CALM HATCHERY: „Oddaliśmy swoje dusze”

CalmHatchery-LogoUwielbiam, kiedy podczas słuchania płyty krew szybciej krąży! Takie uczucie towarzyszy mi za każdym razem, gdy słucham „Fading Reliefs” zespołu CALM HATCHERY. Nie mogłem przejść obojętnie obok tego albumu. Rosła ciekawość i w głowie pojawiały się pytania. Mój rozmówca stanął na wysokości zadania. O najnowszej płycie, inspiracjach, polskim rynku muzycznym opowiada Piotr „Hazar” Hauzer, pierwsze skrzypce CALM HATCHERY.

Cześć Huzar. Na wstępie wywiadu chciałbym pogratulować świetnej płyty. „Fading Reliefs” to istna petarda! Na nowy album CALM HATCHERY przyszło czekać aż cztery lata. Skąd taki poślizg czasowy?

Witaj Tomash! Wielkie dzięki, że płyta ci się podoba! To jest dla nas bardzo ważne! Rzeczywiście minęły cztery lata, ale w perspektywie istnienia świata to okres bardzo krótki, nie uważasz? haha! A poważnie: nigdy nie byliśmy zwolennikami tzw. „produkowania” płyt średnio co dwa lata. Stawiamy raczej na jakość, nie na ilość. Staraliśmy się podejść do komponowania na spokojnie, bez zbędnego spinania się i wyścigów. Uważamy, że tylko wtedy jest szansa na zrobienie czegoś bardziej wartościowego. W naszym przypadku kontrakt z wydawcą nie jest taki bezwzględny i nie mieliśmy żadnego limitu czasowego. Uważamy, że taki rodzaj współpracy jest optymalny. Płyta „Fading Reliefs” rodziła się w bólach, jak i uniesieniach, ale chyba było warto.

Jak wyglądają u Was przygotowania do nowej płyty? Czy Ty, Huzar, przynosisz wszystkie instrumenty już nagrane, bo na wszystkim umiesz zagrać i zaśpiewać? Czy CALM HATCHERY jest zespołem równych uprawnień?

Kiedyś, jeszcze w czasach, kiedy zespół egzystował w Białymstoku i powstawał materiał na pierwszy album „El-alamein”, rzeczywiście ja przynosiłem wszystkie gotowe partie, które pomagali mi doprecyzować koledzy z zespołu. Jednak lata doświadczeń nauczyły mnie, że warto robić muzykę wspólnie. Jest dzięki temu większy powiew świeżości, jeśli chodzi o rozwiązania aranżacyjne. Wiadomo, „co dwie głowy, to nie jedna”. Przedostatnią i w szczególności ostatnią płytę zrobiliśmy wspólnie. Ja przyniosłem tylko szkice utworów bez precyzowania partii perkusji, akcentów basu itp. Bardzo długo ogrywaliśmy i dopieszczaliśmy utwory już na sali prób. Nagrywaliśmy dużo na dyktafon, z czego wybieraliśmy po analizie najlepsze fragmenty. Ja jako „herr feldmarschal” w zespole tylko pilnowałem, aby muzyka była spójna stylistycznie. Mogę zdradzić, że przy pisaniu kolejnego krążka chcemy jeszcze bardziej dać sobie na luz i jak najwięcej improwizować, ale na to przyjedzie czas.

CALM.HATCHERY_Fading.ReliefsTe cztery lata nie poszły na marne. Nowa płyta, w porównaniu z „Sacrilege of Humanity”, wypada obiecująco. Przewagą „Fading Reliefs” są aranżacje, zróżnicowane wokale, bogate riffy, zmiany tempa w perkusji, tu po prostu więcej się dzieje. Podzielasz moje zdanie?

Tak, zgadzam się z tym. Taki był nasz zamysł, aby odświeżyć własną formułę i spróbować nowych rozwiązań muzycznych. Nie chcieliśmy się kisić w tym samym, co stworzyliśmy przedtem. Chcieliśmy, aby przyszły słuchacz poczuł zasadniczą różnicę pomiędzy albumem najnowszym a przedostatnim. Wybraliśmy drogę trudniejszą i bardziej ambitną, bo poszukiwania i pomysł to rzeczy bardziej czasochłonne niż jechanie na starych, sprawdzonych patentach. Nowy materiał nie jest wg. mnie taki prosty i lekki w odbiorze jak „Sacrilege of Humanity”, to płyta bardziej wymagająca.

Zaskoczeniem dla mnie były dwa utwory: „Bomben Uber Warschau” i „Bomby nad Warszawą”. Skąd pomysł, aby dublować utwory na płycie?

Zamysł był inny. Płyta „Fading Reliefs” ukazała się w wersji podstawowej, jak i limitowanej. W wersji limitowanej, oprócz tego, że są dodane gadżety w postaci naszywki z naszym logo oraz kostki z logo, miał być „Bomben Uber Warschau” w wersji polskiej. Jednak możliwości finansowe naszego wydawcy Selfmadegod były ograniczone i nie stać go było na wytłoczenie dwóch matryc! Stad zapadła spontaniczna decyzja o takim rozwiązaniu, żeby koniecznie dodać wersję polską. Może rzeczywiście nie jest to trafne rozwiązanie, ale na etapie końcowym goniły nas już terminy w tłoczni i trzeba było podjąć jakąś decyzję. Patrząc z perspektywy czasu, ten utwór można by było wrzucić na EPkę, którą i tam zamierzamy wypuścić w późniejszym terminie. No ale jest jak jest, trzeba patrzeć wprzód.

Na uwagę zasługują śmielsze eksperymenty z muzyką etniczną, ale ten dodatek nie dominuje. Powiedz, czy w Twojej kolekcji płyt można znaleźć muzykę dawnych czasów?

Oczywiście, że tak. Bardzo lubię zespół DEAD CAN DANCE, mam ich prawie całą dyskografię. Lubię muzykę etniczną z egzotycznych rejonów świata np. z Tybetu czy z Ameryki Południowej, czy też muzykę graną na lutni z Bliskiego Wschodu. Mocno inspirujący jest STEVE ROACH, gość mieszka na pustyni, bodajże w Arizonie (USA) i tam tworzy świetną muzykę łączącą ambient z etniczną muzyką indiańską – totalny odjazd! Bardzo chciałem, aby na naszym najnowszym albumie słychać było odrobinę takiej etniczności, ponieważ bardzo nam to pasowało do tekstów. To nie jest zabieg ze względu na modę. Po prostu taka była wizja na tę płytę.

Idąc tropem inspiracji, w Waszej muzyce słychać m.in. NILE, MORBID ANGEL czy IMMOLATION, ale „Fading Reliefs” udowadnia, że CALM HATCHERY podąża własną drogą. Porównania na pewno pomagają w sprzedaży płyty, mogą być drogowskazem dla osób chcących sięgnąć po Waszą płytę. Jak Ty do tego podchodzisz?

Nie ukrywam, że zespoły, o których wspomniałeś, miały na nas niebagatelny wpływ. Niektórzy nam zarzucają, że to jest zbyt podobne, inni z kolei traktują to jako atut. Ja uważam, że „Fading Reliefs” nie jest naszą najlepszą płytą, na pewno zrobiliśmy krok naprzód, ale czujemy, że możemy w przyszłości nagrać album jeszcze lepszy i bardziej „nasz”, do tego zmierzamy. Ciężko jest stworzyć muzykę naprawdę oryginalną, to jest dopiero sztuka! Jednak cały czas ja, jako kompozytor, uczę się i wyciągam swoje wnioski. Może kiedyś osiągniemy swój niepowtarzalny styl? Próbować trzeba!

Za brzmienie nowego albumu odpowiadają bracia Wiesławscy z Hertz Studio. Czy ponowny wybór tego studia był nieprzypadkowy?

Cztery lata temu, kończąc album „Sacrilege of Humanity”, wiedzieliśmy, że kolejny album również nagramy w studio Hertz. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Świetnie się nam współpracuje z braćmi Wiesławskimi, poza tym Hertz zainwestował w nową salę do nagrywania. Potrafią wyprodukować bardziej naturalną perkusję, to nas przekonało. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale do tego momentu jesteśmy bardzo zadowoleni, jeśli chodzi o brzmienie naszej płyty, jak i o współpracę z braćmi w ich studio.

Calm.Hatchery_band2

Premiera „Fading Reliefs” zbiegła się z trasą Blitzkrieg. Wraz z VADER i VESANIA odwiedziliście, jeśli się nie mylę, piętnaście polskich miast. Ta trasa to była świetna okazja do zaprezentowania się szerszej publiczności. Jak oceniasz reakcje ludzi na „Fading Reliefs” w wersji live? Czy gdzieś spotkaliście się ze szczególnie żywą reakcją? Czy pozycja rozgrzewacza przed starszymi kolegami skazała Was na brak publiki (jak to często bywa na koncertach w naszym kraju)?

Zagraliśmy 14 koncertów o boku VESANII i VADER. To była żmudna, intensywna, a jednocześnie udana trasa! Przy okazji chciałbym pozdrowić VADER i VESANIĘ! To była świetna ekipa, jako ludzie i jako muzycy! Utwory z naszego najnowszego krążka są dość wymagające zarówno na płycie, jak i na żywo, trudniejsze niż te np. z „Sacrilege of Humanity”. Zdarzało się, że ludzie po prostu stali i słuchali, bo materiał na trasie był bardzo świeży. (Dopiero w połowie trasy dostaliśmy paczkę z płytami na sprzedaż!). Ale były takie miejsca jak np. Wrocław, Lublin, Gdańsk czy Białystok, a w szczególności Wrocław, gdzie pod sceną było totalne szaleństwo! Co do frekwencji, zdarzało się, że rzeczywiście w niektórych miastach podczas naszego koncertu było mało ludzi (taka rola suportu) lub dopiero schodzili się na koncert, ale w ogólnym rozrachunku było dobrze. Trasa ogółem przyniosła nam korzyści i na pewno pomogła w promowaniu naszej kapelki.

Widziałem Was w Łodzi. Mimo małego zainteresowania, daliście świetny koncert. Czy jest różnica w podejściu CALM HATCHERY do grania koncertów dla dużej czy dla małej publiki?

Podobało ci się w Łodzi? Dzięki, choć dla nas to był jeden z gorszych koncertów ze względu na brzmienie. Z założenia, niezależnie od ilości ludzi, staramy się najlepiej, jak umiemy, zawsze dajemy z siebie wszystko. Choć jeśli mamy problem, żeby nawiązać kontakt z publicznością, co również się zdarza – wtedy jest trudniej. Niemniej nigdy nie składamy broni bez walki, dla nas każdy występ jest jak bitwa, którą zawsze staramy się wygrać. Jeśli się nie udaje, i tak walczymy do końca. Zależy nam, aby być jak najbardziej profesjonalni w tym, co robimy i podchodzimy do koncertu bardzo emocjonalnie. Bo dobry koncert to oczywiście dobre wykonanie, ale i emocje, które publiczność musi poczuć, wtedy jest sukces i samospełnienie!

Czy słuchałeś nowych płyt VADERa i VESANII? Jak je oceniasz?

Oczywiście album „Tibi et Igni” poznałem już przed trasą. To bardzo klasyczny, wręcz heavy metalowy album, ale uważam to za atut. Uważam, że VADER odnalazł na nowo swoją ścieżkę. Jest świeżość! Skład kapeli się ustabilizował i słychać to już od kilku lat, kiedy do VADER dołączył James Stewart i Marek Pająk. Natomiast płytę VESANII przesłuchałem niedawno i uważam, że jest ich to najlepszy album w ich całym dorobku! Teatralność jest wyczuwalna nawet w nutach i wokalu.

Od wydania „Fading Reliefs” minęło parę miesięcy. Obserwując odzew mediów na nową płytę, zauważyłem większe zainteresowanie tych z zagranicy. Czy wynika to z Waszego nastawienia, czy jest to reakcja przypadkowa?

Nie mam pojęcia. Bardzo możliwe, że to efekt polityki, jaką prowadzi Selfmadegod Records. Z tego, co się orientuję, Karol, szef wytwórni, mocno propaguje swoje wydawnictwa szczególnie zagranicą. Nie oszukujmy się, w Polsce ludzie nie mają aż tyle szmalu, żeby kupować każde wydawnictwo, tym bardziej tak małego zespołu jak nasz. Z dwojga złego wybierają raczej bardziej sprawdzone i uznane zespoły, co rozumiem. Mimo wszystko cieszymy się, że jest w ogóle jakieś zainteresowanie, haha. Kto wie, może ta przewaga z zagranicy kiedyś zaprocentuje.

Calm.Hatchery_band1Brak zainteresowania polskich mediów polskimi zespołami to temat powtarzalny nie tylko w muzyce metalowej. Czy uważasz, że słynne „cudze chwalicie, swojego nie znacie” potwierdza się w przypadku CALM HATCHERY?

Uważam, że CALM HATCHERY jeszcze musi popracować na swój status i uznaną markę. Wierzymy w siebie, czujemy, że mamy jeszcze coś do powiedzenia, jeśli chodzi o wyrażanie poprzez muzykę, ale jak to w niszowych gatunkach bywa, trzeba o wiele dłużej popracować na sukces. Fakt faktem, że w Polsce promuje się w mediach w większości totalny chłam. Promuje się tylko to, co z góry musi być skazane na zysk, czyli popelinę bez przyszłości, tzw. „hit sezonu”, który często nawet nie jest żadnym hitem, tylko „zlepkiem” – na siłę wypromowanym przez komercyjne stacje radiowe i tak długo wałkowanym przez te stacje, aż przeciętny plebejusz z tego kraju po setnym razie stwierdza, że może i to jest przebój. Media w Polsce rządzą się innymi prawami niż np. media w Norwegii, gdzie muzyka metalowa stoi na równi z muzyką pop i jest wspierana przez państwo. Taki kraj to marzenie!

Waszym aktualnym wydawcą jest Selfmadegod. To już druga płyta CALM HATCHERY pod ich skrzydłami. Jak oceniasz współpracę z Karolem?

Bardzo sobie cenimy współpracę z Karol i Selfmadegod. To nie jest wielka wytwórnia z dużym budżetem, ale działa na tyle prężnie, że coraz więcej ludzi z kraju i zagranicy ma szanse o nas usłyszeć. Nie mamy jakichś limitów, jeśli chodzi o przyszłą współpracę. Kto wie, być może Selfmadegod stanie się pomostem, dzięki któremu kiedyś uda się wskoczyć na inny level do innej większej wytwórni. Czas pokaże. Na dzień dzisiejszy jesteśmy bardzo zadowoleni.

Jakie są plany CALM HATCHERY na przyszłość? Czy ruszycie w osobistą trasę koncertową? Moglibyście odwiedzić inne miejsca niż te z VADER i zaprosić inne zespoły jako supporty. Czy rozważacie taką ewentualność?

Kurcze, Ty nas widzisz w roli headlinera? Nieźle, haha. My nie czujemy się na tyle silni, ale jesteśmy w trakcie szukania kontaktów na nowe miejsca do zagrania. Rozsyłamy płyty promocyjne gdzie się da. Ciężko jest się wkręcić na fajną imprezę. Kto wie, może w przyszłym roku uda nam się zrobić przynajmniej jakąś mini trasę zagranicą lub w miejscach w Polsce, w których jeszcze nie graliśmy. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by coś drgnęło w tej materii, okaże się…

Zbliżamy się do końca wywiadu. Czego mógłbym życzyć CALM HATCHERY?

To egoistyczne z naszej strony, ale życz nam, proszę, żeby ruszyła nasza machina z koncertami zagranicą, z letnimi festiwalami i ogólnie większym zainteresowaniem, bo wiadomo jak jest ze sztuką bez odbiorcy! Życz nam, byśmy nie poddawali się na tej trudnej drodze!

Dzięki za poświęcony czas. Do zobaczenia!

Dziękuję tobie za ciekawe pytania. Jeszcze raz dzięki za wsparcie! Każda cegiełka takiego wsparcia jest dla nas istotna i motywująca! Pozdrawiam czytelników Atmospheric i ciebie, Tomash. Wspierajcie nas kupując nasze płyty i koszulki, bo oddaliśmy swoje dusze, aby album „Fading Reliefs” był jak najlepszy. Pozdro!!!

[Tomash]

Calm Hatchery, calm.hatchery@wp.pl; www.facebook.com/calmhatchery