BELPHEGOR Conjure The Dead `14

CD `14 (Nuclear Blast)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: blackened death metal

Przedpremierowo, w preorderze, zawinięty w błonę surowiczną kozy zwaną popularnie otrzewną, z dołączoną używaną maską przeciwgazową stosowaną ostatnio w Gazie – tak przybył do mnie najnowszy krążek bestii z Austrii – BELPHEGOR. Pierwszy odsłuch stowarzyszony był z premierą teledysku do tytułowego utworu „Conjuring The Dead”, co zaogniło oczekiwania. No to wchodzimy… Puk-puk, czy to znów ty, mój Lucyferze??? Nie, nie tym razem:-(. Otworzył bowiem niebiorący jeńców dyktator z „Gasmask Terror” – ale nie ukrywam, że nie byłem świadomy, że pod numerem 1 może ukrywać się tak potężna, prymitywna petarda. Spodziewałem się raczej czegoś w rodzaju zachęcającego szyldu wiszącego nad podwojami rzeźni, niczym w otwierającym „In Blood – Devour This Sanctity” z poprzedniej płyty. Wspomniana prymitywność tworzy nowy, dominujący szyld/banner na „Conjuring The Dead”, albumi, na którym dostrzegłem znaczącą zmianę jakościową w kontekście zawiłości konstrukcji. To już nie „nekromantyczne” i uwikłane inkantacje znane z „Blood Magick Necromance” czy „Walpurgis Rites – Hexenwahn”, to raczej powrót do „Necrodaemon Terrorsathan”, który zaistniał jako pełen „młócki i bluźnierstwa”. Najnowsza płyta obfituje w atawizm, który odnajduje swą kulminację w dwóch pieśniach: wspomnianym „Gasmask Terror” oraz „In Death”; reszta jest czymś pośrednim pomiędzy scenerią dawnego brutalizmu, a typowym dla BELPHEGORa lucyferyczno-waginolubnym horrorze. Wiele osób mogłoby wdać się w spór, czy to dobry ruch? Czy rezygnacja z „udziwnień” w przypadku tak rozpoznawalnego zespołu, który mógłby niezakłóconym rytmem kroczyć dalej, odkrywając nowe zakamarki piekielnego blackened death metalu, jest słuszna? Jestem bowiem przekonany, że czego, by to Austriacy nie wysmażyli, byłoby to przyjęte z takim samym pietyzmem, co dotychczasowe albumy. Tak samo było zresztą z nową, elektroniczną płytą MORBID ANGEL – wiele osób jątrzyło, a jednak wydawnictwo sprzedało się świetnie i dzięki niemu zespół rozpostarł drogę ku rzeszy nowych fanów. Co prawda „The Eyes” to pewne novum (w skali ostatnich albumów, czyli ogólnie żadne), bo jest to instrumentalny przerywnik zawierający popis umiejętności muzycznych Helmutha, który niestety jednak… wypada blado i niespecjalnie pasuje do całościowego obrazu płyty. Jednak „Conjure The Dead” nie można odmówić na pewno jednego – niesamowitej i piekielnej rytmiki, która każe stukać, machać, trząść, wystukiwać, tupać, rzucać wszystkim, co znajdzie się akurat w zasięgu ręki, nogi czy wyrzutni BUK. Ten album posiada predyspozycje, by stać się koncertową perełką w dorobku Austriaków, przy której „wszyscy będą szczęśliwi”. Poza tym dobrą analogią może być tu ocena nowego teledysku, a jak wiadomo teledyski to osobny rozdział historii BELPHEGORa – klip do wspomnianego „Conjuring The Dead” jest „złagodzony” względem ostatniego dzieła czy nawet przedostatniego, ale ma w sobie coś przyciągającego, co jest typowe dla BELPHEGORa, ale już nie dla tej płyty. Podobnie jest z samym dziełem, gdyż ma siłę przyciągania, ale geneza tego przyciągania jest nieznana pomimo faktu, że… wszystko to już kiedyś było. Suma sumarum, w majestacie Lucyfera, przyznaję, że „Conjuring The Dead” jest mocny. [Vexev]

Belphegor, www.belphegor.at
Nuclear Blast, www.nuclearblast.de