Kategoria: Koncerty

ECLYPSE, DECEPTION, DIMENSION, CREMASTER – 21.12.2002, Tarnów

ECLYPSE, DECEPTION, DIMENSION, CREMASTER

21.12.2002, Tarnów, „Przepraszam”

W końcu jakiś koncert na tym zadupiu, co prawda nic rewelacyjnego, ale też nienajgorzej. Oczywiście na organizację narzekać nie będę, bo jak zwykle wszystko odbyło się dość sprawnie, ludzi trochę przyszło, choć teraz już nie bardzo pamiętam ile tego było… Na pewno było trochę miejsca pod sceną… Ale to w sumie nieistotne. Na pierwszy ogień poszedł krakowski CREMASTER… Widziałem ich wcześniej i jeszcze przed koncertem dowiedziałem się, że niestety nie będzie mąki ani porów… Szkoda. No, ale nie byliby sobą gdyby czegoś nie wymyślili. W końcu pojawili się na scenie, przebrani za mikołajów, trochę dziwnych co prawda, ale jednak. Wyglądali zabawnie, więc nie było źle. Można pomyśleć, że przy takiej otoczce chłopaki nie bardzo potrafią grać… i to jest błąd. Każdy z nich jest dobry w tym, co robi. W tym miejscu odsyłam do recenzji ich ostatniego materiału. A odnośnie koncertu dodam tylko tyle, że generalnie był naprawdę fajny. DIMENSION na żywo jakoś specjalnie mnie nie ruszyło. Takie niby black’owe granie, w które swój wkład ma Nowy, znany także z MISTERII. Sporo ludzi na scenie, klawisze, trochę ruchu i w sumie bez rewelacji, choć przyjęcie całkiem niezłe. Także w tym przypadku odsyłam do recenzji, która powinna się znaleźć w tym numerze. Przyszedł czas na rasowy death metal. DECEPTION to już całkiem chyba znany zespół w kręgach brutalnego grania. Koncert zagrali na poziomie i niby wszystko fajnie, ale czegoś mi tam brakowało. Może po prostu ogrania? Nagrali całkiem niedawno drugi materiał, którego nie miałem okazji posłuchać, ale myślę, że jest to kawał niezłego mięcha. I na koniec tarnowski ECLYPSE. Pierwszy koncert po zbyt długiej przerwie, powiedziałbym wręcz, że zabójczej, jeśli mówimy o tak młodych zespołach. Kilka lat temu pojawiło się kilka recenzji tu i ówdzie, zagrali kilka koncertów… Dobry początek, żeby uderzyć z kolejnym materiałem, a tu kilkuletnia cisza. Ale w końcu zebrali się do kupy i coś tam grają… Pozbyli się klawiszy, muzyka przeistoczyła się praktycznie rzecz biorąc w death metal… Skądinąd dowiedziałem się o absolutnym braku szczerości w tej zmianie stylu… No ale co ja im tu będę robił koło dupy. Te ich nowe kawałki są całkiem niezłe, bo to przecież sprawni muzycy, szkoda tylko, że jest to takie wykalkulowane…  A sam koncert też nienajlepszy… Niby czasem było dość żywiołowo, ale oczekiwałem trochę więcej. Generalnie była to całkiem przyjemna imprezka… Ale jak już wspomniałem – zestaw kapel furory zrobić nie mógł…
[Mirek]

MISTERIA, SPINAL CORD, MIDGARD – 22.12.2002, Rzeszów

MISTERIA, SPINAL CORD, MIDGARD

22.12.2002, Rzeszów, „Le Greco”

Minęło trochę czasu od mojej ostatniej wizyty w klubie „Le Greco”… I nic się tam nie zmieniło… Bo i co miało się zmieniać? Zresztą to przecież mało istotny fakt. Najważniejsze było tu to, że ciekawy byłem jak obecnie prezentuje się MIDGARD, czy SPINAL CORD, bo wcześniej nie byłem ich koncertami zachwycony… A przede wszystkim chciałem po raz kolejny zobaczyć  MISTERIĘ, w której formę szczerze mówiąc nie wątpiłem. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście jasielski MIDGARD i nie było najgorzej… Znaczy muzyka całkiem ciekawa i nawet jakiś ruch sceniczny można było zaobserwować, ale po dwudziestu minutach miałem dość… 2-3 numery, to rozsądna dawka ich muzyki, większa powoduje już znużenie… Co nie zmienia faktu, że ludziom się to chyba podobało, ja po prostu nigdy nie zostanę ich fanem, podobnie jak wielu innych kapel tego typu. SPINAL CORD – również lepiej niż poprzednio, widziałem ich wcześniej jakieś dwa lata temu i nie ma porównania. Ale z drugiej strony koncert mnie wcale nie porwał. Zagrali swoje, ale niestety dość statycznie, poza tym – nie chciałbym pisać nic złego o ich muzyce, ale mnie się po prostu nie podoba. Wiem, że wiele osób może teraz na mnie napierdalać, bo praktycznie wszyscy zachwycają się płytą, którą zespół wydał niedawno, ale powtórzę się – do mnie to po prostu nie trafia. Kwestia gustu. To wszystko w tym temacie. Tak czy inaczej, po kolejnej przerwie na scenie pojawił się bezwzględnie najciekawszy zespół tego dnia i bez wątpliwości jedna z najlepszych polskich kapel – MISTERIA. I jak zwykle nie pozostawili nikomu wątpliwości, że są naprawdę świetną kapelą również na żywo. Tradycyjnie żywiołowy występ, choć głównie dzięki Nowemu, który wtedy jeszcze miał trochę włosów i robił z nich konkretny użytek, oraz dzięki Mańkowi, który włosów wprawdzie nie ma, ale nie przeszkadza mu to w dobrej zabawie na scenie, poza tym to przecież bardzo charyzmatyczna postać. Wiadomo, że takie przeboje jak „Masquerade Of Shadows” z pierwszej płyty, czy „Forever… Beautiful… Dead Smile” z nowej musiały polecieć, zresztą moim zdaniem są to dwa najbardziej „przebojowe” numery tej kapeli… Oczywiście nie zabrakło innych kawałków, sporo nowych – „Katharsis”, „Bashfully Deformed”, chyba „Visions And Memories” i pewnie coś jeszcze, z debiutu pamiętam również „The Lost” i znając życie to nie wszystko, ale więcej nie pamiętam, a poza tym byłem już cokolwiek zmęczony, zatem nie zostałem do końca, ale pewnie tradycyjnie był motyw z „Pulp Fiction”… Aha, było też coś jeszcze. Osobom z towarzystwa SPINAL CORD, a także jednemu muzykowi tej kapeli najwyraźniej się nudziło, bo postanowili konkretnie pobić kogoś z rzeszowskiego ABYSS. Sam tego nie widziałem, ale widziało sporo ludzi i zapewniam, że jest to fakt. Cóż, nie ma to jak wyrobić zespołowi taką renomę. No i jak to w Rzeszowie bywa – publika dopisała, zwłaszcza, że grała kapela z tego przecież miasta, organizacyjnie i brzmieniowo również nie można mieć zbyt wielu zastrzeżeń. Zdecydowanie warto było ruszyć dupę i wydać te kilka złotych.
[Mirek]

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA – 13.09.2003, Tarnów

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA

13.09.2003, Tarnów, „Gwiazda”

No proszę, do Tarnowa również zawitała trasa organizowana przez Empire, po raz pierwszy i podobno ostatni… Bo ponad 200 osób to jednak za mało. No cóż. Ja się tak czy inaczej wybrałem, bo nie zamierzałem stracić kolejnej okazji zobaczenia FRONTSIDE’a. A i ciekawy byłem jak prezentują się obecnie polskie death metalowe potęgi, heh. Cóż, nie najlepiej, ale może po kolei. VESANIA poszła na pierwszy ogień i mogę powiedzieć tylko tyle, że to dobrze zapowiadający się zespół. W tym momencie to niestety za mało. W samym Empire jest już kilka zespołów z takim samym image’em i ze zbliżoną stylistyką, polegającą na łączeniu death i black metalu. VESANIA prezentuje niezły poziom, ma w składzie sprawnych muzyków, o czym niech świadczy fakt, że ich pałker ma nagrać gary na nową płytę VADER’a. Ale to przecież nie wszystko. Na żywo machają głowami, ale też jakby widać za małe obycie ze sceną. Jest nieźle i może coś z nich będzie. Takie jest moje zdanie. FRONTSIDE zdobył kolejne miasto i można było zauważyć, że są z tego zadowoleni. Zresztą, kto by nie był? Ich muzyka jest tak różnie przyjmowana, że z każdego takiego sukcesu po prostu wypada się cieszyć. Tradycyjnie bardzo żywy koncert, dużo ruchu na scenie, niezły kontakt z ludźmi… Chociaż chyba bardziej podobał mi się ich show w ramach trasy z BEHEMOTH’em, który miałem okazję zobaczyć w Rzeszowie. Może było to spowodowane faktem, że scena w Gwieździe, jest mniejsza od tej w rzeszowskiej Akademii? Tak czy inaczej świetny koncert, można było usłyszeć oczywiście numery z obydwu płyt, niestety na koniec brakło coveru SLAYER’a, szkoda, a z tego co wiem, to w innych miastach znaleźli czas na to. Wszystko co dobre, szybko się kończy – na scenę wszedł DECAPITATED… Pan wokalista ogolił sobie głowę i tym samym miałem kolejny powód do śmiechu, bo to jego kiwanie głową zupełnie nie do rytmu było cokolwiek żałosne. I nie tylko ja się z tego śmiałem. Muzyki tego zespołu nie toleruję, zatem po prostu sobie ich darowałem, popatrzyłem na nich raptem przez jakieś dwie minutki i cóż – skupiłem się na piwie, to było znacznie ciekawsze. Przyszedł w końcu czas na gwiazdę wieczoru, heh. Ciekawy byłem jak sobie Novy radzi w tym zespole, ale tak prawdę mówiąc, to właśnie tego się spodziewałem. Innymi słowy pełen profesjonalizm, to samo zresztą tyczy się wszystkich pozostałych muzyków, tak sprawnego grania wielu może im pozazdrościć. Niestety wokal był jednym z największych minusów tego koncertu, po pierwsze barwa jakaś taka chujowa, a po drugie zamiast długiego „aaaaarghhhhh”, pojawiało się króciutkie „aa”. Ktoś tu już nie wyrabia. Zresztą, wydało mi się, że za mało w tym wszystkim życia, co prawda Novy i Mauser machali głowami konkretnie, ale… Poza tym dobór numerów jakiś taki kiepski. Znaczy owszem, był powrót do czasów „The Ultimate Incantation” i „De Profundis” czyli do najlepszych płyt, których VADER już nigdy nie pobije, ale większość to jednak nowszy stuff, który niekoniecznie mi leży. Cóż, oczekiwałem, że to będzie co najwyżej przeciętny koncert, i mogę śmiało przyznać, że oczekiwałem odrobinę za dużo…
[Mirek]

Rebel Angels Tour vol 1 – podsumowanie – 18-27.05.2007

Image Zakończyła się trasa Rebel Angels Tour 2007
z udziałem zespołów HATE, DARZAMAT,
CRIONICS i SAMMATH NAUR.
Koncerty cieszyły się sporym zainteresowaniem maniaków. Bilety w Krakowie i Rzeszowie zostały wysprzedane, dobra frekwencja była w Lublinie, Białymstoku oraz Zabrzu.
Przebieg całej trasy bardzo pozytywnie oceniają
A.T.F. Sinner z HATE, Nera z DARZAMAT
oraz Dariusz Styczeń z agencji koncertowej
Creative Music (organizator przedsięwzięcia).

BEHEMOTH, VIRGIN SNATCH, CORRUPTION, HERMH – 16.05.2006, Kraków

Demigod Tour 2:
BEHEMOTH, VIRGIN SNATCH, CORRUPTION, HERMH

16.05.2006, Kraków, „Loch Ness”

 

Image BEHEMOTH to nasza duma narodowa! Wieczny tułacz… Ciągle w trasie… W ciągu paru ostatnich lat ten zespół zjechał chyba cały świat, grając u boku INCANTATION, DECIDE, DISSECTION, SUFFOCATION, KRISIUN, NILE, DANZIG, KING`a DIAMOND`a, SIX FEET UNDER itd., itp. Na koniec ok. półtorarocznej „Demigod Tour 2” (która dotarła m.in. aż do Australii) grupa zawitała w końcu do kraju, w tym do Krakowa…

Kiedy dotarłam do „Loch Ness”, klub był już zaludniony. Co więcej, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu koncert musiał rozpocząć się punktualnie, gdyż na scenie nieźle już szarżował białostocki HERMH. Wydaną przez Pagan Rec. płytą „Eden`s Fire” zespół powrócił w nowym składnie. W opinii Arka Malczewskiego – inżyniera dźwięku w lubelskim Hendrix`ie (wcześniej Manek Studio), który od wielu lat jest też nagłośnieniowcem BEHEMOTH, na tej trasie HERMH dopiero się zgrywał i nabierał ogłady. Niemniej w Krakowie grupa po prostu poraziła ekspresywnością i mocą swojej diabelskiej muzyki. W końcu zawartość „Eden`s Fire” to wyśmienity symphonic black metal. Poza tym kapela wykazała się pełnym zaangażowaniem i dbałością o sceniczny image. Wokalista Bart wyglądał jak postać z dobrego horroru, a charakterystycznym elementem jego wizerunku była… laska, którą w gracją wymachiwał! Aż dziw bierze, że tak dobry zespół zagrał jako rozgrzewacz na samym początku koncertu; zdecydowanie powinien wystąpić tuż przed gwiazdą wieczoru!

RIVERSIDE – 5.05.2006, Kraków

Second Live Syndrome Tour:
RIVERSIDE

5.05.2006, Kraków, „Loch Ness”

ImageZastanawiające… Dlaczego koncerty RIVERSIDE gromadzą tak wielu metalowców odznaczających się długimi włosami i charakterystycznym ubiorem? Ano chyba dlatego, iż ten zespół gra wspaniałą muzykę! I to wcale nie tak odległą estetyce OPETH, ANATHEMY, DREAM THEATER itp… Pewna, specyficzna wrażliwość jest ponad stylistycznymi podziałami. W dodatku przecież właśnie tę grupę tworzą instrumentaliści w przeszłości ściśle związani z metalowym undergroundem! Gitarzysta Piotr Gruziński przed laty był członkiem wówczas czołowej, podziemnej kapeli doom metalowej UNNAMED, zaś Piotr Kozieradzki to nikt inny tylko Mitloff we własnej osobie – perkusista diabelskiego HATE, kapeli, którą opuścił w bardzo dobrym okresie, a także porzucił działalność wydawniczą pod szyldem Apocalypse, właśnie na rzecz całkowitego poświęcenia się dla RIVERSIDE. I nic w tym dziwnego… Polscy słuchacze zawsze kochali rock progresywny! Przynajmniej w wersji live… Każdy kto mówi inaczej, pieprzy głupoty. Nie widać tego na co dzień, ale np. na koncerty FISH`a zawsze, rok po roku przychodzi mnóstwo ludzi. Podobna twórczość nie ma jednak zbyt bogatych, rodzimych tradycji. Chociaż właściwie najlepsze zespoły z tego gatunku pochodziły ze stolicy… Nieistniejący już COLLAGE i ABRAXAS, wciąż działający QUIDAM i właśnie RIVERSIDE. Fenomen zespołu i głód takiej muzyki jest wielki… Grupa ruszyła w trasę promującą płytę „Second Life Syndrome”. Zawitała też do Krakowa i … Bilety na koncert kwietniowy wyczerpały się w mig, tak jak kiedyś na COMA – brakło miejsca dla wszystkich chętnych. Szczęśliwym trafem miesiąc później zorganizowano w dodatkowy gig. Oczywiście klub „Loch Ness” był pełny… Niestety koncert rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem, po 21-szej. Ja rozumiem, że zespół ugrzązł gdzieś na trasie i koniecznie chciał wcześniej zagrać próbę, ale wydaje mi się, że kapela okazałaby swoim fanom więcej szacunku, gdyby nie kazała im sterczeć przed wejściem przez 40 minut. Takie zachowanie zakrawało trochę na gwiazdorstwo i sztuczny profesjonalizm. Kolejne zaskoczenie, o czym jednak było wiadomo wcześniej (brak informacji na plakatach czy bilecie), nie było żadnego supporta. Naprawdę szkoda. Ponownie nie rozumiem takiego działania. Czyżby wiązało się to z wyłącznością dla własnych wyróżnień i honorów? A przecież jakaś kapela poprzedzająca na pewno dobrze by wpłynęła na atmosferę i rozgrzałabym publiczność, a tak… Pod dość niesmacznym początku nadszedł czas na złagodzenie nastroju… Muzycy wyszli na scenę w kłębach dymu, zaczęli grać, długo, instrumentalnie. W pewnym momencie, niespodziewanie gitarzysta wplótł w autorską kompozycję RIVERSIDE parę riffów z „Shine On Your Crazy Diamond” PINK FLOYD! W sercu zrobiło się cieplej. Później temperatura podniosła się jeszcze bardziej. Zabrzmiały takie kompozycje jak „Dance With The Shadow”, „Out Of Myself”, „Voices In My Head” i inne. Rozbudowane, emocjonalne suity i utwory dynamiczne, z rozbudowanymi partiami gitar poprzeplatały się ze spokojnymi balladami. Pięknie brzmiały zwłaszcza finezyjne solówki, no i syntezatory, czasem nawet imitujące organy Hammonda! Umiejscowiony po lewej stronie sceny klawiszowiec był poobstawiany parapetami niczym Tony Banks! Muzyka wznosiła się lekutko, przepełniając przestrzeń i umysły fantazyjnymi obrazami. Wyobraźnia pracowała. Publiczność przeżywała ten mistyczny koncert, jak potrafiła, jednak uważam, że mimo wszystko nie dała się ponieść emocjom. Wszyscy byli tacy jacyś skrępowani i kulturalni. Jakby bali się i wstydzili dać upust swojemu szaleństwu. A przecież skłonność ku zabawie była widoczna, choćby w momentach szybkiego reagowania na zachęty Mariusza do klaskania… Koncert dziwacznie się też kończył. Zespół bisował trzykrotnie, z czego np. za drugim razem zagrał tylko jeden utwór. Te zabiegi ponownego wywoływania zespołu znów zakrawały na schlebianie gwiazdorstwu RIVERSIDE. Jednak w sumie kapela chętnie wracała na scenę, a muzycy pięknie się kłaniali i bili brawo, w ten sposób dziękując za gorące przyjęcie. Tak więc wszystko dobrze się skończyło…

[Kasia]

Brutal Assault 2006 – 10-12.08.2006, Svojsice (Czechy)

Brutal Assault Festival 2006:
DIMMU BORGIR, FEAR FACTORY, MORBID ANGEL, AMORPHIS, NAPALM DEATH, GOREFEST, SICK OF IT ALL, MAYHEM, DESTRUCTION, GOJIRA, EPHEL DUATH, MOURNING BELOVETH, ORPHANED LAND, SKINLESS, SEVERE TORTURE, ROTTEN SOUND, THE OCEAN, VISCERAL BLEEDING, DEPRESY, ROOT, ADOR DORATH i inni

10-12.08.2006, Czechy – Svojsice u Prelouce

Brutal Assault to festiwal, który od zawsze wydawał mi się najbardziej atrakcyjną ofertą naszych południowych sąsiadów. Niektórzy pewnie stwierdzą, że impreza w Trutnovie jest znacznie lepsza… Cóż, kwestia gustu, ale nie da się zaprzeczyć, że BA oferuje znacznie większą różnorodność stylistyczną. Dwie ostatnie edycje tego festiwalu opuściłem z różnych względów, więc musiałem to w końcu nadrobić. Tym bardziej, że zestaw kapel naprawdę robił wrażenie. Zresztą na Brutal Assault już od kilku edycji pojawiały się duże, uznane nazwy, ale w tym roku Martin zebrał naprawdę ciekawą ekipę i śmiało można powiedzieć, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Pozostało tylko odłożyć trochę kasy i przygotować się do wyjazdu. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, z Tarnowa i okolic znalazło się blisko 20 osób, rzecz niebywała. Część zdecydowała się na podróż pociągiem, reszta zapakowała się w dwa samochody i ruszyła w drogę, która okazała się stanowczo zbyt długa… Ale tak to bywa, jak w jednym z samochodów zaczyna się gaz ulatniać. A później, żeby im się ta instalacja nie przegrzała znowu, musieliśmy jechać znacznie poniżej „setki”…  A tu po drodze autostrady, drogi ekspresowe, eh. Dość powiedzieć, że trasa przewidziana na jakieś 7-8 godzin nam zajęła dwanaście! Na miejscu, po krótkim rekonesansie, udałem się w końcu na zasłużony browar, czy raczej browarów sporo, bo to piwsko dość słabe jest. Wreszcie, po dwunastu godzinach za kierownicą i jakichś sześciu raczenia się Gambrinusem, zapadłem w sen. Niestety, przyzwyczajony do wczesnych pobudek już z pierwszymi promieniami słońca ruszyłem dupę z samochodu w kierunku namiotów z literką „G”.

KETHA, ESKATON – 29.01.2005, Tarnów

KETHA, ESKATON

29.01.05, Tarnów, „Przepraszam”

O koncercie dowiedziałem się przypadkiem, jakieś 3-4 dni wcześniej przeczytałem o tym gdzieś w internecie i w tym samym czasie zobaczyłem jeden mały plakacik na mieście… Pozostawię to bez komentarza. Inna sprawy, że wszystkie trzy nazwy (na plakacie był także FLAGELLATION) nie były zbyt zachęcające, choćby dlatego, że były mi zupełnie obce i spodziewałem się nudnej brutalnej nawalanki bez ładu i składu. A jest całe mnóstwo różnych rzeczy, które wolałbym robić od siedzenia na takim nudnym i bezpłciowym koncercie. Zanim jednak zaryzykowałem, znalazłem strony wszystkich trzech kapel i posłuchałem sobie po jednym czy dwóch utworach i doszedłem do wniosku, że choćby dla samego KETHA warto tam być.

CRADLE OF FILTH, SABBAT – 17.12.2006, Manchester (UK)

CRADLE OF FILTH, SABBAT, …

17.12.2006, Wielka Brytania – Manchester, „Manchester Academy”

Było ostro… Trzy zespoły w Manchester Academy…
Manchester Academy to taki odpowiednik naszego klubu „Stodoła” lub może nawet „Eskulap”. Wydaje mi się, że to klub studencki, jednak jest tam sporo miejsca.

Dotarłem szybciutko. Długa kolejka, jednak wszystko fair play, bez przepychanek. Wreszcie wewnątrz – zakupiłem troszkę płyt i Guinessa za 2,70 i ruszyłem pod scenę, a tam sporo ludu. Młodzieży było dużo, jednak nie tylko, również i starszych troszkę.

Pierwszy zespół bliżej mi nieznany – było to mile połączenie black`a i industrialu… Fajnie grali, troszkę tak… współcześnie po norwesku, a jednak po angielsku :-).

DARK HAMSTERS – 23.08.2006, Kraków / + KITSCH OBJECT – 18.12.2006, Kraków

DARK HAMSTERS

23.0.2006, Kraków, „Pod Jaszczurami”

 

Image Thrash metalowy DARK HAMSTERS zagrał w swoim rodzinnym mieście w słynnym z różnych inicjatyw klubie „Pod Jaszczurami”. Koncert rozpoczął się punktualnie bardzo mocnym akcentem w postaci świetnie wykonanego coveru „Enter Sandman”. Następnie wokalista przywitał się i zapowiedział autorską kompozycję kapeli, który po delikatnym wstępie przerodził się w numer w stylu METALLICA! :-) Później zabrzmiały inne fragmenty z debiutanckiej płyty zespołu, „Sawdust Exploration”, m.in. „Efekt PO”, „Marsz Przez Morze”, „Wind Of Sacrifice”. Pojawiły się też „niezidentyfikowane” kompozycje w stylu „Siekierka” :-), jakieś dziwne, krótkie utwory instrumentalne. Tak więc na żywo styl DARK HAMSTERS prezentuje się podobnie jak na albumie, czyli bardzo niespójnie. Kolejne kompozycje ukazywały coraz to inne oblicze grupy: dynamiczne – thrashowe, balladowe i bardziej nie pasujące do tego zespołu. Np. zdziwił mnie taki utwór, w którym wokalista pokrzykiwał coś co na pewno nie było tekstem i generalnie dźwięki, które z siebie wydobywał, pasowałyby raczej do repertuaru kapeli grindowej jako ciekawostka :-) (choć z drugiej strony był to urozmaicający fragment, gdyż te wzorcowo thrash`owe wokale stawały się już nudne). Zresztą ogólnie Bryndza jest najbardziej barwną postacią w zespole. Dobrze czuje się przed audytorium, dużo mówi, na zadatki na charyzmatycznego frontmana.