BLUTMOND The Revolution Is Dead! `12

Kto by pomyślał, że zrobić nic z niczego nabierze tak dosłownego znaczenia. BLUTMOND, szczycący się mianem zespołu awangardowego, stworzył album „The Revolution Is Dead!”, który jest awangardowy tylko w granicach pierwszego utworu, bowiem każdy następny kawałek awangardowy już nie jest. Czemu? Ponieważ wszystkie następujące po „Putting Hearts Together” utwory brzmią niemalże identycznie. Co gorsza, pierwszy, hipotetycznie sztandarowy utwór jest po prostu średni. Natłok zbędnych elementów, muzyczny chaos, który jest chaosem tylko z nazwy, bo brzmienie wskazuje raczej na to, że kapela za wszelką cenę chciała zatuszować swoje „muzyczne nieokiełznanie”. Tak, mamy tu do czynienia z perłowym brzmieniem, milionem instrumentów, setkami zagrywek czy barw głosu wokalisty. Gościnny udział wokalistki ELUVEITIE zdecydowanie przyniósł odświeżający powiew, niestety szkoda, że tylko dwukrotnie. Na „The Revolution Is Dead!” nie sposób wyróżnić żadnego utworu, ponieważ wszystko zlewa się w jedną masę. Po prostu jest nudno, monotonnie i bezbarwnie. Niby awangarda, ale czemu każdy utwór musi się składać praktycznie zawsze z tych samych „awangard”, tylko zamienionych kolejnością? Kategorycznie nie jest to płyta porywająca, może służyć raczej jako kołysanka, puszczona cichym strumykiem z głośniczków dołączonych do starych Nokii. Kto by pomyślał, jak łatwo w trzech minutach zawrzeć kolejnych 60. [Vexev]

Blutmond, www.blutmond.ch, www.facebook.com/blutmond.official
Code 666 Rec., emi@code666.net; www.code666.net