Kategoria: Artykuły okołomuzyczne

12. unikalnych teledysków z nieunikalnym motywem, których prawdopodobnie nie widzieliście

Muzyka metalowa, jako silna alternatywa dla mainstreamowych mediów, zawsze kreowała we własnym zakresie pewien specyficzny mikro-świat, który pozwalał słuchaczom przenieść się na niwę „innego systemu” – a samym twórcom dać możliwość wysławiania się poprzez potężniejszą i ambitniejszą muzykę, która jest we władaniu mocy przekazywania i wysyłania odczuć, motywów i doświadczeń, jak jeszcze żadne inne medium. Teledyski stały się poniekąd wizualnym dopełnieniem uczuć i idei zawartych w muzyce, często tworząc własne uniwersa, mogące rozszerzać się na tyle, ażeby uczynić ze słuchacza widza. Teledyski można także traktować jako autorskie wizje fonii, czyli jako uporządkowane spektralne sinusoidy, tworzące obrazy, prezentowane pod dyktando muzyki.

Nowa generacja brutalności

132882_132883

Znacie smolistą bryłę o nieskończonej ilości ścian i osi symetrii? Ja znam, zwie się POLSKĄ SCENĄ METALOWĄ, w całym swym koźlim majestacie. Latami przechodziła wiele przeobrażeń, ale nie można rzec, że kiedykolwiek była „słabsza” od zagranicznych – może nie zawsze byliśmy archetypami czy prekursorami, nie przecieraliśmy szlaków, ale oraliśmy grunt pod – na prawdę – silną, ciężką i zbitą masę. Wychowałem się w otoczeniu niezwykle różnorodnym, od KATA przez ROOTWATER i PROLETARYAT na SACRILEGIUM kończąc, zdążyłem się zmierzyć w tym czasie z wieloma opiniami, wieloma światopoglądami i poznać scenę od wewnątrz – wyrabiało się wtedy we mnie poczucie alienacji muzycznej, metalowi rodacy często oskarżali sami siebie o mizerność i nicość dokonań – KAT, TSA, VADER, CETI i do przodu, ale nic poza tym – poza tym głębokie podziemie i wieloletnie raczkowanie. Następnie z czarciej posoki, zrodził się BEHEMOTH i coś odżyło w tej Polsce – materiały na prawdę godne uwagi wreszcie zaczęły budzić szerszy podziw, po prostu materia zaczęła krążyć. Jak mikroelementy w układzie krążenia, ten organizm zaczął wreszcie żyć – elementy dotarły do szerszego spektrum odbiorców, przestały cieszyć tylko garstki najwierniejszych fanów. Żyliśmy wiele lat w cieniu tragedii jaka spotkała DECAPITATED, patrzyliśmy na notowania listy Billboardu, na niezniszczalnego Petera – z boku wyrastali gracze, którzy równie ładnie bawili publiczność na koncertach – VIRGIN SNATCH, FRONTSIDE i inne, które do dziś pozostały nieco w cieniu. Celowo pomijam tu wiele zespołów, które wpłynęły silnie na Polską SCENĘ, ale jest to zamierzane – wiodący ascetyzm zaprowadzi nas od razu do czasów współczesnych, o historii bowiem zapisano już za wiele. A co oferuje nam współczesność? Koniec ery polskich tytanów – DECAPITATED, VADER, BEHEMOTH. Pomimo, że są i tworzą, to nie stanowią już szkieletu i jego osi – dziś Polska dzierży maczugę. Maczugę naszpikowaną jadowitymi kolcami. Kto domyślny, ten już wie, że jest to era black metalu, niepozornej i spokojnej muzyki dla samotników, którą można umilać sobie rytualne klęczenie na ziarnku bluszczu. Dziś widzę, że fani żyją ŚLĄSKIEM – za sprawą, między innymi znanego multinstumentalisty, który lubi śpiewać o polskim klimacie i tradycjach – Nihila. Niektórzy już dawno spoglądali na FURIĘ z litością, a potem przecież narodziły się jeszcze FDS, MOROWE, SEAGULLS…, CSSABA, a następnie solowy projekt Sarsa o enigmatycznym tytule DUSZĘ WYPUŚCIŁ, przy którym słyszałem najczęściej opinie typu „Co ona tam pie*oli?” – a niech pie*oli, idealnie wpasowało się to w klimat. Kontynuując, zapewne wielu słuchaczom mogło to zbrzydnąć, mogli mieć dość tego „produktywnego” Śląska i pościgu za pieniążkami, ale kto… nie poczuł choć na moment sympatii do arcydzieła „Piekło.Labirynty.Diabły” – toż to nawet Sławek puszczał w Radiu Białystok. Kto nie czuł się jak na pięknej, zamarzniętej polskiej hali z FURIĄ? A może kto nie dogorywał z MASSEMORDem? massemord-tourA Nihil zaiste stanowi tylko część Śląskiego imperium węglowego amoku. Chyba niewiele było płyt, na które czekałbym za taką niecierpliwością jak na IPERYT – nie zawiodłem się przy tanecznych rytmach „No State Of Grace”. Nie zawiódłbym się też przy nowym INFERNAL WAR. Jednak odchodząc od mistycznego Śląska, trochę na wschód… MGŁA, MGŁA na którą mało kto nie czekał, oczywiście z tych, którzy widzą w black metalu siłę narodową – płyta Z sercami ku nikomu (na wolno przetłumaczone, by było bliższe sercom), z miejsca stała się najczarniejszą perłą apokaliptycznego roku 2012. Bezapelacyjnie zmiotła i zamiotła – MGŁA ustanowiła nowy podział siły na polskim froncie, który krystalizował się od pewnego czasu. Kiedy jeszcze KRIEGSMASCHINE powróci po perfekcyjnym splicie z INFERNAL WAR, to zapowiada się prawdziwy południowy armagedon. Lodowo-militarno-wiosenny. Krocząc dalej ścieżką kriegu, nieco ku górze mapy – po MGLE, możemy natknąć się na… SZRON, który dokończył w 2012 roku dzieła spustoszenia. Przypieczętował nowy kurs, dobił maruderów i wraz z genialnym BLAZE OF PERDITION finalnie wykuł tron. Powracając jednak do korzeni zmian… czekaliśmy na NOMAD, czekaliśmy na PANDEMONIUM, ale osobiście się zawiodłem – oba wróciły z przytupem, oba wpadały w ucho i przyjemnie pieściły zmysły, ale uznałem je za pobożne umilacze na trasie metamorfozy POLSKIEJ METALOWEJ SCENY. Niemniej jednak, ostatnie lata zdołały przywitać nas dwoma zapierającymi dech w w piersiach powrotami – które już w rzeczywistości, na wszystkich płaszczyznach odbioru zmiażdżyły i doprowadziwszy do szaleństwa niejednego fana… znikły w czeluści. MASTIPHAL i CHRIST AGONY, bo to o nich mowa – osobiście bliższy jest mi ten drugi gracz, zwłaszcza z dobrze znaną personą na wokalu, ale MASTIPHAL zawsze cieszył się u mnie sympatią, ze względu na wkład w i/oraz szerzenie idei podziemia. Ale, ażeby pokazać inne oblicze POLSKIEJ SCENY wkroczę na głęboką wodę – to co usłyszałem od ETERNAL DEFORMITY w tym roku sprawiło, że ucieszyłem się z faktu, że nigdy nie szalałem za DREAM THEATER czy innymi progresywnymi zespołami, tutaj bowiem (po raz drugi) zostałem nakarmiony najwyższej klasy awangardową muzyką, jakiej inne kraje mogą nam pozazdrościć. Dodając do tego OBSCURE SPHINX, które bardzo długo przymierzało się do wydania płyty, ale gdy to nastąpiło… ukazało się nam dzieło, na miarę BLINDEAD, zespołu, który jest dla mnie od wielu lat indykatorem jakości alternatywy w Polsce, tak skutecznym przy opisie nowych wytworów tego gatunku, np. PROGHMA-C. ANTIGAMA jest, co prawda, solidnym tworem, także w swojej niszy, progresywnym, ale BLINDEAD ma coś czego inni nie mają (poza tym samym wokalistą), ani u nas, ani za granicą – jądra bólu. Którego z kolei mogliśmy po części uświadczyć na wielu polskich nagraniach depressive black czy funeral doom – tutaj warto wskazać na wschodzący CIEŃ, który na fali sukcesu ETERNAL DEFORMITY, załapał się na parę koncertów i przez to zyskał uznanie, zasłużone. Ale CIEŃ to tylko jeden księżyc, ja widzę ich nieco więcej – wystarczy nadmienić COLD EMPTY 35385_cold_empty_universe_constantly_creating_myself_in_the_space_of_lifeUNIVERSE, tak cenione zagranicą za kosmiczny klimat. Można by było wymieniać mnogość teraźniejszych alternatywnych zespół w Polsce, ale na pewno wszyscy dostali by z chęcią, wreszcie obiadek – soczystego kotleta. Pieczonego na piekielnym ogniu polskiego death metalu. W tej branży można było zaobserwować najwięcej zmian, tuzy odeszli, starszacy odsunęli się, kraina się rozstąpiła – otworzyła się nieograniczona przestrzeń dla tysięcy wymiataczy. O ile old school death metal pozostał u nas w podziemiu, wraz z melodic deathem to główne nurty t.j. brutal death i sam death rosły aż po szczyty międzynarodowego poziomu. Grindcore pominę, choć również byłoby sporo pisania – wzrastające marki jak GNIDA mają szansę podbić najbardziej mięsne serca. Ale sedno, sedno, sedno… Lata 2010-2013… Metalowy Eden – już wtedy TRAUMA rozpieściła nas wybitnym „Archetype Of Chaos” i do dziś czekamy na kontynuacje. A potem to już istny wysyp… HATE, AZARATH, LOST SOUL, STILLBORN, DEUS MORTEM czy mniejsze marki jak BANISHER, MESMERIZED, GORTAL, EFFECT MURDER albo coś z fantastycznej sceny industial deathu – EMPTY PLAYGROUND, żeby tak coś dać na przykład… I tu niespodzianka – czas na podsumowanie. Death metal jest rzecz oczywista, także dobrem narodowym, skądinąd nawet bliższym audytorium, ale wystarczy się w po prostu wsłuchać w szum zniszczenia, bez zbędnego opisywania. I jakież wnioski wypływają z tego wszystkiego? Zdecydowanie odeszliśmy od idei tradycjonalizmu, jest to szerokie zagadnienie-proces, ponieważ obecnie nawet scena pagan i folk metalowa uległa spłyceniu. ARKONA, NORTH, SALTUS już nie karmią drzewami i pogańską chęcią podbijania świata. PERCIVAL SCHUTTENBACH stał się zbyt rozpoznawalny by pociągnąć za sobą młodą falę, THY WORSHIPER chyba już zrezygnował po świetnej zapowiedzi nowej płyty, SLAVLAND jest na urlopie – nie ulegliśmy zdziczeniu, ani nie jesteśmy bardziej atawistyczni. Zostaliśmy brutalami. POLSKA SCENA METALOWA pragnie, łaknie i pożąda brutalności, którą najłatwiej odnaleźć w BLACK METALU. To stamtąd polski metal czerpie wodę, by móc dalej kuć. Death metal spod znaku STILLBORN? Chorobliwie dziki, porywający. Nowy AZARATH? Brutalne bluźnierstwo. A może podać wam ikonę metamorfozy? Posłuchajcie TURIN TURAMBAR. Do tego… chcemy paradoksalnie mrozu, zimna, chłodu (może już dość za oknem), w efekcie czego, wszystkie oczekiwania scalają się w jedno oblicze – Polski jako centrum zimnego, trochę eksperymentalnego, brutalnego deathu i blacku, nowej generacji zniszczenia.

[Vexev]

A1 Rh+


Mojej Kasi, Mojej Wiedźmie, Istocie Najbliższej Mi Pod Księżycem
„The murder is the ritual” –  Varg Vikernes aka. Count Grishnackh, na początku roku 1993, na kilka miesięcy przed zamordowaniem Oysteina Aarsetha aka. Euronymousa, lidera satanistycznego zespołu Mayhem, w odpowiedzi na pytanie Gavina Baddeley’a, czy zniknięcia ludzi w Norwegii mają związek z satanistycznymi rytuałami.

Źródło: Stealing Auras. An interview with Count Grishnackh, founder of Burzum, murderer of Euronymous, w: Gavin Baddeley, Lucifer Rising: A Book of  Sin, Devil Worship and Rock’n’Roll, Plexus, London 1999, s.207.

Uczucia protopatyczne to inaczej popędy (appetitus – łac.), czyli popęd do utrzymania siebie przy życiu, do zaspokojenia pragnienia i głodu oraz popęd seksualny, płciowy. Emocje archaiczne to złość, gniew, nienawiść, zazdrość i pożądanie…
Istnieje wyjaśnienie historyczne, związane z przyjściem Hebrajczyków do Kanaanu i ujarzmieniem przez nich Kanaanejczyków. Naczelnym bóstwem Kanaanu była Bogini – Wąż – symbol tajemnicy życia. Grupa uprawiająca kult męskiego bóstwa odrzuciła go. Innymi słowy, w opowieści o Ogrodzie Edeńskim mamy do czynienia z historycznym  odrzuceniem i unicestwieniem Bogini – Matki , odtrąceniem wartości typowo matriarchalnych (wolności, równości i miłości) . W Starym Testamencie Boginię kanaanejską określa się mianem „Obrzydliwość”  – widać tu wyraźnie obsesję, paranoję Hebrajczyków. Podobnie jest w mitologii Babilonu, Marduk, orędownik młodszych bogów, unicestwił Tiamat, pramacierz wszystkiego. Rozbił jej czaszkę maczugą, rozłamał na dwie części „jak suszoną rybę”, Marduk, przedstawiany w ikonografii zawsze z Wężem – Smokiem. W mitologii germańskiej, Thor, bóg burzy i płodności, syn Odina (ger. Wotan, bóg wojny, ojciec umarłych – ekstaza, szał, magia runiczna, Downer – grzmot), jedzie rydwanem zaprzężonym w dwa kozły, w ręku dzierży młot… Zabija Węża i sam ginie po zwycięskiej walce. Walhalla i Walkyrie są tu toposem sił Natury.
Mitologia grecka przynosi dobrego geniusza, uskrzydlonego Węża, udzielającego tchnienia życia… Jest nim Agathos Daimon.  Z kolei w Persji mamy Ahrimana (Aion – czas gr.), złego ducha, który zamieszkuje podziemne królestwo, wyobrażany jest z głową lwa, wokół jego ciała owinięty Wąż, piękne, perskie bóstwo.  Patronem sztuk wyzwolonych zaś jest Astaroth, książę piekielny, wstrętny anioł, który siedzi na smoku, w ramionach trzyma Węża…  Mitologia hebrajska, słynąca z poczucia wstrętu i winy, oznacza Beliala (hebr. Niegodziwiec), utożsamianego ze strumieniem zagłady, to duch i książę ciemności z posmakiem Węża…  Bardzo podobny jest Belzebub – Pan Much, Pan Kupy Gnoju (hebr. Baal – książę, zabal – gnój) . Jakże odmienna pod tym względem jest starożytna Grecja, wznosząca Dionizosa, utożsamienie płodności, cyklu biologicznego, wiecznego odradzania, Nietzscheańskiego powrotu (odpowiednik germański – Dis). Dionizos jest okazywany jako kozioł, byk, fallus… Wąż.  Mitologia gocka przedstawia Hel (gockie Halja), władczynię krainy zmarłych, jej rodzice to Loki i olbrzymka Angrboda , Goci czynią swoją powinność bez paranoidalnego obrzydzenia. W Biblii dwuznaczny jest jednak Lucyfer, Upadły Anioł, Niosący Światło (ang. Lucifer, od łac. Lux – światło, ferre – nieść), mimo tego, że owiany Jutrzenką , jest przecież Księciem Ciemności.
Groteskowe ujęcie rzeczywistości biblijnej proponuje Cavanna, oto jak przedstawia Węża: „I pod płaszczem widać było nagość Jana Chrzciciela. Nagość była długa i czarna. I zwisała bardzo nisko, i bardzo było ją czuć, i bały się jej małe dzieci. W rzeczy samej, lepiej by było, żeby Jan Chrzciciel miał guziki.”  Żarty na bok, Wąż, według Campbella, to ruchomy przewód pokarmowy – i tyle. Z tym zwierzęciem nie ma żadnej dyskusji. Życie żyje dzięki zabijaniu i samozjadaniu się, odrzucaniu śmierci i odradzaniu się – jak Księżyc. Jest to jedna z tajemnic, którą próbują wyrazić te symboliczne, paradoksalne formy: Wąż jako pierścień, pożerający własny ogon, Wąż zrzucający skórę, tak jak Księżyc rzucający cień, to wszystko, by narodzić się na nowo bez defektów, samobójstwo metaforyczne.  Stąd aztecki bóg zodiaku – Quetzalcoatl, upierzony Wąż, bóstwo Księżyca, Wiatru. Jeszcze inkaska, staro meksykańska Quilla, Bogini – Matka Księżyc. I asyryjski demon o czterech skrzydłach, imieniem Pazuzu, duch huraganu, epidemii, strachu, posiada ogon skorpiona… Egipska Bogini Sothis, symbol wilgoci i płodności… Romans Lilith i Samaela, stosunek miłosny, akt seksualny, Samael jest aniołem śmierci, ślepym aniołem.  Zaćmienie umysłu jest istotą wiary, jest bazą każdej religii. „Napisane jest w Talmudzie, że jeśli dziecko uśmiecha się w noc szabasu albo pełni księżyca, to znak, że bawi się z nim Lilith.”   Na początku XX wieku (1910-1915), kilkunastu maturzystów w sennym Drohobyczu, w tym Bruno Schulz, snuło wizję powrotu Białej Bogini (ekstatyczny erotyzm, sodomia) , zastanówmy się więc, jaki to wszystko ma związek z faktem, iż jednak bardzo lubimy morderców, szczególnie seryjnych, i czy doprawdy, jak pyta psycholog David M. Buss, każdy z nas jest potencjalnym zabójcą?
Sądzę, iż pierwotne instynkty, uczucia archaiczne, emocje protopatyczne, pozwolą puścić strumień światła w kierunku symboliki zła, mitologii Szatana, Czarnych Mszy, Ścieżki Lewej Ręki (Left Hand Path)… Bowiem w tym kontekście również pojawia się chęć uduszenia Matki, stąd Narcyz nieświadomie będzie niszczył osobowości żeńskie (słynne ofiary z nagich kobiet w ikonografii Black Masses, czy ofiary z synów pierworodnych, noworodków, niemowląt, u Indian z Florydy, matka w ten sposób miała poświęcać dziecko kultowi Słońca, cierpiąc przy tym dwuznacznie). Jest to jednak błędem w sztuce religii Natury, skrzywieniem obrazu, dewiacją, która wynika z psychopatologii, Kobieta bowiem (Tiamat – Kali – Baphomet), jest niezniszczalna, i jako taka stanowi podmiot satanistycznego kultu (Bogini, Kapłanka). Stąd u niektórych gorliwych wyznawców płci męskiej, pojawia się tęsknota za ringiem wolnym i pierwszym starciem z równym sobie przeciwnikiem, partnerem, jak w starożytnym Meksyku (słynne, krwawe ofiary w Tabasco), gdzie wyrywano serce, otwierano nożem pierś jeńca wojennego, by wydobyć z niej pompę ssąco – tłoczącą i pożreć ją. W ten właśnie sposób Varg Vikernes (Burzum) zasztyletował Euronymousa (Mayhem), w jego własnym mieszkaniu (1993), przyczyn zabójstwa nigdy nie wyjaśnił, to, co mówił na ten temat w wywiadach, z powodzeniem można potraktować jako brednie. Długoletni pobyt w norweskim więzieniu (wyrok obejmował jeszcze udział w paleniu kościołów), po doskonałej, hipnotycznej płycie „Filosofem”, zaowocował niebywałym albumem „Belus”, który, paradoksalnie stanowi mroczny kult Słońca – okładka płyty przedstawia zdjęcie promieni słonecznych, rozproszonych, rozszczepionych przez gałęzie drzew, przez ich liście… Magia Lasu. W tym momencie, przypominam Eden, Las z „Antychrysta” Larsa von Triera, filmu o totalnej nieobecności Dziecka, Kobiety i Mężczyzny… Do najmocniej krwawych scen zaliczam chwilę autokastracji Kobiety, obcięcia przez nią sobie łechtaczki ostrymi nożyczkami… Króluje Chaos… i poczucie Braku, nieuchwytnej Tęsknoty za czymś, co przychodzi z Ziemi…
DionisosMit o zamordowaniu Dionizosa przez tytanów w celu wyjaśnienia kondycji człowieka w świecie, o poćwiartowaniu go rytualnym, staje się protoplastą uczuć. Misterium to skupiało się na postaciach Bachantek (taniec, oszołomienie przez wino, szaleństwo w lasach, na odludziu, w najdzikszych ostępach, rozdzieranie żywych byków, wcieleń lub epifanii Dionizosa – „diasparmagata”, przy wierzeniach, że to jego zjadają, pożerając surowe mięso – „omofagia”). Historia śmierci Dionizosa, rozszarpanego przez tytanów, zdarzyła się, gdy bóg  dzieckiem będący bawił się… „Homo ludens”. Tytani, prowadzeni przez Herę, ofiarowali mu najpierw zabawki, po czym zmasakrowali go i pocięli na kawałki. Następnie ugotowali jego członki i upiekli je w postaci szaszłyku.  Automatycznie nasuwa się asocjacja z obrazami Hieronimusa Boscha, nie wiedzieć czemu, dla przykładu z „ Kuszeniem św. Antoniego”, gdzie metafora pieczystego – nieczystego, świnia, funkcjonuje jako symbol nieokiełznanego seksu i grzesznej namiętności.  Podczas gdy ofiara z byka, inaczej pamiętne z „Jądra ciemności” Josepha Conrada taurobolium (świetne ujęcie z filmowej adaptacji tej powieści, pod tytułem „Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli), oraz kojarzona z nią Mitra – Egri bicaver, jest po prostu krwią zwierzęcia, nie boga,  nie ma nic wspólnego z boskim erotyzmem. Tropiąc dalej woń absurdu, przypomina się Warai Hannya (śmiejąca się Hannya), upiorna wiedźma, która w ludowych, japońskich wierzeniach i baśniach odżywiała się krwią niemowląt.  Czy wreszcie słynny cytat: „Bóg polecił Mojżeszowi: – I spalisz całego tego barana na ołtarzu. Jest to ofiara całopalenia dla Pana, miła woń, ofiara spalana dla Pana.” (Księga Wyjścia, ST).
Gaja, zmęczona ciągłym rodzeniem, prosi swych synów, tytanów, by pomogli jej zemścić się na swym zbyt wymagającym małżonku. Kronos, który nienawidzi swego ojca, a raczej tego, co w nim niezmienne, wiecznej teraźniejszości, ostrym nożem, który otrzymał od Matki Ziemi (Gai – Nietzscheańska La Gaya Scienza), odcina Uranosowi jądra w chwili, gdy ten kładzie się na swej żonie, by ją zapłodnić po raz kolejny. Ze zranionego boga tryska krew, skrapia ziemię i morskie odmęty. Gaja ponownie jest w ciąży, zapłodniona tym razem nie nasieniem, lecz krwią, i wydaje na świat Erynie (boginie zemsty), gigantów, nowe pokolenie nimf (oraz, według niektórych wersji, satyra Sylena). Ocean, w który wpadła sperma zmieszana z krwią, rodzi jedną jedyną młodą kobietę, Afrodytę, najpiękniejszą, budzącą miłość.
Kronos łączy się ze swą siostrą, tytanką Reą, która rodzi mu trzy córki i trzech synów (3+3=6!), z których najmłodszym jest Zeus. Kronos chce wykorzystać swoją władzę. Gaja grozi mu kastracją, on, przerażony utratą męskości, postanawia połykać swe dzieci natychmiast po ich urodzeniu. Rea uratowała Zeusa, który stał się bezsprzecznie tyranem, nie obchodziły go losy ludzkie.  Kompleks Kronosa to przeciwległy kraniec mitu Edypa – Freud powinien się nad tym zastanowić. Kronos, połykający własne dzieci, chce zniszczyć swe potomstwo, by zatrzymać przyszłość i pozostać tym, czym się jest. Stamtąd wywodzą się po kolei: Adonis, zniewieściały kochanek o jałowym nasieniu, któremu przyrodzenie zmiażdżył dzik (odyniec); Attis, androgyniczny potwór, zrodzony z kamienia zapłodnionego przez Zeusa, z woli bogów wykastrowany, przekształca się w boginię Kybele (I wersja mitu).  Attis, kochanek Kybele, zdradzał ją z nimfą wodną, żałował swego czynu tak gorąco, że postanowił się samo okaleczyć i dokonał aktu autokastracji (II wersja mitu).  A wszystko to spowite mgłą lasu i krwi… W starożytnym Rzymie, w czasie Święta Sosny, za czasów Klaudiusza, silnie czczono Kybele. „Arbor intrat” – drzewo wkracza, to było tak, jak podczas Wielkich Dionizji w trakcie przesilenia wiosennego.
Joseph Campbell w Potędze mitu zwraca uwagę na przypadek człowieka, który staje się łowcą – drapieżnikiem. Freudyści mówią: Zwierzę jest ojcem. Jeśli jesteś mężczyzną, pierwszym wrogiem dla ciebie jest ojciec. Jeśli jesteś chłopcem, każdy wróg może być potencjalnie, psychologicznie skojarzony z wizerunkiem ojca. Zwierzę stało się ojcowskim obrazem Boga, którego trzeba pożreć, nie unicestwić.
Znany światu jest przypadek Johna Haiga, który otrzymał przydomek „londyńskiego wampira” (wyznania przez niego spisane w celi śmierci, latem 1949 roku, przed wykonaniem wyroku przez powieszenie, przytacza Jean – Paul Roux). John Haig sam siebie opisuje jako osobę dziwną i skomplikowaną: głęboko niezrównoważony, żyjący w świecie koszmarów skąpanych w czerwonej mgle, przekonany, że powoduje nim obca siła, nieodparta, niemal boska (schizofrenia paranoidalna), ogarnięty przemożnym pragnieniem picia krwi. Pewnego dnia Haig skaleczył się przypadkiem w rękę i zlizał krew z rany. Był to przełom w jego życiu. Poderżnął gardło 9 osobom. Pierwszą ofiarę trzymał nad zlewem i usiłował nabrać czerwonego płynu do szklanki. Krew to życie, sama istota życia, jak powiadają świadkowie Jehowy, jedni z największych „krwiopijców” pod słońcem, którzy zakazują transfuzji, ponieważ Biblię traktują literalnie. W mitologii prasłowiańskiej podaje się przykład, w którym Bóg Jessa tworzy pokolenia innych Bogów z krwi Trygława. Oto inne przykłady tych, których zwiemy dzikusami: Gilles de Rais (1404 – 1440), odpowiedzialny za 400 dzieciobójstw; Elżbieta Bathory (ok. 1560 – 1614), która podobno poderżnęła gardło ponad 650 młodym dziewczętom, a pewnego dnia wzięła kąpiel w świeżej krwi z 80 wieśniaczek.
gilles.de.raisGilles de Rais wyznał, że większą rozkosz sprawiało mu mordowanie dzieci, przyglądanie się odrywaniu ich główek i członków, picie ich krwi, niż cielesne obcowanie z nimi.  W 1435 roku zaczął eksperymentować z okultyzmem pod przewodnictwem Francesco Prelati’ego, który wmówił Rais, że może odzyskać roztrwoniony przez siebie majątek, poświęcając dzieci demonowi zwanemu „Barron”. Służący zwabiali młodych chłopców do majątku, gdzie Rais ich gwałcił, torturował i ranił, często masturbując się w pozycji siedzącej na ofierze. Dzieci zginęło 80 – 200, sugestie o 600 są przesadzone. Wiek 8 – 16 lat, obojga płci, choć Rais zdecydowanie wolał chłopców, podobnie, jak dyrygent chóru poznańskich „Słowików”, Wojciech Krollop, czy arcybiskup diecezji poznańskiej, Juliusz Paetz. W 1440 roku de Rais został skazany na śmierć za morderstwa, sodomię i herezję.
Erzsebeth Bathory (siostrzenica Stefana, króla Polski), maltretowała służące, by się nie starzeć… Pewnego razu poniekąd uderzyła w twarz tak mocno, że krew z nosa ofiary padła na lica hrabiny… i zmarszczki zniknęły. Anna Darvulia wykorzystała złudzenie, jako wiedźma z prawdziwego zdarzenia, i przekazała Elżbiecie starożytną mądrość. Potem sprawy przyjęły oczekiwany przez gawiedź obrót: Bathory pożerała służki żywcem, urządzała kąpiele lecznicze w wannie wypełnionej krwią (pomysł ten powinien zostać opatentowany we współczesnych sanatoriach z serii SPA), po czym została oskarżona o wampiryzm i czarnoksięstwo, bądź zdaniem innych, sprytnie w to wszystko wrobiona przez uroczego kuzyna, chrześcijanina, żądnego religijnej władzy, pieniędzy, który to właśnie w tym celu podrzucał pod jej posiadłość zwłoki kobiet w szczątkach.
Kontekstów niech dostarczą historia religii i mitologia, oto przykłady: pierwszym będzie Kingu, syn pramacierzy, Bogini Tiamat. Matka chciała go uczynić panem bogów, jednakże Marduk zwycięża moce świata podziemnego i Ea stwarza ludzi z krwi Kingu  (Ea – babiloński bóg mądrości i zaklęć, wielki artysta, „płodziciel”, kozłoryba, „król dobrej rady”, jego królestwem jest podziemny ocean wód słodkich ). Kolejnym niech będzie Venus (łac. pożądanie), staroitalska Bogini wiosny i ogrodów. Juliusz Cezar wprowadził kult Venus Genetrix (płodność). Następnie powierzono jej, pod imieniem Venus Cloacina, opiekę nad urządzeniami kanalizacyjnymi nad Forum Romanum („cloaca maxima”) . Następny przykład to Drude (gocki, nordycki, grecki – deptać), żeńskie istoty demoniczne, które trwożą człowieka we śnie… Drudenfus jest środkiem ochronnym przeciwko złym duchom, „stopa drudzka” to przecież inaczej pentagram…
Wróćmy zatem do naszego ukochanego Vikernesa, powróćmy doń rytem inicjacyjnym, albowiem po wbiciu noża w głowę ofiary, miał on wielki problem z wyciągnięciem tegoż sztućca z czaszki gitarzysty zespołu Mayhem. Otóż u Aborygenów w Australii, gdy jakiś chłopiec staje się zanadto niesforny, pewnego pięknego dnia przychodzą po niego mężczyźni; są nadzy, z wyjątkiem dołu tułowia przysłoniętego paskami skóry białego ptaka, które za pomocą własnej krwi nakleili sobie na ciele. Przychodzą w charakterze duchów. Chłopiec usiłuje szukać schronienia u matki, a ona musi udawać, że próbuje go bronić. Jednak mężczyźni zabierają go, odtąd matka jest już niepotrzebna, chłopiec nie może już wrócić do Matki, jest w innej strefie. Chłopców umieszcza się na świętym terenie mężczyzn, gdzie poddawani są ciężkim próbom – obrzezaniu, podcięciu moszny, muszą też napić się ludzkiej krwi. Tak jak w dzieciństwie pili mleko matek, tak teraz piją krew mężczyzn. Chłopiec wraca do wioski jako mężczyzna, tam wybrano mu już narzeczoną. Chłopca wyprowadzono z dzieciństwa, jego ciało poznaczono bliznami, poddano go obrzezaniu i podcięciu. Ma teraz ciało mężczyzny. Po całej tej imprezie nie ma już szans, aby z powrotem wskoczyć w skórę chłopczyka. W naszej kulturze możemy spotkać faceta 45 – letniego, który próbuje być posłuszny ojcu. Taki gość idzie do psychoanalityka, który wykonuje za niego robotę. W Nowej Gwinei, Papuasi wychodzą z dzieciństwa poprzez zabójstwo (Varg Vikernes!), picie krwi ofiary, niektóre plemiona odcinają głowy (Headhunters). Polowanie na głowy jest aktem świętym, zabijaniem uświęconym. Młody człowiek, nim otrzyma zezwolenie na małżeństwo i ojcostwo, musi udać się na łowy i kogoś zabić, upolować mężczyznę. Bez śmierci nie może być narodzin.
burzum_FilosofemPodobnie rzecz ma się z paleniem kościołów przez Skandynawów na początku lat 90-tych XX w., rytuał ten staje się aktem zemsty za stosy Wielkiej Inkwizycji, za zbrodnie chrześcijaństwa dokonane na starożytnych ludach Wikingów, jest to sardoniczny chwyt rodem z „Pisma nieświętego” Cavanny, równie prześmiewczy i ironiczny, co Latający Cyrk Monty Pythona, „Żywot Briana”, „Monty Python i św. Graal”, „The Meaning of Life” etc. Acz reprezentanci True Norwegian Black Metal czynili to nie tylko dla jaj. Myślę, że zabójstwo dokonane przez Vikernesa, był to mord rytualny, inicjacyjny, sygnalizujący opuszczenie dzieciństwa, czego dowodem niech będą dojrzałe płyty „Filosofem” (1996) i „Belus” (2010). Ofiara w takim wypadku traktowana jest zawsze instrumentalnie, jako pretekst (vide Rene Girard „Kozioł ofiarny”) – to tworzy sieć powiązań z postacią Raskolnikowa – zbrodnia jako sprawdzian, test, czy jest się pasożytem, wszą, czy też człowiekiem niezwykłym? (F. Dostojewski „Zbrodnia i kara”). Usprawiedliwieniem zabójcy jest jego metamorfoza po akcie z użyciem siekiery lub noża, swoiste dojrzewanie, dorastanie do trumny, refleksje i bliskość obłędu, przecież zamordowane siekierą kobiety były wrzodem na zdrowej tkance społeczeństwa, pryszczem, czyrakiem, którego należało wycisnąć i unicestwić („seek and destroy” – słynna metoda armii amerykańskiej, wykorzystywana w czasie potyczek z Indianami, w czasie wojny w Wietnamie, potem w Iraku i Afganistanie), przecież Euronymous był sukinsynem, tak to sobie tłumaczą mordercy początkowo… Sam Raskolnikow jest taki wrażliwy, inteligentny, błyskotliwy… niczym aniołek – cherubin o twarzy dziecka – Varg Vikernes. Jego fizjonomia przed i tuż po dokonaniu zabójstwa miała wiele wyrazów: dziewczęcy, zacięty, subtelny, tęskniący, natchniony, wręcz Chrystusowy, nazistowski, drwiący, niezrównoważony, głupkowaty – jednak skupiały się one w jeden rys – ryt narcystyczny. Po opuszczeniu więzienia Narcyz nabrał wody w usta, twarz poorana doświadczeniem, jak opisałby ją zapewne Dostojewski, pełna bruzd, zmarszczek, włos siwy i przerzedzony, pozostała tylko zaciętość i dojrzały ból, który mówi, że najwięcej światła znajdujemy w mroku, im ciemniej, tym jaśniej. To stara prawda, znana przez Lucyfera i fotografików (syndrom ciemni). Słońce rozproszone przez pryzmat gałęzi drzew w lesie, przez ich liście… „Belus”. Rozbicie empatii, czarna dziura w kosmosie początkowo wciąga jak bagno, potem wypluwa, żeby wessać jeszcze bardziej (Raskolnikow całuje Matkę Ziemię, Vikernes zaszywa się na wsi, w lesie, niańczy gromadkę dzieci, które spłodził na przepustkach), ponieważ przed swoją, swojsko śmierdzącą Naturą nie ma ucieczki. Podobnie jak przed Śmiercią i autodestrukcją. Mrok histerii narcystycznej, który starałem się opisać dużo wcześniej w pewnym eseju  , w przypadku Raskolnikowa ulega rozproszeniu. Ten nawrócony grzesznik, syn marnotrawny ma szansę całkowicie się odmienić (to jakaś fantasmagoria, końcówka powieści Dostojewskiego jest tak sterylna, jak, nie przymierzając, sztuczna szczęka). Rodion Romanowicz, po trzecim przywołaniu na własną prośbę przypowieści „O wskrzeszeniu Łazarza” przez Sonię Marmieładow, córkę alkoholika – samobójcy, która jako prostytutka pełni funkcję Chrystusa, przyznaje się do winy i oddaje dobrowolnie w ręce sędziego śledczego, Porfirego Pietrowicza, tym samym skazując siebie samego na lata katorgi syberyjskiej.
Piewca Mroku, Vikernes, po opuszczeniu więzienia, nagrywa album „Belus”, w tym samym studiu The Grieg Memorial Hall (pamięci Edvarda Griega), pod okiem tego samego producenta (Pytten), co w roku 1993, 17 lat wstecz. Wtedy to właśnie Varg uczestniczył w projekcie „De Mysteriis Dom Sathanas” grupy Mayhem, nagrał tam linię basu, a gitarzystą był Euronymous. W tym czasie Vikernes dokonał był zabójstwa. Warto mieć świadomość, na jaką katorgę psychiczną, rzeźnię pamięci, skazał siebie Varg z własnego wyboru. Być może dlatego powstała tak fantastyczna płyta, jak „Belus”, która przenosi mnie w świat „Obcego” Alberta Camusa: Mersault, po zabójstwie Araba na plaży (bo było bardzo gorąco, słońce oślepiało etc.), w celi śmierci, czekając na szafot, chce, by zgromadzona publiczność przed wykonaniem wyroku, powitała go okrzykami nienawiści, obrzuciła błotem wyzwisk, zgniłymi pomidorami i jajami, wtedy lżej mu będzie znieść ciężar braku łez na pogrzebie matki…
vikernesCzy zatem powiodło się zdetronizowanie Wielkiej Bogini? Czy Marduk doprawdy zdołał unicestwić Tiamat? Babka – stara Tiamat, Otchłań, Pramacierz wszystkiego, niewyczerpane źródło przybywa w kształcie wielkiej ryby. Kiedy otwiera paszczę, młody bóg Babilonu, zuch Marduk wysyła wiatr w jej gardło i ten wiatr rozdziera ją na kawałki, które Marduk jeszcze ćwiartuje na strzępki i formuje z nich niebo i ziemię. Rzecz w tym, że w starych mitologiach Matki – Boginie, bóstwa te, same były wszechświatem, tak więc wielki wyczyn stwórczy Marduka był nadprogramowy i bezpodstawny. On wcale nie musiał siekać jej na kawałki i robić z nich wszechświata, gdyż ona już była wszechświatem. Górę bierze jednak mit męsko zorientowany, a więc to on, Marduk (Jahwe, Mojżesz, Zeus, Chrystus, Budda, Allach, Mahomet) staje się – pozornie – stwórcą.  Mitologia jest sublimacją obrazu matki, na przykład w starożytnym Egipcie Matka – Niebo, Bogini Nut: w jednej ze świątyń na suficie postać Nut robi ogromne wrażenie, bo potrafi budzić lęk, a jednocześnie jest bardzo zmysłowa. Idea Bogini – narodziłeś się z matki, ale ojca możesz nie znać albo też on już nie żyje   (sic!). Bogini połyka słońce, połyka je na zachodzie a rodzi je na wschodzie . Protoplazma przez cały czas jest w ruchu, przelewa się, ma zdolność kształtowania – protoplazma w formie trawy jest pożerana przez protoplazmę w formie krowy, tam z kolei protoplazma w formie ptaka nurkuje po protoplazmę w formie ryby – fantastyczne odczucie zaglądania w jakąś Otchłań, z której wszystko się wynurzyło . Tiamat – Kali – Baphomet. Upaniszady: „Cudowne, jestem pokarmem, jestem zjadaczem pokarmu!” Jestem Naturą, a Natura jest mną. Fallus (Lingam – płodzący bóg) wnika w waginę (Joni) Bogini. Lingam – ośrodek woli mocy, panowania, sukcesu, podboju, ujarzmienia, miażdżenia i deptania innych – agresja .
To dlatego, że Pan wybił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, zostało ustanowione święto Wielkiej Nocy. To dlatego, że Herod zabił wszystkie noworodki w Betlejem, będzie żyło dzieciątko Jezus . Coś za coś, judeochrześcijański merkantylizm zawsze zakładał miliony kozłów ofiarnych, czyli niewinnych istot. Oto wymowny dowód, świetna interpretacja piątego przykazania dekalogu „Nie zabijaj”, w następnym rozdziale ST czytamy: „Idź do Kanaanu i zabij wszystkich, którzy tam są.” Jak widać, mamy do czynienia z patriotyzmem lokalnym, szowinizmem (gentilis – niewierny, goj – osoba nie należąca do tego samego porządku). Teraz możemy sobie wyobrazić, co czuł Vikernes, chcąc opuścić dzieciństwo raz a dobrze, chcąc wytrącić z równowagi postawę roszczeniową, myślenie życzeniowe, charakterystyczne dla fazy edypalnej, która rozpatruje religię po Freudowsku, Lacanowsku, religię na zasadzie substytutu jako stosunek do ojca . Chęć zgładzenia ojca  (tego zrobić nie mógł), spowodowała zabójstwo Euronymousa, swoiste wyjście z dzieciństwa, jak w Papui Nowej Gwinei. Akt zemsty za krzywdę matki, niech krew ojca wypiją ruchome piaski, niech potem trąba powietrzna puści ją w wir, ruch kolisty, karawanę planet, pijany taniec, niech tajfun czyni cuda na pustyni… A Kobieta, Matka, niech odejdzie spokojnie w Las, wraz ze zwierzętami… I powije „Sono L’ Antichristo” (Diamanda Galas).

[Jarosław Błahy – notka o autorze]

Przypisy / bibliografia:

1.    J. Campbell, Potęga mitu, przeł. I. Kania, Kraków 1994, s.81.
2.    J. J. Bachofen, Matriarchat. Studium na temat ginajkokracji świata starożytnego podług natury religijnej i prawnej, przeł. R. Reszke, Warszawa 2007.
3.    J. Campbell, Potęga mitu, op. cit., s. 269.
4.    M. Lurker, Leksykon bóstw i demonów, przeł. J. Prokopiuk, R. Stiller, Warszawa 1999, s. 17-18.
5.    Ibidem, s. 19-20.
6.    Ibidem, s. 38.
7.    Ibidem, s. 51.
8.    Ibidem, s. 52.
9.    Ibidem, s. 78-79.
10.    Ibidem, s. 112.
11.    Ibidem, s. 159.
12.    Cavanna, Pismo nieświęte. Czyli przygody Boga i małego Jezuska, przeł. P. i E. Knothe, Warszawa 1993, s. 187.
13.    J. Campbell, Potęga mitu, op. cit., s.81.
14.    M. Lurker, Leksykon…, op. cit., s.225.
15.    M. Rudwin, Diabeł w legendzie i literaturze, przeł. J. Illg, Kraków 1999, s.119.
16.    J. Gondowicz, Magiczna bogini ciała, Konteksty 2010 nr 1, s.95-105.
17.    D. M. Buss, Morderca za ścianą, przeł. A. Nowak, Gdańsk 2007.
18.    J. – P. Roux, Krew. Mity, symbole, rzeczywistość, przeł. M. Perek, Kraków 1994, s.258.
19.    Ibidem, s. 305 – 306.
20.    R. Przybylski, Pustelnicy i demony, Kraków 1994, s. 167.
21.    J. – P. Roux, op. cit., s. 309 – 311.
22.    Ibidem, s. 242.
23.    Ibidem, s. 298.
24.    Ibidem, s. 299.
25.    Ibidem, s. 307.
26.    Ibidem, s. 308.
27.    Ibidem, s. 309.
28.    J. Campbell, op. cit., s. 123.
29.    J. – P. Roux, op. cit., s. 28 – 29.
30.    Ibidem, s. 42.
31.    M. Lurker, Leksykon bóstw i demonów, op. cit., s. 143.
32.    Ibidem, s. 84.
33.    Ibidem, s. 269.
34.    Ibidem, s. 81.
35.    J. Campbell, Potęga mitu, op. cit., s. 135.
36.    J. Błahy, Histeria narcystyczna, „[fo:pa]” 2008, nr 17, s. 28 – 33.
37.    J. Campbell, Potęga mitu, op. cit., s. 266.
38.    Ibidem, s. 260.
39.    Ibidem, s. 263.
40.    Ibidem, s. 264.
41.    Ibidem, s. 271.
42.    J. – P. Roux, Krew. Mity, symbole, rzeczywistość, op. cit., s. 218.
43.    J. Lacan, Funkcja i pole mówienia i mowy w psychoanalizie, przeł. B. Gorczyca i W. Grajewski, Warszawa 1996, s. 52.

Raport z Ameryki Południowej

Ameryka Południowa to dla nas bardzo odległy i nieznany zakątek. Cechuje go piękno krajobrazów, egzotyczna kultura, gorąca mentalność ludzi. Jednak oprócz tych aspektów należy zwrócić również uwagę na prężnie rozwijającą się scenę metalową, która dorównuje naszej europejskiej pod wieloma względami.

Zespoły z tamtego kontynentu charakteryzuje ambicja, jasno wytyczone cele, determinacja, a przede wszystkim wielki szacunek dla fanów.

Każda kapela z Ameryki Południowej marzy o zdobyciu europejskiego rynku. Przy takim ogromnym zaangażowaniu, z tak bardzo pozytywnym nastawieniem z pewnością ten cel zostanie osiągnięty!

Przedstawiam kilka grup, które wydają mi się szczególnie warte zaprezentowania. Życzę im powodzenia w dalszej działalności i promocji oraz zrealizowania wszystkich planów. Oby ich muzyka bez przeszkód dotarła do Europy, znajdując tu wielu odbiorców oraz sympatyków:-).

 

savages.torment_logo

SAVAGE’S TORMENT

(Kolumbia, death metal)

Kolumbijska kapela SAVAGE’S TORMENT powstała w 2005. Na swym koncie ma jedną płytę z roku 2010, „Eschatology”, która zawiera osiem utworów. Swoją muzykę określa jako techniczny death metal. Zespół cieszy się dużą popularnością wśród kolumbijskich maniaków, jego koncerty są licznie oblegane. Niewątpliwie najbardziej aktywną postacią w grupie jest wokalista Andres, który po wyjściu na scenę roztacza niezaprzeczalną charyzmę:-). Jest posiadaczem najdłuższych włosów, jakie miałam okazję podziwiać:-). Teksty utworów SAVAGE’S TORMENT nawiązują do błędów popełnianych przez społeczeństwo – zbytniego przywiązania do materializmu, zatracenia duchowości. Kapela kultywuje uzyskanie równowagi pomiędzy sferą fizyczną i duchową. Stara się zrównoważyć styl życia z elementami natury takimi jak ogień, woda, światło, ciemność.

savages.torment_foto


Największy sukces:

Otrzymywanie wsparcia od naszych fanów na każdym kroku i na każdym koncercie. Obserwowanie, jak z każdym dniem kapela bardziej się rozwija.

Recepta na udany koncert:

Solidne i maksymalne przygotowanie się do występu, dopracowanie wszystkich szczegółów, dbanie o wysoki poziom techniczny.

Plany i marzenia:

Nasze marzenia są raczej przyziemne: zagranie wielu koncertów, trasy poza granicami naszego kraju, nagrywanie klipów.

Thy.Symphony_logo

 

THY SYMPHONY

(Brazylia, symfoniczny power metal)

Brazylijski zespół THY SYMPHONY powstał w 2001. Tworzy oryginalną muzykę będącą mieszanką różnych wpływów, m.in. muzyki klasycznej, heavy metalu i elementów orkiestrowych. W 2003 grupa nagrała pierwsze demo „Darkness End”, które było rozprowadzane przez brazylijskie dystrybucje. Wydaniem tego materiału była zainteresowana Megahard Records, jednak na skutek komplikacji wytwórnia ta nie wywiązała się ze swoich obietnic. Po zmianach w składzie kapela przygotowała drugi materiał, bardziej dojrzały i cięższy. Został on nagrany w 2008. Nosi nazwę „Harmonizing The World”. Jeden utwór z tego materiału został wydany na kompilacji Hell Of Fire, sponsorowanej przez Nuclear Blast. W 2009 THY SYMPHONY podpisał kontrakt z grecką wytwórnią Sleaszy Rider na wydanie debiutanckiego albumu.

Thy.Symphony_foto

Recepta na udany koncert:

Wiele prób i dobry sprzęt.

Plany i marzenia:

Pragniemy, aby nasz materiał dotarł do Europy, aby przetarł szlaki, tak jak udało się to kapeli SEPULTURA:-). Chcemy być zauważeni i docenieni na światowej scenie.

austpex_logo

 

 

AUSTPEX

(Chile, death/black/doom metal)

 

AUSTPEX powstał w 2007 w Chile. Twórczość zespołu oscyluje w klimacie death, black, doom metalu z dużym uwzględnieniem elementów narodowego folkloru. Uroku muzyce dodają potężne, melodyjne riffy z dużą dawką basu. Utwory naładowane są emocjami wściekłości i rozczarowania:-). Pierwsze i jedyne jak do tej pory demo grupy („Austpex”) zostało nagrane w 2009, zawiera dwa utwory. Kapela przymierza się do nagrania całego albumu. Póki co dużo koncertuje, z każdym dniem zdobywając uznanie coraz większej ilości fanów.

austpex_band

Największy sukces:

Liczne zaproszenia do audycji radiowych i prezentacja muzyki w zagranicznych stacjach.

Recepta na udany koncert:

Pełna mobilizacja wszystkich sił. Do tego dobre nagłośnienie i aktywna publiczność.

Plany i marzenia:

Przede wszystkim nagranie płyty i liczne trasy koncertowe.

arsenal_logo

 

ARSENAL

(Peru, thrash metal)

ARSENAL pochodzi z Peru, jego korzenie sięgają roku 1997. Od 2000 zaczął występować na największych metalowych festiwalach w swoim kraju. Został również nominowany do tytułu najlepszego zespołu roku 2001. Pierwsza płyta „Resistiendo” została wydana w 2007. Zyskała ona wiele pozytywnych recenzji, szczególnie w angielskiej wersji „Metal Hammera”. W 2008 ARSENAL zagrał przed SODOM i DESTRUCTION, a w 2010 r. Dave Moustaine wybrał tę grupę jako support dla MEGADEATH. Obecnie ARSENAL pracuje nad drugim albumem, który ukaże się w roku 2011. Inspiracją dla Peruwiańczyków są dokonania takich zespłów jak: METALLICA, MEGADETH, SLAYER, PANTERA.

arsenal_foto

Największy sukces:

Zagranie przed MEGADEATH. To było nasze marzenie i jesteśmy szczęśliwi, że się spełniło.

Recepta na udany koncert:

Nie mamy jednego przepisu na dobry koncert, ale za najważniejszą kwestię uważamy zagranie koncertu w sposób dynamiczny, aby emanowała z niego potężna energia.

Plany i marzenia:

Naszym największym marzeniem jest światowa trasa, dotarcie do jak największej liczby fanów i pozyskanie ich szacunku.

El.Loco.Cervantes_logo

EL LOCO CERVANTES

(Peru, heavy metal / hard rock)

 

EL LOCO CERVANTES to peruwiański wokalista z ponad 20-letnim stażem oraz ogromnym muzycznym dorobkiem! Już jako 14-latek śpiewał covery AC/DC. Ma niesamowity głos, a oprócz śpiewania zajmuje się również komponowaniem utworów i pisaniem tekstów. Przez ponad 20 lat działalności muzyka, jaką tworzy, bazuje na stylistyce heavy metalu i hard rocka. EL LOCO CERVANTES śpiewał w wielu kapelach, takich jak HISTERYA, SLAUGHTER, ASTAROTH. Jednak największym powodzeniem cieszył się będąc przez wiele lat wokalistą bardzo znanego i cenionego, thrashowego zespołu M.A.S.A.C.R.E. oraz LOCOCERVANTES – starej heavy metalowej formacji, która w Peru ma taki status jak KAT w Polsce. Obecnie występuje jako samodzielny wokalista, jednak nadal udziela się w wielu projektach, m.in. w grupie MIDAS. Cieszy się dużym szacunkiem fanów w całym Peru. Jego koncerty emanują charyzmą i zawsze przyciągają całe rzesze jego wielbicieli.

El.Loco.Cervantes_photo

Największy sukces:

Zdobycie uznania i szacunku tak wielu fanów.

Recepta na udany koncert:

Show pełen energii, całkowite zaangażowanie się, no i dobra promocja koncertu:-).

Plany i marzenia:

Zagranie jako support IRON MAIDEN. Ta kapela zagra w Limie w marcu 2011 i jest duża szansa na spełnienie tego marzenia. Poza tym dotarcie z muzyką do Europy, szczególnie do Polski:-). Pozyskanie kolejnych wiernych fanów! Nagranie kolejnych albumów w języku angielskim.

dezember.012_logo

DEZEMBER 012

(Argentyna, death/black/dark/industrial metal)

W 2009 w Argentynie została założona grupa DEZEMBER 012. Początkowo w jej skład wchodziło tylko trzech członków. Pod koniec pierwszego roku działalności kapelę zasiliło jeszcze dwóch muzyków. Wszyscy są młodzi, ale za to bardzo zaangażowani i pełni pozytywnego nastawienia. Jak można przeczytać na profilu MySpace zespołu, DEZEMBER 012 powstał dla idei wzbudzenia ludzkiego sumienia wobec duchowego chaosu, który sprawia, że ludzie są przyklejeni do materializmu – muzyka tej grupy jest więc przejawem walki z wszelkimi plagami, które atakują ludzką duchowość. Stylistycznie bazuje na death, black, dark i industrial. Obecnie DEZEMBER 012 skupia się na promocji swojej pierwszej EPki „Inject The Shock”.

dezember.012_foto

Największy sukces:

To, że jesteśmy doceniani w naszym kraju jako pionierzy awangardowego kierunku muzycznego.

Recepta na udany koncert:

Energia i duże zaangażowanie muzyków.

Plany i marzenia:

Dotrzeć z muzyką do Europy!

gonetica_logo

GENETICA

(Argentyna, groove metal)

Grupa GENETICA zajmuje bardzo silną pozycję na argentyńskiej scenie metalowej. Od momentu powstania koncertowała z renomowanymi i znanymi kapelami. Zasłynęła za sprawą charyzmatycznego wokalisty, z niezwykle energetycznych i żywiołowych koncertów. Zespół został założony w 1998, a rok później pierwsze przygotował demo z dwoma utworami („Reality” i „Never”). W 2003 wydał pierwszy album pt. „Genetica”, który zawierał dwanaście utworów. Promocja materiału objęła kilka dużych tras koncertowych, jedna z nich była hołdem dla PANTERY, która niewątpliwie jest inspiracją dla Argentyńczyków. W 2006 grupa nagrała kolejną płytę „Golpe Maldito”. Dwa lata później, w rocznicę 10-lecia działalności, kapela wydała EPkę „Genetica 10 Years”. Obecnie GENETICA przygotowuje się do nagrania kolejnego materiału.

genetica_band

Największy sukces:

GENETICA istnieje już 12 lat, nagrała dwa albumy, dużo koncertowała w kraju i poza nim. Dokonanie tego jest  dla nas niewątpliwie sukcesem.

Recepta na udany koncert:

Udany koncert zapewnia ogromny ładunek energii, którą należy przekazać publiczności.

Plany i marzenia:

Naszym marzeniem jest kontynuowanie działalności i zdobywanie nowych fanów.

Ewa (Dark`s Angel Promotion:-)) – darkangelprom@poczta.fm

Nie pluj sobie w brodę – słuchaj post metalu!


Nie pluj sobie w brodę – słuchaj post metalu!

Ostatnimi czasy pluję sobie w brodę tak intensywnie i często, jak nigdy przedtem. Jak mogłem wcześniej nie zainteresować się muzyką NEUROSIS, CULT OF LUNA, BLINDEAD czy ISIS? Hmm, jak widać, mogłem, bo też i pomagały mi w tym przez długi czas szczelnie nasunięte na uszy klapki, przez które przedzierały się tylko i wyłącznie dźwięki bardziej przypominające odgłosy drażnionego zwierzaka aniżeli muzykę. Cóż, mylić się jest rzeczą ludzką, jak powiedział kiedyś ktoś mądry…

ImageJarek Szubrycht w swoim tekście o NEUROSIS (zamieszczonym w magazynie „Mystic Art”), poznanie tej amerykańskiej formacji określił jako „nawrócenie”. W moim przypadku, zamiast jakiejś iluminacji, była raczej ewolucja. Ewolucja mojego gustu muzycznego. Zaczęło się od MASTODON. Choć twórcy „Blood Mountain” post metalu w czystej postaci nie grają, w ich muzyce nie trudno odnaleźć inspiracje choćby wspomnianym już zespołem Scotta Kelly’ego. Zresztą lider NEUROSIS gościnnie pojawił się na trzech ostatnich albumach kwartetu.
Coś w rodzaju oświecenia w moim przypadku przyszło dopiero przy okazji „Eternal Kingdom” CULT OF LUNA. Nie wiem, czy to kwestia mroźnego klimatu panującego w Szwecji, skąd muzycy pochodzą, czy wyraz ich własnej psychiki i doznań (jeśli to drugie, to współczuję ich rodzinom), ale tak neurotycznej, psychodelicznej i mrocznej atmosfery nie słyszałem w muzyce nigdy przedtem. Dochodzi do tego jeszcze koncept tekstowy, oparty ponoć na autentycznych (w co nie wierzę) zapiskach chorego psychicznie pacjenta szpitala dla obłąkanych.
Powtórzę się, ale jednak ani grupa CULT OF LUNA, ani kapela MASTODON nie brzmiałyby tak, jak brzmią, gdyby nie zespół, którego nazwa pojawiła się w tym tekście już parokrotnie. Chodzi mianowicie o NEUROSIS. Grupa powstała w 1985 r. w Kalifornii. Rozpoczęła swoją karierę jako kapela hard core’owa, a wraz z wydaną w roku 1992 płytą „Souls At Zero” zespól zaczął eksperymentować z brzmieniem i dźwiękami. W swojej muzyce połączył ciszę z hałasem, ciężkie, stutonowe riffy z subtelnym muskaniem strun, plemienne rytmy z elektroniką, szept z krzykiem, nostalgię z nastrojem przerażenia i frustracji. Doom i sludge doprawiony psychodelią… To właśnie ta grupa swoją twórczością zainspirowała zarówno Amerykanów z ISIS czy MINSK, jak i Szwedów z CULT OF LUNA, które to kapele uważane są obecnie za najlepszych kontynuatorów stylu zapoczątkowanego przez NEUROSIS.
Z przykrością przyznać trzeba, że w Polsce – pomimo sporej popularności, o czym świadczy organizowanie festiwalu tego typu muzyki we Wrocławiu – Asymmetry Festival oraz dużej frekwencji na koncertach NEUROSIS czy CULT OF LUNA w roku 2008 – zespołów post metalowych jest jak na lekarstwo. Jest BLINDEAD. Założona przez byłego gitarzystę BEHEMOTH – Havoca grupa nagrała w 2008 r. jedną z najciekawszych płyt w historii polskiego metalu. Do startu szykuje się także równie ciekawy TIDES FROM NEBULA. I na tym koniec. Miejmy jednak nadzieję, że artystyczny sukces BLINDEAD zmobilizuje kogoś w naszym kraju do sięgnięcia po instrumenty i generowania z nich „neurotycznych” dźwięków…
Co jednak czyni post metal czymś wyjątkowym? Choć zabrzmi to górnolotnie, fakt, że kapele tego nurtu przekraczają granice między kiczem a sztuką. Niepokojąca atmosfera utworów, zerwanie ze schematem zwrotka-refren, intrygujące teksty, zaskakujące pomysły aranżacyjne… I choć na najnowszych albumach zespołów tego nurtu zaczyna brakować świeżości, słychać powielanie pewnych motywów, post nadal pozostaje najciekawszą odmianą metalu, wraz z math metalem najlepiej rokującą na przyszłość.
[Jacek / Atmospheric #15]

Z pamiętnika starego subiekta (kolekcja płytowa Pestena)


Z pamiętnika starego subiekta (kolekcja płytowa Pestena)

Sztuka towarzyszy nam na każdym kroku. Jeśli przyjmiemy, że jest to dziedzina działalności artystycznej wyróżniana ze względu na reprezentowane przez nią wartości estetyczne, wytwór lub wytwory takiej działalności, to czy odda to całkowicie sens jej znaczenia? Czy istnieje coś ponad wszystkimi zebranymi pojęciami, które zderzają się ze sobą w odwiecznej walce? Tak! Istnieje jedno bardzo klarowne, a zarazem proste wyjaśnienie. Jest to pasja. Jeśli nasze zainteresowania związane ze sztuką dotyczą muzyki, to jakiekolwiek tłumaczenie jest zbędne.
Długo nie mogłem się zdecydować, czy opisywanie pewnej intrygującej mnie sprawy ma jakikolwiek sens. Zwłaszcza wówczas, kiedy główny bohater całego artykułu nie wykazał chęci udzielenia kilku odpowiedzi na nadesłane pytania… Myślę jednak, że warto pokusić się o podjęcie tematu związanego z kolekcjonerstwem płyt, kaset i innych gadżetów powiązanych z muzyką, a głównie ze sceną metalową.
Stali bywalcy Allegro na pewno słyszeli o pewnym ekscentrycznym kolekcjonerze metalowych płyt… Znany z ciętego języka i oryginalnych opisów sieje spustoszenie na aukcjach, sprzedając zapomniane i niesamowicie rzadkie tytuły…
Jest to krótka opowieść o człowieku, który poświęcił się bezgranicznie swojej pasji. Całe lata poszukiwań, wyrzeczeń i biegania na pocztę. A wszystko po to, aby odczuć ten niesamowity dreszcz, jaki towarzyszy nowym dźwiękom wydobywającym się z starego odtwarzacza.
Oto Bart, znany gdzieniegdzie jako Pesten i Sodomouse…

Rozmowa została przeprowadzona pomiędzy internautami na forum portalu Masterful Mega `zine!

Maria Konopnicka:
Tak sobie czytam i się zastanawiam, czy kiedyś też będę chciał się pozbyć wszystkich płyt. Jakoś sobie tego nie wyobrażam… Na miejscu Pestena bałbym się, że któregoś ranka się obudzę i pomyślę sobie: „Kurwa! Co ja zrobiłem? Sprzedałem dwadzieścia lat swojego życia na Allegro”. Prawda jest taka, że płyta dla mnie to nie tylko muzyka, ale jakiś fragment przeszłości, kawałki wspomnień zaklęte w tych plastikowych krążkach. Mógłbym stanąć przy swojej półce i biorąc do ręki kolejne płyty opowiadać, z czym mi się kojarzą, w jakich okolicznościach je kupiłem – co znaczyła dla mnie w owym czasie ta muzyka. Sprzedanie tego wszystkiego chyba by mi jakieś straszne spustoszenie zrobiło – i nie mam tu na myśli ani spustoszenia półek, ani utraty czegoś w sensie materialnym.

Sodomouse:
Wszystkie płyty, które kupowałem, były dla mnie ważne, chociaż takiej radości przez ostatnie lata nie miałem z jakiegoś danego tytułu, jak wówczas gdy się miało naście lat i jeden tytuł jechało się po sto razy, bo tak się podobał i nie nudził. Ciężko byłoby mi obiektywnie zostawić sobie jakieś sto ważnych tytułów, może tysiąc byłoby łatwiej… Bo tak samo ważny byłby pierwszy ENTOMBED, to dlaczego nie „jedynka” GRAVE, a jedynka i kolejne DISMEMBER, a gdzie CREMATORY (Swe), a UTUMNO, a EPITAPH, a EXCRUCIATE, a UNLEASHED, „jedynka”, a może wszystkie… Później Finlandia i wiele innych… Sto pewnie byłoby ze samej Skandynawii. Także jak tu wybrać sto tytułów? Jak już się zdecydowałem, to eksterminacja do końca. CDRy zajmują mniej miejsca, wieczne nie są, zatem dopóki będą żyły, będzie żyła moja fascynacja muzyką… A najlepsze czasy i tak już minęły (listy, demos, wymiana, flyers, smarowane znaczki… RIP). Viva cyber, mp3 i kubki z logo MAYHEM…
Odpuściłem kolekcjonowanie, polowanie na jakiś tytuł w oryginale, choćby nawet z Paragwaju… Muzyka i wykreowany przez nią styl myślenia zostaje na zawsze, bo to mnie stworzyło i po to przez prawie 20 lat tu się budziłem. Teraz chociaż przyjemność mentalna dla mnie, że zaraziłem kilkanaście osób zbieraniem płyt i sieję chaos poprzez Allegro…
Teraz zbieram horrory na DVD. O niektóre „banned” jest trudniej niż najtrudniejsze pozycje z muzyki. Trzeba ściągać z krajów azjatyckich, totalny trzeci obieg, problemy z ocleniem, cofnięcia z granicy, gdy tematyka trąca o snuff, o cenach nie wspomnę i gwarancji sprzedaży żadnej. Muzykę chociaż ktoś kupi, a film za sto dolców już nie. Już kilkaset tytułów mam, marzeniem byłoby mieć większą kolekcję od skurwysyna Killjoya. Ale z moim zapałem i dążeniem po trupach w każdym temacie, za który w hobby się chwytam, jest to do zrobienia. Nuklear war now! Jebać fenomen Pesten`a. Trzeba to opierdolić, by było na DVD.
Doskonale wiem, co mówisz. Czy myślisz, że moja wrażliwość muzyczna i pozamuzyczna była i jest inna niż Twoja, że nie borykałem się z takim mentalnym problemem? Jednak i to już mam za sobą. Może zacząłbym sprzedawać ze dwa lata temu, gdybym i tego etapu nie miał za sobą. Ja płyty kochałem, ale jednak wpierw była miłość do samej muzyki, nie do kawałka tego plastiku. Bo czy wtedy ktoś miał taki luksus, że mógł w Polsce (biednej, pirackiej Polsce) powiedzieć: „kocham pierwszy krążek (tu wpisz dowolną Szwecję) i mam to wydanie na CD”? Ja nie znałem żadnej takiej osoby. Ja sam i moi znajomi katowali jedyny nośnik masowo wówczas dostępny (choć i z tym były kłopoty) – kasetę piracką Takt, Baron czy MG. Mówię tu o albumach, a nie demos. Chodzi mi w ogóle o zachodnie płyty na kasetach, zazwyczaj strasznie okrojonych, bo tak się polskiemu piratowi opłacało wydać. On miał kasetę, 40 minut taśmy, a to że debiut EDGE OF SANITY trwał 55, to już trzeba było 2 kawałki upierdolić. Ale uciekłem od tematu… No przecież za muzyką idą stare, dobre, szalone wspomnienia. Każdy album (dla mnie wtedy kaseta) to nowe odkrycie, czytanie nowego „Thrash`em All” (format A5 pamiętacie?), recenzje, moje rwanie włosów, bo muszę to mieć, jakieś demo raczkującego GRAVE czy oszałamiający debiut UNLEASHED, sklepy, w których to kupowałem, już dawno w Poznaniu nie ma, pożyczanie od kumpla, wspólne omawianie kawałków, wkurwienie, jak się jakaś kaseta wkręciła i zerwała, zero kasy na wszelkie inne pierdoły, matka dała na buty na wyjazd w góry, ja pojechałem w Sofixach, ale na 15 piratów starczyło… No i ta analiza wczucia się w tamten stan świadomości, gdy dany tytuł obecnie słucham, oglądam cover, potrafię poczuć tamtą mentalność swoją. To trudne do opisania, bo przez moment czuję i myślę, jakbym miał 15 lat i doznaję tego szumu w głowie… Jestem chory, idę się pocieszyć i puszczę SILENCER… Satanistyczne otwarcie bram… Jon N. już otworzył… Jest tam i już wie… 666

Maria Konopnicka:
Masz rację, że te wszystkie płyty poznawało się na kasetach, ale z tych kaset przelałem ducha na płyty. Hehehehe! Miałem tak samo kiedyś – jechałem na wycieczkę, rodzice dali mi kasę na picie, lody i obiad – a ja cały dzień o suchym pysku łaziłem, ale reklamówkę kaset przywiozłem. To samo na koloniach czy obozach – przez dwa tygodnie żadnego loda, oranżady, waty cukrowej, a później jeden dzień – wycieczka do miasta – sklep z kasetami i cała kasa poszła się jebać:-):-):-). Nie mógłbym się obudzić rankiem w domu ze świadomością, że na półce nie mam płyt KREATORa, MEGADETH, TESTAMENTu, DEATH, CANNIBAL CORPSE, UNLEASHED, GRAVE, DISMEMBER, NAPALM DEATH, SODOM… i setek innych. Jasne, że najważniejsza jest muzyka – mógłbym to sprzedać wszystko w chuj, zgrać na dysk i za kasę z płyt kupić sobie Porsche albo większe mieszkanie. Tyle że te rzeczy większej radości na pewno by mi nie sprawiły. Myślę, że jedyną możliwością pozbycia się kolekcji jest zajęcie się czymś innym. Być może gdybym zaczął kolekcjonować motyle, to z czasem płyty zeszłyby na drugi plan. Pewnego dnia zacząłbym wystawiać je na aukcjach, żeby sobie kupić suszonego Issoria lathonia:-).
Właściwie to sam nie wiem, czy Ci współczuć (że tracisz coś pięknego), czy Ci zazdrościć (że się z tego wyzwoliłeś).

Sodomouse:
W Poznaniu był „szop” z metalem na Głogowskiej (Górczyn), w podwórzu warsztatu samochodowego, typowa metalownia! Gość, gdy nie było klientów (mnie :-)), wracał na warsztat w ciuchach roboczych i naprawiał dalej. „Thrash`em All” w formacie A5, kupa kaset piratów, koszulek, kilka płyt w cenie tych samochodów w warsztacie… W centrum miasta tzw. Okrąglak, na samym dole tego domu towarowego (typowa komuna, papier do pakowania z logiem „Domy Towarowe”), stoisko z metalem, właściwie stoisko muzyczne, ale metal tam panował. Goście tam sprzedający to byli starzy rockowcy, także zawsze na froncie leżały same piraty z metalem, a ile tam narodu było, pióraczy! Nie raz widziałem, jak poszła gablota na froncie od naporu bydła… Dopchać się tam było trudno, zwłaszcza gdy były nowości, w poniedziałki… Zawsze podobało mi się, że demonstrowali kupującemu fragment muzyki z tej kasety. Gdy brałem np. TERRORIZER, łomot rozchodził się na cały parter, ludzie kupujący obok cukierki i inny szit ze strachem spoglądali w moją stronę, kto to i co kupuje… A ja byłem dumny, że „tak, to właśnie ten hałas to ja kupiłem i mam Was w d….”. W Okrąglaku najłatwiej można było zostać okrojonym z kasy, koszulek czy Sofixów, przez stojących przy wejściu Starych Metali. Nie jednego widziałem, jak na bosaka do chaty wracał… Ja zawsze brałem najgorsze ciuchy, by się nie rzucać w oczy tym typom. Innym miejscem w Poznaniu był tzw. Acid Shop na Deptaku (wpierw na Wildzie), ale odkąd Litza zaczął odpierdalać jakiś ksześcijanskie syfy, żaden prawdziwy fan tam już nie wchodził…
Ale i tak najwięcej kaset demo pchał Pesten przez Carrion Lord Promotion… Demilich był top seller.
Tak, dostępność totalnie niedostępnej muzyki w ówczesnej Polsce… Ale ile w tym było szalonej radości… Polowania – nie byłem zmęczony i mogłem zapierdalać z jednego końca miasta z buta na drugi, po jedną kasetę albo cały dzień się stało u kumpli w sklepiku z kasetami (szyby zaparowane, zimno, wiocha kupuje disco polo (była taka buda przy poznańskim dworcu PKS, tam w tej budzie na froncie leżało disco polo, bo to bambry przyjeżdżające do Poznania kupowały), rozmowy o jednej kasecie, oglądanie wkładek z tekstami na stojącej pałce, bo to rarytas był i kult, że okładka się rozkłada i ma teksty… Teraz jak box nie ma osiemnastu CDs i 66 DVD to chujoza i musi być opakowany w kartonik ze złotym logo, do tego kubek, brelok i, kurwa, stringi z logo OBITUARY na sromie… W pizdu z tym szitem…

Maria Konopnicka:
Czy robiłeś listę płyt? Dużo ci tego zostało, z tego co sprzedajesz?

Sodomouse:
Na sztuki ciężko stwierdzić, na kilogramy też, na oko kilka metrów bieżących w 3 rzędach… EPs jeszcze nie tknąłem, demos też, a tam będzie ze dwa tysiące staroci…
Niekiedy po staniu jak wół przed ścianą z płytami, po pół godzinie odpuszczałem szukanie czegoś i włączałem radio:-). Fakt, często nie mogę czegoś namierzyć… A spis oczywiście robiłem… Na początku. Ale gdy przychodziła jedna paka – 20 płyt, druga za dwa dni – 20 płyt, w jeden dzień musiałem wyjechać, w drugi mi się nie chciało, trzeci się schlałem… To na czwarty było trzeba siedzieć godzinę przed kompem, by nanieść nowości, to już mi się nie chciało. Po dwóch tygodniach trzeba było już 3 godziny aktualizować… To nie miało sensu. Owszem, zdarzały się podwójne zakupy, gdy kupiłem coś, co już mam, ale to promil ogólnej ilości i nie to jest wkurwiające. Parę razy zdarzyło się, że nie kupiłem czegoś, bo myślałem, że już mam, a okazało się, że jednak nie mam (tzn. mam, ale tylko na kasecie, albo pirata, albo przegrywkę). To mnie mobilizuje, żeby aktualizować spis. Teraz porządkuję, łączę kilka spisów i zmieniam – tak żeby w oddzielnym pliku mieć inną literkę:-). Ponad 700 mam na „A”:-):-):-) .
Myślę, że warto zainteresować się tym, co było kiedyś. Świat się zmienia, ale należy zachować pewien dystans do tego, co dzieje się dookoła. Być sobą, robić użytek ze swoich zmysłów. Pielęgnować pewne artystyczne wartości, aby przetrwały dla innych. A dla nas pozostały tym, co najpiękniejsze…

„Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy. Choć macie sami doskonalsze wznieść” – Adam Asnyk

 

[Sabian / Atmospheric #14]

Podziemie wczoraj i dziś czyli underground pierwotny oraz doby internetu

 

Image

 

Podziemie
wczoraj i dziś
czyli underground pierwotny
a underground XXI w i doby internetu

Internet to dobrodziejstwo:-). Jest obecny w każdej dziedzinie życia. W pracy, w domu, szkole. Dzięki internetowi jesteśmy globalną wioską, przez sieć robimy zakupy, uczymy się, podróżujemy, poznajemy ludzi, onanizujemy się. Internet wszystko wie, jest pojemny bez granic, ma nieograniczone możliwości.
Internet zmienił też świat muzyki, formy promocji, sposoby słuchania dźwięków, postrzeganie szaty graficznej płyt. Zmienił się także cały proces edukacji muzycznej, za którą kiedyś byli odpowiedzialny starsi koledzy, stacje radiowe i pisma muzyczne.
Za sprawą internetu metalowe podziemie również nie jest już takie samo…
Tzw. webziny i portale stały się bardziej poczytne niż pisemka papierowe, tradycja tape-tradingu wyszła z mody, nikt już nie smaruje znaczków, niezależne dystrybucje pokończyły działalność. Każdy zespół priorytetowo ma www, wiele kapel nawet nie fatyguje się, aby zrobić okładkę do swojego dema, bo i tak swoją muzykę rozsyła mailami. Ludzie kolekcjonują mp3, nie piszą już tradycyjnych listów, bo klepią na gg, nie xerują flyersów – jeszcze niedawno najlepszego nośnika informacji, wolą wysłać spam, tracą wzrok przed monitorem, wojują na forach i nawet nie wiadomo, kto pisze i gdzie ten ktoś mieszka. Tak jest teoretycznie łatwiej, szybciej, taniej.
Frazesy… Powie ktoś… Ale na 100% można założyć, że dla młodego pokolenia internautów i „zarazem fanów muzyki” opisywane zmiany i przeobrażenia brzmią abstrakcyjnie.
Jak to więc jest?!? Starzy, ortodoksyjni maniacy narzekają, że jakaś era w undergroundzie bezpowrotnie minęła… Mówią, że dawniej podziemie było elitarne, bardziej szczere, bezinteresowne – jeśli chodzi o zasady i współpracę, a i na pewno bardziej twórcze. Dziś nie trzeba iść do studia nagrań, aby zarejestrować materiał, nie trzeba rozsyłać promówek, nie trzeba też czekać pół orku na recenzje w zinie, bo można uderzyć do webzine`a. Wystarczy parę razy kliknąć… I niestety coraz częściej według podobnego mechanizmu jak niektórzy muzycy z kapel, postępują też edytorzy (uciekają w wirtualną przestrzeń) oraz słuchacze (czytają portale, wysprzedają płyty, bo zajmują dużo miejsca, odechciewa się im chodzenia na koncerty itp.).
Swoistą pamiątką po starych czasach niech jednak będzie pierwsze demo VADERa lub inne oryginalne wydania kultowych zespołów black metalowych, które na allegro osiągają bojońskie ceny… Cieszy więc ten ostatni akt sentymentu, że zwykła kaseta może być dzisiaj w cenie:-).

Skonfrontujmy…

TRADYCYJNY UNDERGROUND A PODZIEMIE DOBY INTERNETU
DAWNIEJ I TERAZ

FORMY KONTAKTU MIĘDZY UCZESTNIKAMI SCENY

listy – pisanie długich listów — maile – pisanie krótkich maili
smarowanie znaczków — bezkosztowo
działanie w podziemiu polskim — kontakt z cały światem
kontakt ze światem za pośrednictwem poczty polskiej (długi czas oczekiwania na odpowiedz)
— kontakt ze światem za pośrednictwem internetu (krótki czas oczekiwania na odpowiedz)
przyjaźnie między ludźmi — anonimowość i podejście na zasadzie „ubijmy interes”
osobiste spotkania np. na koncertach itp. — chat`owanie, gg

UNDERPRESS – TWORZENIE ZINE`A A TWORZENIE WEB-ZINE`A

xero — druk
dominacja xerowanych zine`ów — przewaga drukowanych magazynów
ziny pisane ręcznie / na maszynie / na komputerze — webziny, portale muzyczne
robienie pisma metodą „wyklejanki”
— profesjonalny skład, nieograniczony dostęp do grafiki w internecie
promowanie podziemia — pisanie o „nadzieniu”
recenzowanie demówek — recenzowanie płyt cd
założenie: „piszemy o tych zespołach, które są wg mnie wartościowe” — założenie:
„mogę zamieścić jakikolwiek news, bez względu na to, czy znam dany zespół”
zamieszczanie recenzji / wywiadów zamiast reklam — zamieszczanie bannerów / wymiana banderami z kimkolwiek
zamieszczanie artykułów promocyjnych itp. — zamieszczanie krótkich newsów
mógł to robić tylko ktoś, kto naprawdę znał się na muzyce (działało prawo samoselekcji)
— może to robić dosłownie każdy
subiektywizm — obiektywizm
zine jako produkt poszukiwany — przesyt formy i treści
mały nakład — brak nakładu (wskaźnik ilości wejść na stronę)
robienie wywiadów „na żywo” — robienie wywiadów przez gg

PROMOCJA WŁASNA ZESPOŁÓW

biografie i inne materiały promocyjne — strony www
flyersy — spamy
kasety demo — materiały zgrane na cd-r`ach
materiały do recenzji przysyłane na taśmach magnetofonowych itp. — materiały do recenzji przysyłane przez łącza elektroniczne lub umieszczane na www zespołu
domowe dane kontaktowe — adres email / numer gg / numer telefonu komórkowego
tradycyjna autorpezentacja  — nNowe formy autoprezentacji – single, teledyski itp.

PROMOCJA ZESPOŁÓW W PODZIEMNYCH MEDIACH

nieliczne oficjalne pisma muzyczne — ziny jako profesjonalne magazyny
wytwórnie wysyłają materiały promówki do zinów
— wytwórnie wysyłają materiały promo do web-zinów
zespół oczekuje na zamieszczenie recenzji niejednokrotnie kilka miesięcy — zespół oczekuje
na zamieszczenie recenzji bardzo krótko (często jest już w sieci na drugi dzień)
istnieją wiele podziemnych dystrybucji — istnieje coraz mniej podziemnych dystrybucji
promocja bezpłatna — reklama płatna
edytorzy samodzielnie wybierają zespoły, którym pomagają w promocji
— wytwórnie płytowe narzucają formy promocji dla swoich zespołów
powszechne kompilacje — płyty składankowe są niemodne
płyta to autonomiczny nośnik — płyty dołączane do pism jako gratis
(niczym szminka do „pani domu”: –))
audycje radiowe odpowiedzialne za edukacje muzyczną — listy przebojów z muzyką metalową

SŁUCHACZE – FANI – MANIAX

metal dla „elity” — metal dla każdego
metal trudno dostępny (w sklepach) — metal łatwo dostępny (w sieci)
tape-trading (wymienianie się nagraniami) — ściąganie mp3 (muzyka bez szaty graficznej)
kupowanie płyt  — ściąganie mp3 (muzyka bez szaty graficznej)
chodzenie na koncerty — oglądanie koncertów w internecie
chodzenie na koncerty zespołów podziemnych
— chodzenia na koncerty tylko dużych zespołów zagranicznych
czytają ziny w poszukiwaniu informacji  — serfują po sieci i nie wiedzą, czego szukają
głód muzyki — przesyt muzyki
płacą za to, czego potrzebują i z trudem do tego docierają
— nie płacą za nic, wszystko mają „pod ręką” za free
kupowanie demówek w podziemnych dystrybucjach — kupowanie płyt w Empikach
identyfikowanie się z subkulturą poprzez wygląd
— metalowiec wyglądający jak „przeciętny” obywatel

[Kasia]

CHRIST AGONY: Condemnation – polskie tłumaczenia tekstów utworów

 

CHRIST AGONY
„Conemnation” (CD, 2008, Rezor Prod.)

l_christ-agony_condemnation

 

polskie tłumaczenia tekstów utworów
autor: Cezar (CHRIST AGONY)
 Devil’s Invocation

W Potępieniu trwamy Serce oddając
Wciąż oddali … we krwi i strachu
Wciąż podążamy bez wiary
Bez namysłu trwamy …

Krew na mym sercu
Krew na mym sumieniu
W potępieniu oddaleni od świata
W potępieniu oddaleni od wiary …

W gardłach Waszych zastygł wstyd…
Płonący symbol wypala
W sercach nienawiść…

To Potępienie samotności
Umysłów i ciał…
I żadna rozkosz
Nie ukoi cierpienia i ran…

– nie podnoś dłoni w modlitwie
Nie wzywaj śladów Jego stóp
Nadaremno…
Nie kłaniaj się…  skulony Psie…

– to Potępienie jest w Tobie
Na nic się nie zda wołanie i krzyk…
Tak już stworzony z Nicości w Nicość
Kolejne popioły przesypują się
W Klepsydrze Cierpień…

Żadnego Światła
Jedynie Droga…

Celebrujesz pojednanie z bogiem
– to śmieszne…
Utul się we własnym cierpieniu
– stój i milcz…
To śmieszne
Płacz, aż smutek wypali
Cale Twe Potępienie…

Ssij truciznę rzeczywistości
Gnij wtrącony w mury kościelne…
Nie mów…   nie patrz…
Bądź jedynie nie zapisanym słowem  666 …

Psalm Ov Livia Khao’tsu

Byłabyś zbyt piękną, aby umrzeć w mych ramionach
Cóż począć, gdy ciało słabe i umysł zbyt chory
Nie można pragnąć ciepła
Gdy czuje się tylko chłód ciała
Chłód zmysłów, które marzą tylko o rozkoszy …

Cóż począć, gdy tylko ciało jest
Odzwierciedleniem zmysłów
Mam jedno pragnienie
Jeden umysł
Jedną rozkosz …

Być może tylko jestem Nicością
We mgle Twych Znaczeń
Nie mogąc nic począć –
Jestem tylko Nicością …

Nie mogąc pragnąć –
Jestem Niczym
A zarazem pępkiem Wszechświata ..
Bo czymże jest Nicość jak nie Wielkością całego
Mojego Świata
Mojego Jestestwa …

… Nie błądzę w Ciemnościach
Gdyż Noc moim domem jest
I schronieniem…
Wszystkie Kwiaty
Połyskujące srebrzystą barwą
Wskazują obraną już Drogę …

 Condemnation Part I  

Otwórz Księgę Swych myśli
Oni wszyscy tam są…
Tak jak w mojej pamięci,
W moich wspomnieniach
W Księdze Jedynego…
Na Zawsze…

Piekielna wizja Pojednania
To coś co rani…
W Przekleństwie trwamy
I aby zapomnieć o najważniejszym –
Zapominamy…

Zapominamy nurzać swe ciała
W rozkoszy i obłędzie,
Obłudnie zmieniając Swą twarz
Dla innych…

W Przekleństwie trwamy
I przestrzeń ta wokół Nas
Jest prawdziwa…
Jak wieczność ma klątwą
I Ogień w mych żyłach…

Znacząc symbole, wypowiadając zaklęcia
Przyzywam swym zmysłom
Rozkołysaną nienawiść
Wśród Zboża i Nasienia…

Spłodzony z grzechu
Wyzwolony z łańcuchów
Jak pies…    jak wilk…
Przechodzisz Płomienie
Tak aby ujrzeć własne oblicze…

Twym lustrem nie jest odbicie
Które tworzysz w swych myślach…

Płyń i używaj swych sił
Płyń i klnij
Będziesz osiągał ból…
Będziesz czuł…
Będziesz żył…


Temptation Ov Lost

Tak Zimno bez Ciebie
Tak pusto…
Tylko wspomnienia samotne
Pozostają w lustrzanym odbiciu…

Wytatuowana spojrzeniami
Przyodziewasz zapach tęsknoty,
Wiedziona wspomnieniami
Udajesz się nad rzekę,
Spowita cienką pajęczyną rozkoszy
Rzucasz zmysłowe uroki…
Czekasz…

Wszechobecne zegary okrutnie odmierzają czas,
Nie poddajesz się …
Z dumnym spojrzeniem
Uśmiechasz się do gwiazd,
Śnieg tak pięknie pachnie przeszłością…

Ta pokuta nie ma końca
Bez Twego oddechu
Bez Twego pożądania…

Nie mogę poradzić nic na to
Tylko wyschnięta rzeka czeka na mnie
Jeden jej brzeg tak samotny
Jak nierówna przestrzeń Bezkresu i Chaosu…

Tańczysz przy słowach
Istniejesz w Zaklęciach
Przy Tobie czuć smak myśli i zapach jaśminu…

Beznamiętny ten Czas
Jak gniew Czerwonej Róży,
Która w Twych ustach tylko odżywa…
Ta pokuta nie ma końca
Bez Twego oddechu
Bez Twego pożądania…

Pięknie jest egzystować
Po drugiej stronie lustra…
Tam tylko Czuć Twe Zaklęcia…
Tam tylko odnajdujemy Siebie…

Ta pokuta nie ma końca
Bez Twego oddechu
Bez Twego pożądania…

MarchManifesto   

Oto jest moja tajemnica …
To jest mój sekretny kraj …
Oto ja pośród wszystkich
Cudów Wszechświata stoję przed Wami
Z mym własnym Pożądaniem
Waszego Jestestwa…

Oto moje królestwo,
Które twierdzą mego piętna…
Oto mój tajemny świat
I słowa moje jak łzy
Odbijające światło
W Niebycie Waszego Świata…

Oto manifest grzechu mego …
Ukryty głęboko w krwawiącym sercu …
Choć schowany w oczach
I jadem przesiąknięty
Wylęgły na świat poprzez Noc…

Oto manifest grzechu – manifest kłamstw
I prawd wszelakich…
Pielęgnacja Dominacji nad światem
W milczeniu i klątwie Jesteśmy Wolni…

Pielęgnujemy swe piękno
Żyjąc tylko własnym życiem
Odnajdujemy Siebie i własną Nadzieję …

BloodSeedNation

Martwe znaki w płomiennych gwiazdach
Wiecznością i sercem …
Martwe symbole w poszukiwaniu
Prawdziwej wolności …

Nocą przytulasz swój popiół
I przesypujesz Swój Los
Z ręki do ręki …
Cały ten popiół jest tylko cząstką
Wielkiej Mocy
Nieodgadnionej …
Wyśnionej …

Ten Symbol pozwala przetrwać Noc
Pozwala żyć i kląć…
I cala Ta Siła Wiecznej Potęgi
Zostanie odnaleziona w Tobie …

Krew Sączy Narody
W upodleniu ich mózgów
Zgniły wylęgły Czar – wypędzają tylko Wiedźmy …
Nadejściem końca jest Wszechobecny Czas
Wszechobecny Chaos…

Ludzkość jest winna …
Ich człowieczeństwo poddane próbom
W Chaosie potęga a w Anarchii Życie …
Zburz ten mur upadłym symbolem,
Roztrzaskaj Witraże Wielu Znaczeń
I proroctwa wszelakie..
Jednostką bądź na firmamencie
Swych Własnych Znaczeń…

Condemnation Part II  

W spojrzeniach Waszych
Widzę ból istnienia …
Tak jak przekleństwo
Jawi się na Waszych twarzach …
Naznaczeni piętnem Chrystusa
Przez wieki całe
Podążacie ślepi ścieżką Niczyją…

W Was całe oszustwo
Tego marnego świata …
Bez gwiazd, bez prawdy
Bez wolności…

Prawdziwie ślepi
Nie odczuwacie nadziei
Na bezkresny horyzont
Prawdziwej wolności…

W obłudzie Wasz Dom i Dzień
I w prochu Ta Noc..

Sączycie krew
Przez zaciśnięte usta
I zapominacie
O przeznaczeniu…

Kto jest przeklęty ?
Ty , Oni  czy Ja ?
Kto jest przeklęty ?

Odpowiedz znajdziesz samotną
Wśród drogi
Wpół – czasie
Wpół – przestrzeni…

Cult Domination

Twe dłonie nie pragną kochać
Twe usta nie odczuwają słów
Twe oczy nie widzą gwiazd …
Twe łono to grzech i kłamstwo
Właśnie tam ukryte jest Potępienie…

Wypijmy o jeden kielich za dużo…
W Nich wspomnienia
Pachnące pierwszą Krwią…

Za Chwile Te !!!    – Pij !!!
Za Ten Czas   !!!   –  Pij !!!
Za Chaos…     !!!   –  Pij !!!

Jego Majestat pozwala odczuć
Prawdziwą barwę Nocy…
Ta pierwsza Noc
Ta pierwsza mgła…
I Dziewictwo zamienione w Krew…

Zanurzmy się w pragnieniu
Zanurzmy się w wolności
Gdzieś pośród róż
Które obsiewają Twój grób…

Zanurzmy się w pragnieniu
Zanurzmy się w wolności
O jeden kielich za dużo aby żyć…
O jeden kielich za dużo aby umrzeć…

Trwajmy wolni wciąż
Niezależni
Opętani i Niewinni w Prawdzie…

The LeviThan’Suite

Tu nie ma miejsca na dobro i zło
Tu tylko spustoszenie i niebyt…
Tu nie ma miejsca na miłość i litość
Tu tylko spustoszenie i niebyt…

Ból tylko i cierpienie
Prawdziwie pozwala czuć
Gdyż nie ma tu miejsca na nadzieję…

Opętany, potępiony, bosy
Stąpam przez płonącą krainę piękna
Tylko w oddali skowyt wilków…
Tylko w oddali oddech Twój…

Mgła nade mną
Deszcz i kolejny krok…
W oddali zostawiam pustą ziemię…
Błogosławieństwem może być  piekło…
Błogosławieństwem może być opętanie świtu…

Tam nikt nie jest do końca sobą…
Każdy płacz jest udawany
Każde cierpienie jest tylko namiastką
Prawdziwego cierpienia…
Stoję pośród gwiazd
I zlizuję z Nich
Boskość daną tylko Płonącym Aniołom…

Upadły, nagi, bosy
Pośród wielu słońc
Odnajduje własny smutek
I przyczynę końca…

 

Purgatory Beast

Oto Ja Jestem Bestią …
Oto Ja Jestem Tym Jedynym
Wybrańcem Czeluści
I posłańcem Prawdy…

Czyszczącą Siłą
Odnawiam Wszechświat
Buduję Porządek
Nowy Świat …

Oto Ja Jestem Bestią …
Zapisanym Znakiem
W Xiędze Khao’tsu
Popiół zostawię po sobie
I zamęt …
Gdyż Nicość me serce
Przepełnia dla Boga Krzyża …

Potępienie Płynie w mych Żyłach
Naznaczony Ogniem
Ogniem też Władam …
Gdyż Nicość me serce
Przepełnia dla Boga Krzyża …

Heavymetalowcem być…


Heavymetalowcem być…

ImageTak wyglądasz:


Dżinsowe lub czarne skórzane kurtki, dżinsowe spodnie z licznie naszytymi łatkami i kamizelki z naszytymi lub wpiętymi nazwami i emblematami ulubionych zespołów, długie blond włosy oraz ozdoby w postaci wisiorków, pasów, rękawic nabijanych ćwiekami – oto klasyczna już sylwetka fana muzyki heavy metal, czyli heavymetalowca lub po prostu metalowca.

Tak się zachowujesz:

Przed koncertami swoich ulubionych zespołów heavymetalowcy tworzą większe grupy i przechadzają się przed budynkiem. Kilku młodych ludzi inicjuje okrzyki „heavy metal” lub nazwę ulubionego zespołu. Okrzyki te skanduje reszta grupy. W czasie koncertu starają się stać jak najbliżej sceny. W rytm granych utworów żywo reagują podnosząc ręce i wymachując nimi. Poddają się soliście, który jak gdyby nimi dyryguje.
Takie zachowanie cechuje satanistów, fanów muzyki black-metal, devil-metal, thrash-metal itp., którzy wymachują pięściami ułożonymi tak, że mały i wskazujący palec imitują rogi diabła. Heavymetalowcy i sataniści krzyczą i wrzeszczą w takt muzyki wyrażając najwyższą radość, uniesienie, a nawet ekstazę. Stanowi to dowód całkowitej więzi fanów z solistą lub ulubioną kapelą.

Zdaniem specjalisty:

Wygląd zewnętrzny, muzyczne zamiłowania oraz brak ideologii w zasadzie stawiały metalowców w rzędzie dość spokojnych ugrupowań |młodzieżowych. Zadymy przed salami koncertowymi przypisywane są najczęściej skinom, punkom i chuliganom. Jednakże na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych socjolodzy i kryminolodzy musieli zmienić zdanie. Nasiliły się różnego rodzaju utarczki między fanami poszczególnych zespołów heavy-metalowych, narasta także agresywne i chuligańskie zachowanie członków tej podkultury.

Twoim zdaniem:

Z aktualnego rozpoznania tej podkultury wynika, że narastają także „zadymy” między samymi metalowcami, fanami różnych zespołów. Wyniki sondażu przeprowadzonego przez autora wśród nieletnich metalowców (w wieku od 15 do 17 lat) wskazują jednak na to że:

– fanowie metalu negują zachowania agresywne,
– jako uczestnicy koncertów muzyki metalowej nie pozwalają nawet, by komuś szalejącemu w tzw. „młynie” stała się jakakolwiek krzywda,
– dzięki uczestniczeniu w koncertach mogą świetnie się bawić, pozbyć się nadmiaru energii i agresji, przez to nie muszą dewastować różnych przedmiotów lub poszukiwać innych przygód,
– muzycy w czasie prób i koncertów także przeżywają wiele emocji i pożytecznie spędzają czas.

 

[fragmenty książki (pisownia oryginalna) pt. „Do hippisów do satanistów” autorstwa
kryminologa, policjanta i nauczyciela akademickiego Jerzego Wójcika, Kraków 1992]

To se ne vrati

 

To se ne vrati…

W sumie to nie wiem, czy tak się to pisze, ale szczerze mówiąc, wali mnie to, skoro w ogólnopolskich gazetach w tytule widnieje np. „Na wakacje do Kołobrzegu”… Ale nie o tym miałem pisać…
Pewnie nie tylko ja tak mam, ale i wielu starych ludzi słuchających jeszcze metalu, że coraz rzadziej sięgam po coś nowego z tej muzyki. Dlaczego? Dobre pytanie, w sumie sam nie wiem do końca, czemu się tak dzieje. Po części pewnie dlatego, że przestałem po części rozumieć dzisiejszy metal (poza tym, to co teraz uważane jest za muzykę metalową oficjalnie, dla mnie jest po prostu rock’iem, no może hard rock’iem, zresztą – skoro ŁZY jest uważany za zespół gotycki, to czemu ja się dziwię…), a po części dlatego, że niewiele nowego w tej muzyce się dzieje…

ImageTak, czasem wolę zagłębić się w swoich starociach, dla mnie ciągle żywych, ciągle świeżych i wciąż najlepszych. Niestety, jednak prawie wcale nieznanych dla tych, którzy mienią się dzisiaj być fanami muzyki metalowej. Pewnie powiecie, że przyfruwam, więc dlaczego dzieje się tak, że rozmowa z małolatem twierdzącym, że jest fanem KAT`a może odbywać się tylko na płaszczyźnie „Ballad” i późniejszych płyt? Jakiś czas temu Kuba – mój pierwszy współtwórca „Atmo” – opowiadał mi jak to na jakimś underground’owym koncercie spiknął się z gościem w rozmowie o rzeczonym KAT`cie. Fan ów na tytuły „666”, „Bastard” czy „Oddech umarłych światów” (nie wspominając już o „Ostatnim taborze” czy koncertówkach) wzruszył tylko ramionami, po czym wyzwał go od pozerów i w ogóle stwierdził, ze Kuba nie jest metalowcem, bo na takiego nie wygląda czy coś… Niestety nie jest to odosobniony przypadek. Sam na koncertach od pewnego czasu czułem się jak na przedszkolnej rewii mody, ale…

ImageZebrało mnie tak na wspominki, gdyż znalazłem dzisiaj kasetę „Horda Goga” DRAGON’a. Słuchałem jej po raz pierwszy po przeprowadzce i co stwierdziłem? Ano tylko tyle, że wtedy to robiło się muzykę. Czy ktoś zna jeszcze ten zespół? Materiał na „Hordę Goga” nagrany został w 1989 roku, a więc ma teraz 17 lat – tyle samo co połowa dzisiejszych metalowców – i rok później wydany przez WIFON na licencji Metal Mind Prod., wytwórni, która dopiero co zdobywała sobie swoją dzisiejszą „sławę”. DRAGON w owym czasie przedstawiał się bardzo ciekawie. Pierwszym plusem (jak dla mnie) były polskie teksty, na których niejedna ówczesna blackmetalowa horda mogłaby się wzorować. Tytuły mówią same za siebie: „Kapłani zdrady”, „Siedem czasz gniewu”, „Wieczne odpoczywanie”, „Beliar”, „Horda Goga” itd. Połączenie heavy metalu w muzyce (i w niektórych warstwach wokalnych) z thrash, death i black metalem, okraszone prędkością speed metalu (kiedyś istniał taki gatunek, dziś chyba już zapomniany) dało nieziemskie połączenie. A jeśli do tego dodam, że można tam też znaleźć solówki rodem z pierwszych płyt KAT’a, to co niektórzy już powinni poderwać się do poszukiwań. Później, ku mojej rozpaczy, DRAGON obrał inną ścieżkę muzyczną i skierował się w ramiona królującego wówczas death metalu stając się jednym z setek podobnych sobie zespołów. I mimo wszystko, że startował w czasach sprzyjających takim zespołom (popatrzcie na VADER`a, który jest tego najdoskonalszym przykładem – oni po prostu znaleźli się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu – nic więcej), nie odniósł większych sukcesów. Niestety, cóż można jeszcze powiedzieć o DRAGON’ie, chyba tylko zacytować ich samych, a więc „Pokój duszom zmarłym daj Panie…”

Następnym zespołem, o jakim chciałem tu wspomnieć, jest MORDOR. Zespół ten nadal egzystuje (a przynajmniej istniał do niedawna), jednak porusza się już w zupełnie innych rejonach muzycznych niż kiedyś.
ImageJest rok 1992 i wspomniany wcześniej Metal Mind wydaje oficjalnie pierwsze dziecko zespołu – „Nothing”. Jest to rasowy doom metal wzorowany na wczesnej twórczości PARADISE LOST, co zresztą widać od razu po choćby pobieżnym przestudiowaniu wkładki, gdyż drugą stronę kasety otwiera „Eternal” wspomnianych wyżej Anglików. Intro też zostało zapożyczone nie od byle kogo, bo od zespołu LAIBACH. W zespole tym na początku udzielał się najbardziej eksploatowany perkusista polskiego podziemia Gerard Niemczyk, który swego czasu grał chyba w kilkunastu zespołach na raz (:-))…
MORDOR z kolei obrał później nieco inną drogę kierując się na następnych wydawnictwach w stronę większej melodyki i rock’owej progresywności kosztem ciężkości brzmienia. Jednakowoż nadal tworzyli coś oryginalnego na owe czasy eksperymentując chociażby z żeńskimi wokalami (gościnny udział Anji Orthodox na drugim materiale „Prayer To…”), a w konsekwencji całkiem zatracając się w rock’u progresywnym.
Nie twierdzę oczywiście, że była to muzyka oryginalna. Nic w tych czasach w Polsce nie było oryginalne, tak więc i muzyka metalowa rodząca się niejako od podstaw w postkomunistycznym kraju musiała skądś czerpać wzorce, by dopiero po paru latach dorobić się czegoś swojego.

Image Tak na przykład było z płocką grupą HAZAEL, która startowała w 1990 roku demówką „Chapel Of Doom”. Dwa lata później grupa nagrała drugi materiał „Clairvoyance”, wydany przez debiutującą wówczas Metalstorm Rec. Potem, o ile się nie mylę, nadszedł czas na płytę „Thor”, która już swym tytułem sugerowała rodzaj, jaki w tych czasach królował w death metalu. Później szkalowano zespół na wszystkie możliwe sposoby, gdyż jak minął czas skandynawskiego death metalu, a nadeszła moda na słowiańszczyznę, to i HAZAEL nagrał płytę w tych klimatach („When The Sun Is Dead”). Potem kłopoty z Century Media zmusiły Mariusza i resztę grupy do zaprzestania działalności. Jednak zdołali oni wydać jeszcze w Polsce ostatnią swoją płytę i tak w 1996 r. światło dzienne ujrzała za sprawą Ceremony Rec. ze Świecia płyta „The Kiss And Other Movements”. Jednak niczym nie przypominała ona dokonań grupy, która mimo że zmagała się z nienawiścią (głównie za to, że udało się jej pozyskać zagraniczny kontrakt płytowy), potrafiła stworzyć muzykę na miarę ówczesnego europejskiego poziomu.

Wiem, że przedstawiłem tutaj jedynie skromny wycinek tego, co się działo wtedy w podziemiu. Może w następnym numerze coś jeszcze napiszę, jeśli będzie taka potrzeba z Waszej strony… W tych jakże ciekawych czasach w Polsce istniało sporo obiecujących grup, które niestety nie wyszły z głębokiego podziemia, jak choćby UNNAMED, GROAN, MORSUN DIABOLI, NOSTRADAMUS, SHADE, STONEHENGE, a których warto by było sobie czasem posłuchać chociażby po to, aby zobaczyć jak wyglądał świat polskiego underground’u w ubiegłym stuleciu.

[Paweł / Atmosheric #12]