Kategoria: Relacje z koncertów

HYPOCRISY, DECAPITATED, SURVIVORS ZERO – 26.01.2010, Katowice

HYPOCRISY, DECAPITATED, SURVIVORS ZERO

26.01.2010, Katowice, „Mega Club”

Spore zamieszanie towarzyszyło polskiej części trasy HYPOCRISY. Zmianie ulegały kolejno miejsce imprezy oraz kapele supportujace szwedzki zespół. Początkowo impreza planowana była w gdyńskim klubie „Ucho”, a w jej skład miał wchodzić fiński SURVIVORS ZERO, duński HATESPHERE oraz rzeczona ekipa Tagtgrena. Ostatecznie koncert przeniesiono do katowickiego „Mega Clubu”, a middle act, który w międzyczasie zaliczył poważne zmiany personalne, zastąpił nasz polski, tak zwany „towar eksportowy”, czyli reaktywowany DECAPITATED. Jak dla mnie obie zmiany można zaliczyć jak najbardziej in plus – grup HATESPHERE niespecjalnie mnie interesowała po ostatnim popisie w Polsce, który dała przed BEHEMOTH. Ominęła mnie także 600 km podroż nad morze w środku zimy. Pozostała jedynie kilkudziesięciominutowa podróż po katowickich duktach, aby stawić się na miejscu koncertu i posłuchać, co wymienione kapele mają do zaoferowania.

SAMAEL, NOCTIFERIA, PANDEMONIUM, CRYPTIC TALES – 25.01.2009, Kraków

SAMAEL, NOCTIFERIA, PANDEMONIUM, CRYPTIC TALES

25.01.2009, Kraków, „Loch Ness”

Massive Music reklamowało kolejny przyjazd SAMAELa do Polski jako koncerty legendarnego zespołu ze Szwajcarii… Taaa, legenda legendą, a mity mitami… Czy SAMAEL jest legendą czy mitem, miało się okazać nieco później. Najpierw na deskach krakowskiego „Loch Ness” zaprezentowały się supporty…

Punktualnie o godzinie 19-tej swój set rozpoczęła grupa CRYPTIC TALES. Wydarzenie to nie byle jakie, gdyż był to pierwszy koncert kapeli po reaktywacji, czyli od jakiś jedenastu lat!!! Trema więc była, tak samo jak wpadki. Lider zespołu, Piotr Kopko, po zejściu ze sceny nie krył, iż pierwszy utwór to było poszukiwanie brzmienia i zgrywanie się z kolegami:-). Ale później wszystko się wyrównało i było naprawdę nieźle, przynajmniej jak na tak długą absencję sceniczną. Panowie w świetnej formie, z bardzo przerzedzonymi już włoskami, ale moshingu oczywiście nie brakło:-). Poza tym skład uzupełnił gitarzysta z zaprzyjaźnionego UNDERDARK, który zastąpił kontuzjowanego Jacka Falla, więc młoda krew też zawrzała:-). CRYPTIC TALES zagrał cztery utwory z nowej płyty „VII Dogmata Of Mercy” i pośpiesznie opuścił scenę. Krótki był to występ. No i niestety przyjęty chłodno. Było widać, że ludzie nie za bardzo znają tę przemyską grupę. Ale tak widocznie musi być – teraz kapela ma priorytetowe zadanie: odbudować swoją (dawną) pozycję, m.in. przez występy na żywo…

CHRIST AGONY, STRANDHOGG, FULCRUM, FETO IN FETUS – 12.10.2008, Gdynia

Condemnation Tour 2008:

CHRIST AGONY, STRANDHOGG, FULCRUM, FETO IN FETUS

12.10.2008, Gdynia, „Ucho”

Bywają w życiu takie straszne – albo raczej strasznie ochoczo wyczekiwane – dni, kiedy pije się do 2-giej w nocy wódkę. Nie zapija się, aby nie psuć smaka i prowadzi się dysputy, tzw. nocne Polaków rozmowy. Pije się, bo jest solenizant. Więc pije się za jego zdrowie, ale tak naprawdę, to się pije, bo się… pije i tyle. Robota to głupota, a picie to jest życie. Picie wódki nie wpływa negatywnie na nasze życie dnia następnego pod warunkiem, iż jest to dzień wolny od pracy. Niedziela zazwyczaj jest dniem wolnym od pracy, robotą zwanej. Choć nie, w moim przypadku to ja nazywam to jednak pracą, bo do roboty to są konie i traktory. Picie przerwane zostaje umiarem, kiedy zdaję sobie sprawę, że ten następny kielon może być ostatnim, przed tymczasowym zgonem.
Niedziela, godzina 13-ta zwiastowała wstanie. Po spożyciu posiłku i uświadomieniu sobie, że do domu dotrę za jakieś trzy godziny, w myślach zalęgło się już tylko jedno: piwo. Kolega wprawdzie dzwoni i nagabuje na ten nieszczęsny CHRIST AGONY w Gdyni, ale na razie się wykręcam. Piwo… Wizja powrotu do oddalonego o 20 km domu i kolejnej podróży, tą razą środkiem komunikacji miejskiej, jakoś bardziej skutecznie odstręcza aniżeli zachęca do eskapady. Wprawdzie akurat w mym przypadku ból poniedziałku został skutecznie zażegnany przezornym wybraniem dnia wolnego za nadgodziny, to jednak… Piwo… Odpowiadam więc wymijająco… Kolega z Tczewa jednakże kusi i grozi kolejnym telefonem. Więc zobaczymy następną razą.

THY DISEASE, CEMETERY OF SCREAM, CRYPTIC TALES … – 24.01.2010, Kraków

XX-lecie THY DISEASE (Creative Act Of Music Tour 2010):

THY DISEASE, VIRGIN SNATCH, ARMAGEDON, CRYPTIC TALES, HELLIAS, HEART ATTACK

24.01.2010, Kraków, „Rotunda” („Extreme”)

W ten święty niedzielny dzień, jak przystało na prawdziwego, ekhm, metalowca, udałem się do świątyni znajdującej się przy ul. Oleandry 1. Wiedziałem, że mogę tam w skupieniu przemyśleć ważne życiowe sprawy, słuchając zadziwiające historie muzycznych kaznodziejów. Tak! Prawili oni mądrze, nareszcie odnalazłem prawdę. O czym mówili? O wielu ważnych kwestiach społecznych, politycznych, religijnych, czasem co prawda mało można było zrozumieć, ale liczą się intencje!
Słuchajcie mnie ludzie, bójcie się piorunów i zemsty stwórcy, jeśli nie czytaliście książki, którą podarł bluźnierca Nergalodon na satanistycznym spędzie czarownic… Tam odnajdziecie bowiem odpowiedzi na wszystkie nurtujące Was pytania, a reszta niech będzie dopełnieniem, nową ewangelią…

CEMETERY OF SCREAM, UNQUADIUM – 16.01.2010, Lublin

CEMETERY OF SCREAM, UNQUADIUM

16.01.2010, Lublin, „Ragnarock”

Ostrzyłem sobie ząbki od dawna na ten koncert i informacja o odwołaniu go w grudniu trafiła mnie jak obuchem… Okazało się jednak, że przesunięto go tylko na styczeń z powodu choroby muzyków CEMETERY OF SCREAM. Niestety nie można powiedzieć, że tego dnia „Ragnarock” oblegały tłumy, gdyż sprzedało się zaledwie 59 biletów, ale przynajmniej nie było przypadkowych ludzi. Klub ten ma to do siebie, że jest usytuowany na uboczu, daleko od centrum Lublina, na jednym z osiedli, gdzie trzeba się jednak pofatygować z buta, bo pod sam klub trolejbusy nie przywiozą wygodnych tyłków.
Przyznam bez bicia, że nie znam grupy UNQUADIUM, aczkolwiek muzycznie prezentuje się dość ciekawie. Scenicznie troszkę zbyt statycznie, chyba jedynie wokalista i gitarzysta z lewej strony nie był skupiony tylko na odtworzeniu swoich partii, ale może z czasem nabiorą nieco pewności, zaczną łapać większy kontakt z publicznością, może czasem (przynajmniej niektórzy) oderwą wzrok od swoich gitar… W sumie też ścisk na scenie nie pozwalał się zbytnio rozszaleć, ale… Nie piszę tego po to, by się wyżywać na kapeli, bo to w dość niewyszukany sposób zrobił ktoś inny pod koniec ich występu. Dziwi mnie tylko to troszkę, bo zespół istnieje już 8 lat, ma w swoich szeregach gitarzystę ATROPOS i perkusistę grającego też w LOSTBONE. Życzę im jak najlepiej, tym bardziej, że muzyka warszawiaków jest dość ciekawa. Może po prostu onieśmielił ich fakt, że pod sceną nie pojawił się nikt z publiczności, ot, kilku paparazzi i roznegliżowany kolega co rusz dzielący się piwem z wokalistą. Co prawda kapela ma niewielki dorobek studyjny, ale mimo to warto się kopsnąć chociażby na jej profil MySpace i posłuchać, jak brzmi w warunkach domowych.

KORPIKLAANI, NIRTHER, TROLL GNET EL’ – 27.11.2009, Warszawa

KORPIKLAANI, NIRTHER, TROLL GNET EL’

27.11.2009, Warszawa, „Progresja”

Jest 27 listopada 2009, dwa dni przed koncertem KORPIKLAANI dowiaduję się – „masz wejściówki i idziesz”. No cóż, „naczelny” każe, Kuba musi he he.
29 listopada, niedziela, godzina 16, Warszawa, Dworzec Zachodni. Do koncertu dwie godziny, bary pełne „czarnych”. Przy wspólnym piwku poznaję czteroosobową ekipę z Litwy, wiek na oko 16 lat. Razem jedziemy do „Progresji” i po 40 minutach jesteśmy na miejscu. I tu pierwsza niespodzianka – pod klubem jest jakieś 200 osób. Mało, cholera. Około 18:15 otwierają się bramy, ludzie wchodzą, a tu druga niespodzianka. W środku jest może ze 100 osób, kiedy nagle trzask i drzwi znów zamknięte. No cóż, czekamy. Sztuka miała się zacząć o 19:00, już dawno jest po, a tu ludzie dalej na dworze. Padają różne informacje, a to kłopoty z prądem, a to KORPIKLAANI są gdzieś na mieście i udzielają się medialnie… Urozmaicam sobie czas rozmową. Chcę zaczerpnąć informacji o supportach i tu kolejna niespodzianka – TROLL GNET EL’ jest z Rosji. A o NIRTHER nikt nic nie wie, poza tym, że to death metal. Za wiele się nie dowiedziałem. Kolejka rośnie, teraz pod „Progresją” czyha już ze 350 osób. Razem z tą setką w środku to i tak nie najlepszy wynik. W końcu wpuszczają. Około 19:40 wszyscy są w środku.

SALTUS, CRYPTIC TALES, UNDERDARK, MESMERIZED, BASEMENT – 30.10.2009, Lublin

SALTUS, CRYPTIC TALES, UNDERDARK, MESMERIZED, BASEMENT

30.10.2009, Lublin, „Graffiti”

Tragedia Panie i Panowie, tragedia. Jeszcze nie widziałem tak słabej frekwencji w „Graffiti”, jak tego dnia. Bilety do chwili otwarcia bram sprzedały się w zastraszającej ilości 58 sztuk, a finalnie było 98 osób, co i tak nie zapełnia ludziem 1/5 sali w tym klubie. Nie widziałem też nigdy takiej opieszałości podczas przerw, które – bez zbytniej przesady – trwały niekiedy dłużej niż sam występ zespołu. Do tego, że w „Graffiti” koncerty zaczynają się z godzinnym opóźnieniem, zdążyłem się przyzwyczaić, ale żeby od godziny 19 do północy nie zagrały wszystkie kapele, to już gruba przesada. Tym bardziej że każdy zespół grał mniej więcej pół godziny, to już szczyt wszystkiego. Co to kurwa, jakiś piknik w Mrągowie czy co? Wszyscy snują się bez celu, realizator ma w dupie to, co mówią ze sceny. Co do diabła? Za mało piwa poszło czy co, bo innej przyczyny nie widzę… Masakrycznie długie przerwy sprawiały, że każdy miał dość i w dupie trzymał jakąkolwiek chęć do zabawy. Może prócz garstki prawdziwych zapaleńców…

TRAUMA, EXTINCT GODS, MASTABAH, MAIGRA – 21.11.2009, Wrocław

Pure Fuckin Metal 2009:
TRAUMA, EXTINCT GODS, MASTABAH, MAIGRA

21.11.2009, Wrocław, „Madness”

W sobotni wieczór w gościnnym „Madnessie” zagościła inwazja czystego pie***onego metalu.

MAIGRA to prawdziwa nadzieja sceny. Chłopaki nieźle mieszają stare z nowym, sporo w tym energii, eksperymentowania i ruchu podczas koncertu. Zwłaszcza wokalista Łukasz Jagodziński to 100%-owy showman i swoim głosem oraz zamiatając dredami scenę sieje popłoch wśród mniej wytrawnych słuchaczy. Wrocławianie potrafią grać i należą się im wielkie brawa.

ImageJak się wkrótce okazało, przerwy pomiędzy występami zespołów były ogromne. Można by wysnuć teorię, że tyle samo grupy przygotowywały się do występu, co grały. Wreszcie sztuka ta udała się MASTABAH, który rozpoczął sączyć zabójcze dźwięki. Death, jak się zowie. Solidne, brutalne granie, z pewnym naciskiem na klasykę gatunku, ale i nie pozbawione oryginalności oraz odrobiny finezji. Gitary, bas, perkusja, wokal – więcej nie trzeba do szczęścia, tym bardziej, że instrumenty były dobrze trzymane i jeszcze lepiej używane. Przyjemnie było popatrzeć, posłuchać i pomachać tym oraz owym. Panowie z MASTABAH promowali „Quintessence Of Evil”. To był udany koncert, przyzwoicie odebrany przez publikę.

NEUROTHING, EMPATIC, REALITY IN PAIN – 21.11.2009, Zamość

NEUROTHING, EMPATIC, REALITY IN PAIN

21.11.2009, Zamość, Zamojski Dom Kultury

To drugi mój koncert w takim miejscu jak dom kultury. Poprzedni odbył się chyba prawie dekadę temu i już zdążyłem zapomnieć, jak bardzo kulturalne to miejsce, taki Dom. Wstępnie znieczulonym nie dało się wejść, w środku tym bardziej nie było mowy o żadnych rozweselaczach, o paleniu już w ogóle nie wspominając… Dziwnie, prawda? Dla wielu nawet dyskwalifikujące takie miejsce na starcie, ale zostawmy tych, których nie było… Działo się i najważniejsze, że się udało.
Pierwszy szok przeżyłem, gdy oczy moje ujrzały Zamość w rozpisce trasy NEUROTHING, gdyż koncert metalowy w tym mieście, od czasów zamknięcia „Fortów”, to ewenement godny głównej strony w lokalnej prasie. Drugi szok dopadł mnie skrytobójczo, gdy dowiedziałem się, że NEUROTHING został zaproszony przez Dyrektora Zamojskiego Domu Kultury, który ponadto obiecuje, że to nie jest ostatni metalowy koncert w tym miejscu. Rzecz godna podziwu, mówiąca jak wiele zależy od nastawienia i dobrych chęci ludzi mających jakąś zdolność decyzyjną. Inna sprawa, że klub „Forty” został zamknięty przez włodarzy miasta Zamościa, co jednak tylko potwierdza wcześniej wysnutą przeze mnie teorię. Ale powróćmy do samego koncertu…

TURBO, GRAILKNIGHTS, ZANDELLE, INDESPAIR – 16.11.2009, Wrocław

TURBO, GRAILKNIGHTS, ZANDELLE, INDESPAIR

16.11.2009, Wrocław, „Alibi”

Koncertu legendy naszej sceny, poznańskiego TURBO, nie mogłem w żaden sposób opuścić. Tym bardziej, że był to występ specjalny. Pierwotnie miał się zbiec z premierą długo oczekiwanego nowego albumu grupy „Strażnik Światła”. Jak się później okazało, plany planami, a życie życiem. Ostatecznie premierę krążka przesunięto na 23.11.2009. Jednak mimo tych kłopotów dla mnie i tak show miał charakter wyjątkowy, bo pierwszy raz mogłem zobaczyć w akcji nowego gardłowego TURBO – Tomka Struszczyka.