BLAZE OF PERDITION, MORD’A’STIGMATA, MOANAA – 6.11.2015, Warszawa

2015.11.05_blaze.of.perditionDays Of No Light Tour 2015:
BLAZE OF PERDITION, MORD’A’STIGMATA, MOANAA
6.11.2015, Warszawa, „Hydrozagadka”

Prawdopodobnie w każdym, okresowo, rodzi się potrzeba doznania odczucia „niemego zniszczenia”, podczas którego nic nie jest uzasadnione, a oprawca wywodzi się z egzystencjalnej pustki. Nie zostawia namacalnych śladów obecności, ale… choć na moment umożliwia dokonanie rozliczenia samego z sobą, przemieniając całą resztę w zimne zgliszcza. Tak też można było poczuć się na koncercie w Warszawie, wchodzącego w skład trasy Days Of No Light 2015, gdzie miały okazje zaprezentować się zespoły BLAZE OF PERDITION, MORD’A’STIGMATA oraz MOANAA.

O ile z MORD’A’STIGRAMĄ oraz MOANAĄ miewam do czynienia niezwykle często (wywiady, recenzje, już kilka koncertów), to BLAZE OF PERDITION stanowiło dla mnie czarną perełkę tej trasy – szczególnie że roszady line-up’owe, wymuszone tragicznym incydentem, zostały przedstawione w bardzo enigmatyczny sposób, również informacje dotyczące „zastępców” bywały zdawkowe. Rattenkönig tudzież Devasto – pseudonimy zupełnie nieznane, mające zastąpić tak uznanych artystów jak Nieświetej Pamięci 23 oraz Sonneillona, który to jednak wystąpił na wózku w Lublinie w roli mistrza ceremonii z prawdziwego zdarzenia.

Jednak wracając do Warszawy… Rytuał rozpoczął się od koncertu zespołu MOANAA – jak to wyglądało? Było szybko, bez ceregieli, obyło się bez lizania po kroczu, a chłopaki starali się wkomponować w atmosferę, która miała dopiero nadejść… W tle skrzyły się wizualizacje, całkiem dobrze dobrane, jak na obecne standardy, gdzie chyba połowa zespołów pobiera arty z bazy wygaszaczy ekranu programu Windows Media Player. Pierwsze wrażenie było zresztą jednoznacznie pozytywne. Miałem okazję już dawno temu obcować z pierwszym demem i debiutanckim długograjem zespołu, byłem zatem ciekaw scenicznej formy, jaką zaprezentuje MOANAA.

2015.11.08_moanaa_live

Jednak gdy nadeszła kolej na bluźnierstwo numer 2, zwane MORD’A’STIGMATA… uprzednie doznania nieco zbladły, byłem bowiem jednotorowo nastawiony na atmosferyczny black metal, przesiąknięty mizantropią i melancholią. MOANAA w gatunku post-metalu prezentuje się fantastycznie, ale wybór tego zespołu na trasę Days Of No Light uważam za chybiony. Tak czy inaczej, życzę zespołowi z Bielska-Białej dalszych sukcesów w swoim fachu. W kwestii MORD’A’STIGMATY było tak jak się spodziewałem – duszno, ciasno i w następstwie użycia dużych ilości dymu, człowiek musiał chłonąć tę dźwiękową antypatię prawie wyłącznie po omacku. Znów obyło się bez wstępów, oklasków, pogowania czy nadaktywnej ruchliwości kogokolwiek w „Hydrozagadce”. Towarzyszyła nam tylko muzyczna uczta rozpoczęta „Ansią” i zakończona najnowszym EP „Our Hearts Slow Down”. W tym miejscu muszę przyznać, że przez długi czas miałem obawy, co do najnowszego materiału, nie mogłem się przekonać do jego przesłuchania, w konsekwencji podczas koncertu uznałem to za ambiwalentne doświadczenie… Z jednej strony doznałem odczucia zażenowania wynikającego z dotychczasowej niechęci, z drugiej byłem oczarowany możliwością poczucia tego „zwolnienia serca” w najczystszej, żywej, koncertowej postaci – a nie karmienia się dźwiękiem modulowanym przez głośniki.

2015.11.08_mord.n.stigmata_live

Przechodząc do najczarniejszej z czarnych gwiazd wieczoru – legendarnego, aczkolwiek nienaruszonego zębem czasu BLAZE OF PERDITION… nie sposób znów nie wspomnieć, że po raz kolejny zabrakło wszelakich uprzejmości, choć niekiedy można było usłyszeć (zasłużone) brawa. Lublinianie przyodziali i przyozdobili się tak jak natura im to pisała – obrazoburczo, bluźnierczo, satanistyczno i złowieszczo. Jednakowoż, bez zbędnego patosu czy przepychu, i jedynie hipnotyzująca maska Rattenköniga pełniła funkcję „uwznioślającą”. W związku z tym, oczy wielu słuchaczy były skupione właśnie na nowym członku zespołu i bez wątpienia nikt ze zgromadzonych nie doznał zawodu. Chociaż niektórzy mogli być zaskoczeni faktem, że BLAZE OF PERDITION zagrało prawie wyłącznie utwory z najnowszej „pośmiertnej| płyty zatytułowanej „Near Death Revelation”. Osobiście liczyłem na pojawienie się kilku kawałków z „The Hierophant”, a ostatecznie nie doczekałem się żadnego, choć tak jak wspomniałem wyżej, nie byłem w żadnej mierze zawiedziony. Najnowsza płyta brzmiała bowiem emocjonalnie, kakafonicznie, destrukcyjnie i można było dostrzec w niej tę ukrytą niechęć, przeradzającą się niekiedy w furię, której apogeum zanotowałem w ostatnim utworze „Królestwo Twoje”, po którym można było odczuć, że zapanowała atmosfera pod tytułem „pierdolić ten świat”.

2015.11.08_blaze.of.perdition_live

[Vexev]