Kategoria: Koncerty

BEHEMOTH, HATESPHERE, ROOTWATER – 9.09.2007, Kraków

Polish Apostasy Tour:
BEHEMOTH, HATESPHERE, ROOTWATER
Image
9.09.2007, Kraków, „Loch Ness”

Tylko na dziewięć koncertów zawitał BEHEMOTH do ojczyzny w ramach trasy promującej najnowsze ich dzieło… W locie pomiędzy resztą Europy (World Apostasy Tour 2007, włącznie z Ozzfest na przełomie maja-sierpnia) a następnymi koncertami z KATAKLYSM, ABORTED etc. i wreszcie kolejnym, amerykańskim tournee. Ale dobre i to! Zresztą może m.in. dlatego na wszystkich, jak dotąd, gigach frekwencja byłą bardzo dobra. W każdym mieście znalazło się kilkaset wygłodniałych fanów. I nie inaczej było w Krakowie… Na zewnątrz chłodni i mokro, a w klubie „Loch Ness” dosłownie upał!

Spóźnialscy przegapili występ ROOTWATER. No trudno. Może jeszcze kiedyś będzie okazja zobaczyć w akcji byłych muzyków GEISHA GONER, SPARAGMOS, NEOLITHIC. Choć… Może to i mała strata, bo niewątpliwie muzyka tego zespołu z death/black metalem nie ma za wiele wspólnego i nie za bardzo pasowała do zestawu. W ogóle dziwi udział tej grupy w trasie pod dowództwem BEHEMOTH…

Image Jako druga zainstalowała się grupa HATESPHERE. Zaatakowała brutalnym thrash`em, w tym bardziej nowoczesnym wydaniu. Energiczne wykonanie i dobry wokal to atuty Duńczyków. Bez wątpienia najlepiej sprawdzały się te najbardziej krwiste, iście metalowe utwory w wykonaniu HATESPHERE. Generalnie słabiej wypadały te rytmiką wpadające w hard core, ale publiczności nie robiło to już różnicy. Ludzie byli już rozbawieni, więc tym chętniej reagowali dość entuzjastycznie. A niezły młyn napędzał jeszcze (pięknie wytatuowany:-)) wokalista Jacob. Bisów co prawda nie było, ale swój występ w Krakowie HATESPHERE na pewno mogą zaliczyć do udanych. Niewątpliwie mini-traska z BEHEMOTH znacznie przyczyni się do zwiększenia popularności tego bandu w kraju nad Wisłą.

Chwila przerwy dla technicznych i akustyków, na przygotowanie sceny i dźwięku. Po czym BEHEMOTH – po uprzednim intrze – wtargnął na scenę z impetem! No! Trzeba przyznać, że od pierwszych sekund koncert był szalony i maksymalnie agresywny. I zarazem perfekcyjny! Bez wahania, bez pomyłek. Wprawdzie dwa pierwsze utwory to była jedna wielka kakofonia (wokal był zagłuszany), ale później brzmienie się poprawiło i wszystko już było dobrze słychać: gardło Nergala, wszystkie solówki. Brawa dla Malty i debiutującego w „Loch Ness” Martina :-).

Image

Jeśli chodzi o muzyczny zakres występu BEHEMOTH, to zespół zrobił przemarsz bojowy przez całą swoją historię. No, co prawda po macoszemu potraktował płytę „Pandemonic Incantations”, ale z innych co nieco się pojawiło. M.in. „From The Pagan Vastlands”, „Lasy Pomorza”, „Decade Of Oepion”, „Demigod”, „Antichristian Phenomenon”, no i oczywiście przekrój z promowanego albumu „The Apostaty”.
Image Pomiędzy utworami Nergal coś tam zagadywał, opowiadał i krzyczał. Podkręcał i ubarwiał show na maksa. Choć nie on jeden. Bo popisy Interna (plucie ogniem i solo na perkusji) to też były bardzo widowiskowe fragmenty. Zresztą ogólnie cały koncert był mistrzowsko dopracowany pod względem scenografii, image`u muzyków i oprawy świetlnej… Muzycy w makijażach, odziani w (quasi)zbroje. Zachowywali się niezwykle widowiskowo! Zapewne długo ćwiczyli to moshowanie w tym samym momencie :-). Nieźli w nich aktorzy! Po obu stronach sceny stały „rzeźby” z orłami bizantyjskimi. Niezwykłego klimatu nadawały również światła i dymy, pobudzające zmysły i znacząco urozmaicające wizualne wrażenia. Najlepiej to widać na pamiątkowych zdjęciach. Raz scena tonie w błękicie, innym razem płonie czerwienią… A całe przedstawienie zwieńczyły bisy. Podczas „Chant For Eschaton 2000” Nergal wyskoczył w masce, wszyscy zalali się krwią… A kompozycja „I Got Erection” z repertuaru grupy TURBONEGRO to był taki najbardziej luzacki, zabawowy fragment, podczas którego każdy mógł sobie głośno pośpiewać, co też uczyniło kilkoro znajomków, którzy dopadli mikrofony…

Image Koncert BEHEMOTH był całkowicie udany. Doskonały i bardzo emocjonalny pod względem muzycznym i wizualnym. Został wspaniale przyjęty przez tłumnie zgromadzoną publiczność.

A zespoły poprzedzające, to były tylko takie przedskoki do najważniejszej bitwy!

 

[Kasia]

Brutal Assault 2007 – 9-11.08.2007, Jaromer (Czechy)

Brutal Assault Festival 2007:
SOULFLY, SATYRICON, DARK TRANQUILLITY, CYNIC, MADBALL, PAIN, VADER, GORGOROTH, SUFFOCATION, KATATONIA, IMMOLATION, DISMEMBER, ENSLAVED, DYING FETUS, ALL THAT REMAINS, HAEMORRHAGE, RED HARVEST, KEEP OF KALESSIN, DODHEIMSGARD, MISANTHROPE, ZYKLON, SATURNUS, BELPHEGOR, MADDER MORTEM, GOREROTTED i inni

9-11.08.2007, Czechy – Jaromer, stara twierdza wojskowa Josefov

Image Po bardzo udanej, jedenastej edycji czeskiego Brutal Assault, wręcz obowiązkowo musiałem się udać na ten festiwal ponownie. Tegoroczny zestaw kapel był równie imponujący, choć jakby mniej emocjonujący. Przynajmniej dla mnie. Ale i tak naprawdę warto było się przejechać. W tym roku trochę rzeczy się pozmieniało. Przede wszystkim teren festiwalu – Svojsice, zamieniono na twierdzę Josefov. Bez wątpienia bardzo ciekawe miejsce, warte zobaczenia. Czy sprawdziło się jako teren festiwalu? Podobnie jak większość ludzi, mam mieszane uczucia, ale o tym później. Droga na festiwal była krótsza, a co za tym idzie sama podróż minęła szybciej i po jakichś siedmiu godzinach trafiliśmy do pensjonatu, w którym spędziliśmy następne trzy noce. Chwila odpoczynku, trochę formalności i można było udać się na teren festiwalu.

Download Festival 2007 – 10.06.2007, Donnington (UK)

Download Festival 2007:
IRON MAIDEN, DIMMU BORGIR, NAPALM DEATH i inni

10.06.2007, Wielka Brytania – Donnington, Donnington Park

Image Download Festival, następca Castle Donnington, odbywający się po raz piąty w Donnington Park to największy festiwal metalowo-rockowy na brytyjskiej ziemi:-). To prawdziwa instytucja. Wioska festiwalowa otwarta była od 6-go do 11-go czerwca; koncerty na trzech scenach odbywały się od 8-go do 10-go czerwca, a imprez towarzyszących ogrom – o akrobacjach motocyklistów czy wesołym miasteczku tylko napomknę.
W telegraficznym skrócie z ostatniego dnia walki:-)…
Koncerty odbywają się jednocześnie na trzech scenach, co powoduje konieczność wyboru. Ma to swoje plusy i minusy. Przemieszczanie się w morzu osób może być pewnym utrudnieniem. Czyż to jednak nie jedna ze stron festiwalów, ba, wręcz ich atutów:-)?

KREATOR, CELTIC FROST, WATAIN… – 15.03.2007, Wolverhampton (UK)

KREATOR, CELTIC FROST, LEGION OF THE DAMNED, WATAIN

15.03.2007, Wielka Brytania – Wolverhampton, „Wulfrun Hall”

„Wulfrun Hall” to przyjemne miejsce do grania – w przedsionku klubu barki i koszulki, dalej sala właściwa ze sceną, a na scenie…

Gig rozpoczęła kapela stricte black metalowa – WATAIN. Pieszczochy, skóry, makijaż, czaszki, świece itp. akcesoria:-). Surowo, ostro i do przodu, przekaz wiadomy.

Kolejnym zespołem był deathowy przedstawiciel – LEGION OF THE DAMNED. Całkiem sprawny. Bardzo fajny do pomachania łepkiem :-). Set dobrze sprawdzający się na koncertach.

Każdy z zespołów prezentował własną scenografię i jeżeli u blackusów był odwrócony krzyżykowy mikrofon, trofea i proporce z pola bitwy, to u znajomych defowców płachta z logo.

THETRAGON, MISTERIA – 24.05.2002, Krosno

THETRAGON, MISTERIA

24.05.2002, Krosno, Dom Kultury

Ostatnimi czasami nie odbywało się zbyt wiele koncertów w byłym najbardziej wysuniętym ku południowemu wschodowi krańcowi kraju mieście wojewódzkim. Posuchę w tym względzie przerwał miejscowy THETRAGON, który zorganizował drobną ucztę muzyczną dla swoich fanów i innych spragnionych ich muzyki metalowców z okazji objawienia światu najnowszego, długo oczekiwanego materiału „The Glance Of Eternity”. W roli gości miały się pojawić dwie zaprzyjaźnione kapele, jednak ostatecznie NEOLITH nie dojechał (rzekomo z powodu ciężkiej pracy nad własnym albumem) i zagrała tylko MISTERIA. Grupa ta także dysponuje w tej chwili repertuarem mocno rozbudowanym o jeszcze nie ujawnione oficjalnie utwory, które zabrzmiały w Krośnie oczywiście w zestawieniu ze starszymi i sprawdzonymi na żywo, co potwierdziła entuzjastyczna reakcja akurat tak naprawdę trochę ospałej publiczności, szlagierami jak „Masquerade Of Shadows” i „Lady Of Chaos”. Co do nowości, to cały set zaczął się od niesamowitej, instrumentalnej kompozycji, która w pełni potwierdza wysokie umiejętności wszystkich członków zespołu, pod koniec pojawił się również prawie pozbawiony wokalu numer KING`a DIAMOND`a, zaś po drodze był utwór (o ile nie mylę tytułu) „Forever Beautiful Death Smile”, dla odmiany z długim tekstem, a zarazem świetną interpretacją kolegi Mariusza Z., który swoją drogą zarzucił na siebie tego wieczoru bardzo fajną koszulkę, acz z prostym wzorem. Ktoś, kto docenił debiut MISTERII, podejrzewam, że z pewnością nie będzie zawiedziony już nagranym i przygotowanym do wydania po wakacjach ponownie przez Pagan Rec. drugim krążkiem, na który przynajmniej ja czekam z niecierpliwością i zupełnie bez obaw, że może on być mniej udany.

SCEPTIC, NEOLITH, BLEEDING ART, PUTREFACTIVE NECROSIS – 30.11.2002, Sanok

SCEPTIC, NEOLITH, BLEEDING ART, PUTREFACTIVE NECROSIS

30.11.2002, Sanok, „Rudera”

Niewielki, sanocki klub „Rudera” z pewnością nie jest wymarzonym miejscem na koncerty. Znaczną część powierzchni zajmuje bar oraz loże, a skonstruowanie sceny pomiędzy luźno rozstawionymi stolikami byłoby trudne. Tak więc zespoły nie grały na żadnym podwyższeniu, co jednak miało swoją zaletę, gdyż muzycy znajdowali się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Czuło się prawdziwie podziemny klimat, a ścisk ok. 90-ciu osób, jaki panował tego wieczoru, tym bardziej pogłębiał braterską więź zaistniałą między maniakami!

Ponoć nim rozpoczął się właściwy set, czas spędzany na piciu piwka umilał grą pewien gitarzysta, który przewinął się przez różne lokalne kapele, jednak mnie wówczas nie było jeszcze na miejscu.

Pierwszego zespołu z właściwej części gigu nie znałam wcześniej. PUTREFACTIVE NECROSIS pochodzi z Przemyśla i ma w swoim składzie dwóch członków BLEEDING ART. Grupa wykonuje brutalny death metal okraszony wściekłym wokalem, a gardłowy naprawdę wychodził z siebie i darł się tak, jakby go ze skóry obdzierano.

Sam BLEEDING ART uzyskał dość dobre brzmienie, jak na prowizoryczne warunki w klubie. Nie wiem, czy kapela ma na swoim koncie jakiś nowy materiał czy też przymierza się do jego nagrania, jednak na koncercie pojawiło się trochę utworów, które nie znalazły się choćby na splicie z BORGMASTER DAHL. Grupa zabrzmiała ostrzej niż kiedykolwiek wcześniej. Pod koniec chłopaki zagrali i zaśpiewali miłe dla ucha kompozycje polskojęzyczne, przy których publiczność bawiła się najlepiej.

NEOLITH miał wielomiesięczną przerwę w koncertowaniu, więc najwyższa już była pora, aby pochwali się wygłodniałym fanom swoją nową muzyką z następcy „Igne Natura Renovabitur Integra”, materiału „Immortal”. Zespół wykonał wszystkie utwory przeznaczone na tę płytę i tylko one (nawet w takiej kolejności, w jakiej mają się znaleźć na krążku), bez cofania się w przeszłość. Żałuję wprawdzie, iż zabrakło choćby mojego ukochanego „In The Garden Of Forgetfulness”, ale z drugiej strony kompozycje, które zabrzmiały, powalały swoją siłą! Oblicze NEOLITH anno domini 2002/2003 jest bardziej agresywne niż kiedykolwiek, ale równocześnie nie straciło nic ze swojego dawnego, uduchowionego klimatu. Ludzie z dużym zaciekawieniem czy też lekkim zadziwieniem oraz w skupieniu wsłuchiwali się w te dźwięki. Ogólnie kapela miała dobre przyjęcie i chłopaki byli zadowoleni ze swojego setu, mimo gry w okrojonym składzie, bez klawiszowca i perkusisty (dzielnie zastępował go automat) oraz jakiś problemów z głosem Leviego, który jednak jak zwykle zachowywał się energicznie i dużo mówił np. o tekstach; przypomniał też o 11-leciu (!) istnienia zespołu. Zaś w tle wisiała płachta z ogromnym logo NEOLITH (starym!).

Gwiazdą wieczoru był krakowski SCEPTIC, który tak naprawdę bardzo mnie rozczarował. Obcując z tą grupą na żywo łatwo daje się już wyczuć paskudne rutyniarstwo, znudzenie i gwiazdorstwo, o które wielu posądza choćby VADER`a. Chłopaki znają wprawdzie swoje rzemiosło i zagrali solidnie, bez wpadek, ale równocześnie bez polotu i pasji. Gitarzysta Jacek Hiro zgarnął dziesięć baniek za koncert niewiele ponad półgodzinny, widocznie jednak wystarczyło to oszalałym z zachwytu maniakom, którzy bawili się z takim impetem, że aż w pewnym momencie zaatakowali gitarzystę/wokalistę mikrofonem i interwencja ochrony była konieczna. Zresztą później ci trzej rośli faceci stanęli wprost tuż przed muzykami i gówno było widać…

Koncert rozciągnął się do 4-rech godzin, gdyż w trakcie były długie przerwy, a po jego zakończeniu można było jeszcze zostać w „Ruderze”, napić się piwa (i nie tylko), porozmawiać ze znajomymi itp. I ogólnie, mimo kilku zgrzytów, było bardzo sympatycznie.

[Kasia]

BEHEMOTH, DARKANE, FRONTSIDE, CRIONICS – 7.12.2002, Rzeszów

BEHEMOTH, DARKANE, FRONTSIDE, CRIONICS

7.12.2002, Rzeszów, „Akademia”

Dopiero teraz po raz pierwszy miałem okazję pojawić się w rzeszowskiej Akademii… Może to i ciekawe miejsce, ale chyba nie na takie koncerty, heh. Najpierw jednak trzeba było trochę pomarznąć przed wejściem, ale przyznam, że w miarę punktualnie (tj. kilka minut po 18-tej) zaczęto wpuszczać ludzi i odbywało się to dość sprawnie. Największe zaskoczenie miało jednak miejsce chwilę później, gdy według mojego zegarka CRIONICS zaczął grać 2-3 minuty przed czasem! Tego się nie spodziewałem… Niemniej jednak mnie ten zespół mało interesuje i wolałem skupić się na degustacji piwa… Po prostu ta ich wspaniała pierwsza płyta w ogóle do mnie nie trafia… Ale trochę im się przyglądałem z boku i muszę przyznać, że na żywo to wcale nie są tacy źli, hehe. Poza tym całkiem żywiołowy koncert… Nieźle, ale mimo wszystko fanem nie zostanę, heh. Następny w kolejce był sosnowiecki FRONTSIDE, coś na co nie mogłem się doczekać… i nie zawiodłem się. Panowie zagrali kilka numerów z nowej płyty, kilka z poprzedniej, wydanej przez MMP, a i zapewne coś starszego, ale przyznam, że nie znam tych starych kawałków, a poza tym teraz już nie bardzo pamiętam, heh. Był też cover SLAYER’a i chyba SICK OF IT ALL, ale za ten ostatni nie dam sobie ręki uciąć. Tak czy inaczej ich koncert był po prostu zajebisty. Niesamowity żywioł na scenie, świetne brzmienie… Czego chcieć więcej? Hardcore’owy wygląd muzyków? A co to ma do rzeczy? Podobnie zresztą myśleli zgromadzeni pod sceną – FRONTSIDE został przyjęty bardzo dobrze. To cieszy. Następny w kolejce był szwedzki DARKANE… No cóż. Przede wszystkim nie uważam ich za taką straszną rewelację, a porównania do SYL czy MESHUGGAH są ogromnie przesadzone. Jasne, fajnie grają, ale to wszystko. A jak wypadają na żywo? Na początku mi się podobało, fajne brzmienie, dość żywiołowo (choć jakże inaczej od FRONTSIDE), po prostu całkiem przyjemnie się patrzyło i słuchało. Ale po jakichś 20 minutach zaczęło się robić nudno… Nie wiem jak długo grali, nie patrzyłem na zegarek, ale ciągnęło się to w nieskończoność. Na dłuższą metę nuda. I w końcu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru… Hm, BEHEMOTH widziałem już któryś tam raz… i chyba bardziej podobało mi się na poprzedniej edycji Brutal Assault, kilka miesięcy wcześniej. Co nie zmienia faktu, że wciąż był to bardzo dobry koncert. Z drugiej strony – bardzo typowy jak dla nich. Z tego co słyszałem, to właśnie w Rzeszowie zespół został najlepiej przyjęty, o czym świadczy chyba fakt, że nie wszędzie dwa razy wychodzili na bis. Nie będę pisał, co grali, ani rozpisywał się bardziej w tym temacie, bo to chyba mija się z celem. Na koniec – ja nie żałuję, że się wybrałem i myślę, że wszyscy obecni na tych koncertach są tego samego zdania. Z drugiej strony gdyby nie FRONTSIDE, to nie jestem pewien czy tak chętnie pojechałbym do Rzeszowa… Koncerty BEHEMOTH zaczynają mi się powoli nudzić…
[Mirek]

ECLYPSE, DECEPTION, DIMENSION, CREMASTER – 21.12.2002, Tarnów

ECLYPSE, DECEPTION, DIMENSION, CREMASTER

21.12.2002, Tarnów, „Przepraszam”

W końcu jakiś koncert na tym zadupiu, co prawda nic rewelacyjnego, ale też nienajgorzej. Oczywiście na organizację narzekać nie będę, bo jak zwykle wszystko odbyło się dość sprawnie, ludzi trochę przyszło, choć teraz już nie bardzo pamiętam ile tego było… Na pewno było trochę miejsca pod sceną… Ale to w sumie nieistotne. Na pierwszy ogień poszedł krakowski CREMASTER… Widziałem ich wcześniej i jeszcze przed koncertem dowiedziałem się, że niestety nie będzie mąki ani porów… Szkoda. No, ale nie byliby sobą gdyby czegoś nie wymyślili. W końcu pojawili się na scenie, przebrani za mikołajów, trochę dziwnych co prawda, ale jednak. Wyglądali zabawnie, więc nie było źle. Można pomyśleć, że przy takiej otoczce chłopaki nie bardzo potrafią grać… i to jest błąd. Każdy z nich jest dobry w tym, co robi. W tym miejscu odsyłam do recenzji ich ostatniego materiału. A odnośnie koncertu dodam tylko tyle, że generalnie był naprawdę fajny. DIMENSION na żywo jakoś specjalnie mnie nie ruszyło. Takie niby black’owe granie, w które swój wkład ma Nowy, znany także z MISTERII. Sporo ludzi na scenie, klawisze, trochę ruchu i w sumie bez rewelacji, choć przyjęcie całkiem niezłe. Także w tym przypadku odsyłam do recenzji, która powinna się znaleźć w tym numerze. Przyszedł czas na rasowy death metal. DECEPTION to już całkiem chyba znany zespół w kręgach brutalnego grania. Koncert zagrali na poziomie i niby wszystko fajnie, ale czegoś mi tam brakowało. Może po prostu ogrania? Nagrali całkiem niedawno drugi materiał, którego nie miałem okazji posłuchać, ale myślę, że jest to kawał niezłego mięcha. I na koniec tarnowski ECLYPSE. Pierwszy koncert po zbyt długiej przerwie, powiedziałbym wręcz, że zabójczej, jeśli mówimy o tak młodych zespołach. Kilka lat temu pojawiło się kilka recenzji tu i ówdzie, zagrali kilka koncertów… Dobry początek, żeby uderzyć z kolejnym materiałem, a tu kilkuletnia cisza. Ale w końcu zebrali się do kupy i coś tam grają… Pozbyli się klawiszy, muzyka przeistoczyła się praktycznie rzecz biorąc w death metal… Skądinąd dowiedziałem się o absolutnym braku szczerości w tej zmianie stylu… No ale co ja im tu będę robił koło dupy. Te ich nowe kawałki są całkiem niezłe, bo to przecież sprawni muzycy, szkoda tylko, że jest to takie wykalkulowane…  A sam koncert też nienajlepszy… Niby czasem było dość żywiołowo, ale oczekiwałem trochę więcej. Generalnie była to całkiem przyjemna imprezka… Ale jak już wspomniałem – zestaw kapel furory zrobić nie mógł…
[Mirek]

MISTERIA, SPINAL CORD, MIDGARD – 22.12.2002, Rzeszów

MISTERIA, SPINAL CORD, MIDGARD

22.12.2002, Rzeszów, „Le Greco”

Minęło trochę czasu od mojej ostatniej wizyty w klubie „Le Greco”… I nic się tam nie zmieniło… Bo i co miało się zmieniać? Zresztą to przecież mało istotny fakt. Najważniejsze było tu to, że ciekawy byłem jak obecnie prezentuje się MIDGARD, czy SPINAL CORD, bo wcześniej nie byłem ich koncertami zachwycony… A przede wszystkim chciałem po raz kolejny zobaczyć  MISTERIĘ, w której formę szczerze mówiąc nie wątpiłem. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście jasielski MIDGARD i nie było najgorzej… Znaczy muzyka całkiem ciekawa i nawet jakiś ruch sceniczny można było zaobserwować, ale po dwudziestu minutach miałem dość… 2-3 numery, to rozsądna dawka ich muzyki, większa powoduje już znużenie… Co nie zmienia faktu, że ludziom się to chyba podobało, ja po prostu nigdy nie zostanę ich fanem, podobnie jak wielu innych kapel tego typu. SPINAL CORD – również lepiej niż poprzednio, widziałem ich wcześniej jakieś dwa lata temu i nie ma porównania. Ale z drugiej strony koncert mnie wcale nie porwał. Zagrali swoje, ale niestety dość statycznie, poza tym – nie chciałbym pisać nic złego o ich muzyce, ale mnie się po prostu nie podoba. Wiem, że wiele osób może teraz na mnie napierdalać, bo praktycznie wszyscy zachwycają się płytą, którą zespół wydał niedawno, ale powtórzę się – do mnie to po prostu nie trafia. Kwestia gustu. To wszystko w tym temacie. Tak czy inaczej, po kolejnej przerwie na scenie pojawił się bezwzględnie najciekawszy zespół tego dnia i bez wątpliwości jedna z najlepszych polskich kapel – MISTERIA. I jak zwykle nie pozostawili nikomu wątpliwości, że są naprawdę świetną kapelą również na żywo. Tradycyjnie żywiołowy występ, choć głównie dzięki Nowemu, który wtedy jeszcze miał trochę włosów i robił z nich konkretny użytek, oraz dzięki Mańkowi, który włosów wprawdzie nie ma, ale nie przeszkadza mu to w dobrej zabawie na scenie, poza tym to przecież bardzo charyzmatyczna postać. Wiadomo, że takie przeboje jak „Masquerade Of Shadows” z pierwszej płyty, czy „Forever… Beautiful… Dead Smile” z nowej musiały polecieć, zresztą moim zdaniem są to dwa najbardziej „przebojowe” numery tej kapeli… Oczywiście nie zabrakło innych kawałków, sporo nowych – „Katharsis”, „Bashfully Deformed”, chyba „Visions And Memories” i pewnie coś jeszcze, z debiutu pamiętam również „The Lost” i znając życie to nie wszystko, ale więcej nie pamiętam, a poza tym byłem już cokolwiek zmęczony, zatem nie zostałem do końca, ale pewnie tradycyjnie był motyw z „Pulp Fiction”… Aha, było też coś jeszcze. Osobom z towarzystwa SPINAL CORD, a także jednemu muzykowi tej kapeli najwyraźniej się nudziło, bo postanowili konkretnie pobić kogoś z rzeszowskiego ABYSS. Sam tego nie widziałem, ale widziało sporo ludzi i zapewniam, że jest to fakt. Cóż, nie ma to jak wyrobić zespołowi taką renomę. No i jak to w Rzeszowie bywa – publika dopisała, zwłaszcza, że grała kapela z tego przecież miasta, organizacyjnie i brzmieniowo również nie można mieć zbyt wielu zastrzeżeń. Zdecydowanie warto było ruszyć dupę i wydać te kilka złotych.
[Mirek]

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA – 13.09.2003, Tarnów

VADER, DECAPITATED, FRONTSIDE, VESANIA

13.09.2003, Tarnów, „Gwiazda”

No proszę, do Tarnowa również zawitała trasa organizowana przez Empire, po raz pierwszy i podobno ostatni… Bo ponad 200 osób to jednak za mało. No cóż. Ja się tak czy inaczej wybrałem, bo nie zamierzałem stracić kolejnej okazji zobaczenia FRONTSIDE’a. A i ciekawy byłem jak prezentują się obecnie polskie death metalowe potęgi, heh. Cóż, nie najlepiej, ale może po kolei. VESANIA poszła na pierwszy ogień i mogę powiedzieć tylko tyle, że to dobrze zapowiadający się zespół. W tym momencie to niestety za mało. W samym Empire jest już kilka zespołów z takim samym image’em i ze zbliżoną stylistyką, polegającą na łączeniu death i black metalu. VESANIA prezentuje niezły poziom, ma w składzie sprawnych muzyków, o czym niech świadczy fakt, że ich pałker ma nagrać gary na nową płytę VADER’a. Ale to przecież nie wszystko. Na żywo machają głowami, ale też jakby widać za małe obycie ze sceną. Jest nieźle i może coś z nich będzie. Takie jest moje zdanie. FRONTSIDE zdobył kolejne miasto i można było zauważyć, że są z tego zadowoleni. Zresztą, kto by nie był? Ich muzyka jest tak różnie przyjmowana, że z każdego takiego sukcesu po prostu wypada się cieszyć. Tradycyjnie bardzo żywy koncert, dużo ruchu na scenie, niezły kontakt z ludźmi… Chociaż chyba bardziej podobał mi się ich show w ramach trasy z BEHEMOTH’em, który miałem okazję zobaczyć w Rzeszowie. Może było to spowodowane faktem, że scena w Gwieździe, jest mniejsza od tej w rzeszowskiej Akademii? Tak czy inaczej świetny koncert, można było usłyszeć oczywiście numery z obydwu płyt, niestety na koniec brakło coveru SLAYER’a, szkoda, a z tego co wiem, to w innych miastach znaleźli czas na to. Wszystko co dobre, szybko się kończy – na scenę wszedł DECAPITATED… Pan wokalista ogolił sobie głowę i tym samym miałem kolejny powód do śmiechu, bo to jego kiwanie głową zupełnie nie do rytmu było cokolwiek żałosne. I nie tylko ja się z tego śmiałem. Muzyki tego zespołu nie toleruję, zatem po prostu sobie ich darowałem, popatrzyłem na nich raptem przez jakieś dwie minutki i cóż – skupiłem się na piwie, to było znacznie ciekawsze. Przyszedł w końcu czas na gwiazdę wieczoru, heh. Ciekawy byłem jak sobie Novy radzi w tym zespole, ale tak prawdę mówiąc, to właśnie tego się spodziewałem. Innymi słowy pełen profesjonalizm, to samo zresztą tyczy się wszystkich pozostałych muzyków, tak sprawnego grania wielu może im pozazdrościć. Niestety wokal był jednym z największych minusów tego koncertu, po pierwsze barwa jakaś taka chujowa, a po drugie zamiast długiego „aaaaarghhhhh”, pojawiało się króciutkie „aa”. Ktoś tu już nie wyrabia. Zresztą, wydało mi się, że za mało w tym wszystkim życia, co prawda Novy i Mauser machali głowami konkretnie, ale… Poza tym dobór numerów jakiś taki kiepski. Znaczy owszem, był powrót do czasów „The Ultimate Incantation” i „De Profundis” czyli do najlepszych płyt, których VADER już nigdy nie pobije, ale większość to jednak nowszy stuff, który niekoniecznie mi leży. Cóż, oczekiwałem, że to będzie co najwyżej przeciętny koncert, i mogę śmiało przyznać, że oczekiwałem odrobinę za dużo…
[Mirek]