Archiwum kategorii: Koncerty

[Relacja] DRACONIAN, HARAKIRI FOR THE SKY, SOJOURNER – 18.01.2019 / Warszawa

Opis wydarzenia: Piątek, piąteczek, piątunio. Nic tak nie wprowadza w dobry nastrój jak rozpoczęcie weekendu metalowym koncertem. No chyba, że jest to podwyżka, zimne piwo, premia, urlop… ok, masa rzeczy może wprowadzić w dobry humor ale w moim TOP 10 z pewnością jedną ze szczytowych pozycji jest właśnie metalowy koncert. 5 minut do fajrantu a ja już siedzę w kurtce i czapce. Wszystko zaplanowane idealnie, nie ma szans na spóźnienie. Tramwaj, przesiadka na autobus i oto jestem – punktualnie! Wchodząc do Progresji zawsze zaciągam się głęboko tym klubowym powietrzem, jakbym wracał w utęsknione Bieszczady gdzie odnajduję spokój i zregeneruję skołatane nerwy. Wybrzmiewanie instrumentów w górnej sali podczas prób dźwięku koi mnie bardziej niż Chopin. Oho, nie ma biletów kolekcjonerskich? Smutek, bo zawsze to fajna pamiątka, ale odbiję sobie na merch’u. Pogrążony w myślach od jakiego piwa zacznę wieczór, obrałem kierunek na szatnię i nagle niczym uderzenie młotem Thora w potylicę – nie mam ze sobą gotówki! Od momentu ogłoszenia wydarzenia – czyli jakoś od października – wyczekiwałem tego koncertu jak gwiazdki. Nie pozwolę żeby taka drobnostka zepsuła w najmniejszym stopniu ten wieczór. Z piwem i w kurtce udałem się pod scenę bo swój występ właśnie zaczął pochodzący ze Szwecji i Nowej Zelandii SOJOURNER.

Organizacja: Bez zastrzeżeń.

Muzyka: Nieznany mi do tej pory zespół porwał mnie swoim tolkienowskim klimatem. Płynąłem łodzią przez rzeki, doliny i góry na których szczytach widniały ruiny zamków dawnych, znamienitych rodów. SOJOURNER określa swoją muzykę jako epicko-atmosferyczny black metal. Ja odnalazłem tu również wyraźne wpływy folku. Chropowaty, gardłowy głos wokalisty Emilio nadawał chłodnego, skandynawskiego sznytu zaś łagodny i melodyjny śpiew gitarzystki Chloe Bray wprowadzał baśniowy klimat. Na pochwałę zasługuje zróżnicowanie kompozycji. Pianino, różnego rodzaju przeszkadzajki (flet, skrzypce ect.), wokale o których już wspomniałem. Nie zabrakło solówek gitarowych, blastów. To była spokojna, chwilami burzliwa, jednak świetna podróż. Jak na otwierający zespół, SOJOURNER zgromadził pod sceną sporą liczbę osób. Frekwencja do końca nie malała, a ludzi tylko przybywało.

HARAKIRI FOR THE SKY zawsze kojarzyli mi się z screamo toteż unikałem ich twórczości przez długi czas. Tym razem przyszedł jednak moment aby skonfrontować się z twórczością Austriaków. Gatunek duetu określany jest jako post-black metal. Ja jednak bardziej skłaniałbym się w zakwalifikowaniu go jako melodic-black metal. Długie, nieskomplikowane jednak chwytliwe kompozycje potrafiły przyjemnie rozbujać i wprowadzić słuchacza w trans. Warszawski koncert udowodnił mi, że zupełnie niesłusznie skazywałem zespół na straty i powinienem nadrobić zaległości.

DRACONIAN zainteresowałem się dosyć niedawno za sprawą ich ostatniego krążka “Sovran” z 2015, którym z gothic metalu poszli już zdecydowanie w kierunku death doom metalu. Pierwsze wzmianki o tym zespole dotarły do mnie dzięki rewelacyjnemu, solowemu projektowi ich gitarzysty Johanowi Ericsonowi – DOOM:VS. Wcześniejsze wydawnictwa szwedów wprawdzie z naleciałościami doom, były jednak dla mnie zbyt przesiąknięte gotykiem co skutecznie trzymało mnie na dystans. Wracając do mojego deficytu gotówki – brak szatni byłem w stanie przeboleć. Jednak kiedy na merch’u zobaczyłem album “Dead Words Speak” wspomnianego przed chwilą DOOM:VS – coś we mnie pękło. W akcie desperacji “przekoczowałem” pod barem parenaście minut i gdy tylko widziałem, że ktoś zamierza płacić gotówką oferowałem zapłacenie kartą w zamian za tę samą kwotę w drobnych lub papierku. Niezwłocznie tłumaczyłem, że to żaden chwyt, po prostu ochrona nie chce mnie nawet wypuścić do bankomatu na pobliskiej stacji – bezpieczeństwo przede wszystkim. Tym oto sposobem pozbyłem się zbędnego bagażu w postaci kurtki oraz zdobyłem upragniony album. Tyle offtop’u – może ten patent uratuje komuś wieczór –  wracamy do gwiazdy wieczoru.

Pomimo, że zespół w 2015 opuścił basista Fredrik Johansson, DRACONIAN nadal korzysta z usług sesyjnego muzyka w postaci Daniela Änghede. Z powodów osobistych na trasę nie wyruszył Jerry Torstensson, dlatego w jego zastępstwie za perkusją zasiadł Daniel Johansson z black-metalowego WORMWOOD. W setliście przeważały numery z najnowszego wydawnictwa, co bardzo mnie ucieszyło. Wszystko zostało odegrane perfekcyjnie. Wokalistka Heike Langhans oraz wokalista Anders Jacobsson wkładali wiele emocji w swój występ. Andres momentami może aż za nadto ponieważ zdarzało mu się tracić ‘wyczucie’ mikrofonu, przez co jego głos chwilami zanikał, zaś w piosence “Stellar Tombs” zdarzyła mu się drobna wpadka, kiedy za wcześniej chciał wejść z drugą zwrotką. Mimo tego potknięcia oraz zmian personalnych, koncert uważam za bardzo udany. Rozczarowującym był jednak fakt, że pomimo długich owacji publiczności, zespół nie zdecydował się na bis.

Podsumowanie: Gatunek death doom metalu przeżywał ostatnimi czasy trudny okres. Na szczęście przekonuje się do niego coraz więcej ekip a i stare gwardie (patrz PARADISE LOST) zauważają, że głód fanów jest ogromny, przez co wracają do swoich korzeni. Miejmy nadzieję, że stan takich rzeczy się utrzyma, a nasza słowiańska ziemia stanie się kolebką podobnych formacji.

[Mork]

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

 

Brutal Death Spring II: POSTHUMOUS BLASPHEMER, I REFUSE, AERYIE, R.O.D – 06.04.19 / Skarżysko-Kamienna

Podczas nadchodzącej drugiej edycji brutalnej wiosny w Skarżysku-Kamiennej szykuje się prawdziwa rywalizacja na gitary – kto zagra szybciej, wścieklej i mocniej?

Czytaj dalej Brutal Death Spring II: POSTHUMOUS BLASPHEMER, I REFUSE, AERYIE, R.O.D – 06.04.19 / Skarżysko-Kamienna

In Your Face! #12: PARH, R.O.D, SHAME YOURSELF, ZACHLAPANY SZCZYPIOR – 02.03.19 / Łódź

Po dłuższej przerwie na koncertową mapę Łodzi wraca flagowa impreza najbardziej ortodoksyjnych gruchotrzepów, metalhead’ów i opijusów – In Your Face!

Czytaj dalej In Your Face! #12: PARH, R.O.D, SHAME YOURSELF, ZACHLAPANY SZCZYPIOR – 02.03.19 / Łódź

Brutal Assault Festival 2019: wielki update line-up’u!

Tradycyjnie w klimatycznej Twierdzy Josefov w miejscowości Jaroměř  w Czechach będzie miała miejsce już 24 edycja jednego z najpopularniejszy i najlepszych festiwali metalowych na świecie – Brutal Assault Festival!

Czytaj dalej Brutal Assault Festival 2019: wielki update line-up’u!

Relacja z KO Tour: DECAPITATED, FRONTSIDE, VIRGIN SNATCH, DROWN MY DAY – 30.11.18 / Warszawa

Opis wydarzenia: Co to był za koncert! A kto nie był ten trąba i o! 4 zespoły, z czego 3 w tym roku miały premiery swoich nowych albumów studyjnych. Chyba w głównej mierze właśnie to oraz fakt, że na scenie miały prezentować się wyłącznie polskie kapele sprawił, że prosto z pracy popędziłem przez pół miasta do warszawskiej Progresji. A wiecie z pewnością jak wygląda stolica w godzinach szczytu? No właśnie. Nic to, komunikacja tłoczna ale w całym tym ścisku szło się przynajmniej ogrzać w ten mroźny, grudniowy wieczór. I jakoś tak przyjemniej na sercu się robiło, że jeszcze trochę, jeszcze chwila i będę grzał ducha i ciało. Ducha ognistą muzyką, ciało ognistą wodą. Ciekawiło mnie jak będzie z frekwencją. Czy koniecznie potrzebujemy zagranicznej gwiazdy w postaci headlinera, która odwiedza nasz kraj raz na kilka lat, żeby wybrać się na koncert? Czy duch metalowej braci tli się lub zgasł już kompletnie? Nikt nie chłonie samego klimatu miejsca, chwili? Nie wracają wspomnienia i uczucie, że jest się we właściwym miejscu, wśród właściwych ludzi? Wszystkie obawy zostały rozwiane w momencie przekroczenia progu klubu.

Organizacja: Knock Out Productions już dawno stało się synonimem szwajcarskiego zegarka – wszystko chodzi niezawodnie, bez zarzutu.

Muzyka: Na miejsce dotarłem przed czasem.18:00, a na miejscu krząta się już pokaźna gromadka ludzi – jak na tak wczesną porę rzecz jasna. Pierwszy zespół – DROWN MY DAY – rozpoczął koncert z lekkim, bo niecałym 10 minutowym opóźnieniem. Grupę widziałem wiele (tj. 4) lat temu. Już wtedy zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie i byłem zaskoczony informacją, że dopiero tydzień temu wydali swój drugi album. Cóż, nie ilość a jakość się liczy! Panowie od początku do końca swojej obecności na scenie uderzali solidną dawką deathcore’u z wyraźnymi wpływami djent’u. Publika szybko poczuła bijącą od wokalisty ze sceny energię i w ten sposób pojawił się pierwszy circle pit. DROWN MY DAY w pełni wywiązał się z roli „otwieracza” rozgrzewając publikę. Brakowało mi tylko większego zaangażowania i kontaktu z publiką ze strony pozostałych członków zespołu. Ciężko wymagać tego od perkusisty, który przygwożdżony jest do zestawu perkusyjnego, jednak reszta składu sprawiała wrażenie stremowanych lub za bardzo skupionych na tym, co dzieje się wyłącznie na gryfie gitary. Niemniej występ jak najbardziej na plus i oby na kolejny album nie trzeba było czekać 5 lat.

Chwila przerwy i na scenie zainstalował się kolejny zespół. Jeśli DROWN MY DAY rozgrzał publikę, to VIRGIN SNATCH (nie mylić z inną polską VIRGIN!) sprawił, że ta aż kipiała. Zespół obyciem scenicznym nie odstawał od gwiazd wieczoru. Pomimo, że wszyscy zgromadzeni pod sceną żywiołowo reagowali na każdy kolejny numer, wokalista grupy postanowił wycisnąć z fanów jeszcze więcej. Przeskakując barierki i dołączając do pogo pokazał „jak to się robi”. Niezwykle żywiołowy występ, ale czego innego można się spodziewać po thrash metalu na światowym poziomie?

Nadszedł czas na pierwszy z dwóch głównych występów dzisiejszego wieczoru. Technicy zaczęli usuwać sprzęt supportów, robiąc miejsce na dekoracje. Scena zaczęła zapełniać się grafikami charakterystycznej okładki „Zmartwychwstanie”. Na sali zaczęło robić się naprawdę tłoczno i jasnym było, na kogo czeka większość zebranych dziś w Progresji. Jeśli ktoś myślał, że FRONTSIDE przechodzi kryzys wieku średniego, to tego wieczoru został szybko wyprowadzony z błędu. Po dwóch, znacznie lżejszych, rockowych albumach, zespół wrócił na właściwy tor. Gromadząca się energia wreszcie eksplodowała. Pod sceną ogień. Na playliście przeważały numery z wydanego w tym roku „Zmartwychwstanie”, jednak nie mogło oczywiście zabraknąć takich hitów jak „Naszym przeznaczeniem jest płonąć”, „Wspomnienia jak relikwie” czy „Granice rozsądku”. Byłem zaskoczony brakiem któregokolwiek utworu z dwóch poprzednich płyt tj. „Prawie martwy” i „Sprawa jest osobista”, które były ciekawym epizodem w historii zespołu i uważam, że wnoszą urozmaicenie w twórczości FRONTSIDE (aspekt zawsze mile przeze mnie widziany w występach jakiejkolwiek kapeli). Na bis poleciała jednak „Legenda” co pokazało, że zespół nie odcina się całkowicie od swojej, przez niektórych uważanej jako mało chwalebnej, niedalekiej przeszłości. Apetyt fanów grupy został w pełni zaspokojony. Skandowanie nazwy zespołu między numerami, wspólne śpiewanie piosenek – takich występów może sobie życzyć każdy artysta.

DECAPITATED gościł niedawno na deskach Progresji przy okazji pełnienia roli supportu MESHUGGAH. Jednak 30 minut występu ledwo rozbudziło apetyt na więcej. Zespół postawił tego wieczoru kropkę nad „i”, uświetniając swoim występem i tak rewelacyjną już imprezę. Przeważały kompozycje z najnowszego „Anticult” oraz „Blood Mantra”. Z poprzednich wydawnictw pojawił się jedynie „Spheres of Madness” z „Nihility”. Byłem pełen obaw, że i tym razem zespół nie wykona „Blood Mantra”,  jednak na całe szczęście zachował go na bis. Nie mógłbym prosić o więcej.

Podsumowanie: KO Tour znów przypomniało, że polski metal ma się świetnie. Polskie zespoły wciąż potrafią zapełniać duże kluby a fakt, że obok starej gwardii pojawiają się wciąż młode formacje jest niezwykle budujący. Można spać spokojnie.

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

 

Bloody Valentines: INTO SICKNESS, EPITOME, ANGRRSTH, NUCLEAR HOLOCAUST – 14.02.19 / Rzeszów

W dniu święta zakochanych w Rzeszowie odbędą się wyjątkowe, aczkolwiek nieco brutalne obchody popularnych walentynek podczas których do miłosnego kotleta zagrają cztery ekstremalne formacje!  Czytaj dalej Bloody Valentines: INTO SICKNESS, EPITOME, ANGRRSTH, NUCLEAR HOLOCAUST – 14.02.19 / Rzeszów