Brutal Assault 2011 – 11-13.08.2011, Jaromer (Czechy)

Brutal Assault 2011:

KATAKLYSM, TRYPTIKON, SEPULTURA, VADER, GENITORTURES, HAEMORRHAGE, FORBIDDEN, ABSU, TRIGGER THE BLOODSHED, BLOOD RED THRONE, DEW SCENTED, MAYHEM, CATHEDRAL, SOILWORK, DILLINGER ESCAPE PLAN, EXODUS, KATATONIA, THE EXPLOITED, KYPCK (KURSK), HAIL OF BULLETS, DECAPITATED, CANNABIS CORPSE, EXCREMENTORY GRINDFUCKERS, EXHUMED, SEPTICFLESH, MORBID ANGEL, MOTORHEAD, SUICIDAL TENDENCES, KREATOR, ASPHYX, SKELETONWITCH, FRONTSIDE, NERVECELL, I DIVINE i inni

11-13.08.2011 – Czechy, Jaromer – stara twierdza wojskowa Josefov

Tytułem wstępu…

Był to mój czwarty Brutal Assault. Myślałem, że widziałem tutaj już wszystko. Zespoły zaczęły się powtarzać, ciągłe opóźnienia i zmiany kolejności przestawały już dziwić, a pogoda prawie zawsze pod psem itp., itd. Okazało się jednak, że organizatorzy czytają te ankiety, którymi bombardują ich uczestnicy i chyba pierwszy raz wzięli je sobie do serca, a nie do toalety.

Zapraszam do lektury, która przynajmniej w małym stopniu da obraz tego, jak to wyglądał Brutal Assault 2011…

10.08.2011

Całość przynajmniej dla mnie rozpoczęła się w środę. Dzień, w którym jest w miarę sporo miejsca na polu namiotowym, kiedy można spokojnie się zaaklimatyzować. Jest to także dzień, w którym po raz drugi odbyła się Warm Up Party. Nie skorzystałem z tej opcji, bo nie było dla mnie nic ciekawego, a na polu jak zawsze było co robić (pić;-)).

Warto jednak odnotować przy okazji tego dnia, że wprowadzono nowy system kontroli biletów. Mam nadzieję, że się nie przyjmie, no ale nie ja o tym decyduję. Otóż w związku z pojawieniem się fałszywych biletów trzeba było ustawić się nie jak zawsze do okienka, gdzie odbierało się opaski, ale do budki, gdzie dostawało się pieczątkę. Dopiero taka pieczątka na bilecie upoważniała do odebrania opaski. Problem z tym polegał na tym, że zamiast utworzyć się 3 kolejki do poszczególnych okienek autoryzacyjnych (każde odpowiedzialne za co innego – np. ticketportal, bilety internetowe itp.), utworzyła się jedna potężna i nikt nie miał pojęcia, o co chodzi. Mam nadzieję, że zostanie to poprawione, bo straciłem przynajmniej godzinę, zanim dowiedziałem się, że do mojego okienka nie ma chętnych.

Kolejną nowością były plastikowe Brutalowe kufle. Otóż organizatorzy uznali, że w poprzednim roku wywieźli tak dużo śmieci, że lepiej zainwestować w refundowane kubki. Polegało to na tym, że kupując na terenie festiwalowym piwo / oranżadę / wodę itd., płaciło się 2 żetony zamiast 1. Dostawało się jednak 4 kupony specjalne (na programie), które można było w specjalnej budce wymienić na 1 żeton na piwo lub 30 koron. Brakowało jednak skupu śmieci (albo ja nie znalazłem).

Tyle z nowości organizacyjnych.

11.08.2011

Jeżeli przetrwaliście lekturę nt. nowości, to przechodzę do tego, co zapewne interesuje wszystkich – zespoły i ich występy.

Rozpoczęli Węgrzy z I DIVINE. Zagrali 30 minut, w czasie których usłyszeliśmy black metal w szybkich tempach, który wpadł jednym uchem, a jeszcze szybciej drugim wyleciał.

Następnie NERVECELL z Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Niedawno zrobiło się o nich trochę szumu, więc byli pierwszym zespołem, na który zwróciłem uwagę. Nie zawiodłem się ani trochę. Death/thrash gęsty niczym smoła, z ciekawymi riffami wpadającymi w ucho, ale już tam zostającymi na dłużej.

Następnie krajanie z FRONTSIDE. Jako że ich muzyka nigdy wrażenia na mnie nie robiła, więc i tym razem postanowiłem odpuścić.

SKELETONWITCH – amerykański thrash metal wprost z Ohio. Koncert żywiołowy, pełen energicznych riffów, podlany delikatnie melodią. Moje ucho nie wyłapało żadnych większych wpadek dotyczących brzmienia. Jeżeli nie znacie jeszcze tego zespołu, to zdecydowanie polecam. Dla mnie był to pierwszy kontakt z nimi i już wiem, że nie ostatni.

ASPHYX – giganci death metalu. Pierwsza z poważniejszych kapel tego dnia. Troszkę kulawe brzmienie na początku, z czasem jednak nie było już problemów. Zagrali przekrojowy materiał oparty na samych perłach swojej dyskografii. Publika szalała pod sceną, wykrzykując kolejne wersy. Widać było, że panowie byli zadowoleni i pewnie chcieliby jeszcze coś zaprezentować. Czas festiwalowy mijał niestety szybko i trzeba było zakończyć występ.

setlista ASPHYX:

The Quest Of Absurdity (intro)

Vermin

Scorbutics

M.S.Bismarck

Death The Brutal Way

Wasteland Of Terror

Asphyx (Forgotten War)

The Rack

Last One On Eart (bis)

Jeszcze nie opadł kurz po występie ASPHYX, a ze sceny obok zaczęły dochodzić dźwięki intra „Hordes Of Chaos” legendy niemieckiego thrash metalu – KREATOR. I wraz z Millem kilka tysięcy gardeł zdartych poprzednimi koncertami odśpiewywało kolejne utwory. KREATOR miał całą godzinę na występ, a i tak nie było większych rozmów z publiką, tylko jazda do przodu. Muzycy sprawiał jednak wrażenie zmęczonych. Podeszli do tego koncertu w sposób rzemieślniczy, zrobili swoje i sobie poszli. Na szczęście brzmienie było całkiem przyzwoite. Setlista składała się w większości z starszych kawałków. Nie zapomnieli jednak o ostatniej płycie.

setlista KREATOR:

Hordes Of Chaos (A Necrologue For The Elite)

Warcurse

Coma Of Souls

Pleasure To Kill

Destroy What Destroys You

Voices Of The Dead

Enemy Of God

Phobia

Violent Revolution (bis)

Flag of Hate / Tormentor (bis)

Godzina przerwy na odpoczynek, podczas której wystąpiła grupa SUICIDAL TENDENCES, minęła szybko. Tak szybko, że nie zorientowałem się, że to już i na MOTORHEAD dotarłem w połowie występu. I nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale jak dla mnie było bardzo przeciętnie. Ja wiem, że Lemmy 20 lat nie ma, ale w jego głosie czuło się zmęczenie. Koncert był bardzo wymęczony. Na Hunterfest 2009 zagrali dużo lepiej, pomimo wszystkich problemów, jakie wtedy się pojawiły. Wiem, że fani MOTORHEAD i tak byli zachwyceni, bo przecież zagrał MOTORHEAD, czasem jednak trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie, że panowie dawali lepsze koncerty nawet w tym roku (np. Sonisphere).

setlista MOTORHEAD:

Iron Fist

Stay Clean

Get Back In Line

Metropolis

Over The Top

One Night Stand

Rock Out

The Thousand Names Of God

I Know How To Die

The Chase Is Better Than The Catch

In The Name Of Tragedy

Just ‚Cos You Got The Power

Going To Brazil

Killed By Death

Ace Of Spades

Overkill (bis)

I stało się. Marzenie się spełniło. Oto moim oczom ukazał się MORBID ANGEL, a do uszu doleciały pierwsze takty „Immortal Rites”. Tak, na ten koncert czekałem z kilku powodów. Najważniejszym była możliwość zobaczenia MORBID ANGEL, jednak nie mniej ważna była ciekawość, jak na żywo zabrzmią utwory z „Illud Divinum Insanus”. I tutaj się zawiodłem, bo panowie wybrali te mniej ciekawe utwory z ostatniej płyty. Liczyłem, że odważą się i zagrają „Too Extreme” (zresztą nie tylko ja, sporo osób wspominało o tym w rozmowach). Nie ma co jednak marudzić na dobór utworów, bo zawsze komuś coś nie pasuje. Wszystko inne wypadło jednak dobrze. Najzwyczajniej w świecie dobrze. Vincent wspomniał, że dzień wcześniej grali w Polsce (z względu na to, że pełno naszych flag powiewało w tłumie). Pogadał (nie dużo) do publiki i koniec. Cudów nie było, diabeł nie przybył i tyle.

setlista MORBID ANGEL:

Immortal Rites

Fall From Grace

Rapture

Maze Of Torment

Existo Vulgoré

Nevermore

I Am Morbid

Angel Of Disease

Chapel Of Ghouls

Dawn Of The Angry

Where The Slime Live

God Of Emptiness

World of Shit (The Promised Land)

Powłócząc nogami po raz kolejny zmieniłem miejsce stacjonowania i z ogromną ciekawością czekałem na SEPTICFLESH. Gdy widziałem ich w 2008 w tym samym miejscu, zagrali jeden z najlepszych koncertów festu. Tym razem podołali zadaniu i zagrali równie dobrze. Było niestety mniej kawałków z „Communion” (kosztem najnowszej płyty). Nie miało to jednak wpływu na całość. Nowe utwory prezentują się bardzo dobrze w wersji live. Fragmenty, gdzie pojawiają się partie orkiestry, nie zostały spieprzone. A sam zespół był w świetnej formie. Koncert był świetnie nagłośniony i oczarował publikę. Smaku (oraz klimatu) dodawał fakt pięknego, jasnego księżyca, spowijającego publikę swoją poświatą. Szkoda, że nie przyjadą do Polski.

setlista SEPTICFLESH:

The Vampire From Nazareth

Communion

A Great Mass Of Death

Unbeliever

Pyramid God

Persepolis

Oceans Of Grey

Anubis

Na tym niestety zakończył się mój dzień. Żałuję jeszcze, że brakło mi sił na EXHUMED, jednak wtedy do namiotu pewnie bym nie wrócił. A jest czego żałować, bo podobno było ciekawie.

12.08.2011

Kolejny dzień na Brutal Assault zapowiadał się nie mniej ciekawie niż poprzedni. Trzeba było tylko wstać przed 10-tą, żeby zdążyć na EXCREMENTORY GRINDFUCKERS. I kurde, było warto. Kurde, co to za wariaty. Ale nie można im odmówić pomysłu na siebie. Mają do siebie dystans, a ich muzyka na pewno będzie się podobała miłośnikom wesołego grania;-). Na sam koniec dostaliśmy klasykiem w postaci „Final Grinddown” i było pozamiatane.

Szybki transport pod drugą scenę, a do nosa zaczyna dobiegać zapach palonej trawy. No cóż, w końcu na scenie melduje się CANNABIS CORPSE. Czciciele Wielkiego Bonga oraz Bóstwa Cannabisu zagrali bardzo dobry koncert. Żywe reakcje publiczności tylko nakręcały zespół. W przeciągu 30 minut upchnęli całkiem sporo materiału z swojej może nie bogatej, ale na pewno ciekawej dyskografii. Warto przyjrzeć się temu zespołowi, nie tylko ze względu na podobne brzmienie nazwy do CANNIBAL CORPSE.

Godzina przerwy na uzupełnienie płynów i szybki powrót na francuskich death grindowców z BENIGHTED. Niestety rozczarowali, wg mnie. Słabe brzmienie, do tego zagrane bez werwy. A przecież ich muzyka na płytach jest świetna i energetyzująca. Nie wiem, czyja to wina, że zabrzmieli tak bezpłciowo. Może dźwiękowiec zaspał, albo słońce mu przygrzało za bardzo.

Opisu koncertów HAIL OF BULLETS i DECAPITATED nie będzie, bo najzwyczajniej w świecie zaspałem na nich. Obudziłem się dopiero, gdy przyszła pora na finów z KYPCK (KURSK). Zespół ten jest przedstawicielem nurtu sludge/doom. Panowie zafascynowani są chyba Rosją, ponieważ ich twórczość nie dość, że jest w języku rosyjskim, to jeszcze chętnie opisuje rzeczy związane z historią tegoż narodu. Połączenie to jest po prostu świetne. Spodziewałem się nudnego i usypiającego koncertu, a dostałem porządny cios. Pomimo pozornej monotonii, w muzyce KYPCK pełno jest bardzo przyjemnych riffów. Zagrali na pewno „Alleya Stalina” i „Stalingrad”. Nie jestem pewny, czy nie poleciał też „1917”.

Pierwszą gwiazdą drugiego dnia Brutal Assault był THE EXPLOITED. Może trochę zaskakujący wybór. Ja osobiście udałem się na nich z czystej ciekawości. I nie żałuję! Skopali dupy wszystkim wokoło, zespołom i publiczności. Energia, energia i jeszcze raz energia! Z ich muzyki buchały jej całe gejzery. Świetne nagłośnienie, dość wczesna pora (18.40) więc jeszcze publika nie była zmęczona. Trzeba było być, bo słowa nie opiszą tego, co tam się działo. Trudno mi napisać, co zagrali, ponieważ nie jestem z ich twórczością za pan brat. Na pewno poleciały utwory „Sex And Violence”, „Fuck The USA” i „Fuck The System”.

Rzut okiem oraz uchem na usypiaczy z KATATONIA. Nie wiem, co jest cudownego w muzyce, która powoduje mimowolne zamykanie powiek oraz chęć ułożenia swej głowy na czymś miękkim. Są jednak fani takiego grania i im zapewne się podobało.

Na mnie już czekał EXODUS. I powiem szczerze, że oni są wciąż w formie. Grali bodajże 3 lata temu i od tego czasu naprawdę nie widać upływu czasu. I dobrze, bo takich koncertów potrzeba. Krzesających z publiki energię, potrzebną jak poranna kawa (wskazana po KATATONII). Grali praktycznie godzinę i wymęczyli nieźle publikę (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). I to brzmienie – jakby muzyka była odtwarzana z płyty. A że ciemno się robiło, to i gra świateł tworzyła klimat.

setlista EXODUS:

The Ballad of Leonard and Charles

Beyond the Pale

Iconoclasm

Blacklist

War Is My Shepherd

Bonded By Blood

The Toxic Waltz

Strike Of The Beast

Znowu przerwa (dla DILLINGER ESCAPE PLAN) i pod scenę wracam po 22-giej na SATYRICON. Budzące niepewność intro i zaczęli. Satyr stojący przy statywie w kształcie diabelskich rogów, Frost miażdżący swoją perkusję oraz sesyjni muzycy dopełniający obrazu piekła. Ciągły headbanging, podsycany przez Satyra. Co jakiś czas zachęcał i wyciągał z gardeł publiki słowa refrenów z utworów (m.in. „Now Diabolical”). Słychać głosy, że nowe albumy są coraz gorsze. Być może gdy się ich słucha w domu, bo na żywo te utwory nie odbiegają daleko od tego, co SATYRICON nagrywał kiedyś i mają w sobie również pokłady niewyobrażalnej energii. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że przy „Pentagram Burns” Satyr wziął w swe wypielęgnowane rączki gitarę. To był bardzo dobry koncert, jeden z lepszych tego dnia.

setlista SATYRICON:

Walk The Path Of Sorrow

The Wolfpack

Now, Diabolical

Black Crow On A Tombstone

K.I.N.G.

Hvite Krists Dod

The Pentagram Burns

Fuel For Hatred

To The Mountains

Mother North

SOILWORK kompletnie olałem, ale ustawiłem się wiedziony przeczuciem oraz ludzką ciekawością na CATHEDRAL. Zapowiedzieli oni już zakończenie kariery, więc dodawało to smaczku temu występowi. Jako że grają doom metal, a była już północ, obawiałem się, czy dam radę. Dałem, chociaż koncert dał mi w kość. Muzycznie było jednak bardzo ciekawie. Pełna odmiana od poprzednich death i black metalowych napierdalaczy. Ciekawe riffy, w mrocznej scenerii, przy pełni księżyca powodowały pewnie u fanów ciarki na plecach. W połowie koncertu musiałem jednak odejść, bo nogi wchodziły mi już po kolana w dupę i trzeba było dać im wytchnąć. To, co jednak dochodziło ze sceny, sprawiło, że po powrocie do domu przyjrzałem się trochę bliżej twórczości CATHEDRAL, bo muzyka ciekawa, a po całkiem udanym koncercie tym bardziej trzeba było posłuchać trochę grzeczniejszej (;-)) muzyki.

setlista CATHEDRAL:

Vampire Sun

Enter the Worms

Soul Sacrifice

Midnight Mountain

Cosmic Funeral

Ebony Tears

Ride

Hopkins (Witchfinder General)

Ostatnim musowym przystankiem tego dnia był MAYHEM. Nie wiem. jak można byłoby spać w trakcie tego koncertu. SATYRICON tylko uchylił drzwi do piekła. MAYHEM wraz z mistrzem ceremonii Attilą otwarli je na oścież. Po raz kolejny organizatorzy stanęli na wysokości zadania i nie spieprzyli brzmienia. Cały koncert pełen był mistycznej i tajemniczej aury, którą podsycał sam Attila. Tym razem nie jako demoniczny mnich, a ubrany w czarny płaszcz z czerwonymi wstawkami, dzierżąc w rękach to jedną, to dwie czaszki, z czego jedna spełniała rolę mikrofonu. Obłęd…

setlista MAYHEM:

Pagan Fears

Ancient Skin

My Death

Cursed In Eternity

A Time To Die

Illuminate Eliminate

Freezing Moon

Deathcrush

Carnage

De Mysteriis Dom Sathanas

Pure Fucking Armageddon

Na tym zakończyłem swój udział w drugim dniu Brutal Assault. DEW SCENTED miałem okazję zobaczyć przy okazji wizyty NILE w Polsce, więc odpuściłem. Przy blasku księżyca, otoczony demonami wywołanymi przez MAYHEM, dotarłem do namiotu, gdzie już czekały kolejne demony. Tym razem nie piekielne… :-).

13.08.2011

Dzień rozpoczęty jak zwykle, więc nie ma się, co rozpisywać.

Godzina 10-ta i na scenie możemy oglądać Norwegów z BLOOD RED THRONE. Solidny i ciężki, death metalowy kombinat skutecznie obudził nielicznie zgromadzoną publikę. Warto było wstać dla samej przyjemności tak wczesnej destrukcji narządów słuchu. Co więcej, gitarzysta porzucał sobie w publikę płytami i koszulkami, co zapewne sprawiło, że niektórzy stanęli bliżej sceny;-). Było żywiołowo i bezkompromisowo.

Przerwa i o 11.10 stawiam się na TRIGGER THE BLOODSHED. Anglicy hołdujący death metalowi w nowoczesnym stylu, a więc mniej duszne, a bardziej klarowne brzmienie, wygląd a’la emo oraz wokal rodem z THE FACELLESS. Niektórym się podoba taki mix, innym nie. Jestem tak ustawiony po środku i nie mogę narzekać na ten koncert. Zespół robił konkretny młyn na scenie, a pod sceną zachęceni maniax także nie pozostali bierni. To był kolejny dobry koncert.

Zaraz po TRIGGER THE BLOODSHED na scenie obok pokazali się czciciele szatana z ABSU. Trzech Amerykanów o godzinie 12-tej zrobiło takie piekło, że szok. Zagrali zarówno stare, jak i nowe kawałki (z przewagą starych). Wielki plus dla Proscriptora (perkusista), który oprócz gry na swoim instrumencie odpowiedzialny jest za większość wokali. Po raz kolejny sprawdziło się, że takie zespoły nie powinny grać o tak wczesnej porze. Ale trudno, takie prawa festiwalu.

Emerytowani thrash metalowcy z FORBIDDEN na scenie pojawili się o 16-tej. Ja, ustawiony jednak na HAEMORRHAGE (scenę obok), mogę jedynie powiedzieć, że przyjemnie się słuchało ich grania, a obserwując reakcje publiki spodziewam się, że zespołowi odpowiadało przyjęcie.

Hiszpański HAEMORRHAGE to przedstawiciel zupełnie innego nurtu. Krwawy grindcore, bez naleciałości w stylu umpa-umpa. Szybkie i ostre riffy, agresywny wokal, od czasu do czasu wpadający tylko w gulgot bądź prosiaka (bardzo rzadko). Trudno mi wspomnieć, co zagrali, oprócz „I’m A Pathologist” na sam koniec. Wzrok przykuwała basistka, która po urodzeniu dziecka wygląda, co tu ukrywać, mile dla oka:-).

Skończyło się krwawe żniwo, a sąsiedniej scenie rozpoczyna już swój koncert GENITORTURES – industrialni metalowcy z US i A, wyglądający jak skrzyżowanie cyrkowców z córami Koryntu. Odziani w lateksy, do tego wokalistka będąca prawdziwym wampem. Muzycznie natomiast ciężko mi to sklasyfikować, ponieważ na żywo utwory wypadły całkiem przyjemnie, co na płytach nie wydaje mi się takie oczywiste. Show był, ale trzeba było zbierać siły przed VADER, więc tylko trzy utwory przesłuchałem.

Około 18.30, przy dźwiękach Imperialnego marszu, na scenę wkraczają muzycy VADER. Rozpoczęli mocnym uderzeniem i tak zostało. Dawno nie byłem na koncercie VADER, więc miałem okazję zobaczyć, jak ta maszyna koncertowa, jaką niewątpliwie jest VADER, wygląda w obecnej sytuacji. Zmiany personalne można krytykować, ale nie trzeba. Ważne, że dali dobry koncert, z przekrojowym setem („Sothis”, „Rise Of The Undead”), a także pojawiły się najnowsze, premierowe utwory. Na żywo utwór „Welcome To The Morbid Reich” wypada całkiem zgrabnie, zresztą Peter nie omieszkał poinformować gawiedzi o tym, że płyta została wydana. Miał problem czy mówić po polsku, czy po angielsku, więc mówił tak i tak.

Następnie dłuższa przerwa i SEPULTURA. Po co na nich byłem, nie wiem… Chyba tylko z powodu sentymentu do starych utworów. Stwierdzenie, że to cover band dawnej SEPULTURY, uważam całkiem na miejscu. Niemniej w tym roku wsłuchałem się bardziej w brzmienie i mam ciekawe spostrzeżenie. Otóż mają oni ustawione brzmienie pod kątem nowych utworów. Stare więc brzmią całkiem zgrabnie, zagrane z tym nowym wydźwiękiem. Mogliby się pokusić o nagranie płyty „The Best Of…” z nowym brzmieniem. Tym bardziej, że w setliście nie dominowało zbyt wiele najnowszych kawałków. Wracając do samego koncertu, to znów było żywiołowo, skocznie, a ziemia dudniła, przy wykrzykiwaniu „Roots…” itp. Derrick wie, jak zachęcić publikę, zresztą zbyt wysilać się nie musi, bo i tak pewnie większość śpiewałaby wraz z nim. To był dobry koncert, ale nie zapadający w pamięć.

setlista SEPULTURY:

Intro

Arise

Refuse/Resist

Kairos

Just One Fix (cover MINISTRY)

Choke

What I Do!

Relentlessa

Troops of Doom

Septic Schizo / Escape to the Void

Territory

Inner Self

Ratamahatta

Roots Bloody Roots

TRYPTIKON to była wielka niewiadoma, duża ciekawostka i najtrudniejszy orzech do zgryzienia. Ponieważ będąc tam, słysząc i widząc, nie byłem zachwycony. Po powrocie do domu oglądam ten sam koncert nagrany przez kumpla i dziwię się sam sobie. Całkiem inny koncert. Może wtedy byłem po prostu zmęczony, nie wiem i pewnie się nie dowiem. Jedno jest pewne, trzeba się wybrać i samemu ocenić, czy TRYPTIKON to tylko popłuczyny po CELTIC FROST, czy godny następca. Nie jestem obeznany w twórczości tego zespołu, więc moje zdanie pozostawię dla siebie. Sam występ był chyba niezbyt dobrze nagłośniony. Pamiętam relacje jeszcze z występów CELTIC FROST ze „Spodka”, kiedy to wszyscy zachwycali się dołem, jak szedł po sali. Tutaj nie dało się tego w żaden sposób odczuć. Nie było tego potężnego brzmienia. A na scenie Tom i jego nieśmiertelne „UGH”, basistka, która przy „Goeti” nawet poszalała trochę i drugi gitarzysta szalejący trochę bardziej.

setlista TRYPTIKON:

Crucifixus (Intro)

Procreation (Of The Wicked) (cover CELTIC FROST)

Goetia

Circle Of The Tyrants (cover CELTIC FROST)

The Prolonging

Winter (Outro) (cover CELTIC FROST)

KATAKLYSM widziałem już raz właśnie na Brutal Assault, byłem zachwycony tamtym koncertem, więc – co tu ukrywać – tym razem też liczyłem na kilka ulubionych utworów. Zagrali świetnie, ale tylko 40 minut:-(. Szkoda, że nie dłużej. Przez te 40 minut byliśmy jednak we władaniu Maurizio i spółki. Mieli bardzo dobre brzmienie i doskonały kontakt z publiką, która dopisała mimo późnej pory. Uważam, że zespół jest w świetnej formie i na żywo po prostu zabija. Warto odświeżyć sobie ten zespół, bo na żywo nawet utwór z przeciętnej moim zdaniem najnowszej płyty wypadł świetnie.

setlista KATAKLYSM:

As I Slither

Illuminati

Push The Venom

Taking The World By Storm

Manipulator Of Souls

Crippled & Broken

Ostatnim dla mnie zespołem na Brutal Assault w tym roku był 1349. Była pierwsza w nocy, ale twardo staram się wystać, bo wiedziałem, że warto. I nie zawiodłem się ani trochę. Było piekielnie, a przymykające się pomału bramy piekieł znów zostały rozwarte. Ci goście wiedzą, jak grać black metal. Surowizna oraz chłód norweskich wiatrów zmieszany z siarką dał mix na długo zapadający w pamięć. Jeśli komuś chciało się spać, zrobił sobie przerwę. Ludzie, walczyli pod sceną, jakby świeżo co wstali.

Koncert 1349 jak dla mnie idealnie zamknął 16. już edycję Brutal Assault. Później występowały jeszcze trzy kapele, ale dla mnie koniec już nastąpił. U kresu wytrzymałości oraz świadomy jutrzejszego powrotu zaległem w namiocie.

Słowo końcowe.

Była to chyba najbardziej udana dla mnie edycja Brutal Assault. Udało mi się zobaczyć praktycznie wszystkie zespoły, jakie chciałem, spotkałem starych znajomych, poznałem nowych. Alkohol lał się strumieniami, ale wreszcie z głową. Sam festiwal organizacyjnie poprawia się z roku na rok (oprócz problemów z biletami). Wreszcie też odważyłem się skorzystać z prysznica na polu, a nie na mieście. Warto bo, zdecydowanie bliżej, tylko trzeba wybrać odpowiednią godzinę;-). Cieszyć może również fakt pojawienia się plastikowych kufli brutalowych. Fajna pamiątka, a i śmieci na terenie samego festu faktycznie było jakby mniej. Z mojej strony tyle.

Do zobaczenia za rok!

Ps. Z tego miejsca pozdrowienia dla Casthalutha, Franza, Neithana, Stasia i Piotrka, Miśka z DEPRIVED wraz z Martą, Tomka Kozy i tych wszystkich pijusów, których nie zapamiętałem:-).

[sake]