Kategoria: Artykuły muzyczne (o zespołach, płytach)

COCHISE ujawnił tytuł nowej płyty!

Białostocki zespół COCHISE ujawnił tytuł swojej nowej płyty – „Swans And Lions”. Nowy album zawierać będzie 12 utworów, a jego premiera zaplanowana jest na jesień.

SALTUS z nową EPką

Przedstawiamy wam nowe EP polskich rodzimowierców, którzy nie bawią się w ckliwe słowiańskie melodyjki – SALTUS podbija, gwałci i plugawi bez litości. Tym razem uczynił to przy pomocy „Opowieści z Przeszłości”. Premiera wydawnictwa przewidziana jest na początek maja 2017.

MASACHIST z nowym albumem „The Sect (Death REALigion)”

Zespół, który składem przebija na wylot większą połowę death metalowej sceny na świecie, powraca z trzecim studyjnym album pt. „The Sect (Death REALigion)”! O nowej płycie MASACHIST na pewno trzeba powiedzieć jedną rzecz… więcej masy, więcej mocy, więcej wpie*dolu!

VOYNICH MANUSCRIPT – tajemniczy manuskrypt

Tym razem jeszcze dokładniej o VOYNICH MANUSCRIPT, bo zdecydowanie warto przyjrzeć się temu progresywnemu projektowi! VOYNICH MANUSCRIPT to side projekt lidera KILLSORROW – Michała Sokoła.

TRIAGONAL z drugą płytą „Dichotomy of Body”

Zgodnie z obietnicą, w ramach drugiej części przygód z łódzkim zespołem TRIAGONAL (biografię przeczytacie TU), chcielibyśmy zachęcić was do zapoznania się z drugą pełnowymiarową płytą zespołu pt. „Dichotomy of Body”.

Premiera nowego albumu ROTENGEIST

O ROTENGEIST napisano na łamach Atmospherica już bardzo wiele (poniżej artykułu znajdziecie wszystkie linki do materiałów o zespole), możecie wyobrazić sobie, że towarzyszymy zespołowi od samego początku ich historii, czyli od 2007 roku (czasy pierwszego „Promo 2007”), gdy Katarzynę, założycielkę pisma, ujęło to bezkompromisowe, świeże podejście do thrash metalu.

Nowe EP „Księga Samotnika” od SICKROOM

Dziś prezentujemy wam zespół, który w pierwszej kolejności oczarował nas pozamuzycznie, a następnie już całkowicie zgodnie z muzyczną etykietą. SICKROOM, bo o nim mowa, jest kapelą generalnie grającą heavy metal i nie lubiącą kategoryzacji oraz zamykania się na dany gatunek.To co wyróżnia ich najświeższe, wydane w styczniu 2017 roku EP pt. „Księga Samotnika” to magia ukryta w polskich tekstach

DEMON VOMIT: Wybierając groteskę: „Brutal Blasphemy”

demon.vomit_logo

Mrok przyjacielem człowieka / Upadły wilk: CHRIST AGONY „Condemnation” / BURZUM „Fallen”

Trudno pisać o muzyce, o dźwiękach, będących znakami samymi w sobie, symbolami ciężaru gatunkowego kamieniołomu. Na kowadło, pod młot pójdą dwa albumy: „Condemnation” (2008, 2011 – reedycja) CHRIST AGONY i „Fallen” (2011) BURZUM. Spotkanie norwesko-polskie, jak sądzę, nie jest przypadkowe. Cezar dedykował płytę (niekoniecznie nagrobkową) „Potępienie” pamięci swojej zmarłej matki Elżbiety (1945-2007). O Varga Vikernesa przypadkach powstało już wiele tomów, niektóre z nich zawierają tony bzdur, podziemny twór o rodowodzie ciemnej strony mocy, BURZUM – Dunkelheit, cieszy się niesłabnącą popularnością legendy o chwalebnym zmartwychwstaniu pańskim. Nie o mitologię zaś chodzi, a o metalurgię.

christ.agony_condamnation

Tytuł albumu „Condemnation”, dywizji Cezara, grupy CHRIST AGONY, znaczy tyle, co „potępienie, skazanie, ostra krytyka”. Pierwszy numer na płycie, z otwieraczem „Prologo Mena” w wykonaniu gościa z formacji LUX OCCULTA, nazywa się „Devil’s Invocation” i nie wiadomo, czy dla jaj trwa 6 minut i 6 sekund. To swoiste miażdżące ciasteczko jest rzeczywistym, bezpośrednim zwrotem do wyższej instancji z prośbą o pomoc w tworzeniu dzieła, o natchnienie. Potem może być już tylko ogniście, tak dopływamy do numeru 3, jednego z najmocniejszych, najbardziej monumentalnych fragmentów, zatytułowanego „Condemnation part I”, w którym słyszymy w końcówce pompatyczne, bombastyczne zawodzenie Reyasha, znanego choćby ze współpracy z zespołem VADER. Ów basista wyje niczym poraniony wilk: „Swim and use your powers, swim and swear, You shall reach the pain… you shall feel… you shall live…”. Znaczy to: „Płyń i użyj swych sił, płyń i przysięgaj. Masz osiągnąć ból, powinieneś poczuć, powinieneś żyć…” Czy to autodestrukcja? Autokreacja podmiotu? Samopotępienie Cezara? Samokrytyka była wszak modna, ale w latach 50-tych XX wieku, ta konfesja zaś przypomina lirykę żałobną, pogrzebową, funeralną, epitafia, epicedia, elegie i treny. W kawałku 5, tuż po „Kuszeniu Zagubionego, Straconego”, Cezar melodeklamuje, melorecytuje swe sekretne światy, tajemnice, „słowa niczym łzy” („March Manifesto”), a wszystko to w rytm apokaliptycznie sfuzzowanej gitary, potępieńczego basu de profundis, i ogłuszających blastów Icanraza. Czym bowiem jest pływanie w chrześcijańskiej gnojówce? Czy satanizm nie jest odbiciem w lustrze głupoty Ojca Dyrektora? Odpowiedź daje numer 7, niczym zaślepiony osioł: „nie ma gwiazd, nie ma prawdy, nie ma wolności…” Poczucie beznadziei… („Condemnation part II”). Wyznaniem, wyzwaniem niech będzie też utwór 9, najbardziej epicki „The Levitha Suite”: „To jest manifest grzechu – manifest kłamstw i prawd wszelkiego rodzaju…” Symptomatyczny ma tytuł ostatni kawałek: „Purgatory Beast” (Oczyszczająca Bestia), w którym słyszymy przedzierający się przez przestrzeń piekielnych dźwięków głos Cezara: „Nothingness fills” („Nicość napełnia”), jakoby zaproszenie: „Napij się ze mną Pustki…” Czy zatem dzieło CHRIST AGONY jest deklaracją wiary w Szatana, czy może raczej wyznaniem sceptycyzmu, płynącego ze źródła utraty kogoś bliskiego? Czy tym kimś była matka Cezara? Zostawmy ten wątek psychoanalitykom. Dość na tym, że album „Condemnation” uważam za jedno z najciekawszych dokonań polskiego black metalu.

burzum_fallen

Varg Vikernes (i jego projekt BURZUM), po płycie „Belus” (2010) nagranej po opuszczeniu więzienia przez wyżej wymienionego delikwenta, osławionego dzięki zasztyletowaniu kolegi po fachu i podpalaniu kościołów (syndrom „chłopca z zapałkami” może być fikcją, wskazują na to autorzy książki „Władcy Chaosu. Krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia”, Michael Moyniham i Didrik Soderlind), nie milczał zbyt długo, nie kazał na siebie czekać wyznawcom Mrocznego Narcyzmu. Album „Fallen” („Upadły”) nagrany został w listopadzie 2010 roku, w tym samym studiu Grieghallen, pod okiem tego samego producenta, Pyttena, co pamiętny „De Mysteriis Dom Sathanas” (1993) grupy MAYHEM, do którego Vikernes nagrał linię basu. Gitarzysta zespołu MAYHEM, Euronymous, skończył dzięki Vargowi („varg” w języku staronordyckim znaczy „wilk ognia, podpalacz”) z nożem w głowie właśnie w roku 1993. „Fallen” ukazał się na początku roku 2011, owiany dreszczem niepewności, czy mit demona sprosta muzycznemu przesłaniu doskonałych płyt: „Det som en Gang var”, „Hvis Lyset tar Oss”, „Filosofem” i „Belus”. Odbiorców, tych z nawykiem do mroku, lasów, trupich czaszek, wilków i węży, szokuje już na pewno okładka, która prezentuje fragment obrazu „Douleur d’amour” (tłumaczenie angielskie: „Elegy”) z 1899 roku, francuskiego przedstawiciela akademizmu, malarza Williama – Adolphe Bouguereau (1825-1905). Tworzył on wielkie kompozycje figuralne o tematyce religijnej, mitologicznej i historycznej, specjalizował się w idealizowanych aktach kobiecych. Obraz wykorzystany na okładce albumu BURZUM przedstawia zasmuconą, nagą kobietę (prawdopodobnie Wenus), pochyloną, opartą, spoczywającą na płycie nagrobnej. Ten fragment ujął Vikernes. Całość dzieła przedstawia jednak coś więcej, u dołu obrazu widzimy siedzącego u stóp nagrobka cherubina (prawdopodobnie jest to Kupido), który ociera malutkimi dłońmi łzy. Malarstwo Francji mogła przybliżyć Vargowi obecna żona muzyka, która pochodzi z tego kraju. Toksyczne relacje Vikernesa z matką, która samotnie wychowywała syna w procesie narastającego narcyzmu, są podłożem z dziedziny psychoanalizy, ten wątek nie zajmuje nas tym razem zbyt szczegółowo. Interesuje mnie wydźwięk muzyki i tekstu. Bulgoczący głos z bagien, dochodzący z pierwszego utworu „Fra Verdenstreet” („Z drzewa świata” – wszystkie teksty z albumu „Fallen” w tłumaczeniu Anny Nowińskiej), dopada nas otwierając na przedziwną przestrzeń, która po minucie i trzech sekundach wprowadzi w charakterystyczny dla najlepszych lat BURZUM trans, pamiętny choćby z epickich, monumentalnych albumów „Hvis Lyset tar Oss” (1993) i „Filosofem” (1996). Sam twórca wyznacza pokrewieństwo „Fallen” z „Det som en Gang var” (1992), przyznaję, da się je wyczuć, szczególnie z utworami – kamieniami milowymi tamtego okresu: „Key to the Gate”, „Lost Wisdom”. Numer 2 z najnowszej płyty to „Jeg faller” („Upadam”), opowiadający o spadaniu liściem z konarów drzewa w kierunku korzeni, na ziemię, pod ziemię. Nowością na pewno jest zwykły, czysty głos Vikernesa w refrenie, zwiastującym ataraksję, stoicki spokój, pogodzenie z losem. Najlepszy, moim skromnym zdaniem, utwór na płycie, to numer 3, „Valen” („Upadły”) – rasowy, przysadzisty jak galop konia wagi ciężkiej, opowiadający o pragnieniu śmierci („Śmierć była tu pierwsza. Zapomnienie zawsze zwycięży. Mrok dał narodziny światłu.”). Następne dwa kawałki niosą posmak ekspiacji („Vanvidd” – „Szaleństwo” i „Enhver til stitt” – „To, na co zasługujesz”). „Vanvidd”: „Przerażona kreatura w cieniach, (…) Nienawidzona przez większość, lecz kochana przez najlepszych. (…) Jasne włosy, chytry uśmiech, Błękitne spojrzenie zza swego szala, skóra biała jak mleko, zęby białe jak kreda, Jej śmiech przeraża większość z nas.” Jakże nordycki wymiar ma ten tekst… „Enhver til stitt”: „Idę za swym koniem, prosto do lasu, Krwawię; mokry od własnej krwi. Upadam, lecz znów wstaję. (…) Światło się wzmaga. Bogini księżyca podchodzi do mnie. Nie jest mi już zimno. Jestem ogrzany przez księżycowy blask.” Samousprawiedliwienie zbrodni Wikinga, jedynej formy kontaktu z drugim człowiekiem, odwiecznym wrogiem, chrześcijańskim ojczymem, nieobecnym ojcem, podłym sukinsynem. Oto nad wyraz spokojna pokuta. Ludzie, którzy zamykają w klatkach dzikie zwierzęta, nic nie są w stanie pojąć. Stąd wkładka do płyty, obdarzona grafikami Ludwiga Pietscha i Lorenza Frolicha, które przedstawiają scenki rodzajowe z mitologii nordyckiej: wściekłego Odyna z toporem, z włócznią, kozła, oddającego mocz do świętego naczynia. Do tego pulsujący, wprowadzający w trans rytm i hipnotyczny, momentami rozdzierający głos Vikernesa, który przypomina o jego wilczym rodowodzie. Szósty kawałek nosi tytuł „Budstikken” („Wiadomość”) i takie oto niesie przesłanie: „Dobre duchy z głębi umysłu, Nigdy nie sięgnięte przez pustynnego boga, Ze starego źródła krainy naszych przodków, Ze starej studni szacunku. Morduj tchórzliwy tłum wroga. Głodny i śpiewający motłoch, Czarodziejki i ci, co łamią przysięgi. Niech ich krew użyźni naszą ziemię.” Nic dodać, nic ująć. Monoteistyczna zaraza judaizmu, chrześcijaństwa i islamu panoszy się na świecie od tysięcy lat, można z nią walczyć na drodze dyskursu filozoficznego, można też mieczem, toporem, bombą atomową. Reakcją obronną, skażonego totalitaryzmem jedynego, słusznego boga, organizmu, jest starożytny politeizm, mitologia nordycka, wierzenia przodków Vikernesa. Czas na nocne łowy Wikingów. Przypominają się najwspanialsze albumy BATHORY: „Blood Fire Death”, „Hammerheart” i „Twilight of The  Gods”. Wszystkie chwyty dozwolone, byle były skuteczne. Numer 7 (ostatni, jak 7 grzechów głównych) przynosi dźwięki rodem z piwnicznej izby, splecione z rytualnymi bębnami… Tytuł „Til Hel og tilbake igjen” („Do Hel i z powrotem”) przywołuje władczynię krainy zmarłych śmiercią naturalną, boginię Hel z mitologii nordyckiej, pół-kobietę, pół-szkielet, na jej lewej dłoni kruk (left hand path), funkcja żeńska, symbol Natury, wiecznego do niej powrotu. Tak znów powrót do Kobiety, Pramatki, Wenus stanowi ukłon Vikernesa w stronę niewinności, dzieciństwa, infantylizmu kolesia z dzidą… Varg pochylił się nad swoją głupotą i zapłakał niczym Wenus nad nagrobkiem z okładki albumu „Fallen”.

Tak wygląda wyrównanie rachunków ze zmarłymi, zabitymi, spalonymi na stosie. Czy nie jest tym samym pokłon Cezara, lidera CHRIST AGONY? Czyż nie tak rodzi się smutek myśli? Wszak muzyka jest projekcją emocji… Frustracją Niedopowiedzianego…

[Jarosław Błahy – notka o autorze]

REQUIEM: „Within Darkened Disorder”

requiem_logo

REQUIEM to szwajcarski przedstawiciel starej szkoły death metalowej.

Zespół został założony w 1997 roku z inicjatywy Phila Klausera (gitary), Ralpha Inderbitzina (gitary) oraz Rogera Kradolfera (perkusja). Pomimo pewnych roszad związanych ze składem, przez szereg lat, grupa tworzyła brutalną i bezkompromisową muzykę, nie ulegając przy tym żadnym nowym trendom. Poprzez powyższą tendencję, Szwajcarzy wyrobili sobie bardzo dobrą opinię wśród fanów gatunku. Stali się rozpoznawalni, jako ostoja i silna forteca podziemnej muzyki ekstremalnej.

Dotychczas muzyczny dorobek REQUIEM składa się pięciu albumów:

„Nameless Grave” (2001), „Formed At Birth” (2003), „Government Denies Knowledge” (2006), „Premier Killing League” (2007), „Infiltrate… Obliterate… Dominate…” (2009).

Pełni negatywnych emocji, nie dali długo czekać swym fanom na nowe wydawnictwo. „Within Darkened Disorder” to najświeższy krążek grajków z REQUIEM, który ukazał się oficjalnie 6 maja 2011 roku, nakładem niemieckiej wytwórni Twilight-Vertrieb.

Requiem_Band_2011

Reto Crola (perkusja), Ralf Winzer Garcia (wokal/bas), Phil Klauser (gitary)

Materiał zawarty na wydawnictwie z 2011 roku został nagrany w niemieckim Stage-One-Studio (w miejscowości Bühne). „Within Darkened Disorder” to album, który zespół zarejestrował w nieco zmienionym składzie. Osobą odpowiedzialną za linie melodyczne gitar został założyciel bandu Phil Klauser. Jako wokalistę i gitarzystę basowego zaangażowano Ralfa Winzera Garcia. Za zestawem perkusyjnym zasiadł natomiast Reto Crola. Pierwsze ślady bębnów oraz gitar na najnowszą płytę zostały nagrane już w grudniu 2010 roku. Grupa zaangażowała ponadto uznanego niemieckiego inżyniera dźwięku, Andy`ego Classena, którego znamy ze współpracy z m.in. holenderską death/doom metalową grupą ASPHYX, austriackim BELPHERGORem czy włoskim GRAVEWORM. Album składa się z dziesięciu kompozycji. Całość zamyka się w 45 minutach.

REQUIEM „Within Darkened Disorder”

 Requiem__Within.Darkened.Disorder
Lista utworów:

1. I Am Legion

2. Vicious Deception

3. Purified In Flames

4. Omnivore

5. The Plague Without A Face

6. Echoes Of War

7. Symbol Of Nine

8. Feed The Greed

9. Solemn Sacrifice

10. Within Darkened Disorder

Płyta „Within Darkened Disorder” rozpoczyna się miażdżącym uderzeniem w postaci czterominutowego hymnu „I Am Legion”, będącego w swej formie zaiste zabójczą mieszanką. Utwór przesycony jest brutalnością i agresją. Dominują w nim głównie bardzo szybkie partie gitar rytmicznych, przeplatane na przemian z perfekcyjnie i precyzyjnie wykonywanymi blastami oraz potężnie zawodzącym growlem. Dźwięki płynące z „Legionu” z minuty na minutę coraz to boleśniej odciskają swe piętno na naszej świadomości. Gdy nagle następuje nieoczekiwana zmiana tempa, doznajemy wytchnienia, by po chwili znów powrócić na wcześniej obraną ścieżkę morderczego przyspieszenia. Ten schemat budowy utworu powtarza się w dużej mierze w następnych kompozycjach na albumie. REQUIEM zasypuje nas zewsząd wzmożoną dawką ciężkich i „old schoolowych” riffów, powodując przy tym wzmożone bicie serca. Z utworu na utwór utwierdzamy się w przekonaniu, iż stwierdzenie „The real spirit of 90’s US Death Metal!!!” pasuje tutaj doskonale. Zespół zawzięcie brnie do przodu, nie bacząc na żadne przeciwności. Bez najmniejszego potknięcia, czy też zawahania, REQUIEM serwuje kolejne porcje złowieszczej muzyki. I tak dochodzimy do czwartego utworu na płycie – „Omnivore”, który również jest utrzymany w deathowej stylistyce, wydaje się jednak kompozycją bardziej melodyjną i klimatyczną. Następnie pod ciężarem nisko nastrojonych gitar przychodzi nam dalej kroczyć do wcześniej już obranego celu. Każde kolejne takty następnych kompozycji wzmagają w nas coraz większy niepokój. Słychać przy tym także, iż szwajcarscy muzycy hołdują starym zasadom death metalowego rzemiosła. Na „Within Darkened Disorder” nie uświadczymy żadnych efektownych popisów technicznych, skomplikowanych zagrywek gitarowych czy „kosmicznych” solówek. Nacisk jest kładziony przede wszystkim na stworzenie odpowiedniego, siarczystego klimatu. Nie da się ukryć, że muzyka prezentowana przez REQUIEM nie jest zbyt nowatorska ani odkrywcza. Nie zmienia to jednak faktu, że „Within Darkened Disorder” to po prostu kawał dobrego grania. I tak poprzez „Echa Wojny” oraz „Feed to Greed” dochodzimy do przedostatniego kawałka na płycie. „Solemn Sacrifice”, bo taką ma on nazwę, rozpoczyna się w wolniejszym tempie, niż poprzednicy. Oczywiście i w tym wypadku jesteśmy świadkami powtórzenia zabiegów muzycznych znanych nam już ze wcześniejszych utworów. Nagłe przyspieszenie, gęsta linia rytmiczna perkusji, natłok riffów rodem z dobrze wszystkim znanej, starej szkoły. Znużeni natłokiem jednostajnego i ciężkiego grania w końcu osiągamy ostatni dłuższy przystanek podczas tej podróży. Finalną kompozycją na płycie jest utwór nawiązujący tytułem do nazwy albumu – „Within Darkened Disorder”. Został on poprzedzony krótkim samplem, którego nie podejmę się interpretować, gdyż odgłosy, które mamy możliwość usłyszeć, każdej osobie mogą przypominać coś innego. W każdym razie na pewno jest to jakieś urozmaicenie. Później historia znowu się powtarza – szybkie tempo, precyzyjne blasty, potężny wokal, zwolnienie i dawaj od nowa. A na końcu, tak samo jak na początku, uraczono nas niedługim samplem – tym razem bez zawahania stwierdzam, iż jest to posępnie wiejący wiatr.

Zdecydowanie trzeba pochwalić płytę „Within Darkened Disorder” za bardzo dobre brzmienie. Andy Classen potwierdził swe wysokie umiejętności, ustawiając naprawdę potężny i miażdżący sound. Nie ma tutaj nadmiernego upiększania, jednakże wszystkie niuanse są dobrze słyszalne. Podoba mi się również (pod tym samym względem) brzmienie zestawu perkusyjnego. Wokale są bardzo dobrze zestawione i wypośrodkowane z głośnością ścieżek instrumentów, co też zachęca do przesłuchania tego albumu. Podoba mi się również szata graficzna zdobiąca płytę. Jest ona efektem pracy Dana Seagrave. Okłada w pełni odzwierciedla muzyczną zawartość albumu – dominacja chaosu, wojennego klimatu oraz głębokich emocji z otchłani naszej duszy.

Podsumowując, uważam, że „Within Darkened Disorder” to pozycja warta uwagi. Polecam ją przede wszystkim osobom lubującym się w tego typu stylistyce. Jak już wspomniałem, muzyka REQUIEM nie jest specjalnie nowatorska, jednakże nie takie było zamierzenie jej twórców. Phil Klauser i spółka postanowili stworzyć brutalny materiał nawiązujący do amerykańskiej sceny death metalowej lat 90-tych ubiegłego wieku. Jednego możemy być pewni – z pewnością wykonali swoje zadanie w 100%. Płyta emanuje swoistą brutalnością i przytłacza ciężkim brzmieniem (przy tej okazji raz jeszcze wielkie ukłony w stronę A. Classena!). Muszę stwierdzić, że przyjemnie słuchało mi się tego wydawnictwa, pomimo pewnej powtarzalności i jednostajności.

 

[Adam Dzwonnik]

Requiem, www.requiem-net.com, www.myspace.com/requiemdeathmetal