BOMBS OF HADES The Serpent’s Redemption ‘12

Kapela z dziesięcioletnim stażem… nic, totalnie nic świeżego.  Sama nazwa w tłumaczeniu polskim brzmi strasznie tru. Okładka niby czarno-biała, a jebie po oczach „potworasową” postacią i gotycką czcioną. Czasami mam wrażenie, że ktoś w tej muzie kogoś ściga, nie wiem czy gitarzysta perkusistę, czy perkusista wokalistę. Łotewer. Nie wiem czy to efekt mojego dzisiejszego maruda, ale po prostu mnie to nudzi. Brzmienie mnie drażni, barwa wokalu najzwyczajniej mi nie odpowiada. Chociaż jest coś, co napawa mnie pozytywnym odbiorem. Perka. Sposób gry jak i brzmienie przywiało mi dawne czasy, kiedy to wiele czasu spędzałam z niegdyś młodą (teraz już ze sporym stażem i doświadczeniem) kapelą. Ah co to był za klimat. ‘Darkness, my Soul” – zostawia na mojej twarzy uśmiech. Po utworach tytułowych zawsze spodziewam się najwięcej i… najczęściej mnie rozczarowują. W tym przypadku, nie dzieje się NIC. Przeklikuję z tu z pierwszego na drugi, czwarty aż do ósmego  wała. Aż z ciekawości w wolnej chwili sięgnę do wydanego wcześniej pełnego albumu tych oto  Bomb. Może tam mnie czymś zaskoczą, bo póki co traktuję to jak przyzwoite „zapychało” około koncertowe. Ze względu na szacunek jaki darzę gatunek, który Panowie reprezentują oraz że przywołali mi przemiłe chwile z przeszłości, przyznaję symboliczną połowę punktów plus gratis. [Silentium Tenere]

http://www.bombsofhades.com/