BLAZE BAYLEY, MESSENGER, MESCALERO – 21.09.2011, Wrocław

 

21.09.2011r._blaze-plakatBLAZE BAYLEY, MESSENGER, MESCALERO

21.09.2011, Wrocław, „Madness”

Klub Muzyczny „Madness” zaskoczył fanów dobrej muzyki zorganizowaniem koncertu BLAZE`a BAYLEYa. Było to pewne wydarzenie muzyczne w tym zasłużonym dla dobrej muzyki, zwłaszcza metalowej, miejscu.

Na pierwszy ogień poszła grupa MESCALERO. Są to młodzi Wrocławianie, którzy oprócz własnych kompozycji zaprezentowali garść coverów. Jak dla mnie wypadli dosyć przekonywująco, grając swoistą mieszankę heavy, hard rocka, a nawet thrashu i punku. Dobrze prezentują się na scenie, wizualnie mocnymi punktami są gitarzysta i… basistka.

Kolejnym rozgrzewaczem był niemiecki MESSENGER. To był już jednak więcej niż support. Przemyślane sceniczne wybryki i muzyka w ich wykonaniu to rasowy power metal / hard rock, kojarzący się chociażby z RHAPSODY (dodatkowo wokalista wygląda na południowca, a jeden z gitarzystów jest Francuzem), mający swoje korzenie w dokonaniach np. HALLOWEEN (którego zresztą cover chyba zagrali). Wystylizowane pozy, ubranka i synchroniczne ruchy gitar mogą czasami przywoływać uśmiech, jednak całość była przyjemna w odbiorze. Ciekawym zabiegiem było w pewnym momencie wniesienie kukły DJ-a i ścięcie jej / mu głowy mieczem, przy czym wokalista zachęcał publiczność, by śpiewała: „Kill, kill the DJ” i „Heavy metal is the law”. Fajnym akcentem było też, że w pewnym momencie zarówno basista, jak i jeden z gitarzystów, zeszli ze sceny i grali wśród publiczności.

2011.09.21_messenger

BLAZE BAYLEY wystąpił z zespołem sygnowanym własnym nazwiskiem (do 2007 grupa nosiła nazwę: BLAZE, obecnie BLAZE BAYLEY właśnie). Promuje teraz album „Promise And Terror”, nie brakowało jednak świetnych utworów z płyt od „Silicon Messiah” po „The Man Who Would Not Die”: „The Brave”, „Ghost In The Machine”, „Silicon Messiah”, „Ten Seconds”, „Voices From The Past”, „The Launch”, „Soundtrack Of My Life”, „Kill & Destroy” i „Watching The Night Sky”(jako jedyny z nowej płyty).

Blaze najbardziej jest jednak znany jako były wokalista IRON MAIDEN, z którym występował w latach 1994 – 1999 i zaśpiewał na płytach „The X Factor” i „Virtual XI”. Odegranie repertuaru z tych albumów („Futureal”, „Lord Of The Flies”, czy „Man On The Edge”) było najmocniejszymi, a może po prostu wywołującymi największe owacje punktami występu. Dodatkowo pojawił się znany ze składanki „Best Of The Beast” utwór „Virus”.

Blaze zaśpiewał, a zespół zagrał ponad półtorej godzinny. Ludzie nie chcieli puścić ich ze sceny, wrócili na jeden bis, kapitalnie odegrali „The Clansman”, który był świetnym ukoronowaniem koncertu.

2011.09.21_blaze.bayley

Przyznam szczerze, że Blaze’a nie poznałem na pierwszy rzut oka, nieco przytył, a włosy lub raczej ich brak skrywał pod chustą. Jedno pozostało niezmienne: świetny, mocny, głos i pozytywny przekaz, jaki głosił ze sceny, aby nigdy się nie poddawać i iść przed siebie, robić swoje, nie patrząc na to, co mówią inni.

Jedynym minusem koncertu była niewielka liczba zgromadzonych w klubie osób, ale to już raczej zmartwienie organizatorów. Szacunek dla niego za podjęcie wyzwania. Fani dali jednak z siebie wiele i Blaze podziękował im ze sceny za wsparcie i za ich obecność w środku tygodnia.

Po występie miałem przyjemność uścisnąć mu dłoń i również podziękować za świetny występ.

[Yan_us]