Kategoria: Artykuły muzyczne (o zespołach, płytach)

KORSARZ: Galeria IX Mrocznych Obrazów

 

Image

Życie dla wielu filozofów to bezowocna egzystencja nasączona gotowym schematem, narzuconym nam przez naszych bliskich. Dojrzewanie i pęd ku dorosłości nieprzerwanie zbliża nas do ostatecznego rozrachunku. Im bliżej końca, tym więcej wątpliwości. Umysł tworzy filozoficzne pytanie skierowane do samego siebie. Czy aby na pewno zrobiłem wszystko, co się dało? Podsumowanie osobistych dokonań ciąży na sercu, gniotąc je bezlitośnie. Wielu z nas nie posiada daru akceptacji swojego losu. Przez to opłakany i smutny staje się nasz koniec… Wszyscy pytamy siebie i innych, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze? Dobra materialne, ilość zdobytych tytułów naukowych, zaspokojone ego i wewnętrzna satysfakcja? Czy umiejętność bycia szczęśliwym, odczuwającym namacalne i niewidzialne piękno? Myślę, że zdolność bycia wrażliwym człowiekiem zbliża nas do stanu, w którym świat postrzegany jest zupełnie inaczej. A mianowicie w sposób artystyczny. Jeśli jesteście wrażliwi i spragnieni nowych doświadczeń, nie obca jest Wam filozofia pióra i muzycznej awangardy, zachęcam Was do zapoznania się z twórczością Krzysztofa Bilińskiego (znanego również jako Korsarz). Być może przyniesie Wam ona ukojenie…

Choć muzyka KORSARZa tworzona była w czasach nam współczesnych, jest ona naznaczona piętnem przemijalności dawnych czasów, w których słowo pisane było największą mądrością, a ludzkość niewykształcona karmiona była obrazem Biblii Pauperum… Mamy tutaj do czynienia nie tylko z poetyczną ucztą muzyczną, ale także artystyczno-malarską zadumą obrazów Mariusza Rymarczyka, które tworzą osobliwe wizje: modlitwy, miłości, nadziei, zaufania, potęgi, nostalgii, tęsknoty i samotności. Obrazy stają się kluczem do filozofii życia widzianej różnymi oczami bohaterów, występujących w przedstawionej opowieści. W świat swych najmroczniejszych malarskich dzieł wprowadza nas sam Mistrz, mityczny Lucyfer niosący światło poznania swoim niecodziennym gościom. Wernisaż przepełniony jest gorącą dyskusją zebranych. Monologi i dywagacje prowadzą nas kolejno przez dziewięć zaklętych komnat, w których znajdują się najbardziej mroczne obrazy tworzone przez całe życie wspomnianego Mistrza ceremonii. Aby poruszać się między nimi swobodnie, potrzebny jest odpowiedni klucz, który starają się odnaleźć przybyli goście. Mistrz poucza ich, snując opowieść, która trwa niczym nocny, księżycowy sen…

ImageKrzysztof Biliński, odpowiadający za całą muzykalną otoczkę, zbudował pewnego rodzaju baśń czytaną przez niezwykle utalentowany głos Krzysztofa Bigaja. Trudno bezpośrednio określić ramy, w jakich porusza się nasz autor. Element klasycznej awangardy, połączonej z gotycko-metalową kwintesencją stanowi chyba najbardziej dokładny z możliwych opis.

„Galeria IX Mrocznych Obrazów” to płyta niezwykła, zaopatrzona w książeczkę z tekstami oraz płytę multimedialną. Zdradzać więcej szczegółów mi niepodobne. Przybliżę Wam jednak cztery najbardziej poruszające mną muzyczne fragmenty. Inspirujące literacką myśl prowadzącą do wyzwolenia umysłu spod sztywnych i zardzewiałych kajdan oświatowych…

 

Niektórzy znajdują w niej siłę i ukojenie, inni wprowadzają się w świat mistyfikacji.

 

„Modlitwa”

ImageChciałoby się rzec, że jest to muzyka piękna i romantyczna. Ale czy te dwa słowa, używane przecież codziennie mogą oddać jej prawdziwe uczucie? Ciężko zamknąć to w jakimkolwiek znaku graficznym. Ja mam nieodparte wrażenie, że przenoszę się w czasy średniowiecznych klasztorów, których zimny oddech przenika moją skórę. Zapach wilgoci obecny w powietrzu usypia, wprowadza w stan zadumy. Muzyka utworu „Modlitwa” oparta jest na niezwykle melodycznej linii gitary, wspomaganej podczas refrenu dźwiękiem organów. W treści gitary pobrzmiewają rycerskie wątki aranżacyjne. I w zasadzie większość partii gitar jest oparta na stylu klasycznym, które dopiero po odpowiednim czasie wybrzmiewają tym mocnym, metalicznym brzmieniem pogańskim. Utwór został opatrzony tekstem Tadeusza Micińskiego, człowieka często niedocenianego, będącego dla innych geniuszem i mistrzem poetycznej sztuki słowa. Nie chcę opisywać czegoś, co stanowi koncept. Każdy odnajdzie swoją właściwą interpretację, kiedy słuchając muzyki weźmie do rąk zamieszczony egzemplarz książeczki. „Otom zbłąkany wśród piasków pustyni: Pożar zwątpienia pali głowę mą […]”. Być może odnosi się to do kuszenia Pana Jezusa na pustyni? Może skierowane jest do wszystkich nas, poszukujących prawdy? Jedynej i prawdziwej wiary, bez której, jak twierdzą zebrani goście, życie staje się niepełne. Dynamiczny refren doskonale oddaje ducha nostalgii. Głos Krzysztofa Bigaja to istny ewenement. Nie jest on typowym wokalistą, jakiego znacie ze swoich domowych płytotek. To osobowość poety, zaklęta w umiejętności dobrego wokalisty, którego emisja głosu zdaje się być dla Projektu KORSARZ niezastąpiona.

„[…] Tak naprawdę satanizm rodzi się wśród wielkich marzycieli, zmieniając ich marzenia
w twardą, praktyczną rzeczywistość.”

 

Image„Komnata Piąta (Potęga)”

Bez wątpienia w tym i innych odsłonach przemowy demonicznego bohatera, któremu głosu udzielił Krzysztof Biliński, drzemie diabeł. Okropny i przesterowany głos wygłasza swoje orędzie. Muzyczna warstwa przeraża swoją cmentarną wizją końca świata. Nieziemskie dźwięki syntezatorów, w które wpleciono delikatne stuknięcia fortepianowych młoteczków, budują grozę i strach przed nieznanym… Gdy powraca spokój, utwór powoli przechodzi w kolejny dialekt. Spokojny, lecz tylko na chwilę. Później kolejne wrota niepewności zostają otwarte…

 

„Gdy myśli błądzą w krainach cieni,
otwieram pradawny gabinet luster – tam twarze moje
w grotesce żyć oglądam pełen goryczy i bólu.”

„Ciemna strona jaźni”

To najbardziej mroczny i metalowy twór na płycie. Galopada podwójnej stopy ścigająca się z black metalowym riffem przypomina o przemowie kogoś, będącego ponad wszystkim, co żywe i śmiertelne. Doskonały tekst Bilińskiego przywodzi na myśl okultystyczną modlitwę. Element cierpienia w „koronie z gwiezdnych cierni” czy w „labiryncie kamiennych kurhanów” zabija resztkę sumienia. Podążamy za przemawiającym nauczycielem, stajemy się jego własnością. Nie istniejemy jako ludzie, jesteśmy zwykłym pyłem roznoszonym przez gniewny wiatr.

Na sam koniec chciałem napisać Wam o jedynym, zawartym na płycie utworze, który przyjął rolę swoistego promotora „Galerii IX Mrocznych Obrazów”. Dołączona do wydawnictwa płyta multimedialna zawiera także ruchomy obraz, będący oprawą wizualną do muzyki tego utworu. „Pasje Nocy” – zawładnęły moim sercem. Wprowadzając je w smutne i gorączkowe drżenie. Tak prawdziwa i szczera sztuka zdarza się jednak bardzo rzadko. Stworzyć ją może jedynie osoba umiejąca uchwycić swoje uczucia za pomocą zwykłej kartki papieru i pióra, czasem również za pomocą niezwykłych nut. Intymność nocy staje przed Wami w swym najbardziej okazałym obliczu księżycowej pełni. Oddajcie się w jej ręce, dajcie się unieść własnej wyobraźni. Niech prowadzą Was duchy „ouija”…

Image

„Stałem się samotny z iskrą Boga w duszy, Czarny Pegaz prowadzi mnie przez Noc.”

„Pasje Nocy”

ImageZazwyczaj łatwo krytykuje się dokonania innych. Bez głębszego zastanowienia potrafimy wydawać sądy, często sprzeczne z prawdziwym stanem rzeczy. Jeszcze trudniej przychodzi nam szczera ocena czyjegoś wysiłku. Szkoda, że tym samym odbieramy sobie prawo do drogi, której przeżycia mogą wzbogacić naszą życiową mądrość. Jako iż „Pasje Nocy” to utwór opatrzony teledyskiem, muszę niejako połączyć ze sobą obraz i muzykę. Rozgraniczanie na dwie osobne części nie ma większego sensu. Wyobraźcie więc sobie rozmywające się światło dnia i nadchodzący wieczór wraz z czarną plamą gwieździstego nieba. Wszystko dookoła wiruje, światła lamp rozmywają się w Waszych oczach, a jedyne bezpieczne miejsce – dom, oddala się błyskiem okien. Wspomnienia powracają z nieokreśloną siłą. Na stole świece i album ze zdjęciami. Dziecinna zabawka przywołuje łzy. Butelka traci swą alchemiczną zawartość. Zmysły łączą się w cierpienie… Muzyka płynie delikatnie, oswaja nas ze swoją obecnością. Jestem zdumiony i pełen podziwu dla tego Dzieła. Każdy szczegół został dokładnie dopracowany. KORSARZ solidnie dopracował synchronizację scenariusza z dźwiękiem: szelest kart księgi, zamknięcie tajemniczej butelki. Mimo iż produkcja jest zupełnie amatorska, nie odczuwa się tego. Pomysł rzuconych kości i ich liczba końcowa, piwniczne drzwi czy zbliżenie literatury okultystycznej na półce świadczy o geniuszu i niesamowitym wyczuciu sytuacji. Człowiek sam zaczyna popadać w letarg. Czuje ogromny ciężar. Tego nie można słuchać i oglądać bez zastanowienia. Tego typu sztukę należy przeżywać, łączyć się z nią. Pojawia się nawet dwuczłonowa solówka. Rozdzielona na partię klasyczną i tę bardziej rockową. Poprzedza ją piękna sentencja Fryderyka Nietzschego: „Do każdej duszy odrębny świat przynależy, dla każdej duszy jest inna dusza zaświatem.” Zbliżając się powoli do końca, wszystko staje w miejscu. Zmęczeni drogą łapiemy zimne wieczorne powietrze. Ręce spoczywają na kolanach. Zmierzamy przez ciemność, tak naprawdę nie wiadomo, dokąd. Z oddali widać płonące ognisko, słychać tupot koni. Podmiot liryczny zwierza się, tracąc siłę: „Jak tak ciężko, kiedy nie ma dokąd iść, kiedy dom cmentarzem się stał. A bez ciebie nie zbuduje nikt świątyni…”. Choć słaby, zaczyna biec dalej. Samotny, skruszony, zanika…

 

[Sabian]

Image

ARUM: „Na krawędzi życia i śmierci”

 

Image

 

Historia ARUM ma swoje źródło w działalności GRUUNKS. Ten zespół zrealizował w latach `89 – `94 dwa materiały zawierające mieszankę death i thrash, które jednak nie zyskał większego rozgłosu. Jedynie w rodzinnej Brazylii chłopaki wyrobił sobie silną pozycję na scenie undergroundowej głównie poprzez koncerty. Być może ten brak znaczących sukcesów spowodowany był tym, że muzycy, po prostu paczka przyjaciół, czego dzisiaj nie ukrywają, chcieli wówczas przede wszystkim pić i bawić się, a tym samym nie traktowali jeszcze swojego grania zbyt poważnie. Taką prostą filozofię mieli w tamtym okresie. Nomen omen, pierwsza taśma kapeli nosiła znamiennie do niczego nie zobowiązujący tytuł „Ted Beer”, a umieszczone na nim teksty również nie należały do ambitnych i wyszukanych. Członkowie grupy utrzymują, że o ile nigdy nie dbali o liryki, do komponowania zawsze przykładali się solidnie. Tak więc chociaż najstarsze dokonania zespołu ponoć nie były niczym wyjątkowym, z pewnością stanowiły dobry początek i punkt wyjścia do kolejnych muzycznych poszukiwań, które w całej okazałości zaprocentowały trochę później.

Nowa kapela, ARUM właśnie, powstała, po czterech latach przerwy w działalności, na zgliszczach rozwiązanego m.in. z powodu problemów personalnych GRUUNKS. Skąd ta zmiana nazwy? Bez szczególnego powodu, chociaż na pewno nowy szyld (autorem logo jest sam Christophe Szpajdel) miał zamknąć pewien rozdział i otworzyć następny, tak, aby słuchacze nie mieli wyraźnych skojarzeń z przeszłością. W składzie formacji znaleźli się nowi ludzie i tym razem obrany kierunek i styl bardzo zbliżył się do black metalu. Założyciel obydwu zespołów i najważniejsza w nich postać, wokalista i gitarzysta Marcelo, mimo iż w wcześniej grał różną muzykę (obecnie ma jeszcze poboczny projekt ze swoją dziewczyną, w którym jest miejsce na flet, skrzypce, wiolonczelę) i prywatnie słucha odmiennych zespołów (SLAYER, MORBID ANGEL, IRON MAIDEN, EMPEROR, DIMMU BORGIR, a także jazzu, klasyki, rocka progresywnego), swoją koncepcję odnośnie profilu artystycznego ARUM uzasadnia tym, że generalnie nie lubi nadmiernego kombinowania i mieszania gatunków w obrębie jednej kapeli. I bez wątpienia takie podejście do tworzenia jest słuszne i zdrowe.
Image Przejawem działalności nowostworzonej grupy i owocem wielu prób było demo-CD „Beyond Your Death”, z którego wybrane utwory znalazły się na kilku kompilacjach. Później chłopaki ujawnili pełnię swoich możliwości na debiutanckiej płycie „Fierce Everlasting Tempest”, która zbiera całkiem pozytywne recenzje w prasie podziemnej oraz oficjalniej w Brazylii i za granicą. Trzymiesięczna sesja nagraniowa odbyła się studiu Cantano, a jaj wydaniem zajęła się w marcu `01 Demise Rec. Było to wówczas pierwsze przedsięwzięcie tej wytwórni, a później zaopiekowała się jeszcze np. MISTYFIER czy MYSTERIIS. Promocją ARUM zajmuje się nie tylko firma, ale także w dużym stopniu sam Marcelo, który rozsyła materiały do zinów z różnych krajów i pisze do fanów osobiście. Zresztą w samej Polsce ma wielu zwolenników swojej twórczości, miał nawet plan przylecieć do nas, jednak niestety nie został on zrealizowany. Obecnie zespół pracuje nad utworami przeznaczonymi na drugi album, który być może zostanie wkrótce zarejestrowany.

Image Twórcą wszystkich utworów z „Fierce Everlasting Tempest” jest Marcelo, ale nad aranżacjami pracuje wspólnie z pozostałymi członkami, więc być może właśnie z powodu takiego sprzężenia sił repertuar zespołu ostatecznie nie dusi się w ramach typowego czystego, zimnego black metalu. Charakterystyczne dla tej kapeli jest choćby to, że sporo linii melodycznych zostało rozpisanych na gitarę akustyczną i klawisze. Wprawdzie keybordy czasami są jeszcze zbyt nieśmiało wykorzystywane, ale ogólnie spełniają istotną funkcję. Zwłaszcza jak imitują fortepian, robi się naprawdę poważnie i wyniośle Poza tym ponieważ jest to stosunkowo nowy element w twórczości grupy, gdyż ten instrument pojawił się na poprzednim materiale zaledwie w śladowych ilościach, na kolejnych produkcjach powinno być go znacznie więcej. Ten zabieg nie jest jednak wyrazem niekonsekwencji przy realizowaniu pierwotnych założeń, o których była mowa wyżej. Chodzi tu raczej o kontrast nastrojów i umiejętne przemieszanie szybkich, ostrych riffów z bardziej wysublimowanymi wstawkami jakby z innej bajki. Według mnie największym atutem zespołu jest więc niebywała umiejętność stopienia ze sobą na tle bogatego syntezatorowego podkładu dwóch rodzajów gitar, elektrycznej i klasycznej. Na krążku pojawił się także cały akustyczny kawałek. Jest to właściwie taka niewinna balladka, może jeszcze mało wirtuozerska, ale na pewno urocza. Jej umieszczenie na środku płyty też nie mogło być przypadkowe, ponieważ wbrew pozorom nie zakłóca ona surowego brzmienia albumu, a stanowi doskonałe ukojenie przed następującą później nawałnicą perkusisty i pozostałych muzyków. Tak więc ARUM sprawdza się zarówno w klasycznym black metalu jak i wtedy, jak zapuszcza się w bardziej odległe muzyczne rejony. Mam wrażenie, że komponowanie w tej kapeli odbywa się na zasadach niczym nie skrępowanego procesu wyłapywania najbardziej ciekawych pomysłów, a chłopaki po prostu mimo woli poddają się emocjom, podążają za klimatem muzyki, nie trzymają się żadnych sztywnych wytycznych. Jeśli wymaga tego chwila, zwalniają, a kiedy trzeba, przyśpieszyć. Z ogromnym wyczuciem smaku łączą za sobą szaleństwo z zadumą, delikatność z brutalnością, melodię z ekstremą, piękno z brzydotą, spokój z hałasem. Utwory są na ogół posklejane z mniejszych, odmiennych stylistycznie i tylko pozornie nie przystających do siebie fragmentów, ponieważ jest w ich zestawieniu ze sobą pewna logika i z pewnością ujednolica je, scala odpowiednio wtopiony w instrumenty wokal Marcela. Obojętnie czy jest to przenikliwy, chropowaty krzyk czy szept czystym głosem, wyciszona recytacja. Tempa na płycie są wszelakie, od wolnych, przez średnie, po szybkie. Pojawia się trochę solówek. Podoba mi się brzmienie albumu. Jest przybrudzone i ciemne, jak na black metal przystało. Zbytnia klarowność zabiłby przecież podziemnego ducha tej muzyki, a tak, trzeba się nieco natrudzić, aby zgłębić zakamarki struktury dźwiękowej, dotrzeć do jej dna i wyłowić wszystkie niespodzianki.

Interesująco przedstawiają się również teksty ARUM. Pokazują, że Marcelo, autor większości z nich, bardzo dojrzał wewnętrznie i chce przekazać słuchaczom konkretne myśli i przesłanie. Przyznaje, że od jakiegoś czasu jest zafascynowany okultyzmem, itp. i dużo czyta na ten temat. Mówi, że piorunujący wpływ wywarła na nim także lektura „Księgi Prawa” A.Crowley`a. Nie uściśla wprawdzie, czy utożsamia się choćby z przesłankami Thelemy, jednak nie ukrywa, że satanizm sam w sobie jest mu bliski, mimo iż, co równocześnie zaznacza, nie jest w tym względzie żadnym radykalistą czy fanatykiem. Nie popada po prostu w bezrozumne zaślepienie jakąkolwiek ideologią.
Dwa fragmenty z „Fierce Everlasting Tempest” są przesiąknięte rebelianckim duchem i mają sarkastyczny podtekst. Przełom wieków sprzyja milenijnym rozważaniom o sensie egzystencji i kierunku, od którego zmierzamy. Znalazło to odbicie w utworze „Futura”, który jest apokaliptyczną wizją przyszłości. Świat ziemski skazany jest na zagładę, ponieważ człowiek pogwałcił prawa natury. Sami sprowokowaliśmy bieg wydarzeń, podpisaliśmy na siebie wyrok, skazaliśmy się na destrukcję. Poprzez wojny, mordy, irracjonalne decyzje i czyny, dewastację środowiska, ogólną miernotę. Zbliżającej się katastrofy, zagłady miliardów istnień nie da się zatrzymać. Gatunek ludzki wyginie na zawsze, zakończy swoje bytowanie, przejdzie do historii planety. Nie będziemy mieli drogi ucieczki ani gdzie się schronić. Chociaż dla odmiany z kompozycji „Idyll Perished” przebija wola walki o ocalenie. Wiara, że potrafimy otworzyć wszystkie bramy, dostrzec światło, posiąść prawdziwą mądrość, poznać przeznaczenie i nadzieja, że uda się odbudować cały porządek z chaosu i zgliszczy. Kreatorem nowego, wyśnionego raju (?) miałby tu być ten jedyny wybraniec, który przekroczył granice życia i śmierci.
Pozostałe liryki z „Fierce Everlasting Tempest” to portret psychologiczny właśnie tego bohatera, który staje na krawędzi życia i śmierci… Noszę w sobie pragnienie by być nieśmiertelnym. Pod osłoną nocy, w blasku płomieni będę pić krew, aby żyć wiecznie. Czas mija nieubłaganie, a we mnie wzrastają niepohamowane żądze. Czekałem na tę chwilę. Zawierzam siłom ciemności i wsłuchuję się w wycie wilków. Ruszam w podróż, wędruję w poszukiwaniu królestwa nieprzemijającej szczęśliwości. Nie będę czekał na naturalny zgon, wezmę los w swoje ręce. Ten jeden raz stanę ponad Bogiem i będę Bogiem dla samego siebie. Zaufam Szatanowi, popełnię samobójstwo. Przedawkuję. Dławię się nienawiścią do tych, którzy mnie wyśmiewali. Nie mam kogo kochać. Jest już za późno na twoje przeprosiny. Mam dosyć twoich kłamstw. Żal, dezaprobata, tęsknota, litość – targają mną te wszystkie uczucia. Zatraciłem gdzieś swoją osobowość, nigdy nie zrealizowawszy swoich marzeń. Postradałem zmysły. Nie wiem, kim jestem. Wstrzykuję narkotyk. Umieram w cierpieniach, sparaliżowany przez strach.  Samotny, zapomniany. Boje się. Płaczę. Zgrzeszyłem. Umieram. Odchodzę w nieznane. Czy ja śnię? Inkubus i Morfeusz wzywają mnie. Podążam za nimi nie zastanawiając się. Są moimi przewodnikami, prowadzą mnie, wskazują właściwą drogę. Moje martwe ciało ulatuje. Obmywa mnie krwawy deszcz. Marznę, nic nie widzę. Szybuję ponad wzgórzami, blisko chmur i księżyca. Szukam po omacku zagubionej duszy. Dopiero teraz mogę pomścić wszystkie krzywdy, których doznałem za życia. Nie będę dla ciebie miłosierny. Twój koszmar i terror dopiero się zaczyna. Walczyłem pokonałem śmierć, znalazłem przeznaczenie. …„Willothewisp Blooming In Wrath”, „Towards Immortality”, „Vanquished Serenade”, „Gazing Into A Horizon Of Serenity”, „Beyond Your Death”…
„Quando sovet saeclum in failla. Ante thronum flammis acribus addictis. Domine inferni, voca me…” Oto ostatnie słowa, jakie padają na „Fierce Everlasting Tempest”. Stanowią podsumowanie i motto całości.

ARUM, podobnie jak mnóstwo szczególnie młodych kapel pod każdą szerokością geograficzną, ciągle borykał się z kłopotami personalnymi. Zresztą z tego powodu GRUUNKS w swoim pierwotnym składzie przestał istnieć. Nawet ostatnio Marcelo był przez pewien okres jedynym członkiem zespołu, gdyż ci ludzie, którzy stworzyli z nim płytę, opuścili grupę (jeden z nich przeszedł do nowomodnej kapeli hardcore`owej, inny całkowicie zerwał z graniem, itp.). Dokooptowani na próbę gitarzysta CENTENNIAL i basista MORCROF nie sprawdzili się, na stałe zastąpili ich dopiero muzycy z ERIS MAESTUS. Te częste zmiany na pewno są przykładem na determinację Marcela, który mimo chwil zmęczenia i wątpliwości nie rezygnuje z działalności formacji. Jednak czy oznacza to zarazem, że jest on liderem-tyranem, od którego wcześniej czy później uciekają pozostali współpracownicy? On sam wypowiada się na ten temat w ten sposób: „Moi dawni koledzy (no może z wyjątkiem przyjaciela zawsze gotowego do pomocy czyli Thomasa Roberto) nie byli w stanie poświęcić się całkowicie dla zespołu, dlatego często wszystkim musiałem się sam zajmować. W ich żyłach nie płynął metal, który traktowali tylko jako epizod i woleli się np. uczyć, nadal kształcić. Cóż, każdy chce iść przez życie łatwą ścieżką, zarabiać dużo pieniędzy, a niestety jeśli kapela nie staje się środkiem zarobkowania, wielu porzuca takie kosztowne, wymagające poświęceń hobby. Ja to wiem, choć oni sami się do tego nie przyznali. To jest poważny problem, że z tego powodu musiałem się rozstać z chłopakami. Młode grupy, takie jak moja, które nie mają jeszcze renomy jak SEPULTURA, KRISIUN czy ANGRA, nie są szanowane i doceniane. W Brazylii żyje się dobrze, ale metalowcom. Trzeba więc być prawdziwym wojownikiem metalu i nie oglądać się na prawa, jakimi rządzi się społeczeństwo Młodzi tego nie rozumieją. A dla mnie muzyka to jeden z najważniejszych powodów do życia”.

ImageImageImage

Czy ARUM kiedykolwiek trafi do większej wytwórni o zasięgu światowym, jeżeli takowa okazałaby tym swoje zainteresowanie, trudno powiedzieć. Marcelo utrzymuje, że najbardziej ceni sobie scenę undergroundową, a rynek oficjalny kojarzy mu się wyłącznie z kasą, graniem pod publiczkę, aby tylko mieć więcej profitów. Ciekawe, czy nadal byłby takiego zdania, gdyby otrzymał jakąś naprawdę dobrą propozycję kontraktu (?). Ale skończmy to gdybanie, które do niczego nie prowadzi, ponieważ liczy się to, że lider ARUM po prostu szczerze zaangażuje się w sprawy podziemia i naprawdę jest dumny ze wszystkiego, co robi, uważa to za część swojej osobowości. Poza tym korespondencja z nim to czysta przyjemność i dlatego tym bardziej twierdzę, że warto się z nim skontaktować. Gorąco do tego zachęcam i polecam „Fierce Everlasting Tempest”.

 

[Kasia / Atmospheric #11]

Arum, Marcelo Miranda, Rua Nebraska, 251 apt 53, So Paulo – SP, Cep 04560-010, Brazil; blackgoat@ig.com.br; www.arumblackmetal.com / www.myspace.com/arumblackmetal
Demise Rec., Av. Almir de Souza Ameno, 371, apto 102, Funcionários – Timóteo/MG, CEP: 35180-000, Brazil; info@demiserecords.com; www.demiserecords.com

HOLY DEATH: Przebudzenie i aktywność Necronosferatusa

 

Image

 

Krakowski HOLY DEATH to zespół z 10-letnim stażem, jednak od dawna milczy. Czy jest jeszcze ktoś, kto zastanawia się, co dzieje się z nim obecnie? Otóż pragnę poinformować wszystkich zainteresowanych, że Necronosferatus wcale nie popadł w śmiertelną stagnację, a szykuje się do triumfalnego, mam nadzieję, powrotu na scenę z nowymi ludźmi i z premierową muzyką. A więc grupa istnieje nadal. Nawet jeśli dość opornie, borykając się z wieloma różnymi problemami bez widocznych na zewnątrz rezultatów, najważniejsze iż konsekwentnie.
Przypomnijmy, że ostatni przejaw działalności HOLY DEATH to płyta „Evil”, którą zamykała świetna wersja „The Freezing Moon” MAYHEM oczywiście. Miała ona być zapowiedzią większego i ważniejszego dzieła „Lucyfer”, które do dziś nie ujrzało światła dziennego. Wcześniej kapela planowała zarejestrować w Manek Studio, z sesyjnym gitarzystą Damianem Kuraszem, numery takich klasyków jak BLACK SABBATH, MANOWAR, RUNNING WILD, JUDAS PRIEST, KISS, AC/DC, MOTORHEAD na album „A Tribute To Heavy Metal”, niestety z powodów ograniczeń finansowych zrezygnowała z tego, przynajmniej na razie.

W międzyczasie Leszek stworzył projekt ambient PORTA INFERNA (recenzja „Seven Gates Of Hell” znajduje się w Atmospheric #8). Również nie miał on być jednorazową przygodą, ale ponieważ żadna wytwórnia nie zrefundowała kosztów nagrania przez wykupienie materiału, rozdział ten wydaje się być zamknięty.

Image Początkowo najnowsze wcielenie HOLY DEATH miało być prawdziwie black metalowe, bez żadnych kompromisów, jednak w obliczu tych innych niezrealizowanych pomysłów, o których mowa była wyżej, wizja ta zaczęła ulegać przeobrażeniom. Na płycie powinno więc się znaleźć 10 najlepszych utworów, właśnie intra klawiszowe typu PORTA INFERNA oraz być może covery, tyle że z gatunku BM (VENOM, CELTIC FROST, BATHORY). Necronosferatus nie ukrywa, iż trudno jest mu znaleźć dobrych muzyków, którzy zarazem mieliby podobne poglądy jak on. Dotyczy to głównie drugiego wioślarza, który dodałby kompozycjom jadu i ekstremy. Nawet ponoć gitarzysta Kuba z LACRIMY i jego kuzyn na basie, którzy z nim teraz grają, zbliżają HOLY DEATH bardziej ku death metalowi, co przecież niekoniecznie go satysfakcjonuje. Zresztą dwa numery, które zespół nagrał dla własnych potrzeb, ostatecznie zostały odrzucone z powodu nie pasujących do całości wokali Kuby. Na tym nie koniec prób i zmian. Sesja płyty stale jest odkładana, więc dziś nosić ma ona tytuł „Forever Burning Ashes”. Leszek nie chciał porzucać poprzedniej koncepcji, ale sami powiedzcie, jak to brzmi „Holy Death Lucyfer” (?). Pozytywną sprawą jest jednak to, iż grupa nie będzie już musiała przyjeżdżać do Sanoka, bo Kuba otworzył prywatne studio, gdzie w komfortowych warunkach pracy nie trzeba będzie liczyć się z czasem. Czekamy więc na wieści, natomiast sam Necronosferatus twierdzi, że będzie to najbrutalniejszy album w historii black metalu, przy zachowaniu charakterystycznych dla kapeli klimatów, który przebije wszystko, co do tej pory ukazało się na krążkach.

Image Jeszcze słówko o „Equilibrium Of Noise `zine”, na którego czele redakcji stał lider HOLY DEATH. „Szóstka” była jego ostatnią odsłoną w wersji gazetowej. Jako „Diabolical Art” magazyn ten istnieje w internecie. Poza tym jest on dostępny na CD-Rom’ie (cena: 20 zł). Oczywiście wciąż jest on w dużym stopniu poświęcone muzyce, np. wyłącznie scenie BM lat ’80, ale nie tylko (vide wywiady z BLEEDING ART, DARK FUNERAL, DIACHRONIA, NEOLITH, USURPER, DECAPITATED, ATROPHIA RED SUN), zaś na dołączonej rugiej płycie umieszczono m.in. EBLIS, DEW OF NOTHING, VESANIA, DE VISION, BLADE OF THE SWORD. Pozostała zawartość to artykuły (Zawisza Czarny, Tarot, Psychodrama, Le Messe Noir, Hrabia Dracula, Luciferic Temple Of Light), opowiadania (Ł. Orbitowski), galerie (Z. Beksiński, R.H. Giger, R. Niec, E. Iwaszko – fotografie, R. Baran – tatuaż, wreszcie Necronosferatus – rysunki, rzeźby, zdjęcia z koncertów, D. Galas, MARDUK). Zespoły oraz wytwórnie zainteresowane promocją, ślijcie materiały do recenzji lub kontaktujcie w celu opublikowania biografii. Strony „Diabolical Art” są też otwarte dla młodych twórców i ich prac oraz innych osób, które mają cos ciekawego do przekazania. Chociaż należy chyba tutaj zauważyć, iż całe to przedsięwzięcie ma wymowę antychrześcijańską, antykatolicką i właśnie do odbiorców o takich zapatrywaniach jest skierowany.

Ps. Leszek ma drugi zespół black metalowy, FLAGRUM.

 

[Kasia / Atmospheric #10]


Holy Death, Leszek Wojnicz-Sianożęcki, P.O.Box 399, 30-960 Kraków 1; holydeath@wp.pl; www.holydeathhorde.com

Sound Riot Records – prezentqacja zespołów

 

Image

 

Przedstawiamy nieco bliżej kilka wybranych kapel zrzeszonych w Sound Riot, a także Dreamlike Music – podwytwórni, która specjalizuje się w dark wave, gotyku, folku, muzyce eterycznej, średniowiecznej itp.

 

Szwedzki INCINERATOR gra crusher/speed thrash metal wzorowany na dokonaniach mistrzów tego gatunku z lat `80 (KREATOR, DESTRUCTION, SLAYER, DARK ANGEL). Tytuł debiutanckiego, 5-utworowego MCD „Thrash Attack” jest więc znamienny. Drugi album grupy został zarejestrowany w Sunlight Studio i jest to kawał surowej, zabójczej muzy; a cover art wykonał grafik pracujący też dla MARDUK i OLD MAN`S CHILD. Basista / wokalista zespołu, Lenny Blade, udziela się równocześnie w NOMINON oraz wziął udział w nagraniu płyty MAZE OF TORMENT.

Początki zespołu ERIDU ARCANE datują się na `93. W krótkim czasie powstało demo „Ars Poetica” i aż po sześciu latach pierwsza płyta długogrająca „Refugee From The Monochromie”. Drugi album kapeli to „The Dying Of An Ageless Day”. Grupa pochodzi z Norwegii, a w swojej twórczości bazuje na irlandzkim folku i kontynentalnej muzyce klasycznej. Trochę to zaskakujące, nieprawdaż? Płyta zawiera dramatyczne w swojej wymowie kompozycje przypominające dokonania chociażby DEAD CAN DANCE z okresu „Aion”. Do powstania krążka przyczynili się inni muzycy sesyjni i narodowa orkiestra symfoniczna. Wśród instrumentarium znalazły się gitary klasyczne, pianino, skrzypce i flet. Całość brzmi bardzo efektownie i ekspresyjnie. Grupa ma w składzie (nową) utalentowaną wokalistkę, o niebiańskiej barwie głosu.

ImageZespół BURIALMOUND (Finlandia) powstał w `94 jako black metalowy UTGARD. Pod tą nazwą nagrał demówki „Northern Glory” i „Nightly Verses”. Zmiana szyldu oznaczała nowy, dojrzalszy okres w działalności grupy oraz bardziej zdecydowane ukierunkowanie agresywnemu death metalowi. W `99 nakładem szwedzkiej Arte De Occulta Prod. ukazała się limitowana EP`ka „Horror”, zaś kontrakt z Sound Riot przyniósł tercetowi BURIALMOUND debiutancką płytę „The Black Death” (11 kompozycji) oraz drugi, 9-utworowy album, którego cover art został zainspirowany powieścią Stephen`a King`a (obydwa zrealizowane w Watercastle Studios). Utwory grupy zawierają w sobie zarówno pierwiastki starego, jak i nowego stylu zespołu. W grze dominuje death bliski INCANTATION, IMMOLATION, AETERNUS, MORBID ANGEL, który scala się mrocznym black metalem (w tym klimacie są też utrzymane teksty typu „Devilspawn”, „Hellbounded Interno Ones”, „Sisters Of Sodomy”). Co więcej, wyróżnia się chwilami grindująca perkusja! Zresztą ogólnie wszyscy muzycy dobrze władają swoimi instrumentami. Tempa są średnio-szybkie, ukierunkowane na zmiany i zwolnienia. Utwory są dość masywne. Niekiedy zespół brzmi chaotycznie, ociężale i monotonnie. Pojawiają się też krótkie solówki. Wokal nie zachwyca niczym wyjątkowym, jest to typowy growl przeplatający się ze złowieszczymi skrzekami. Reasumując, BURIALMOUND to brutalny akt dla death/black maniaków.

FROSTMOON może pochodzić tylko z zimnej Norwegii! Bowiem „Tordenknig” (10 utworów) to surowy, obskurny, nienawistny epic black metal. Album obfituje w tradycyjne melodie i chóry tworzące iście wikińską, aczkolwiek ponurą atmosferę.

ImageFiński LOST IN TWILIGHT wydał w Sound Riot MCD „Planeteer”, który jest jedną z najciekawszych propozycji w ofercie wytwórni. Zawartość tego materiału to progresywny, gotycki metal z przebogato zaaranżowanymi, majestatycznymi klawiszami, przeważnie czystym, ciepłym męskim wokalem i chwytliwymi melodiami. Nie brakuje też ostrzejszych riffów. Wszystkie kompozycje zespołu są dość rozbudowane, następują w nich częste zmiany motywów melodycznych i wahania najróżniejszych klimatów, do nastrojowej zadumy po niepohamowaną euforię. Dzięki tej różnorodności muzyka nie jest nudna, a wręcz po prostu wciąga i fascynuje. Właściwie wachlarz skojarzeń podczas słuchania tych czterech kompozycji z „Planeteer” jest szeroki: od TYPE O NEGATIVE (ten dostojny wokal!) i nowsze wcielenie MOONSPELL, z jednej strony poprzez STRATOVARIUS, a z drugiej CHILDREN OF BODOM, aż do YNGWIE MALMSTEEN`a. Tak więc w LOST IN TWILIGHT miesza się doom, heavy i death z progresywnymi elementami i iście gitarowym graniem. Prywatnie członkowie grupy słuchają różnorodnej muzyki, od black`a po power metal. Ogółem twórczość LOST IN TWILIGHT to piękne, bardzo urzekające granie dla zwolenników spokojniejszej, aczkolwiek bardzo emocjonalnej i uduchowionej muzyki. Album brzmi epicko. A teksty zespołu nawiązują do kultury starożytnej, dotyczą religii i problematyki życia po śmierci (jeden tekst z „Planeteer”, „Vaya Con Diablos”, jest po hiszpańsku!). Nowszy album młodych Finów to nagrany w Astia (nagrywał tam m.in. CHILDREN OF BODOM) album „Modus Operandi”, a dla ci, którzy chcieliby zgłębić całą twórczość kapeli, mogą jeszcze sięgnąć po nagrania demo „Forever Autumn” i „Descending Mist”.

CHAIN COLLECTOR to zespół gwiazd. W składzie kapeli znajdują się muzycy GREEN CARNATION i CARPATHIAN FOREST. Grupa ta zadebiutowała pod szyldem właśnie Sound Riot Rec. albumem zrealizowanym w Dub Studio.

WISH to pierwszy zespół dark/elektro/goth rock z Holandii (powstał w `95) i ponoć jest dobrze znany na scenie industrial/techno. Jego założycielem był ex muzyk THE GATHERING, Bart Smits (dla przypomnienia – śpiewał na „Always”). Po porzuceniu stricte (doom) metalowej przeszłości, stworzył on z dwoma innymi kumplami grupę, która właśnie wkroczyła na nowe stylistyczne terytorium. WISH to obrazujący nadejście apokalipsy chłód spreparowany za pomocą syntezatorów, różnych modułów, sampli, komputera i gitar. Fani tak różnorodnych grup jak NINE INCH NAILS, MARILYN MANSON, RAMMSTEIN, DEPECHE MODE czy też soundtracków do filmów David`a Lynch`a na pewno będą usatysfakcjonowani. Najstarsze dokonania kapeli, które zostały wydane przez Moonlight Rec., to płyta „Monochrome” i mini-album „Jane Doe”, zaś nakładem Sound Riot ukazał się box-MCD „Ground Zero Heaven”. Został on nagrany w jednym z najlepszych studiów holenderskich, RS29, z Oscarem Hellemananem, który pracował m.in. z GOREFEST, WITHIN TEMPTATION i ARIAN, za konsoletą.

GHOST MACHINERY
(Finlandia) wydał w barwach Sound Riot trwający godzinę album „Haunting Remains”. Zawiera on 13 utworów neoklasycznego power metalu. Istnym rodzynkiem na płycie jest cover GARY`ego MOORE`a „Out In The Fields”, w którym gościnnie zaśpiewał (backing vocal) Ville z SENTENCED.

ImageAlbum „Christians To Ashes, Angels To Dust” SATANS BLOOD z `01 to przykład na to, że także w Niemczech można grać typowo szwedzki, rasowy, szybki black metal na poziomie wczesnych dokonań DARK FUNERAL i MARDUK. Kapela ta preferuje szybki, bluźnierczy BM, na który składa się cały czas forsująca mordercze tempo perkusja, wściekłe wokale i nieskomplikowane, ale agresywne riffy. Zmysł słuchu wyostrza świetna produkcja albumu, nie zlewa się ona w bezkształtną całość, jak to często bywa w przypadku zespołów blackowych, bowiem każdy z instrumentów (oraz wokal) został odpowiednio nagłośniony i odgrywa równie istotną rolę w kreacji płyty jako całości. Sporo jest w muzyce Niemców furii i nienawiści kierowanej ku zniewalającej religii. Zresztą na okładce płyty umieszczono rysunek sprzed 500 lat, który przedstawia kuszenie św. Antoniego. Dodatkowo na upiorny image muzyków składają się m.in. stylowe corpse painting i przeróżne narzędzia ostre.

Niemiecki PRONTHER rozpoczął działalność w `96. Muzyka tej grupy z pierwszej wydanej dwa lata później własnymi siłami płyty „Poseidomat” oscyluje w granicach silnie zrytmizowanego metalu, który tym samym śmiało zahacza o estetykę techno. Jednak zarazem zespół nie zapomina w swojej twórczości o wyeksponowaniu melodii i potrafi się oddalić w rejony muzyki ambient. Muzyka PRONTHER jest świeża, chwytliwa i innowacyjna. Niemieckojęzyczne teksty utworów, podobnie jak to ma miejsce u RAMMSTEIN lub OOMPH, dodatkowo uwypuklają specyfikę tego chropowatego, twardego stylu i potęgują napięcie. Podczas pracy w studiu kapela umiejętnie wykorzystuje wszelkie zdobycze najnowszej techniki rejestrowania dźwięku. Sound Riot ma w swojej ofercie drugi album, „Herzschlang”, która zawiera kompozycje premierowe i trzy remiksy kilku utworów z debiutu.

DEMON CHILD
to kolejny zespół z krainy tysiąca jezior, który figuruje w katalogu Sound Riot. Grupa powstała w `00. Specjalizuje się w atmosferycznym black metalu. Jej dorobek obejmuje demo (wydane także jako „7 vinyl) „Sorrow Cast Upon The Angels” i płytę „Shadow Cult”.

Szwedzki HOLOCAUST istnieje od wielu lat, nagrał kilka demówek, a kontrakt z Sound Riot opiewa na dwie płyty. Mini-album „Hellfire Holocaust” (wcześniej dostępny na taśmie wydanej przez Dark Angel Rec.) to 7-utworowa dawka piekielnego death metalu utrzymanego w starych kanonach tego gatunku. Muzyka zespołu jest kombinacją szwedzkiego melodyjnego grania i amerykańskiego, brutalnego, szybkiego death metalu, z małą domieszką thrash`u.

Image NIGHTSIDE to kolejny BM akt wprost z Finlandii. Grupa powstała w `96 (pod nazwą DARKSIDE). Debiutancka płyta chłopaków, „The End Of Christianity”, zawiera nowe kompozycje plus „Demo`97” jako bonus (w międzyczasie była jeszcze EP`ka). Ogółem jest to 12 utworów szybkiego, bezkompromisowego blacka w starym stylu. Właściwie podobna do siebie struktura wszystkich kompozycji i ogólny wizerunek tego kwartetu wyraźnie zdradza, z którego rejonu świata pochodzi NIGHTSIDE. Tempa są zabójcze i raczej jednostajne, niemniej nadają kompozycjom spójności, które w efekcie mają w sobie interesującą motorykę. Pomimo zawrotnej szybkości, gitary są dość melodyjne. Praktycznie nie ma solówek, a w tle słuchać delikatne klawisze. Wokal jest ohydny i toporny. Technicznie i brzmieniowo jest bardzo poprawnie. W końcu muzycy NIGHTSIDE szlifują swój warsztat także w innych, mniejszych kapelach, a utwory z demówki brzmią równie dobrze, jak te nowsze, bowiem zostały one nagrane w słynnym studio Tico-Tico. Podczas konsumpcji „The End Of Christianity” nasuwają się skojarzenia zarówno z diabelską prostotą VENOM jak i z EMPEROR. Najbardziej zapada w pamięć old school`owy i hitowy „Demon Metal”. Nienawistne, ponoć inspirowane snami teksty grupy są iście black metalowe, dotyczą zagadnień związanych z okultyzmem, satanizmem, walką z chrześcijaństwem, a także wizją przyszłości. Podsumowując, muzyka Finów to pełen mocy black metal najwyższej próby.

Muzyka prezentowana przez RUPTURE CHRIST odbiega stylistycznie od większości pozycji z katalogu Sound Riot. Bowiem album „Molesting The Entrails Of The Disemboweled” zawiera klasyczny death/grind! Muzyka zespołu jest oczywiście brutalna, chora i obrzydliwa. Do tego dochodzą pikantne teksty w stylu porno (vide „Puss Filled Pussy”). RUPTURE CHRIST kieruje swoją twórczość do zwyrodnialców rozkochanych w dźwiękach REGURGITATION, LIVIDITY czy MORGUE. Grupa istnieje od `99, pochodzi z USA i przybyła aż do Niemiec, do berlińskiego Mega Wimp Sounds (gdzie pracowali m.in. DISINTER, DEICIDE, MALEVOLENT CREATION, DYING FETUS, DAMNABLE, SETH, BLOOD RED THRONE) w celu zremasterowania płyty.

ImageW barwach Sound Riot ukazały się płyty fińskiego REQUIEM: „The Arrival” i „Mask Of Damnation”. Zespół wykonuje niezwykły w swoim klasycyzmie power metal odwołujący się do dokonań MANOWAR czy HELLOWEEN. Utwory grupy są tradycyjnie długie i monumentalne. Rozpędzone gitary wygrywają wirtuozerskie solówki, klawisze tworzą barwne tła, jest w tej muzyce finezja i przestrzeń. Do tego dochodzą operowe, często chóralne wokalizy (w których słychać też niewiastę) i rzecz jasna w tych wysokich partiach śpiewak REQUIEM może nieźle denerwować tych, którzy nie są zwolennikami wokalu a la KING DIAMOND (niemniej dużej skali głosu odmówić mu nie można). Poza tym wyróżnia się nienaganna technika instrumentalistów (perkusista jest tak precyzyjna jak … automat). Dobrym wzorcem dla Finów musi być MALMSTEEN, członkowie DREAM THEATER i zapewne niektórzy twórcy rocka progresywnego (sugeruje to również układ kompozycji i aranżacje). Oczywiście na płytach REQUIEM podniosłe pieśni sąsiadują z bardziej balladowymi kompozycjami, a także w dynamicznych utworach pojawiają się spokojniejsze wstawki, które tylko dodają dramaturgii twórczości zespołu. Ale ogólnie jest to bardzo melodyjne i pełne polotu granie opatrzone stosownym soundem. O takim, a nie innym brzmieniu zespołu świadczy też fakt, iż chłopaki remasterowali swoje utwory w studiu Finnvox, z którego chętnie korzystają dużo większe heavy metalowe bandy (np. STRATOVARIUS, NIGHTWISH). Niektóre teksty grupy nawiązują do mrocznej twórczości Edgar`a Allan`a Poe. Ponoć muzycy REQUIEM żyją jak prawdziwi rockersi i uwielbiają motocykle. W wywiadach przyznają się do klasycznych korzeni. Znają dokonania Griega, Beethovena, Mozarta, Bacha, Chopina, słuchają także jazzu. Oczywiście nie słychać tego w metalowej muzyce REQUIEM, ale właściwie można założyć, że członkowie zespołu to ludzie o dużej wiedzy i wrażliwości muzycznej, a to trzeba docenić.

ETERNAL GRIEF (Szwecja) powstał na przełomie `95/`96 I początkowo wykonywał death/black. Z czasem zespół porzucił ten drugi człon i skoncentrował się na melodyjnym, typowo szwedzkim death metalu. Obecnie kapela gra techniczną, gitarową muzykę z agresywnym wokalem i klawiszami, w stylu zbliżonym do DARK TRANQUILLITY. Grupa ma na swoim koncie dymówki „Path Of Delight” i „Raped By Chaos”.

Niemiecki AURUM NOSTRUM wykonuje neo-classical dark wave z wiolonczelą, akustycznymi gitarami, żeńskimi i męskimi wokalami oraz klawiszami. Zespół zadebiutował na winylowym splicie „Minister Practices In Bright Sunshine”, który dzielił z SONNE HAGAL.

Duet KIVIKYY to multiinstrumentalista Jukke i wokalistka Hanna – obydwoje znani z AS DIVINE GRACE (grupy nagrywającej dla Avantgarde Music). Wspólnie wydali pod szyldem Sound Riot krążek „Kosto”. Przygotowywali się do tego aż cztery lata. Pomysłodawcą i wykonawcą muzyki KIVIKYY jest jeden człowiek i cała masa syntezatorów puls kobiecy głos. Tak więc „Kosto” to wytwór elektroniki i najnowszych technologii. Produkcja domowego studia. Sama muzyka tandemu to przepiękna mikstura eterycznych melodii, zimnego dark wave, gotyku i fińskiego folku. W warstwie tekstowej „Kosto” to koncept album po części oparty na twórczości hiszpańskiego poety Juan`a Garcia. Jest to epicka historia o naszym przodku, bohaterze wojennym sprzed kilku wieków. Płyta została okazale wydana. Jest to digipack w oprawie ozdobionej średniowiecznymi freskami.

Image Początkowo kapela SVARTSYN działała jako CHALICE i zrealizowała wówczas split-demo z ILLSKA, grupą pierwszego perkusisty DARK FUNERAL. Pod nową nazwą, na początku `95, powstał materiał „A Night Created By The Shadows”. Kolejna demówka, „Digerdoden”, nigdy nie ujrzała światła dziennego. Po dołączeniu do zespołu Draugena, który zahaczył jeszcze o MAYHEM i TORTURE, oraz po podpisaniu kontraktu z Folter Rec. SVARTSYN wydał płytę „The True Legend”. Jej promocja odbyła się na koncertach w Holandii i Niemczech, na których grupa grała obok BEHEMOTH i DESASTER. Rok `97 przyniósł 7-calową EP`kę „Tormentor” i sesję w Sunlight drugiego albumu „Blodline”, który został później wydany przez End All Life Prod. jako limitowany LP. Trzecia produkcja SVARTSYN, która znajduje się w katalogu Sound Riot, to album „…His Majesty”. Został on nagrany w studiu Voisin, a masteringu podjął się współpracujący wcześniej z WITHOUT GRIEF, THORIIUM, BREAKING SILENE Jacob Hansen. Grupa dzieli też „7EP z amerykańską kapelą KRIEG. SVARTSYN to już w tej chwili legenda undergroundowej sceny szwedzkiego black metalu, odwołująca się w swojej twórczości do dorobku DARKTHRONE czy MARDUK. Chłopaki stawiają na piekielną szybkość (wytchnienie przynoszą tylko sekundowe przerwy między utworami), maksymalną agresywność, dobre wyszkolenie instrumentalistów, dopracowane aranżacje, upiorny klimat kompozycji i bluźnierczy przekaz. Black metal Szwedów jest pierwotny, obrzydliwy i barbarzyński. Spowity mrokiem i klątwą. I towarzyszy temu charakterystyczny, brudny, typowo podziemny sound; tak jakby nagrań dokonano przed wieloma laty gdzieś w garażu (tak brzmi chociażby wokal). Kolejna, wydana przez Sound Riot Rec. płyta SVARTSYN to „Destruction Of Man”.

Początki grupy GRAYSCALE sięgają `99. Wówczas zespół działał pod nazwą FOUR BITCHES i zrealizował dwie demówki. Można rzec, iż na „The Lost Lament” zaczął się wyraźniej kształtować styl kapeli oscylujący wokół mroku i melodii. Wraz z przetasowaniami w składzie (na stanowisku wokalisty) uległ zmianie szyld zespołu na GRAYSCALE. Wydany przez Sound Riot Rec. album „When The Ghosts Are Gone” to 10 utworów melancholijnego dark gothic metalu rodem z Finlandii.

Poza powyżej opisanymi pozycjami nakładem Sound Riot ukazały się m.in. następujące płyty: MEMORIZED DREAMS (Norwegia) – „Theatre Of Life” (melodyjny power metal), EXCALION (Finlandia) – „Primal Exhale” (symphonic power metal), GRAND ALCHEMIST (Norwegia) – „Intervening Coma – Celebration” (melodyjny black a la DIMMU BORGIR (żeńskim wokalem i dużą ilością klawiszy), UNCHAINED (Szwecja) – „Unchained” (melodyjny metal, także dla fanów rocka progresywnego), GAIA EPICUS (Norwegia) – „Satrap” i „Symphony Of Glory” (speed power metal), VICIOUS (Szwecja) – „Vile, Vicious And Victorious” i „Blood Arena” (techniczny, szybki death ze zróżnicowanymi wokalami – growle, szkrzeki, śpiew w hard core`owym stylu), MEMORIZED DREAMS (Norwegia) – „Theater Of Life” (melodyjny power metal), MYTHOLOGICAL COLD TOWERS – „Sphere Of Nebaddon – The Dawn Of A Dying Tyffereth” (melodyjny, mistyczny epic doom metal); ponadto: VII GATES „Fire, Walk With Me”, SAVALLION DAWN „The Charge”, MADOG „Fairytales of Darkness”, SHADOW SEASON „The Frozen” i kompilacja „Metal Ostention” vol. 1, która była pierwotnie dodana do #3 zina o tej samej nazwie, a obecnie znajduje się jako oddzielna pozycja w katalogu wytwórni (zawiera 20 zespołów prezentujących wszelkie gatunki muzyki, od typowego metalu po ambient, dark wave, industrial) i wiele, wiele innych wydawnictw.

W ostatnim czasie z Sound Riot związało się wiele nowych grup (m.in. SERPENT RISE – emocjonalny gothic/doom) co wkrótce powinno zaowocować kolejnymi premierami i różnymi niespodziankami z tym związanymi. Tak więc z całą pewnością najlepsze dni tej wytwórni dopiero nadejdą.

 

[Kasia / Atmospheric #12]

 

Sound Riot Rec., Apartado 138, 2564-910 Torres Vedras, Portugal;
www.myspace.com/soundriotrec

ALIENACJA – oświadczenie w sprawie zawieszenia działalności zespołu

Image
Na początku roku 2007 zespół ALIENACJA przestał istnieć.

Choć na zewnątrz mogło się wydawać, że zespól jest na jak najlepszej drodze, to jak widać nie miało to nic wspólnego z rzeczywistością.

Poniższy tekst jest próbą ogarnięcia zaistniałej sytuacji, zdajemy sobie sprawę, że takie ‚oświadczenie’ jest konieczne. Zdajemy sobie sprawę, że pojawiają się kolejne kłamstwa na temat czy to zachowania Hubert, czy Krzyska i nie unikniemy obarczania nas winą za to, co się stało, ale to pozostawiamy już waszej ocenie. Chcemy tylko podkreślić, że ani razu Michał Pytlak nie wykazał jakiejkolwiek chęci kontaktu, chciałby po to żeby powiedzieć nam to prosto w twarz. To faktycznie zachowanie nie fair. Ciekawi jesteśmy, jak długo potrwa to publiczne obrzucanie się błotem na odległość, zamiast wszystkie kwestie wyjaśniać w ściśle zespołowym gronie…Ale do tego potrzeba już odwagi i sensownych argumentów.

Gitarzysta Michał Pytlak zerwał zupełnie kontakt z członkami zespołu, nie brał udziału również w trasie ALIENACJI. Tymczasem zaczęły narastać problemy z nowymi członkami (drugim gitarzysta i perkusista), przestali pojawiać się na próbach, wykręcali się od koncertów. Dopiero ‚przyciśnięci’ wyjawili, że za całą sytuacją stoi nikt inny jak Michał, który traktując ALIENACJE jako swoją i tylko swoją własność zdecydował, że nie ma ochoty grać w obecnym składzie (czyt. z basistą i wokalistą). Jako że nie miał podstaw do wyrzucenia ww. członków zespołu, postanowili doprowadzić do zawieszenia / rozpadu ALIENACJI, tylko po to, żeby za kilka miesięcy wznowić grę w innym składzie. Jednocześnie zaproponowali dwóm nowym członkom zespołu dalszą grę, prosząc o utrzymanie całej sprawy w sekrecie przed pozostałymi, odmawiając jakiejkolwiek próby spotkania czy też ratowania obecnej ALIENACJI słowami: „nie mamy na to ochoty”. W pewien sposób to wystarczający komentarz do tej historii. Oszukując ludzi, których przyjacielem się deklarowali, traktując ich przedmiotowo i uzurpując sobie prawo samodecydowania o losie ALIENACJI, przekreślił szanse na kontynuację tego projektu.
Image Hubert i Krzysiek podejmowali próby rozwiązania problemu lub przynajmniej wywiązania się zespołu ze zobowiązań (trasy koncertowe, zobowiązania wobec promotorów, wytwórni, finansowe etc.). Bez powodzenia. Wiedząc, że Michał Pytlak będzie chciał kontynuować ALIENACJE bazując na ciężkiej, kilkuletniej pracy osób, które od projektu perfidnie odsuwa / odsunął, postanowiliśmy oficjalnie zakończyć działalność zespołu. Jednocześnie prosząc, aby nie wspierać nowego ‚wcielenia’ ALIENACJI, które z pewnością pojawi się w niedługim czasie. Żeby zrealizować wspólne cele, marzenia, musi być wzajemny szacunek i zaufanie miedzy współpracującymi ludźmi, muszą móc na sobie polegać, muszą się wspierać nawet w ciężkich chwilach i muszą umieć ze osoba rozmawiać. Do tego niektórym członkom zespołu zabrakło dojrzałości. Chyba najbardziej boli, kiedy pisze się takie słowa o kimś, kogo uważało się za przyjaciela i choć czasem pojawiały się różnice w sposobie patrzenia na świat, to zdawało się, że łączyła nas wspólna pasja, która dzięki sobie realizujemy i to jest więź specjalna. To bardzo przykra i chora sytuacja i wstyd nam, ze ALIENACJA kończy działalność w taki sposób, jednak manipulacje, jakich dopuścił się gitarzysta i jego cynizm w postępowaniu nie mogły mieć innego finału.

Odpowiemy jasno i prosto na wstępne zarzuty Michała, ponieważ nie ma w nich ani kawałka prawdy czy konkretu.

1. Potraktowany tak, jak sam traktował ludzi w zespole. Wszystkie zmiany personalne albo wychodziły od samego Michała Pytlaka albo je w 100% popierał, były długo dyskutowane, ponieważ jak sam bardzo często powtarzał, nikt w tym zespole nie będzie decydował sam.
2. Jeżeli basista był ‚słaby’, to po chuj zgadzał się żeby grał? Chyba tylko po to, żeby mógł bez przerw kontynuować granie do momentu, aż znajdzie ‚lepszego’ nowego. Jakby co, to przecież można go wyrzucić za jego plecami, prawda? I kto tu przedmiotowo traktuje ludzi? Dlaczego nie umiałeś / umieliście mu tego powiedzieć w twarz? Dodatkowo tylko ja na próbach i poza nimi mówiłem basiście, żeby się przykładał – reszta milczała. Dlaczego?
3. Nigdy nie mówiłem o lojalności wobec mnie – kompletna bzdura. Jakieś 10 dni temu, nie wiedząc jeszcze o tym, co zrobiono za naszymi plecami, prosiłem w sms-sie drugiego gitarzystę o to, żeby zagrali koncert i trasę, ponieważ mamy bardzo duże zobowiązania jako zespół i jedyne o co proszę, to trochę lojalności zobowiązań i trzymania się razem chociaż na ten czas. Co za skurwysyńskie naginanie faktów!
4. Tak, postanowiliśmy zmienić hasła w ostatnią sobotę po tym jak w szyderczy sposób Michał oznajmił nam krótkim sms-em, że nie gramy w ALIENACJI. Ten profil bym moim najczęstszym miejscem pracy przy ALIENACJI – bookowania, reklamowania, kontaktów osobistych, założyłem go – po tym w jak Michał w tak perfidny sposób oszukał nas i usunął z zespołu, postanowiliśmy, że nie będzie miał dostępu do nie swojej pracy i nie pozwolimy, żeby bazował na czyjejś harówie – tak byłoby mu cholernie wygodnie. Niech sam w końcu popracuje nad zespołem, jeżeli chce do czegoś dojść. Jeśli chce nowej ALIENACJI, to niech założy nowy profil i zbuduje od nowa – może wtedy zacznie doceniać i szanować pracę innych, a nie tylko swoją. Potrafił za naszymi plecami oszukać nas i potraktować jak gówno więc coś takiego dostaje w zamian.
5. Lider? Idol? A to niby gdzie? Jak? Co najwyżej setki godzin ślęczenia przed komputerem, żeby załatwić koncerty, odpowiedzieć na wywiady (podkreślę, że reszta zespołu, a szczególnie Michał nie chcieli tego robić), rozpromować zespół (95% całej pracy pozamuzycznej musiałem robić sam) – a to oznacza, że mechanicznie ludzie kojarzą ciebie z zespołem najbardziej. Pracowałem nad tym zespołem tak intensywnie, ponieważ umówiliśmy się z Michałem, że potrzebna jest zmasowana akcja, żeby ALIENACJA wypłynęła szerzej i grała jak najwięcej. Wspólnie stwierdziliśmy, że rok 2007 będzie rokiem, kiedy musimy wykorzystać swoją szansę. Miałem przygotowywać trasy, promować ALIENACJĘ na maxa – oto co dostałem w podziękowaniu. To się wykreowałem, nie ma co…

Michał to kompletny frustrat i chyba nie może się pogodzić z tym, że nie gra już w ALIENACJI. I chyba znalazł sobie winnego tej sytuacji, bo szybko zajął stanowisko. Obudź się człowieku. Jeżeli taka jest próbka ‚sprostowania’ sprawy – stek bzdur i pomówień, to dziękujemy za następne informacje z tego ‚obozu’…

W tym natłoku informacji rozmywa się i znika sprawa bardzo ważna, którą chcemy podkreślić bardzo wyraźnie. Zespół to nie ja, tylko 5 osób. Każdy decydując się na grę w nim, bierze na siebie wspólne zobowiązania kapeli. Zgadzając się na podjęte decyzje i plany, staje się współodpowiedzialny za ich realizację. ALIENACJA pracowała na miano zespołu poważnego i funkcjonującego profesjonalnie. Praktycznie każdy z was miał okazję zobaczyć na profilu, jak wyglądały plany koncertowe ALIENACJI.
ImageChyba łatwo również wyobrazić sobie, że wydanie takiej płyty jak „Blades Shall Sapek” to bardzo duże zaangażowanie finansowe wytwórni, która inwestując pieniądze ma później nadzieję na chociażby zwrot tej sumy (a mówimy tu o kilkunastu tysiącach złotych) – a pieniądze te zwracają się przede wszystkim, jeżeli zespół jest aktywny koncertowo etc. W momencie kiedy zespół decyduje się na tak duże rozwinięcie swojej działalności, normalnym jest, że wchodzi we współpracę z bardzo dużą ilością ludzi, od których wymaga konsekwencji w podjętych decyzjach i tego samego wymaga się od niego. Przygotowywanie trasy koncertowej obejmującej 11 państw i ponad 50 koncertów oznacza poważną pracę dużej liczby ludzi i ich zaangażowanie w ten projekt, koordynację, poświecenie czasu, energii, pieniędzy. ALIENACJA zdecydowała się na ten krok i od tego momentu miała współdziałać jako jedność, aby zrealizować wszystkie zamierzenia i wywiązać się z umów i konsekwentnie tego samego wymagać. Maszyna ruszyła i kilka miesięcy ciężkiej pracy zostały poświecone, żeby przygotować trasę imponującą jak na europejską scenę hc/metal, bo dwa miesiące grania to dla wielu poziom zaangażowania nieosiągalny. Tak duże przedsięwzięcie miało przynieść zespołowi o wiele lepszą pozycję – zespołu formatu europejskiego, szeroko rozpoznawanego, z nowymi możliwościami. To wszystko, czego członkowie ALIENACJI pragnęli jednogłośnie realizować się w graniu i przez granie. Dla wytwórni taka trasa była rękojmią, że jej nakłady i zaangażowanie mają sens i cel, bo zespół i wytwórnia muszą działać jak jedność, wspierać się wzajemnie, bo od tego zależy przyszłość i powodzenie obu projektów.. Nie muszę tu chyba wspominać o wielu małych europejskich agencjach promocyjno-koncertowych, które decydując się na zaangażowanie w dany projekt firmują go również swoją nazwą i w przypadku problemów także one mają problemy. Dochodzą do tego kwestie zobowiązań transportowych, odpowiedzialności za swoje słowa i zaufania.
Image A co w tym momencie robi Michał Pytlak? Kiedy wszystko jest już praktycznie przygotowane, on zaczyna zabawę w usuwanie ludzi z zespołu, pomijając żenujący sposób, w jaki to robi oraz niemniej żenujące powody (ich brak?), stawia pod znakiem zapytania całą trasę, a wręcz doprowadza do jej odwołania i okazuje kompletny brak szacunku i odpowiedzialności w postępowaniu. Mało tego, wręcz dziecinne, kompletne niezrozumienie, czym jest obowiązek wobec członków zespołu i wspólnych założeń oraz przede wszystkim wobec zobowiązań w stosunku do całej grupy ludzi -Lifeline Rec., organizatorów trasy, firmy transportowej oraz jeszcze kilku innych! Chyba łatwo sobie wyobrazić reakcję ww., kiedy dowiadują się o odwołaniu całego przedsięwzięcia, a w jakim świetle stawia to cały zespół i nazwę ALIENACJA? Jak bardzo takie bezmyślne zachowanie niszczy wiarygodność głównego promotora / odpowiedzialnego za tą trasę (Huberta), wielomiesięczną pracę jego i wytwórni? Czy ciężka praca i wymaganie od siebie jest kreowaniem się na lidera / idola? Wg. Michała Pytlak jest.
Warto wspomnieć tutaj również o wspólnym zobowiązaniu się do spłacania poprzez granie koncertów (w istocie tych właśnie tras) długu, jaki ALIENACJA zaciągnęła, żeby kupić sprzęt jesienią 2006 roku. Długu, jaki zespół zaciągnął u mojej Mamy (Huberta). Dodam tylko, że gro tej sumy poszło na zakup sprzętu właśnie dla Michała.
Zdajemy sobie sprawę, że intencją Michała będzie przedstawienie Huberta lub Krzyśka jako sfrustrowanych chłopców, którzy mszczą się za to, że usunięto ich z zespołu. Wplątując w drobiazgowe pyskówki, kłamstewka czy nieistotne sprawy tak by się stało, dlatego ważne jest, żeby sedno całej sprawy nie przemknęło gdzieś bokiem. W związku z tym, że ruszyła kampania oszczerstw ze strony Michała Pytlaka w stosunku do wokalisty i basisty ALIENACJI, nie będziemy polemizować z bzdurami.
Był czas wewnątrz zespołu na rozwiązanie problemów. Naszym jedynym ‚wytłumaczeniem’ i określeniem sytuacji jest tekst w blogu myspace. Jeżeli ktoś chciałby o coś więcej zapytać, to prosimy o kontakt na profil ALIENACJI.

To chyba tyle.
Dziękujemy serdecznie wszystkim tym, którzy Alienacje przez te lata wspierali i dali nam szansę robienia rzeczy, które były esencją naszego życia; byłym członkom zespołu, Robertowi – Lifeline Rec., organizatorom koncertów, ludziom, którzy przychodzili na nasze gigs, którzy wspierali nas w jakikolwiek sposób. Bez was ALIENACJA dalej grałaby tylko w garażu. Do zobaczenia na scenie z innymi projektami, zespołami. Oby.

[Hubert – ALIENACJA]

NEOLITH: …A cała natura odrodzi się w płomieniach


…A cała natura odrodzi się w płomieniach…

Image

 

Po blisko dwuletnich przygotowaniach, w lipcu 1998 r. ukazał się (na CD!) nakładem Dagma Rec. nowy materiał zespołu NEOLITH, „Igne Natura Renovabitur Integra”. Nagrań dokonano w Manek Studio w Sanoku z realizatorem Arkiem Malczewskim oraz gościnnym udziałem U’Reck`a z LUX OCCULTA. Na płytę składa się 11 kompozycji (57 min. muzyki).
Image Całość na pewno nawiązuje swoim charakterem do starszego repertuaru, ale zarazem jest dojrzalsza, bardziej przemyślana, spójna stylistycznie i jednolita tekstowo niż np. split nagrań z „Trips Throught Time And Loneliness”. Mimo iż dokonania NEOLITH nigdy nie grzeszyły zawrotna oryginalnością, zawartość płyty trudno ująć w proste słowa i jednoznacznie zakwalifikować. Za dużo tutaj odniesień, nawiązań, muzycznej rozbieżności, skupionej jednak w ramach pewnej logiki; a nade wszystko kontrastujących ze sobą klimatów oraz odmiennych emocji zamkniętych w każdym dźwięku.
Tym, którzy nie znają „Igne Natura Renovabitur Integra”, spieszę donieść, iż np. kompozycja tytułowa – śmiem twierdzić, że najwybitniejsza – trwa ponad 10 min.; początek tekstu utworu „Unbeliever” to fragment wiersza „Niewierny” K. Przerwy Tetmajera; pieśń „Souls They Love Forever” jak ,,Left Alone” – rozpisano na wokal męski i żeński; „Curse Thee Lord” jest najbardziej bezkompromisowy – w warstwie muzycznej i słownej; kompozycje „Raven Moon”, „My Journey To The Stars”, „Pagan Chant” niepokoją dziwnym napięciem…

Wszystkie teksty na albumie układają się w koncepcyjną całość, I mam wyraźne wrażenie, iż powstały one z najprawdziwszej potrzeby ujawnienia swoich lęków ł wątpliwości; ukazania nagromadzonego żalu i złości; wreszcie pozbycia się destrukcyjnych uczuć. Że wyrosły one z głębokiej tęsknoty za czymś odległym; jeszcze nie poznanym, a doskonałym. Iż są owocem osobistych przemyśleń ich autorów na temat istoty wiary, miłości, także marzeń, wspomnień, sił natury, nieuchronnie mijającego czasu, utraconych ideałów tego, co takie skomplikowane i niezgłębione w całej swojej prostocie. Zagadnienia te są na tyle bolesne i osobiste, że każdy ma prawo rozumieć je inaczej. Zaznaczani więc, iż moja indywidualna interpretacja może rozmijać się z zamierzeniami NEOLITH oraz opiniami innych odbiorców.
W moim odczuciu ogromnego znaczenia w tej opowieści nabiera … dramatyzm relacji Ja-Człowiek a Bóg: źródło konfliktu oraz jego skutki – gorzki smak złamanych obietnic oraz silne pragnienie wyrwania się ze śmiercionośnej pułapki, ograniczającej wolną wolę, wyjątkowość i niezależność ludzką, wreszcie chęć wyniesienia własnego istnienia ponad wszelkie ziemskie sprawy…..

„Igne Natura Renovabitur Integra” jest niczym niemy krzyk zranionej duszy; jak echo, cicha skarga niepozornej, wrażliwej istoty, tak nieznośnie rozczarowanej nareszcie odważnie zdemaskowanymi ułomnościami świata, w którym przyszło jej egzystować. To historia nas samych; mój i twój cień; wierny portret przytłoczonego dekadenckimi nastrojami człowieka końca XX-go wieku…

Image I tak oto człowiek współczesny staje na skraju swojego życia… Taki samotny, bezradny, wyobcowany, zamyślony. Przygląda się sobie i sam już nie wie, kim on właściwie jest. Traci rachubę czasu i poczucie najwyższych wartości Zadaje sobie pytanie o cel własnego bytu. Obwinia przeszłość za wydany na siebie wyrok; z mozołem tłumaczy sens zjawiska dnia dzisiejszego; snuje niejasne plany na przyszłość. Zawieszony między jawą a snem, faktem a fikcją; rzeczywistością i halucynacją; niebem i ziemią – przeżywa kryzys wiary…

…I miota się. I szarpie. Nie godzi z przypisanym mu losem. Podejmuje walkę z nieokiełznanym żywiołem i sobą samym. Błądzi nieudolnie i szuka po omacku. Poszukuje, aby wreszcie odnaleźć…..

…I wzbiera w nim nienawiść. I zaczyna bluźnić. Dławić się buntem, pragnieniem zemsty i chęcią ukrzyżowania wyimaginowanego fałszywego Stwórcy. Wyrzeka się jego dobroci i miłosierdzia; woli zbawienia. Czuje się zdradzony, oszukany, wykorzystany. W amoku traci na chwilę oddech. I kontrolę nad myślą, słowem, czynem – ściągając na siebie przekleństwo.

…I poddaje się namiętnościom; świadomości innego wymiaru. Rozczarowanie i strach przemienia się w nim w intensywne poczucie własnego człowieczeństwa i niepowtarzalności; a śmierć staje się jedyną słuszną drogą ocalenia. Ucieczki i przetrwania.
Image
Oto on sam – nagle przebudzony ze zgubnego odrętwienia, ośmielony do działania i konfrontacji z przeszłością; staje dumnie u bram nowego świata. W ciemnościach dostrzega światło dnia, doznaje objawienia. Serce jego napełnia się mocą boską, iskrę rozjaśnia oko -dodając dostojeństwa i chłodnej odwagi. Już nie składa pustych honorów, nie dźwiga krzyża, nie umiera w imię nieosiągalnej chwały. Nie potyka się a wzrasta…

Oto on sam – ze zdumieniem i goryczą uświadamia sobie, iż mknący ku nieskończoności czas nieopatrznie pochłania najlepsze lata jego życia. I choć ostatnich cząstek pamięci nie sposób już przywrócić, nie pozostaje obojętny. Poddaje się wspomnieniom i spala się w ich blasku. Obrazy przepływają mu przed oczami…W porywie rozpaczy uwalnia swoje najskrytsze pragnienia. Cichego ukojenia dopatruje się w miłosnym uniesieniu, ale ono sprowadza się do frazesu i nie niesie spełnienia. Desperacko dryfuje wśród świec płonących i duchów są mu one schronieniem i opiekunem zarazem. I umyka w świat snów. I balansuje na granicy smutku i bólu, obawiając się unicestwienia. I zatapia się w sobie, l rozpływa w krainie zimnej, nieruchomej – odnajdując ukochaną równowagę (…).

Oto on sam Człowiek. Chwieje się nad przepaścią własnego istnienia… Z uwielbieniem wpatruje się w księżyc w pełni. Poszukuje swojego bladego odbicia w jego zmęczonej twarzy. I wyraźnie czegoś oczekuje, nie tracąc jednocześnie nadziei. Trwa w bezruchu, lśni jak martwy punkt. I tylko wzrok kieruje jeszcze nieśmiało ku ciemnościom nieprzebytym. Nad sobą ma niebo usłane jasnością gwiazd. U nagich stóp – Otchłań bezimienną; tak obcą i chłodną, że aż fascynującą. I musi dokonać wyboru. Może wzbić się wysoko; ulecieć na skrzydłach wyobraźni i już nigdy nie powrócić, dotknąć gwiazd, rozmawiać z nimi, sycić się ich widokiem…Lub z milczeniem na ustach skoczyć w czeluście mroku – roztrzaskać się o werwy własnych słabości bądź na zawsze zespolić się z chaosem, siłami natury i żywiołami będącymi jednością. Życiem i śmiercią równocześnie. Spłonąć w płomieniach; bez sprzeciwu przypisując im odpowiedzialność za swoje przeznaczenie…..

Bowiem ogień jest świętością. Ma moc oczyszczania. Odnowy moralnej i odrodzenia wewnętrznego. Jakkolwiek miałoby to wyglądać, cokolwiek oznaczać, zwiastować – cud czy katastrofę. Armagedon…

Image Gdy ziemia płonie, a woda w krew się przemienia – Boga pochłonie nicość. Umiera on na oczach naszych. Umiera, ponieważ świat, który zostawił ludzkości w spadku, nie okazał się tak nieskazitelnie pięknym darem, jakiego wypatrywano z utęsknieniem. Umiera, ponieważ nie zdołał naprawić własnych błędów i uleczyć krzywd. Umiera poć! ciężarem ludzkich trosk; w niemocy dialogu, którego nie podjął z człowiekiem,.. Lub inaczej – my sami uśmierciliśmy go pod niebem bądź samoistnie odszedł w mroki niebytu… Tylko mając jeszcze powrocie. W innej formie i o innym czasie. W postaci nieskończonego Absolutu, którego oblicze chyba każdy z nas z wielkim pietyzmem pielęgnuje we własnym sumieniu…

Podobnie jak cała Natura – zgodnie z niepisanym prawem, którego ani Bóg, ani człowiek nie potrafi kontrolować – odrodzi się w płomieniach… Ponownie i na nowo. A że struktura przyrody jest za bardzo złożona, aby przewidzieć jej przyszły kształt, pozostaje nam tylko zachować w sercu wiarę, iż odda nam ona nasze przyszłe Życie…

 

[Kasia / Atmospheric #7]

Neolith, Grzegorz „Levi” Łukowski, P.O.Box 11, 38-402 Krosno 5; levi@neolith.pl; tel. 0607364329; www.neolith.pl / www.myspace.com/neolithband