BURZUM Dauði Baldrs `97

Niewiele płyt w dziejach metalu wywołało takie zaskoczenie co „Daudi Baldrs” BURZUM. Siedzący w więzieniu Varg Vikernes wydał bowiem płytę nie mającą nic wspólnego z black metalem, ba, nawet z samym metalem. Czterdzieści minut klawiszowego grania, podchodzącego momentami pod ambient, momentami po folk, wywołało u wielu krańcową konsternację. Owszem, Varg od pierwszego albumu zamieszczał na swoich krążkach takie kompozycje (vide „Channeling the Power of Souls into New God” z „Burzum”), ale grał generalnie black metal. Z miejsca pojawiły się teorie – od tej, która głosiła, że Vargowi zabrano w więzieniu gary i wiosła, zostawiając tylko keyboard, po plotkę, jakoby Varg dowiedzieć się miał, że cała muzyka rockowa została stworzona przez czarnych i dlatego ją porzucił. Ale domysły domysłami, ważna była zawartość płyty „Daudi Baldrs”. Recenzje w chwili wydania były w zdecydowanej większości miażdżące. I trudno się temu dziwić. Znajdująca się na „Daudi Baldrs” muzyka to prymitywne granie, brzmiące jak twórczość kogoś, kto dopiero niedawno zaopatrzył się w klawisze. Szczytem jest utwór „Illa Tiðandi”, który jest po prostu wciskaniem po kolei czterech kolejnych klawiszy przez kilka minut. Pytanie brzmi, czy to jest jeszcze minimalizm, czy po prostu robienie sobie ze słuchacza jaj? Bo Varg doskonale wiedział, że po zabójstwie Euronymousa każda jego płyta sprzeda się co najmniej nieźle. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że całe „Daudi Baldrs” naddaje się tylko na podstawkę pod kubek albo odbijacz promieni radarów. Otwierający album utwór tytułowy ma całkiem niezły, pompatyczny nastrój i choć próżno w nim szukać wielu urozmaiceń, to słucha się go, jako wprowadzenia, przyjemnie. Pamiętam, jak słuchałem go pierwszy raz i pomyślałem: „O, jakie fajne intro”. Niestety to nie jest intro, ale zapowiedź całości. Drugi utwór, „Hermo?r á Helfer?”, to bardziej nastrojowa, spokojna kompozycja, również oparta wyłącznie na kilku dźwiękach, ale dość hipnotyczna i mająca w sobie „to coś” co sprawia, że trudno o niej zapomnieć. Nieco bardziej ponury „Bálfer? Baldrs” przywołuje klimaty z początku płyty, gdzie surowa, zimna melodia opisuje stos pogrzebowy Baldera. Podobny, ale znacznie bardziej marszowy „Í heimr Heljar” opiera się głównie na wybijanym rytmie, uzupełnionym stopniowo narastającą melodią. O „Illa Tiðandi” już pisałem. Ten kawałek Varg chyba wrzucił tu po prostu jako zapchajdziurę, bo nie sposób go obronić – tym bardziej, że jeśli wsłuchamy się uważnie, to da się dostrzec duże podobieństwo do riffu z utworu „Decapitude I” z płyty „Filosofem”. Wieńczący całość, dziesięciominutowy „Móti Ragnarokum” niestety wypada podobnie, nuży i raczej prosi się o jak najszybsze zakończenie. Robi natomiast wrażenie oprawa graficzna: krążeczka, ozdobiona obrazami Tanyi Stene (znanej choćby z okładek ULVER), zawiera długi tekst będący vargową interpretacją nordyckiego mitu o Baldurze. Poszczególne kompozycje miały być muzycznym uzupełnieniem tekstu, który wraz z dźwiękiem i obrazami miał tworzyć całość. Sprawiło to, że niektórzy klasyfikują „Daudi Baldrs” jako tzw. „muzykę programową”. Gdyby ten album nagrał ktokolwiek inny, to prawdopodobnie zapomniano by o nim błyskawicznie, jednak skoro podpisał go Varg Vikernes, to pamięta się o nim do dziś. Zwykle jednak wspomina się go źle (z czysto muzycznego punktu widzenia – zasłużenie), gdyż dla znakomitej większości fanów historia (muzyczna) BURZUM kończy się na „Filosofem”. Warto jednak mimo wszystko o tej płycie pamiętać – pozostaje ona ciekawym przykładem sytuacji, w której artysta, ograniczony więziennymi warunkami, wciąż usiłuje stworzyć coś swojego i choć sięga po inne niż zwykle środki, to wyciska na nich swoje piętno. [Mirth]

Burzum, www.burzum.org

Misanthropy Rec., P.O.Box 9, Hadleigh, Suffolk, IP7 5AU, England