CARNAL: Wierni swoim korzeniom i dobrej muzyce – 2.12.2005

Image

Warszawski CARNAL już jakiś czas temu potrafił zawładnąć niejednym doomowym umysłem, a to za sprawą takich „hitów” jak „Damnation” czy „Curse This Day”. Obecnie zespół skończył pracę nad swoim trzecim albumem roboczo nazwanym „The End Of Everything”, poprzedzonym obiecującym singlem „My Salvation”. O nowej płycie, koncertach oraz kilku innych sprawach rozmawiam z wokalistą grupy – Robertem Gajewskim.

ImagePo zawirowaniach personalnych macie w końcu ustabilizowany skład. Czy mógłbyś przedstawić sylwetki obecnych muzyków CARNAL?

Tych zawirowań wcale nie było tak wiele. Po prostu po nagraniu albumu Marcin i Igor postanowili opuścić zespół. Każdy z nich miał oczywiście swoje powody i plany, w których miejsca dla CARNAL widocznie nie było. A co do nowych ludzi, to są nimi doświadczeni i w niektórych kręgach prawdopodobnie rozpoznawalni muzycy. Nowym perkusistą jest Janusz Jastrzębowski, fanom doom metalu znany z pewnością z czasów, gdy bębnił w NEOLITHIC, nagrał z nimi pierwsze trzy płyty, w tym znakomitą „For Destroy The Lament”. Natomiast posadę drugiego gitarzysty objął Mirek Kępiński, który oprócz tego, że jest dyplomowanym muzykiem, doskonale rozumie się z Januszem, ponieważ grają razem w psychodeliczno-rockowej formacji YAHATRA. Wspólnie zagraliśmy już kilka koncertów i mam wrażenie, że doskonale wpasowali się w klimat zespołu. Wszystko idzie ku dobremu.

Nagraliście nową płytę „The End Of Everything”. Czy mógłbyś opowiedzieć, jakie zmiany muzyczne zaszły na tym krążku?

Z pewnością odeszliśmy nieznacznie od typowo doom/deathowych rozwiązań kompozycyjnych. Choć nie oznacza to, ze odeszliśmy od metalu, wręcz przeciwnie, staraliśmy się zawrzeć na tym materiale całe bogactwo metalowego przekazu. Więc na „The End Of Everything” słychać różne wpływy i inspiracje, począwszy od wspomnianego doom, przez dark czy nawet metal gotycki. Nie uciekaliśmy też przed tym, co współcześnie dzieje się na scenie metalowej. Niebagatelny wpływ na to miał też Szymon Czech (NYIA, THIRD DEGREE), który zajął się produkcją tego albumu i bardzo często ulegaliśmy jego szatańskim podszeptom (patrz utwór „The First Step”). Po prostu podczas komponowania, jak i podczas realizacji w Studiu X staraliśmy się dać z siebie wszystko. Każdy pomysł był dyskutowany, od niczego nie uciekaliśmy, staraliśmy się wybierać najciekawsze, czasem bardzo niestandardowe rozwiązania. Myślę, że płycie wyszło to na dobre.

Jakie plany macie w związku z nowym albumem? Kiedy i gdzie planujecie go wydać?

Oczywiście po to nagrywaliśmy ten materiał, wydaliśmy mnóstwo pieniędzy na studio, włożyliśmy ogrom pracy i emocji, aby go w konsekwencji wydać. Czy ktoś zechce, zobaczymy. Mam nadzieję, że muzyka zawarta na „The End Of Everything” okaże się na tyle interesująca (a wydawca dojdzie do wniosku, że może na niej zarobić), że któraś z wytwórni zechce podpisać z nami kontrakt i zająć się promocją zespołu. Wiemy dobrze, jakie są prawa rynku i nie spodziewamy się manny z nieba/piekła, ale z drugiej strony nie mamy zamiaru za wszelka cenę naginać naszych ambicji, żeby tylko ktoś to kupił. Sądząc z opinii, które do nas dochodzą na temat EPki „My Salvation”, która zwiastuje pełen album, z pewnością „The End Of Everything” zasługuje na wydanie. Natomiast nie jestem pewien, czy któraś z polskich wytwórni się na to zdecyduje. Szukamy poza granicami Polandu. Nowy rok pokaże, co się udało znaleźć.

Jak wygląda w CARNAL proces tworzenia muzyki i jak przebiegało komponowanie materiału na nowy album?

Najczęściej bywało tak, że któryś z gitarzystów przynosił na próbę riff i później już wspólnie nad nim pracowaliśmy, coś zostawało, coś nie, a jeszcze inne riffy stawały się inspiracją do kolejnych. Czyli standardowo, podejrzewam, jak u setek innych kapel. Natomiast ostatnimi czasy odrobinę się to zmieniło, a to za sprawą techniki oczywiście. Otóż dwa ostatnie numery napisane na tę płytę tj. „My Salvation” i „Remembrance” powstały praktycznie w całości w mieszkaniu Krzysia. Nagrał wszystkie parte gitar w domu, zaprogramował nawet odrobinę perkusji, a potem w plikach mp3 przesłał całość do mnie. Wspólnie już zaczęliśmy pracować nad aranżacją. A gdy przynieśliśmy cały kawałek na próbę, wystarczyło go tylko zgrać z całym zespołem. Teksty natomiast są zazwyczaj powstają dopiero na końcu, gdy cały utwór w warstwie muzycznej jest już dopracowany. Choć czasami jest tak, że piszę tekst i czeka on później żeby go wykorzystać do odpowiednich riffów.

ImageGdy już jesteśmy przy tekstach, to jak się przedstawia nowe wydawnictwo od tej strony?

Na początku był pomysł, aby wszystkie teksty na płycie dotyczyły różnych aspektów cielesności człowieka. W tym tonie powstały trzy pierwsze teksty. Potem odszedłem nieco od tego zamierzenia na rzecz jeszcze kilku innych tematów, choć do cielesności nawiązywałem. Za każdym razem też była to moja wizja tych spraw ujęta często w formę para-poetycką. Nie opowiadam żadnych historii, brak jest zatem konkretnych fabuł, są za to teksty przesycone moimi emocjami i uczuciami.

Cofnijmy się trochę w przeszłość… Jak wspominacie granie przed PARADISE LOST w 2003? Czy dzięki temu dotarliście ze swoja muzyką do większego grona odbiorców?

Koncert u boku PARADISE LOST był pewnego rodzaju marzeniem, które się urzeczywistniło. Wszyscy wychowaliśmy się na ich muzyce i ich twórczość była dla nas zawsze bardzo ważna. Zatem kiedy padła propozycja ze strony organizatora, żeby wystąpić na jednym z koncertów na trasie promującej „Symbol Of Life” było to rzeczywiście wyróżnienie dla nas. Wiesz, to jest tak, że słuchasz pewnych kapel od lat i nagle grasz z nimi na jednej scenie. Piękna sprawa. Okazało się też, ze muzycy PARADISE LOST to bardzo sympatyczni kolesie, można się było z nimi napić piwka, pogadać, nawet co nieco zapalić, czyli po prostu to normalni muzycy, którzy wciąż czerpią radość z tego, co robią. Druga sprawa, że koncerty u boku „dużych” grup zwiększają prestiż tych, którzy ich supportują. W przypadku, gdy gramy przed markowym zespołem, wówczas naszą twórczość mają szansę dostrzec ludzie, którym do tej pory CARNAL mógł być obcy. Czyli pomaga to w tym, aby więcej oczu i uszu skierowało swoją uwagę właśnie w stronę naszej kapeli. Wiem, że wielu pamięta ten nasz występ u boku PARADISE LOST. Czyli w pewnym sensie dotarliśmy dzięki temu koncertowi do osób, do których inną drogą byłoby dotrzeć trudno.

W sierpniu graliście również na festiwalu Hunter Fest 2005 w Szczytnie. Jak wspominacie ten występ? Sądząc po uczestniczących zespołach (od punka po death metal), publiczność była tam bardzo różnorodna. Jak zostaliście odebrani?

Hunter Fest to bardzo duży, dobrze zorganizowany festiwal. Po pierwsze ogromnie byliśmy zadowoleni, że zaproszono nas. Tym bardziej było to miłe, że na jednej scenie spotkali się ludzie z różnych kultur muzycznych. Graliśmy u boku wielu znakomitych zespołów. Myślę, że granie na tego typu koncertów jest o tyle ciekawe, że czasami naszą muzykę mają okazję usłyszeć ludzie, którzy normalnie na koncert CARNAL by się nie wybrali, a tak są niejako „zmuszeni” do tego, aby z naszą twórczością obcować. Poza tym granie zwłaszcza na festiwalach uczy tolerancji na inne dźwięki i poszerza horyzonty. Nie tylko wśród publiczności, ale również u muzyków. Jeśli chodzi o odbiór naszej muzyki, to trzeba to jasno powiedzieć, że na tym festiwalu nie było ludzi/fanów przypadkowych. Każdy wiedział, po co tam jedzie. Była to typowa rockowo-metalowa publiczność. Z jej reakcji i relacji po koncercie wiemy, że nasz występ podobał się i zapadł w pamięci wielu ludzi, którzy z muzyką CARNAL spotkali się wówczas po raz pierwszy.

A jak przyjęto Was (jako jedyny zespół metalowy) podczas Gothic.pl Festiwal #2 w warszawskiej „Proximie”, pod koniec września tego roku?

Powiem od razu, że trochę się zastanawialiśmy, jak to wszystko będzie wyglądało, wszak subkultura gothów jest dość hermetyczna. Chociaż z drugiej strony uważam, że środowiska gotyckie i metalowe mają ze sobą wiele wspólnego, a twórcy często wykorzystują wpływy obydwu nurtów. Jeśli chodzi o przyjęcie CARNAL, to mogę powiedzieć, że publiczność była znakomita. Sporo ludzi bawiło się pod sceną, po koncercie rozdawaliśmy autografy. Będziemy wszyscy miło wspominać ten koncert.

Jakie są Wasze najbliższe plany koncertowe? W ostatnich latach graliście głównie w Warszawie. Czy macie plany koncertowania poza stolicą?

To, że gramy najczęściej w Wawie, ma związek z pieniędzmi (niestety). Mieszkamy tu i w przypadku koncertu organizator i my sami nie ponosimy dodatkowych kosztów związanych z podróżą czy noclegiem. A to koszty właśnie decydują o tym, czy ktoś zaprasza dany zespół na koncert w swoim mieście czy nie. Mimo to wcale nie uważam, że mało koncertujemy poza stolicą. Zagraliśmy m.in. w Opolu, Wrocławiu, Olsztynie, Łomży, Skarżysku- Kamiennej itd. Chociaż nie ukrywam, że to wciąż mało i chętnie odwiedzilibyśmy jeszcze przynajmniej kilkanaście miast, a najchętniej podczas jakiejś trasy, co do której notabene pewne plany są.
A jeśli w jakimś mieście jest możliwość, żeby CARNAL zagrał, kontakt jest na stronie i wszystko można dogadać.

U boku jakich kapel marzycie jeszcze zagrać?

Jest dużo zespołów, które szanujemy, które były dla nas inspiracją. Zawsze zatem koncert i spotkanie na jednej scenie z muzykami, na których muzyce się wychowaliśmy, byłoby miłym doświadczeniem. Chętnie wystąpiłbym z MY DYING BRIDE, AMORPHIS czy MOONSPELL, równie chętnie z IN FLAMES czy OBITUARY. Nie do wszystkich stylistycznie pasujemy, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Bowiem każdy koncert u boku grupy dużego formatu uczy. Uczy pokory, ale też profesjonalnego podejścia do tego, co się robi. Poza tym jest okazja do pogadania, wypicia napoju niskoalkoholowego, dobrej zabawy.

ImageKiedyś podczas rozmowy powiedziałeś mi, że na próbach gracie kawałek PYOGENESIS „It`s On Me”. Czy nadal to praktykujecie? Czy kiedykolwiek będzie dane usłyszeć ten utwór na Waszych koncertach?

Graliśmy go czasami i świetnie się przy tym bawiliśmy. Z tego, co pamiętam, kilka razy był również zagrany na żywo. Od pewnego czasu zarzuciliśmy ten pomysł. Choć niewykluczone, że w przyszłości znów zaczniemy ten utwór grać. To dobry koncertowy kawałek. Zobaczymy.

Jakie są Wasze inspiracje muzyczne?

Każdy z nas ma inne. Wachlarz jest ogromny. Do pewnego momentu była to głównie muzyka gitarowa, począwszy od rocka, w jego różnych odmianach, z głównym naciskiem na metal. W tym momencie jest to również muzyka elektroniczna, nawet klubowa. Natomiast to wszystko, czego każdy z nas słucha w zaciszu domowym, oczywiście przykłada się twórczość CARNAL, choć mam nadzieję, że wszystko jest na tyle przefiltrowane przez naszą wrażliwość, że w każdym utworze to czuć…

Jak postrzegasz obecną polską scenę doom metalową w porównaniu z latami `90? Czy myślisz, że na krajowej scenie owładniętej przez death i black metal jest jeszcze miejsce dla kapel grających doom?

Polska scena metalowa zawsze była owładnięta przez death i black, tak w latach `90 jak i teraz. Jedyna różnica polega na tym, że w tym momencie muzycy mają chyba mniej odwagi, żeby grać muzykę klimatyczną. Chciałbym natomiast, aby na polskiej scenie muzycznej w ogóle było miejsce na różne nurty, a scena metalowa przestała być tak hermetyczna i podzielona jak ma to miejsce cały czas.

Na zakończenie możesz powiedzieć, co chcesz!

Dzięki za wsparcie. CARNAL zawsze był związany blisko ze sceną doom, zatem wszystkich fanów tego typu grania i sposobu wyrażania emocji gorąco pozdrawiamy. Pozostańcie wierni swoim uczuciom i dobrej muzyce.

[Dod]


Carnal, carnal@interia.pl; www.myspace.com/carnalzone