Castle Party 2014 – 17-20.07.2014, Bolków

2014.07.17_castle.partyCastle Party – Dark Independent Festival
dzień 1: PHOSGENE GIRLS, SPLENDOR, GORTHAUR, LACRIMA, GOLDEN APES
17-20.07.2014, Bolków, Biały Kościół Ewangelicki + Zamek

Przyjęło się w festiwalowym kanonie, że istnieją trzy czynniki przynoszące masowym imprezom dobrobyt: historia i geneza powstania, dobór artystów i headlinerów oraz publiczność. Ze względu na nieprzewidywalność losu, organizacja i przygotowanie techniczne są poddawane analizie dopiero po zakończeniu festiwalu i subiektywizm oceny waha się w zależności od stopnia zaangażowania widza w muzyczny spektakl – przeto może to niekiedy przynieść „drugą sławę” imprezie, gdyż rodzi wtórną falę dyskusji i sprawia, że temat festiwalu (na jakimkolwiek poziomie by nie stał – proszę tylko spojrzeć na drugie życie fanpage’y festiwalu), pozostaje na ustach publiczności jeszcze przez długi czas.
W tym duchu zacznę opis tegorocznego Castle Party – imprezy, która już w przedbiegach zdobyła laur „historii i genezy powstania”, gdyż jej dzieje sięgają roku 1994. Przez te lata zaszło wiele zmian (w tym lokalizacja), ale festiwal niewątpliwie dorósł do swojej roli – roli największego gotyckiego festiwalu tej części Europy. I ażeby zadośćuczynić roli, ulice Bolkowa tętniły życiem już na wiele godzin przed występem pierwszego zespołu, a zagęszczenie ludności rosło z godziny na godzinę, osiągając punkt kulminacyjny w sobotni wieczór.

Dzień I

Wszystkie koncerty pierwszego dnia festiwalu miały miejsce w byłym kościele ewangelickim i niestety nie miały wiele wspólnego z muzyką metalową., ale na szczęście w szeregach każdego z bandów był/li gitarzysta/ści.
Pierwszą obejrzaną przeze mnie grupą było PHOSGENE GIRLS z Czech, które zaprezentowało bardzo udaną setlistę, oscylującą wokół darkwave’owych, nastrojowych kawałków z solidną nutą elektroniki. Świetnie sprawdził się duet wokalny, który kolektywnie emanował siłą (w przeciwieństwie do nagrań studyjnych), choć osobno te same głosy by się sprawdziły. Ponadto na scenie można było ujrzeć wszystkich poza perkusistą, więc nie można rzec, że był to całkowicie elektroniczny występ (a tego można było się spodziewać). W kwestii widowni, publiczność dopisała nie tylko frekwencją, ale także produkcją gwaru, byłem szczerze zaskoczony żywiołową reakcją na tak niszowy zespół, prezentujący się pierwszego dnia festiwalu – a samo PHOSGENE GIRLS pozostawiło po sobie bardzo dobre wrażenie.
Następnie na scenę wkroczył polski produkt gothic-elektro-metalowy, który jednak był już wyekwipowany w mocniejsze intrumentarium – bass, gitarę i perkusję, gothowy duch metalu zatem odżył. Ponadto na twarzy basisty widniał corpse-painting, więc „można było się poczuć jak w domu”. Chłopaki z doświadczeniem oraz z lekką „princessowatą” manierą zagięli parol na totalne rozgrzanie publiki i bez dwóch zdań… podołali temu zadaniu. SPLENDOR, wykorzystując pełną moc perkusji i akustyki tego klimatycznego miejsca, zapisał się w mojej pamięci jako jeden z najlepszych koncertujących zespołów na Castle Party 2014. Na pozytywny odbiór całokształtu występu również wpłynęły na pewno materiały wizualne prezentowane na projektorze za sceną, sprawiały wrażenie naprawdę profesjonalnie zmontowanych, a’la BLINDEAD – oraz atmosferyczna (wiele efektów) i bezbłędna praca gitary prowadzącej. Dlatego też z gremialnej ilości zespołów mi nieznanych, to właśnie SPLENDOR sprawił największą niespodziankę.
Natomiast zgoła inaczej miała się już sprawa z następującym GORTHAUR, którego zamysłem na granie było chyba radykalne spuszczenie z tonu i zezwolenie ludziom na dalsze zwiedzanie Bolkowa, tudzież zasilenie organizmu niezbędnymi procentami. Panowie z Polski zaprezentowali elektroniczną odmianę gotyku zupełnie płasko, bez polotu i z nieprzyjemnym dla ucha zawodzeniem, w którym odnalazłem później tylko jeden „dobry” utwór pt. „When The Night Is Oper”. Ale nie ma co się tu na dłużej zatrzymywać, bowiem festiwal dopiero się rozkręcał i niepowodzenia były wliczone w cenę.
Ku mojemu dalszemu niezadowoleniu, nie mogłem zostać na LACRIMIE, w wyniku czego byłem w stanie wysłuchać tylko pierwszego kawałka. Powstrzymam się więc od oceny, choć sugerując się opiniami miejscowego szefostwa (pozdrawiam tu Jacka vel Jezusa, służącego zawsze trafną radą czy spostrzeżeniem) wywnioskowałem, że najsławniejszy polski band tego dnia dał naprawdę udany koncert, który ponownie przyciągnął synów i córki czerni do kościoła:-).
Droga na GOLDEN APES też obfitowała w ciekawe wypadki, bowiem musiałem holować do kościoła grupę pań ze Słowacji, które z uporem maniaka, przez cały występ GOLDEN APES, pytały się „what is the name of the band?”. Finału historii przytaczać nie będę i nie mogę, gdyż wszystkie festiwale mają swoje tajemnice:-). Wracając do GOLDEN APES, który był namaszczony na headlinera pierwszego dnia Castle Party 2014, to odczułem wielki niedosyt wynikający z ich występu. Pomimo wykorzystania „wielce szatańskich instrumentów” czyli gitary i basu, ich muzyka była… sztampowa, „pragnąca się ukryć w poprzednich występach”. Wokal prezentował się przeciętnie i często miał tendencje do przechodzenia w zbyt wysokie tonacje, przez co tworzyły się szumy. Instrumenty były słyszalne tylko w partiach akustycznych, ponieważ w „mocniejszych momentach” można było odnieść wrażenie, że cały szum generowany jest z sampli. Jednakże występ GOLDEN APES wcale nie było nieudany, może po prostu przekombinowany i wymagania wobec tego gothic rockowego zespołu były wyższe.
Konkludując, polskie zespoły sprawdziły się zdecydowanie najlepiej na polskiej ziemi, przed bardzo zróżnicowaną etnicznie publicznością i wyniosły poziom rocznicowego Castle Party na piedestał… A był to dopiero pierwszy dzień dla tych t.z. „najwierniejszych”.

[Vexev]