Kategoria: Koncerty

HATE, CRIONICS, VEDONIST, DEATHBRINGER – 17.11.2007, Sanok

Rebel Angels Tour 2007 vol. 2:HATE, CRIONICS, VEDONIST, DEATHBRINGER
Image

17.11.2007, Sanok, „Olimp”

 

Ponoć majowa trasa Rebel Angel Tour cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony polskich fanów, tak więc ekipa Creative Music, pod banderą Januarego z CRIONICS, zorganizowała drugą część tej trasy. Tyle że w trochę innym składzie osobowym, z udziałem zespołów HATE, CRIONICS, VEDONIST, DEATHBRINGER i MORIOR AXIS. Koncerty odbyły się w innych niż wcześniej miastach, a jednym z nich był Sanok, gdzie wciąż prężnie działa Paweł Habko (z Operis Media) i jedna z najbardziej wypasionych dyskotek w okolicy, obecnie zwana „Olimpem”, a dawniej „Art Clubem”:-)…

Party San XIII 2007 – 9-11.08.2007, Bad Berka (Niemcy)


Party San XIII 2007:
KREATOR, GORGOROTH, MERCILESS, SECRETS OF THE MOON, DYING FETUS, PENTACLE, DISASTER K.F.W., IMMOLATION, DIE APOKALYPTISCHEN REITER, BEWITCHED, VADER, BELPHEGOR, EQUILIBRIUM, RED HARVEST, CLITEATER, KORADES, LAY DOWN ROTTEN, MALEVOLENT CREATION, ASPHYX, KORPIKLAANI, GRAVE, PRIMORDIAL, MELECHESH, HAEMORRHAGE, BLACK DAHLIA MURDER, LENG TCH’E, INTERMENT

9-11.08.2007, Niemcy – Bad Berka / Flugplatzwiese

 

Image

 

Pośród pewnej grupy metalowego społeczeństwa pomorskiej części naszego kraju od pewnego czasu furorę robi fachowe określenie dewiacji umysłowych zaawansowanego stopnia, określenie zawzięte z języka Szekspira i przecudnie przetransformowane na nasz swojski, pomorski grunt – „retardyzm”. Bycie „retardo” oznacza, w delikatnym tłumaczeniu, upośledzenie w stopniu, hm, dajmy na to lekkopółśrednim (i nikt nie wie, o co chodzi!). Taki zjazd „retardystów” miał miejsce na przełomie pierwszej i drugiej dekady sierpnia anno 2007. Miejscem zjazdu stało się dedeerowskie miasteczko Bad Berka. Zjazd można określić mianem spotkania dwóch kultur, które przerodziło się w jedną kulturę… Kulturę upodlenia!

ANNALIST, UNNAMED – 23.02.2001, Warszawa

ANNALIST, UNNAMED

23.02.2001, Warszawa, „Proxima”

Koncert rozpoczął się od występu UNNAMED. Niestety ludzi było malutko, tak więc nieco dziwnie się czułam stojąc samotnie bardzo blisko sceny (pozostali ludzie byli z tyłu lub siedzieli). No ale co tam, czasami trzeba porzucić skorupkę swej nieśmiałości i skrępowania, by w pełni chłonąć piękno, które inni ukazują poprzez swoją sztukę. Chłopcy grali utwory ze znakomitego, natchnionego materiału „A Beauty Of Suffering A Poety Of Dreams”, który może się podobać, bo zawiera w sobie takie pierwiastki jak ból, piekno, emocje, uczucia, a ponieważ ja gustuję w tego typu rzeczach, wykwintnie rozkoszowałam się ich muzyką, bo z prawdziwą klasą zademonstrowali, że maksymalnie potrafią rozwalić słuchacza. Utwór „Shadow Of The Night” sprawił, że poczułam niesamowitą siłę, energię. Zaprezentowali się zupełnie inaczej niż na płycie. Był to bardzo dynamiczny koncert, a przy tym pełen potosu, nostalgii, a to sprawiło, że poznałam ich muzykę od nieco innej strony. Robert prezentował się wspaniale! Był taki tajemniczy, 100%-owo skupiony na śpiewaniu, a jednocześnie wydawał się taki ludzki, miły. Przesyłał bardzo dobre fluidy, podobnie zresztą jak pozostali panowie z UNNAMED. Zagrali koncert w wielkim stylu. Panowie mogą być z siebie dumni, bo pomimo tego, że ludzi nie było dużo, ci obecni byli oczarowani, a ja przede wszystkim. Niewątpliwie UNNAMED to wielki zespół tworzący muzykę trudną, ale piękną. Na zakończenie z ust. Roberta padły słowa: „To tyle. Dziękujemy! A teraz na scenę zapraszamy ANNALIST!”

I pojawili się trzej przesympatyczni panowie: Robert Srzednicki, Krzyś Wawrzak i Artur Szolc. Robert był nieludzko miły dla publiczności; wykrzykiwał słowa: „Widzę, że nie przyszło was zbyt wiele, ale to nie przeszkodzi nam wszystkim dobrze się tu bawić! Zaprasszam bliżej sceny.” Koncert był użekający. Rozkołysał nas, a do serc wprowadził magiczną atmosferę. Tego wieczoru romantyzm i miłość unosiły się w powietrzu. Trudno to oddać słowami, ale człowiek czuł się jak w Raju i ten ciepły głos … napełniał łzami. Zabrzmiało dużo utworów, w tym moje ukochane: „Eon”, „Labirynt”, „Noc w Troi”, „Spotkanie przy rzece”, „Alchemik”. Przed jednym utworem Krzyś powiedział coś, co ogromnie mnie wzruszyło: „Ten utwór chciałbym dedykować ludziom, którzy bardzo wiele dla mnie znaczą i są moimi najlepszymi przyjaciółmi. Bardzo się cieszę, że są dziś tutaj.” Na wielu twarzach pojawił się promyk ciekawości… Krzyś natomiast dodał: „Mówię oczywiście o moich przyjaciołach z ANNALIST – Robercie i Arturze.” Na bis odegrali jeszcze dwa kawałki, w tym drugi raz „Alchemika”. Na zakończenie podeszli na brzeg sceny i chwyciili się za ręce, a następnie przepięknie ukłonili. Takie koncerty chciałoby się oglądać co tydzień.

[Aneta]

DIMMU BORGIR, DESTRUCTION, SUSPERIA – 26.05.2001, Warszawa

DIMMU BORGIR, DESTRUCTION, SUSPERIA

26.05.2001, Warszawa, „Proxima”

Przed DIMMU BORGIR grały dwie kapele: SUSPERIA i DESTRUCTION, ale niestety z przyczyn niezależnych ode mnie nie byłam na tych koncertach. Najważniejsze dla mnie było jednak to, żeby przeżyć koncert DIMMU, bo dla mnie są mistrzami zagranicznej, „czarnej” muzyki. „Proxima” niemalże pękała w szwach. Było tyle ludzi, że ręką nie można było ruszyć.. Wiele osób równo jedzie po tym zespole, a tu taka frekwencja! DESTRUCTION także cieszy się wielkim uznaniem, ale to jednak DIMMU BORGIR przyciągnął tłumy. Grali krótko, bo zaledwie godzinę, ale to, co sobą zaprezentowali, przechodzi ludzkie pojecie. Kapitalne, dopracowane do najmniejszych szczegółów makijaże, gra świateł, niezapomniany klimat. Co prawda sztucznej krwi w tym roku zabrakło, ale i tak atmosfera była iście piekielna, więc nie ma co wylewać łez. Sprawy techniczne i spektakl urzekały. Promowali przede wszystkim swoje najnowsze dzieło „Puritanical Euphoric Misanthropia”, ale nie zabrakło również genialnego „Stormblast”, którego tak entuzjastycznie domagała się ludność. Przyjęcie chłopaki mieli bardzo ciepłe i myślę, że gdzieś tam na dnie z pozoru lodowatych serc odczuwali niebywałą radość i satysfakcję. Jedyne co boleśnie mnie ukłuło to, to o czym już wspominałam. Koncert był stanowczo za krótki!
[Aneta]

HEAVEN AND HELL, LAMB OF GOD, ICED EARTH – 9.11.2006, Manchester (UK)

HEAVEN AND HELL, LAMB OF GOD, ICED EARTH

9.11.2006, Wielka Brytania – Manchester, „M.A.N. Arena”

iced earth„Arena” to naprawdę sporo przestrzeni. Nic tylko wybrać się tam na show, by w warunkach przewyższających pojemność katowickiego „Spodka” oddać się najlepszej z muz:-).

ICED EARTH, przyjemnie pogrywając heavy z Ripperem na wokalu, rozpoczął ucztę. Stało się to dosłownie w chwili, gdy zająłem miejsce. Sporo ludzi pod sceną i mocna zabawa. Dobry, żywiołowy koncert, choć nieco za krótki. Dobre światła, za to nieco zbyt przybrudzone nagłośnienie. Przeważał materiał z „Framing Armagedon”. Najmocniejszy moment to „Ten Thousand Strong” na finał – zupełnie jakby o tych zgromadzonych w „Arenie”…

BEHEMOTH, HATESPHERE, ROOTWATER – 9.09.2007, Kraków

Polish Apostasy Tour:
BEHEMOTH, HATESPHERE, ROOTWATER
Image
9.09.2007, Kraków, „Loch Ness”

Tylko na dziewięć koncertów zawitał BEHEMOTH do ojczyzny w ramach trasy promującej najnowsze ich dzieło… W locie pomiędzy resztą Europy (World Apostasy Tour 2007, włącznie z Ozzfest na przełomie maja-sierpnia) a następnymi koncertami z KATAKLYSM, ABORTED etc. i wreszcie kolejnym, amerykańskim tournee. Ale dobre i to! Zresztą może m.in. dlatego na wszystkich, jak dotąd, gigach frekwencja byłą bardzo dobra. W każdym mieście znalazło się kilkaset wygłodniałych fanów. I nie inaczej było w Krakowie… Na zewnątrz chłodni i mokro, a w klubie „Loch Ness” dosłownie upał!

Spóźnialscy przegapili występ ROOTWATER. No trudno. Może jeszcze kiedyś będzie okazja zobaczyć w akcji byłych muzyków GEISHA GONER, SPARAGMOS, NEOLITHIC. Choć… Może to i mała strata, bo niewątpliwie muzyka tego zespołu z death/black metalem nie ma za wiele wspólnego i nie za bardzo pasowała do zestawu. W ogóle dziwi udział tej grupy w trasie pod dowództwem BEHEMOTH…

Image Jako druga zainstalowała się grupa HATESPHERE. Zaatakowała brutalnym thrash`em, w tym bardziej nowoczesnym wydaniu. Energiczne wykonanie i dobry wokal to atuty Duńczyków. Bez wątpienia najlepiej sprawdzały się te najbardziej krwiste, iście metalowe utwory w wykonaniu HATESPHERE. Generalnie słabiej wypadały te rytmiką wpadające w hard core, ale publiczności nie robiło to już różnicy. Ludzie byli już rozbawieni, więc tym chętniej reagowali dość entuzjastycznie. A niezły młyn napędzał jeszcze (pięknie wytatuowany:-)) wokalista Jacob. Bisów co prawda nie było, ale swój występ w Krakowie HATESPHERE na pewno mogą zaliczyć do udanych. Niewątpliwie mini-traska z BEHEMOTH znacznie przyczyni się do zwiększenia popularności tego bandu w kraju nad Wisłą.

Chwila przerwy dla technicznych i akustyków, na przygotowanie sceny i dźwięku. Po czym BEHEMOTH – po uprzednim intrze – wtargnął na scenę z impetem! No! Trzeba przyznać, że od pierwszych sekund koncert był szalony i maksymalnie agresywny. I zarazem perfekcyjny! Bez wahania, bez pomyłek. Wprawdzie dwa pierwsze utwory to była jedna wielka kakofonia (wokal był zagłuszany), ale później brzmienie się poprawiło i wszystko już było dobrze słychać: gardło Nergala, wszystkie solówki. Brawa dla Malty i debiutującego w „Loch Ness” Martina :-).

Image

Jeśli chodzi o muzyczny zakres występu BEHEMOTH, to zespół zrobił przemarsz bojowy przez całą swoją historię. No, co prawda po macoszemu potraktował płytę „Pandemonic Incantations”, ale z innych co nieco się pojawiło. M.in. „From The Pagan Vastlands”, „Lasy Pomorza”, „Decade Of Oepion”, „Demigod”, „Antichristian Phenomenon”, no i oczywiście przekrój z promowanego albumu „The Apostaty”.
Image Pomiędzy utworami Nergal coś tam zagadywał, opowiadał i krzyczał. Podkręcał i ubarwiał show na maksa. Choć nie on jeden. Bo popisy Interna (plucie ogniem i solo na perkusji) to też były bardzo widowiskowe fragmenty. Zresztą ogólnie cały koncert był mistrzowsko dopracowany pod względem scenografii, image`u muzyków i oprawy świetlnej… Muzycy w makijażach, odziani w (quasi)zbroje. Zachowywali się niezwykle widowiskowo! Zapewne długo ćwiczyli to moshowanie w tym samym momencie :-). Nieźli w nich aktorzy! Po obu stronach sceny stały „rzeźby” z orłami bizantyjskimi. Niezwykłego klimatu nadawały również światła i dymy, pobudzające zmysły i znacząco urozmaicające wizualne wrażenia. Najlepiej to widać na pamiątkowych zdjęciach. Raz scena tonie w błękicie, innym razem płonie czerwienią… A całe przedstawienie zwieńczyły bisy. Podczas „Chant For Eschaton 2000” Nergal wyskoczył w masce, wszyscy zalali się krwią… A kompozycja „I Got Erection” z repertuaru grupy TURBONEGRO to był taki najbardziej luzacki, zabawowy fragment, podczas którego każdy mógł sobie głośno pośpiewać, co też uczyniło kilkoro znajomków, którzy dopadli mikrofony…

Image Koncert BEHEMOTH był całkowicie udany. Doskonały i bardzo emocjonalny pod względem muzycznym i wizualnym. Został wspaniale przyjęty przez tłumnie zgromadzoną publiczność.

A zespoły poprzedzające, to były tylko takie przedskoki do najważniejszej bitwy!

 

[Kasia]

Brutal Assault 2007 – 9-11.08.2007, Jaromer (Czechy)

Brutal Assault Festival 2007:
SOULFLY, SATYRICON, DARK TRANQUILLITY, CYNIC, MADBALL, PAIN, VADER, GORGOROTH, SUFFOCATION, KATATONIA, IMMOLATION, DISMEMBER, ENSLAVED, DYING FETUS, ALL THAT REMAINS, HAEMORRHAGE, RED HARVEST, KEEP OF KALESSIN, DODHEIMSGARD, MISANTHROPE, ZYKLON, SATURNUS, BELPHEGOR, MADDER MORTEM, GOREROTTED i inni

9-11.08.2007, Czechy – Jaromer, stara twierdza wojskowa Josefov

Image Po bardzo udanej, jedenastej edycji czeskiego Brutal Assault, wręcz obowiązkowo musiałem się udać na ten festiwal ponownie. Tegoroczny zestaw kapel był równie imponujący, choć jakby mniej emocjonujący. Przynajmniej dla mnie. Ale i tak naprawdę warto było się przejechać. W tym roku trochę rzeczy się pozmieniało. Przede wszystkim teren festiwalu – Svojsice, zamieniono na twierdzę Josefov. Bez wątpienia bardzo ciekawe miejsce, warte zobaczenia. Czy sprawdziło się jako teren festiwalu? Podobnie jak większość ludzi, mam mieszane uczucia, ale o tym później. Droga na festiwal była krótsza, a co za tym idzie sama podróż minęła szybciej i po jakichś siedmiu godzinach trafiliśmy do pensjonatu, w którym spędziliśmy następne trzy noce. Chwila odpoczynku, trochę formalności i można było udać się na teren festiwalu.

Download Festival 2007 – 10.06.2007, Donnington (UK)

Download Festival 2007:
IRON MAIDEN, DIMMU BORGIR, NAPALM DEATH i inni

10.06.2007, Wielka Brytania – Donnington, Donnington Park

Image Download Festival, następca Castle Donnington, odbywający się po raz piąty w Donnington Park to największy festiwal metalowo-rockowy na brytyjskiej ziemi:-). To prawdziwa instytucja. Wioska festiwalowa otwarta była od 6-go do 11-go czerwca; koncerty na trzech scenach odbywały się od 8-go do 10-go czerwca, a imprez towarzyszących ogrom – o akrobacjach motocyklistów czy wesołym miasteczku tylko napomknę.
W telegraficznym skrócie z ostatniego dnia walki:-)…
Koncerty odbywają się jednocześnie na trzech scenach, co powoduje konieczność wyboru. Ma to swoje plusy i minusy. Przemieszczanie się w morzu osób może być pewnym utrudnieniem. Czyż to jednak nie jedna ze stron festiwalów, ba, wręcz ich atutów:-)?

KREATOR, CELTIC FROST, WATAIN… – 15.03.2007, Wolverhampton (UK)

KREATOR, CELTIC FROST, LEGION OF THE DAMNED, WATAIN

15.03.2007, Wielka Brytania – Wolverhampton, „Wulfrun Hall”

„Wulfrun Hall” to przyjemne miejsce do grania – w przedsionku klubu barki i koszulki, dalej sala właściwa ze sceną, a na scenie…

Gig rozpoczęła kapela stricte black metalowa – WATAIN. Pieszczochy, skóry, makijaż, czaszki, świece itp. akcesoria:-). Surowo, ostro i do przodu, przekaz wiadomy.

Kolejnym zespołem był deathowy przedstawiciel – LEGION OF THE DAMNED. Całkiem sprawny. Bardzo fajny do pomachania łepkiem :-). Set dobrze sprawdzający się na koncertach.

Każdy z zespołów prezentował własną scenografię i jeżeli u blackusów był odwrócony krzyżykowy mikrofon, trofea i proporce z pola bitwy, to u znajomych defowców płachta z logo.

THETRAGON, MISTERIA – 24.05.2002, Krosno

THETRAGON, MISTERIA

24.05.2002, Krosno, Dom Kultury

Ostatnimi czasami nie odbywało się zbyt wiele koncertów w byłym najbardziej wysuniętym ku południowemu wschodowi krańcowi kraju mieście wojewódzkim. Posuchę w tym względzie przerwał miejscowy THETRAGON, który zorganizował drobną ucztę muzyczną dla swoich fanów i innych spragnionych ich muzyki metalowców z okazji objawienia światu najnowszego, długo oczekiwanego materiału „The Glance Of Eternity”. W roli gości miały się pojawić dwie zaprzyjaźnione kapele, jednak ostatecznie NEOLITH nie dojechał (rzekomo z powodu ciężkiej pracy nad własnym albumem) i zagrała tylko MISTERIA. Grupa ta także dysponuje w tej chwili repertuarem mocno rozbudowanym o jeszcze nie ujawnione oficjalnie utwory, które zabrzmiały w Krośnie oczywiście w zestawieniu ze starszymi i sprawdzonymi na żywo, co potwierdziła entuzjastyczna reakcja akurat tak naprawdę trochę ospałej publiczności, szlagierami jak „Masquerade Of Shadows” i „Lady Of Chaos”. Co do nowości, to cały set zaczął się od niesamowitej, instrumentalnej kompozycji, która w pełni potwierdza wysokie umiejętności wszystkich członków zespołu, pod koniec pojawił się również prawie pozbawiony wokalu numer KING`a DIAMOND`a, zaś po drodze był utwór (o ile nie mylę tytułu) „Forever Beautiful Death Smile”, dla odmiany z długim tekstem, a zarazem świetną interpretacją kolegi Mariusza Z., który swoją drogą zarzucił na siebie tego wieczoru bardzo fajną koszulkę, acz z prostym wzorem. Ktoś, kto docenił debiut MISTERII, podejrzewam, że z pewnością nie będzie zawiedziony już nagranym i przygotowanym do wydania po wakacjach ponownie przez Pagan Rec. drugim krążkiem, na który przynajmniej ja czekam z niecierpliwością i zupełnie bez obaw, że może on być mniej udany.