Kategoria: Artykuły inne

KONKURS – II ETAP z podwójnym karnet na SUMMER DYING LOUD 2017

Zapraszamy wszystkich fanów ciężkich brzmień do wzięcia udziału w II etapie zabawy, w której do wygrania będzie podwójny karnety na festiwal SUMMER DYING LOUD 2017, którego headliner’ami w tym roku są zespoły na prawdę światowego formatu – SODOM, UNLEASHED oraz SÓLSTAFIR!

Festiwal, którego obsada pozwala równać go do najlepszych europejskich festiwali powraca w 2017 roku z mocą, jakiej sobie nie wyobrażaliście! Aleksandrów Łódzki szykuje się na prawdziwe oblężenie metalowej i rockowej braci, bo w dniach 08.09.17 oraz 09.09.17 na jednej scenie zaprezentują się – SODOM, czyli legendy thrash metalu, należący do tzw. Wielkiej Czwórki Niemieckiego Thrashu, UNLEASHED – prekursor skandynawskiego death metalu, który od 1989 roku wyznacza trendy w  gatunku oraz gwiazda nieco alternatywna, ale nie mniej znacząca – SÓLSTAFIR, zdobywający serca fanów na całym świecie swoją islandzką wersją rock’a.

Obok nich, zaprezentują się zespoły, które dopiero szykują się do roli headliner’ów (osobiście stawiamy na DZIADY BOROWE) największych festiwali w Europie, a w tym: WOLFHEART, SCHAMMASCH, TRAUMA, DOPELORD, OBSCURE SPHINX i wielu innych! O pełnym line-up’ie i samym festiwalu możecie przeczytać TUTAJ. Poniżej oficjalna rozpiska godzinowa!

Jak wygrać podwójny karnet?! Tym razem będzie trochę trudniej bo mamy dla was pytanie konkursowe.

W ilu i jakich odsłonach (kapelach) pojawił się Tomasz „Titus” Pukacki na przestrzeni dotychczasowych edycji SDL?
Odpowiedzi prosimy nadsyłać do 15.08.17 w wiadomości prywatnej na naszym profilu na FB!

Regulamin:
1.) Drugi etap konkursu trwa do dnia 15.08.17 włącznie;
2.) Ze wszystkich osób, które udzielą poprawnej odpowiedzi na pytanie konkursowe rozlosujemy jeden podwójny karnet;
3.) Karnety są niezbywalne – odsprzedaż, przekazywanie osobom trzecim są zabronione pod rygorem odbioru możliwości uczestniczenia w imprezie. Nie istnieje możliwość wymiany karnetu na ekwiwalent pieniężny;
4.) Udział osób zakładających fałszywe konta jest niedozwolony;
5.) Wyniki konkursu zostaną oficjalnie ogłoszone dnia 16.08.17;
6.) Z laureatami konkursu skontaktujemy się osobiście poprzez profil na portalu Facebook, w celu ostatecznej weryfikacji;
7.) Karnety wysłane zostaną pocztą po otrzymaniu przez Redakcję adresu do wysyłki od laureatów;
8.) W przypadku nieodebrania karnetu lub braku kontaktu z laureatem, karnet zostanie przekazany następnej wylosowanej osobie;
9.) Organizatorami konkursu są: Atmospheric Magazine oraz organizator festiwalu Summer Dying Loud, na równorzędnych zasadach;
10.) Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne z akceptacją powyższego regulaminu;
11.) Organizator zastrzega sobie możliwość zmiany treści regulaminu w dowolnym momencie.

Oficjalna strona festiwalu:
http://summerdyingloud.pl/

 

Ku pamięci Pawła Habko (1977-2012)

operis.media_logoW marcu 2012 zmarł Paweł Habko, człowiek ważny dla rozwoju sceny metalowej w Polsce południowo-wschodniej. Od wielu lat (myślę, że około piętnastu) organizował koncerty w takich miastach jak Sanok, Przemyśli, Krosno itp., w ostatnim okresie działał pod banderą agencji Operis Media. To dzięki niemu dawno temu zagrał w Sanoku (w nieodżałowanej dyskotece „Art Club”) dzisiaj „wielki” BEHEMOTH i to on wspierał masę podziemnych zespołów, które z jego pomocą miały możliwość „wypłynięcia”, zaprezentowania się szerszej publiczności. Paweł był niezłomny w swoich działaniach, jednak całe życie walczył też o swoje zdrowie. Któregoś dnia walkę tę przegrał, pozostanie jednak w naszej pamięci, jako świetny człowiek i prawdziwy pasjonat swojego hobby. [Kasia]

Wzmacniacz Mr. Hector (producent: Laboga)

 

Image

Wzmacniacz Mr. Hector (producent: Laboga)

 

ImageWzmacniacz Mr. Hector został zaprojektowany z myślą o gitarzystach, którym zazwyczaj brakuje gainu. Końcówka o mocy 100W zbudowana jest na czterech lampach 6L6, preamp na czterech 12AX7 oraz dwóch 5C3S w zasilaczu. Zastosowano wspólną regulację barwy dla obu kanałów. Footswitch przełącza kanały oraz pozwala na przełączane dwóch potencjometrów Master Volume, które można ustawiać niezależnie od siebie. Co ważne, przełączanie Masterów działa zarówno na kanale przesterowanym, jak i czystym. Możliwe jest więc takie ustawienie, które pozwala na skokowe pogłośnienie wzmacniacza podczas grania np. solówki – za pomocą przełącznika w footswitchu.

ImageNa przednim panelu można znaleźć dodatkowo jeszcze dwa gniazda „high” i „low” oraz przełącznik wyboru prostowania, umieszczono także przełącznik wyboru mocy – 50W/100W. Wzmacniacz posiada szeregową pętlę efektów, wyjście direct (XLR) – o poziomie liniowym z symulacją głośnika gitarowego oraz wyjścia głośnikowe 4, 8, 16 ohm. Co ważne wyjścia 8, 16 ohm są zdublowane (w połączeniu równoległym), co pozwala na podłączenie dodatkowych głośników bezpośrednio do wzmacniacza.

Zastosowano przełącznik wyboru prostowania napięcia zasilającego między prostownikiem lampowym (2 lampy 5C3S) a diodowym (krzemowym). Prostowanie lampowe umożliwia uzyskanie bardziej kompresującego i bardziej „siadającego” brzmienia, natomiast prostowanie diodowe (krzemowe) daje większy headroom i dynamikę. Efekty te słychać szczególnie podczas głośnej gry, kiedy zasilacz pracuje bardziej obciążających go warunkach. Obydwa kanały posiadają podbicie wysokich częstotliwości „bright”. W kanale przesterowanym działa on w ten sposób, że ustawienie małego gainu i włączenie przełącznika „bright” powoduje także niewielką zmianę charakteru przesteru – brzmienie zbliżone jest do konstrukcji typowo Vintage.

ImageW regulacji barwy zastosowano przełącznik „Mid Switch”, który powoduje zmianę charakteru działania układu regulacji barwy. Różne nastawy tego przełącznika skutkują przesunięciem częstotliwości Middle filtra układu regulacji barwy jak i zmianą zawartości tonów niskich. W obu położeniach przełącznika „Mid Switch” uzyskuje się dzięki temu zupełnie inne brzmienie wzmacniacza oraz różne działanie układu EQ.

ImageW jednym położeniu brzmienie cechuje się zawartością większej ilości basu i bardziej przypomina klasyczne, znane z lampowych wzmacniaczy high gain. W przeciwnym położeniu brzmienie przypomina nieco bardziej brzmienie uzyskiwane ze Stomp Boxów.
Najbardziej radykalna zmiana brzmienia możne być uzyskana zwłaszcza przy mniejszych ustawieniach potencjometru „Middle”. Na kanale przesterowanym możliwe jest zatem uzyskanie jeszcze szerszej gamy brzmień: od ciężkich death metalowych przez thrash metalowe do typowo rockowych.

Kanał czysty zaprojektowano tak, że stosunkowo łatwo brzmienie się nasyca. W maksymalnym położeniu potencjometru czułości tego kanału, można uzyskać crunch zbliżony do kanału przesterowanego – w przypadku minimalnego ustawienia potencjometru gain, ale zupełnie inaczej brzmiący. Przełączanie kanałów nie działa tylko na zasadzie: czysta / przester, ale oprócz tego jeszcze : crunch / lead lub crunch A / crunch B.

Osoby nie korzystające z kanału czystego mogą wykorzystać go, po uprzednim jego ściszeniu, do wyciszania sygnału podczas przerwy w graniu, bez konieczności ściszania gitary.

Do tego wzmacniacza polecamy stosowanie kolumny model 412 na głośnikach Celestion Vintage 30.

Tylni panel wzmacniacza:

 

Image

Charakterystyka wzmacniacza:
Image
•    moc: 100/50W (przełączana),
•    stosowane lampy: 4 x 6L6, 4 x 12AX7, 2 x 5C3S,
•    dwa kanały – czysty i przesterowany,
•    wejścia high i low,
•    regulatory volume – kanał czysty, gain
i volume – kanał przesterowany,
•    dwa osobno ustawianie, przełączane footswitchem regulatory Master Volume,
•    wspólna regulacja barwy dla obu kanałów
z przełącznikiem Mid Switch,
•    gniazdo footswitch: przełączanie kanałów i Master Volume,
•    przełączanie zrealizowane na przekaźnikach,
•    oddzielne przełączniki bright dla obu kanałów,
•    szeregowa pętla efektów,
•    wyjście Direct Out o poziomie liniowym i symulacją głośnika,
•    wyjście głośnikowe 1 x 4 ohm, 2 x 8 ohm, 2 x 16 ohm,
•    wymiary: 700 x 275 x 255.

Dodatki:

Footswitch LABOGA posiada dwa wyłączniki oraz dwie diody LED koloru niebieskiego oraz gniazdo do podłączenia przewodu łączącego ze wzmacniaczem. (channel/reverb, channel/master2)

Opcje dodatkowe – za dopłatą:

Pokrowiec nakładany na głowę Mr.Hector wykonany jest ze specjalnego materiału „Kodura 600D” na piance 10mm, przód pokrowca zostal dodatkowo usztywniony Naturflexem 10mm.

Laboga Way Of Sound – kable gitarowe najwyższej jakości

Laboga, ul. Partyzantów 35/2, 51-675 Wrocław; info@laboga.pl; tel. 0713484431; www.laboga.pl

Internet – nowa religia czy masowa zaraza?

Internet – nowa religia czy masowa zaraza?

Czasami myślę, że internet zawojował świat niczym chrześcijaństwo dwa tysiące lat temu. Zjawisko to ma miliony wyznawców, którzy nałogowo wręcz przeszukują gigabajty bzdur, aby dać zarobić tym, którzy wiedzą, czym tak naprawdę jest internet. Nasuwa mi się na myśl analogia ze sługami bożymi, lecz choć każdy wie, że kościół jest doskonałą maszynką do robienia pieniędzy, wydaje się, że nikt jeszcze nie odkrył tej prawidłowości względem internetu, który jak narkotyk uzależnia od siebie i pozbawia ogromnej ilości szarych komórek, o mamonie już nie wspominając…
Nie, nie napiszę tutaj nic odkrywczego. Ot, spostrzegłem kilka rzeczy, które wydają mi się bardzo bezsensowne, albo…

Każdy z nas zauważył, jak podziemie zachłysnęło się internetem z miejsca adaptując go jako wręcz najlepszy środek przekazu. Często zaśmiecając jeszcze bardziej to wysypisko. Tak, uważam internet za wysypisko wszelakich odpadów, pierdnięć małoletnich umysłów i naciąganych interesów. Każdy zapewne zauważył, że w całym tym bajzlu może 5%, może 10% to rzeczy godne uwagi. Reszta to śmieci, którymi zresztą zapchana jest nie tylko sieć, ale wszystko dookoła, począwszy od reklam, na stronach z gołymi pizdami i audiotele skończywszy.

Często siedząc w kafejce zastanawiam się, po jaką cholerę wymyślono takie debilstwo jak chat. Czy po to, aby fani Big Brother czytali jak to „Grzegorz na czacie unikał odpowiedzi na pytania dotyczące uczuć do Karoliny, a nawet stwierdził, że najbliższą mu kobietą była Manuela” (Angorka z 13 maja 2001 r.)? O matko… Przecież nikt tam nie jest sobą, a gdy widzę siedmiolatka wypisującego, że jest 25-letnią sexbombą, to boki bolą mnie od śmiechu. Nie widzę najmniejszego sensu, ani w udawaniu kogoś innego, ani tym bardziej w udzielaniu odpowiedzi na głupie pytania od głupich ludzi przez sztucznie lansowane, nic nie warte gwiazdki typu ludzi z domu Wielkiego Brata. I jakoś nie chce mi się wierzyć, że ten kto wpadł na pomysł chat`u, miał taki szczytny cel, żeby umożliwić ludziom bezpośrednią dyskusję nad „jakże ważnymi i mądrymi tematami”. Owszem, nie negowałbym tego typu rozwiązania, gdyby ludzie umieli je wykorzystać, ale skoro zaczęły się w to bawić dzieci udające dorosłych… Tak samo zresztą nie widzę sensu w płaceniu kilku złociszy, aby w kafejce zagrać sobie w Milionerów, co też zresztą można zrobić przez internet.

Oczywiście zgodzę się, że każdy ma inny system wartości i gdy dla mnie strony z mangą są po prostu śmieciem, dla innych strony z metalem mogą być tym samym. I czasem tak jest…

ImageNiestety, ale duża część stron opisujących zespoły metalowe, nie tylko z polskiego podziemia, przedstawia najwyżej taki sobie poziom. Często prócz biografii, paru zdjęć, logo i kilku słów o demówce nie ma nic na takiej stroniczce szumnie nazywanej official homepage. Często myślę sobie, po jaką cholerę błaźnić się taką stroną, kiedy zamiast przyciągać, odpycha ona potencjalnych zainteresowanych od danej kapeli. Na palcach można zliczyć naprawdę dobrze zrealizowane strony takich kapel jak np. BEHEMOTH czy MARILYN MANSON, gdzie znaleźć można masę wiadomości, zdjęć, plików mp3, teledysków czy też chociażby tekstów, wywiadów, wieści i innych takich. Takie strony świadczą o tym, że komuś jednak zależało, aby zrobić wrażenie, a tym samym w jakiś sposób przyciągnąć ludzi do danego zespołu. I chociaż najczęściej, w przypadku zespołów formatu MARILYN MANSON ma to podłoże finansowe czyli komercyjne, mi to nie przeszkadza. Wali mnie to. Przynajmniej można na czymś oko zawiesić. Promocja wielu kapel w sieci jest dumna, lecz mało warta. Ktoś powie: „właściwie u nas to wszystko jeszcze raczkuje, więc bądźmy cierpliwi i nie zestawiajmy od razu stron kapel podziemnych z witrynami takiego MANSONa”. Owszem, może i przesadziłem z tym MANSONem, ale porównajcie stronę ASGAARD, na której oprócz tekstów, zdjęć, biografii, news’ów, linków, opisów płyt (dwóch), recenzji, wywiadów, mp3 i ciekawej oprawy graficznej można znaleźć nawet wyjaśnienie znaczenia i pochodzenia nazwy zespołu; lub stronę LUX OCCULTA i VIA MISTICA ze stronami np. INSOMNII czy DREAM, które – co tu ukrywać – od strony wizualnej są niezbyt przyciągające, a i nie tak rozbudowane. I trzeba tu powiedzieć, że zarówno ASGAARD jak i DREAM mają po trzy materiały na swoim koncie (w tym momencie nieważne jak się je zwie: demo czy płytą).

Jak na razie wszyscy zachłysnęli się internetem i starają się, tak mi się wydaje, naprodukować jak najwięcej bezsensownych stroniczek, aby tylko pokazać, że oni też potrafią, że są cool. Pierdzę na to cool, skoro wchodząc na taką stronę nie wynoszę z niej nic więcej od tego, co już wiem z papierowej biografii. Czy to jest śmieszne? Jeszcze przed chwilą myślałem, że tak, ale teraz, gdy to piszę, myślę, że jest to co najmniej powód do zastanowienia się dla niektórych webmasterów. Albo powód do płaczu…

Wiele też słyszałem narzekań na polskie ziny internetowe. Większość zarzutów dotyczyła albo napuszonego tonu wylewającego się ze stron tych webzinów, albo dyletanctwa i nieznajomości podstawowych rzeczy związanych z metalem, podziemiem, robieniem zina przez młodzików i tym większym ich oburzeniem na krytykę (w skrajnych przypadkach kończących się na zbluzganiu krytykującej – tak się składa, że powszechnie uznanej w podziemiu – osoby). Są też tacy, którzy twierdzą, że ziny internetowe wypaczają pojęcie zina jako gazetki promującej takie młode zespoły, „które nie nagrywają co roku płyty i nie stać ich na pakiety promocyjne dla firm (…)”. Tymczasem te „ziny zamieszczają wywiady z DARK FUNERAL, VITAL REMAINS, SATYRICON, VADER. Te zespoły można znaleźć w co drugim oficjalnym periodyku, więc owe ziny internetowe powinny całkowicie zająć się rynkiem oficjalnym, a nie rżnąć głupa w podziemiu, co to oni nie potrafią.
Tak, takie dochodzą mnie słuchy, więc raczej nie żałuję, że do tej pory nie odwiedziłem żadnego z tych inter-zinów, choć zapewne kilka z nich nie pasuje pod żadnym względem do owych zarzutów. Dlatego też bez nazw, aby nie wywyższać, ani nie poniżać tych, którzy na to nie zasługują, tym bardziej, że takie dochodzą mnie tylko słuchy i sam tego nie sprawdziłem i nie sprawdzę. Wolę papierowe ziny i muszę się przyznać, że nawet te periodyki, które egzystują w obydwóch tych formach, znam tylko z tej makulaturowej wersji. Ale nie sądzę, aby taka „Magivanga” czy „Horna” zasłużyły sobie kiedykolwiek na bluzgi. Są zbyt dobre w tym, co robią, a i ludzie je tworzący pod kopułką mają poustawiane. Zresztą ja nie słyszałem żadnego złego słowa na ich temat. Ale co sądzić o innych, skoro znajomi podsyłają mi wycinki z różnych zinów, które mówią same za siebie. Oto fragment jednego z takich e-maili. „Poczytaj sobie Paweł te internetowe ziny, to już w ogóle koszmar. Napisz w księdze gości, że to syf, a kolesie cię zrugają, że jak się nie podoba, to zamknij mordę i wypierdalaj, albo sam coś zrób hehe… Polecam Wyrocznię, syf jakich mało, a goście mają o sobie takie pojecie, ze gacie opadają (http;//www.wyrocznia-zine.prv.pl)”.

Skoro wymieniam wady internetu, powinienem też wymienić jego zalety. Tak, niezaprzeczalnie internet ma swoje zalety. Błogosławieństwem jest dla mnie poczta elektroniczna. Obecnie w większości z niej korzystam. Właśnie to uważam za największą zaletę internetu. Dla mnie najważniejsze jest to, że jest ona tańsza od tradycyjnej. W przeciągu pół godziny mogę wysłać w kafejce wszystkie przygotowane w domu e-maile i napisać jeszcze kilka słów do kogoś na miejscu. Drugą zaletą związaną z e-mail jest szybkość internetu (choć nie zawsze, raz wszedłem na internet u kumpla w domu przez zwykłą sieć telefoniczną, w ciągu pół godziny otworzyliśmy tylko jedną marną stronkę…) – w „gardłowych” sprawach jest ona nieoceniona. Trzecią istotną rzeczą jest także łatwość dostępu i jeśli ma się tylko odpowiednie adresy, to grzebanie po internecie może okazać się nader owocne. Co prawda czasem można znieść jajko, gdy wchodzi się na jakąś zagraniczną stronę (np. do tej pory nie udało mi się wejść na stronę zespołu DEVILEECH z Portugalii).

No i na koniec wymienię jednak dostęp do różnych materiałów. Faktem jest, że chodząc po stronach internetowych najczęściej mam tylko korzyści w postaci paru jpg`ów akurat potrzebnych mi do zina. Przyznam więc, że mam teraz o wiele mniej rzeczy do skanowania. Jednak te zalety nie zmienią mojego zdania o internecie jako całości. Jest to śmietnik, w którym jednak, gdy się wie, czego szukać, można znaleźć coś konkretnego.

No cóż, użytkownikiem sieci jestem od niedawna, a już mam o niej tak złe zdanie. Ale czy staż ma tu jakiekolwiek znaczenie???

[Paweł]

Czymże jest ów pentagram?

Image Czymże jest ów pentagram?

Rozprawka owa może nie powinna być pisana przeze mnie, ponieważ w sprawach magii, czy samego zainteresowanego – pentagram u jestem co najwyżej pół-laikiem, ignorantem pół-totalnym, stykającym się z ową gwiazdką z racji bycia metalowcem, ale zadam to pytanie, bo czymże jest ów pentagram?
Pentagram, znany też jako pentagram kabalistyczny lub pięcioramienna gwiazda jest znakiem mistycznym, pochodzącym ze starożytności. Już dla pitagorejczyków był znakiem zdrowia i siły. Druidowie widzieli w pentagramie kabalistycznym symbol broniący przed dostępem złych duchów. Od najdawniejszych czasów w pięcioramienną gwiazdę wpisuje się wizerunek człowieka. W dolnych ramionach znajdują się nogi, w bocznych rozpostarte ramiona, w wierzchołku – głowa. Taki symbol miał być używany w trakcie wielkich ceremonii w celu zapewnienia magowi ochrony podczas wywoływania sił tajemnych. Szkoły gnozy uważają pentagram za „płomienną gwiazdę” i symbol wszechmocy. Masoni umieszczają w środku pentagramu literę „G”, mającą sygnalizować pojęcia gnosis i generatio – święte słowa Kabały. Wreszcie jest pentagram nazywany „wielkim architektem”, bo niezależnie, od której strony się nań spojrzy, zawsze można zobaczyć literę „A** – alfa, czyli początek. Z geometrycznego punktu widzenia pentagram jest pięciokątem, na którego bokach zbudowano trójkąty równoramienne, przy czym na każdym odcinku leżą cztery punkty przecięcia.
Może geometryczny punkt widzenia zostawmy w spokoju, wszak nie o to nam chodzi… A wiec jaka jest mistyka owego znaku, kto i po co go stworzył, jako co jest odbierany przez współczesnych, co ja o nim wiem, co sądzi o nim zupełny laik, co kler… Te i inne pytania można mnożyć, a i tak nic z tego nie wyniknie.
Image Jak już zostało wspomniane wcześniej, pentagram stworzyli ludzie starożytni. Już w czasach neolitu, czyli epoki kamiennej był on wykorzystywany, na jego planie budowano wiele kompleksów megalitycznych nie tylko w Europie, wreszcie umieszczano go na stropach neolitycznych grobów korytarzowych…
Na pomocny zachód od Klagenfurtu jest miejscowość Maria Saal – a półtora kilometra od niej na północ „tron księżycowy”. Tron ów, zabytek kultu, stoi w geometrycznym i środku pentagramu. Dokładnie 13 km na północ, na i południowym zboczu Kraigerbergu, są ruiny zamku Hochkraig. To północny punkt pentagramu. W pobliżu ruin można jeszcze odnaleźć ślady budowli megalitycznej. Stąd pierwsza linia biegnie na południowy wschód – do góry Schrottkogel. Także tu są pozostałości jakiegoś muru oraz megality bez wątpienia wykazujące ślady obróbki i wykorzystywane przez późniejsze pokolenia jako kamienie graniczne. Ze Schrottkogel linia biegnie przez Klagenfurt na szczyt Lippe Kegel. Tu znowu można znaleźć rudymenty prehistorycznego kompleksu. Teraz linia kieruje się 23,5 km na wschód, do Krobathenbergu, na którym – jak inaczej! – leżą prehistoryczne megality. Kolejna linia biegnie z Krobathenbergu na południowy zachód – do walącego się kościoła św. Urszuli koło Truttendorfu. Ruiny kościoła znajdują się w centrum resztek dawnych obwałowań. I tu są prehistoryczne megality. Teraz od św. Urszuli na północ do Hochkraig – i pięcioramienna gwiazda gotów. Koło Truttendorfu są ruiny zamku panów von Truindorf. Jeszcze w XIV wieku rycerze von Truindorf mieli w herbie pentagram.
Takie w okolicy Karlsruhe znajduje się podobny pentagram, a od niepamiętnych czasów w herbie Knielmgen (dziś dzielnica Karlsruhe) widnieje nic innego jak nasza gwiazdka…
Jak i dlaczego prehistoryczni ludzie mieliby rozmieszczać swoje święte miejsca akurat na liniach długości setek kilometrów, biegnących przez góry i lasy, bagna i jeziora? Co znaczą te ogromne pięcioramienne gwiazdy wpisane w teren? Jeżeli strategiczne punkty pentagramu były kiedyś rozjaśniane pochodniami, to olbrzymie gwiazdy przynajmniej świeciły prosto w niebo. Może działo się tak w określone święte dni -zapewne gnostycy nie bez powodu tytułują pentagram „Płomienną gwiazdą”.
Obiekt naszych rozważań jest także talizmanem. Talizmany przyjmują różne formy, najczęściej są to medaliony, odpowiednio obrobione tabliczki czy pierścienie. Talizman jest swoistym zbiornikiem woli maga. Często mag za pomocą znaków wyrytych na talizmanie wyraża symbolicznie treść swoich wierzeń. Taki talizman nazywa się pentaklem, wśród których najbardziej znanymi są gwiazda Salomona i pentagram. Gwiazda Salomona wyobraża dwa jednakowe trójkąty związane w sześciokąt; wyraża ona porządek świata i podobieństwo pomiędzy wyższym i niższym światem. Jest to gwiazda mądrości i poznania wszelkich tajemnic.
Pentagram zaś wyobraża (w tym przypadku) stosunek między człowiekiem a światem astralnym.
A my? Co my rozumiemy pod słowem pentagram? Kler ogólnie uważa go za symbol zła i Szatana. Dlaczego? Może dlatego, że domorośli sataniści użyczyli sobie symbol z Kabały, tylko że trochę im nie pasował, więc po prostu odwrócili go myśląc, że skoro jest on symbolem broniącym przed złymi duchami, a więc symbolem dobra, spowodują efekt odwrotny (?)… Potocznie jest on najbardziej znanym satanistycznym symbolem. Gwiazda umieszczona w środku koła podobno ma oznaczać ludzkość. Górna część symbolizuje świat ludzki, sięgający aż ku niebu, dolny punkt natomiast to siła ludzka, dominująca nad resztą świata.
Image To coś takiego jak sprawa z tym nieszczęsnym krzyżem. Krzyż południowy – odwrócony ma być bluźnierczym odrzuceniem krzyża Chrystusa, 8 wręcz wyszydzeniem go. Odwrócili biednego Jezuska myśląc, że w ten sposób sprowadzą na siebie błogosławione zło… ha, ha, ha… Czyż Satanizm nie ma własnych symboli? Wszak jest tyle innych znaków, chociażby wszystkowidzące oko z łezką, krzyż Konfucjusza czy chociażby symbole bestii (666, FFF…). A może ci od odwracania krzyży na cmentarzach są wyznawcami Jezusa – wszak on umarł na krzyżu głową w dół (jak głosi legenda….).
Podobno stając w pentagramie w czasie obcowania ze złymi duchami, chroni on delikwenta przed ich złą mocą. A co będzie, gdy ktoś zapragnie, aby to zło przyszło do niego? Narysuje na podłodze pentagram, tyle, że odwrócony i stanie w nim w błogiej nadziei? A skąd nieszczęsne złe duchy będą wiedziały, że jest to odwrócony pentagram? Wszak wygląda on tak samo, jak ten kabalistyczny… Wiem, wiem… Ktoś krzyknie, żem dureń, że do tego są znaki tajemne, czy inne pierdoły, ale my tu mówimy o samej gwieździe, bez żadnych „zdobień”.
A więc czym ma być ów odwrócony pentagram? Symbolem walki z ludźmi neolitu (rany, przecież po nich kości ledwo pozostały!), Pitagorejczykami, druidami??? Kabałą?!?! Czym dla mnie jest pentagram?… Tylko symbolem. Symbolem mojego patrzenia na Świat. Jest też swego rodzaju amuletem. W końcu jest tylko wisiorkiem dla niewierzących weń, niewtajemniczonych. Jest…
Aaaa, hipokryta cholerny ze mnie. Sam noszę pentagram na szyi (i o zgrozo, ten z którego się nabijałem – odwrócony), a próbuję Wam mącić w głowach… Spadam…

[Paweł / Atmospheric #8]

Źródłosłów:
Erich von Daniken „Kosmiczne miasta w epoce kamiennej”
Max Adler „Księga wiedzy magicznej. Magia praktyczna”
„Współcześni czciciele Szatana” – artykuł z jakiejś tam gazety

Samounicestwienie (historia samobójstw)


„Samounicestwienie (historia samobójstw)”

Może się wydać z pozoru, że temat samounicestwienia nie ma wiele wspólnego z charakterem tego pisma, ale może nie do końca… Swego czasu mieliśmy do czynienia z falą samobójstw wśród młodzieży związanej z nurtem muzyki zwanym black metal. Jak udowadniali nam zawzięcie wybitni znawcy tematu, u podstaw tych tragicznych wybryków miała stać ponoć wiara w diabła itp. Mnie i jak sądzę każdemu w miarę możliwości logicznie myślącemu człowiekowi takie uzasadnienie targnięcia się na swoje życie wydało się równie uzasadnione jak samobójstwo z powodu hemoroidów partnerki, czyli niezbyt rozsądne. Jako dociekliwy osobnik postanowiłem więc, poznać problem od podstaw, korzystając z dostępnej literatury. Nie zamierzam tu jednak przedstawiać statystyk i nawiązywać bezpośrednio do „młodych wilków” wspominanych powyżej. Postanowiłem napisać o czymś, jak sądzę, mało znanym i wydaje mi się interesującym, mianowicie o problemie samobójstwa w odniesieniu do różnych kultur i epok. We wszystkich publikacjach podkreśla się, że wiedzę na ten temat możemy czerpać tylko z przypadkowych i nader skąpych wzmianek w literaturze, co też i ja z zapałem postaram się uczynić. Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby rozpocząć od ludzi pierwotnych i tzw. „kultur prymitywnych”.

Dla wielu kultur samobójstwo jest czymś obcym. Niejaki Dublin wymienia szereg szczepów pierwotnych, przede wszystkim w Ameryce Łacińskiej, gdzie samobójstwo jest po prostu niemożliwe; poza tym cytuje on Sir S. Greya, który badał tubylców australijskich: „za każdym razem, kiedy stawiałem pytanie na ten temat, wybuchali śmiechem, a pytanie moje brali za żart”. Również w Afryce samobójstwo jest przypuszczalnie mało rozpowszechnione, chociaż pojawiają się np. doniesienia o epidemii samobójstw, która w 1856 roku miała spośród południowo-afrykańskiego Szczepu Bantu zebrać 50 tyś. ofiar. W nowszych czasach sprawa wygląda już tak, że w Afryce samobójstwo nie jest zjawiskiem rzadkim, z motywami, które spotyka się także u Europejczyków czy Amerykanów: np. obawa przed hańbą czy zemsta na żyjących. A z kolei wspominany już Dublin donosi, że z kolei u Indian Mohave w Ameryce Północnej samobójstwo jest zasadniczo odrzucane, niemniej jednak często popełniane.

Przegląd czasów starożytnych rozpoczniemy od cywilizacji najlepiej poznanych czyli Grecji i Rzymu. Homer każe Achillesowi sławić „życie jako z dóbr najwyższe” i w jego świecie samobójstwo oczywiście należy do rzeczy niewyobrażalnych. Śmierć, którą Ajaks zadał sobie własną ręką, nie przemawia przeciwko takiemu pojmowaniu, nastąpiła bowiem w obłędzie. I starsi klasycy, Ajschylos i Sofokles, zachowali tę postawę, która wydała im się oczywista. Ale istniał też prąd przeciwny: poeta elegii, Teognis z Megary, zaleca wyraźnie popełnienie samobójstwa w określonych sytuacjach życiowych. Fakt ten być może nie pozostał bez oddźwięku, inaczej nie dałoby się wytłumaczyć, dlaczego wielcy filozofowie: Pitagoras, Platon i Arystoteles zwrócili się przeciwko temu czynowi. Jakub Burckhardt w swoim dziele „Grecka historia kultury” wspomina o „wielkiej częstości samobójstw”, może odnosić się to jednak tylko do czasów późniejszych. Jak bardzo się one wówczas rozprzestrzeniły niech świadczy historia wygnania kyrenejskiego filozofa Hegesiasa przez Ptolemeusza. Otwarcie zalecał on w Aleksandrii samobójstwo i znalazł ponoć licznych zwolenników.
W czasach Republiki Rzymskiej samobójstwo było zjawiskiem rzadkim i jeśli się zdarzyło, było wydarzeniem niesłychanym, do pomyślenia tylko w sytuacji krańcowej. Przykładem jest samobójstwo Katona Młodszego po przegranej bitwie pod Uticą, która przypieczętowała ostateczny tryumf Cezara. „Cato Uticensis”, jak nazywali go potomni, nie chciał przeżyć hańby państwa. Również jego córka, Porcja, wybrała śmierć. Wraz z ulegającymi rozkładowi obyczajami za czasów Cesarstwa szerzyło się także samobójstwo, tak że Hirzel może mówić wprost o „czasie żądnym samobójstw”.
Z ciekawszych przykładów wspomnę jeszcze Germanów, którzy często popełniali samobójstwo po przegranych bitwach, jak stwierdza Tacyt, a Prokop wskazuje na zwyczaj Herulów bardzo podobny do indyjskiego Suttee. Plutarch mówi o masowym samobójstwie Kimbrów po ich wielkiej klęsce. Nie ma natomiast doniesień o samounicestwianiu wśród Galów. Natomiast u Germanów dalekiej północy istniało samobójstwo, za pomocą którego chciano uniknąć nędzy i bezradności starości.

Teraz pora na kilka przykładów z Azji. W Indiach szeroko rozpowszechniła się aż do czasów najnowszych praktyka Suttee. Polegała ona na samopaleniu wdowy wraz z zwłokami męża. Ale w tym wypadku chodzi nie tyle o samobójstwo, co o samoofiarę, mającą na celu oczyszczenie z win obojga. Wpływ na zjawisko suttee mają też na pewno przyczyny socjologiczne, bo kto w społeczeństwie takim jak indyjskie zaopiekowałby się wdową? Dwie przeciwstawne zasady odbijają się na nastawieniu indyjskim: z jednej strony wrogość wobec ciała wywodząca się bodaj z braminizmu, z drugiej strony postawa, którą Schweitzer określił jako szacunek dla życia i z którą nie do pogodzenia jest wszelkie zabijanie, w tym również siebie. Również buddystom nie wolno przez własne działanie skracać sobie drogi do nirwany. Samopalenia mnichów, zdarzające się np. w Wietnamie, nie przeczą tym zapatrywaniom, bo i tutaj nie chodzi o samobójstwo, a raczej o samoofiarę, w tym przypadku z zamiarem wpłynięcia na politykę. W Chinach wprawdzie kodeks karny dynastii Ch’ing również zawierał przepisy ograniczające, zezwalał jednak na samouśmiercanie, jeśli następowało ono „z gniewu, wstydu lub wzburzenia”. P. M. Yap, któremu zawdzięczamy te wskazówki, twierdzi, że samobójstwo w dawnych Chinach popełniano rzadko. W każdym razie nie znajduje się tam analogii do japońskiego harakiri, czyli chyba najgłośniejszej formy samounicestwienia. Jest ono na tyle znane, że chyba nie należy specjalnie się w tym miejscu rozwodzić. Podobnie jak indyjskie suttee, harakiri jest przypadkiem szczególnym. Podobnie jak i tam, przymus zwyczaju był tak duży, że trudno mówić o decyzji własnej woli, która jest istotą samobójstwa.

Na koniec zostawiłem omówienie judaizmu i siłą rzeczy chrześcijaństwa. Przy okazji powinno też paść kilka słów na temat Islamu, którego dzieje przez kilka stuleci łączą się z dziejami chrześcijaństwa za sprawą rzecz jasna wzajemnego wycinania swoich wyznawców.
W islamie śmierć z własnej ręki uchodzi za zbrodnię gorszą niż zabicie drugiego człowieka. Czwarta sura Koranu wyraźnie tego zabrania. Jak wiadomo, wiara mahometan jest rygorystycznie deterministyczna; Allah z góry określa długość życia. Narzuca się tu kontrpytanie, czy również samobójstwo nie mogło leżeć w woli Allaha. Zalecenie Koranu wydaje się mieć na celu uniknięcie wszelkiego osłabienia narodu.
Dla etyki żydowskiej samobójstwo było zasadniczo niemożliwe i faktycznie zdarzało się rzadko. „Stary Testament” zna tylko cztery przypadki samouśmiercenia, z których co najwyżej jeden, czyli śmierć Samsona, był samoofiarą. Jesephus natomiast opisuje samoofiarę najwyższą, mianowicie Zelotów za Eleazara ben Jair, kiedy to Rzymianie zdobyli Mesadę. Ojcowie uśmiercili wówczas własne rodziny, następnie wyznaczono dziesięciu mężczyzn do zabicia pozostałych. W ten sposób zmarło 960 ludzi.
Jeżeli chodzi o chrześcijaństwo, skąpe źródła z okresu schyłku starożytności i nastania średniowiecza nie pozwalają na wyciągnięcie wniosków na temat występowania i znaczenia samobójstwa w tym czasie. Jedynie na podstawie niektórych gwałtownych wystąpień Kościoła można sądzić, że chodziło o rzeczywiste niebezpieczeństwo. Augustyn, który szczególnie wyraźnie reprezentuje bezkompromisowość w odrzucaniu wszelkiego samounicestwiania, donosi o masowym samobójstwie Circumcellionów, ruchu schizmatycznego wywodzącego się z Donatystów, którego był żarliwym przeciwnikiem. I przypuszczalnie walką z manicheizmem, którego „katarscy” następcy aż do okrutnej zagłady w XIII wieku zakorzenili się na dużych obszarach chrześcijańskiej Europy, tłumaczy się bezwzględność jego i Kościoła. Oni bynajmniej nie odrzucali samobójstwa, pod postacią endura, powolnego obumierania, które uznane było za jedną z możliwości doskonalenia. Tragiczny koniec Katarów poprzedziło masowe samobójstwo w Minerve w 1244 r. Wzmianki dotyczące epidemii samobójstw w klasztorach, których przyczyną miała być acedia, przesyt życia, pozwalają wnioskować, że nawet najsurowsze zakazy kościelne nie mogły wykorzenić śmierci z własnej ręki.

W tym miejscu zakończę te krótkie dociekania. W czasach późniejszych, począwszy dajmy na to od rewolucji francuskiej problem samobójstw doczekał się już dokładniejszej analizy, dokumentacji wspartej w czasach współczesnych licznymi opracowaniami i statystykami. Pozostawiam jednak już własnej inicjatywie czytelników to, czy warto dalej zagłębiać się w ten temat. Jedynym celem, jaki przyświecał mi w pracy nad tym artykułem, było zwrócenie uwagi na zjawisko na tyle istotne i warte poznania, na ile zależy nam żeby nasz brat, przyjaciółka, siostra, kumpel czy syn nie przestrzelili sobie głowy „w imię Szatana” czy też nie postanowili rozstać się ze światem z innych równie „romantycznych” powodów.

Przy tworzeniu powyższego tekstu posłużyłem się wydawnictwami medycznymi z zakresu psychologii lekarskiej, psychiatrii, a także z kilku innych dziedzin. Mam nadzieję, że nikt z czytelników nie posądzi mnie jednak o kompetencję w tym tak bardzo rozległym temacie, równocześnie oczekuję opinii osób posiadających większą bądź bardziej aktualną wiedzę.

[Ukasz / Atmospheric #12]