mi się ten utwór również podoba hehe). Podobne emocje, klimat. Szkoda, że kiedy piszę te słowa i kukam tu i tam, dowiaduję się, że wokalistka Anna opuściła szeregi BELHAVEN ze względów sprawowania tak zwanego zawodu „matka polka”. Cóż… Może w jej głosie słychać pewne niedostatki, polski angielski (może warto by było spróbować coś w ojczystym języku?), ale jakoś z muzyką tak mi się to fajnie zżarło, że chyba trzeba pomyśleć o powrocie. Pani Aniu, moje małe dziecię się wzruszyło na teledysku i łezki w oczach się też pojawiły. Córa skwitowała, że to „strasznie smutna piosenka”, nucąc sobie melodyjny refrenik, teraz codziennie piosenka idzie w kółko przez godzinę i nie mogę jej wyłączyć, choć, wcale na to również nie mam ochoty… Także chyba nie warto rezygnować, proszę przemyśleć sprawę jeszcze raz. „Coś” w tym wokalu magnetycznego jest, że dobrze przylega on do granej muzyki, nad niedostatkami można popracować. Graliście już trochę i stworzyliście swoją własną nutę, wypracowując jakiś tam stylowy pierwiastek. Szkoda to stracić, zwłaszcza, że promo „Sage Of Hope” poszło w świat. Na horyzoncie jest już jednak ktoś nowy, więc, czas pokaże… Z drugiej strony rozumiem, co to znaczy brak czasu, choroba współczesnych czasów (zwłaszcza rodziców). Co tam mamy dalej? „Nightguide” pokazuje już zupełnie coś innego. Bardziej tradycyjny metalowy atak, tutaj wychodzą niedostatki produkcyjne materiału, ten szybszy nazwijmy to „blackowy” początek przez miks gubi dynamikę, gitara trochę złazi z centralek i to po prostu słychać. Jednak i tak wolę takie naturalne brzmienie, niż męczenie plastikowym wypolerowanym syfem. Zespół postawił na naturalność i chwała mu za to. „Nightguide” jest zdecydowanie bardziej optymistyczny, to chyba tak dla wyważenia emocji. No tak, ileż można katować dziecko i siebie „strasznie” smutnymi piosenkami hehe. „Feeling You” to znowu taki klasyczny symphonic, mocne klawisze, oryginalnie przebijający się bas (w końcu go słychać, w metalu czasami się o tym instrumencie zapomina). BELHAVEN pamięta o basie, a Pinio chyba sam o to trochę powalczył. W każdym razie zwraca on na siebie uwagę, gdzieś tam pomiędzy innymi instrumentalnymi partiami w sposób skrycie elegancki. Na zakończenie BELHAVEN zapodał nam jeszcze raz „Sage Of Hope”, tym razem w wersji instrumentalnej. Zupełna rewela! Bardzo mi się podoba. BELHAVEN – świadomi muzycy, świadoma muzyka. Nie ma się czego wstydzić, ja na pewno będę do epki „Sage Of Hope” wracał z miłą chęcią i regularnością. Pracujcie, dajcie o sobie znać nowym materiałem! [Sabian]

Belhaven, belhaven@belhavenmetal.com; www.belhavenmetal.com, www.facebook.com/belhavenmetal