Kategoria: Relacje z koncertów

MARDUK, GRAVE, VESANIA, SCEPTIC, DEATH WOLF, AZARATH, VALKYRJA, SARATAN, INSIDIUS – 21.12.2013, Warszawa

2013.12.21_mardukMetalowa Wigilia 2013:
MARDUK, GRAVE, VESANIA, SCEPTIC, DEATH WOLF, AZARATH, VALKYRJA, SARATAN, INSIDIUS

21.12.2013, Warszwa, „Progresja Music Zone”

Nieco spóźniony, bez biletu, w nowej miejscówce „Progresji”, nazwanej zgodnie z duchem czasu w nieichniejszym języku – „Progresja Music Zone” (bo przecież żałośnie brzmiałoby „Strefa Muzyczna Progresji”) i z wielkimi nadziejami na wiele godzin porządnego rycia głowy dokonanego przez czarnych fachmistrzów – MARDUKa czy GRAVE’a, ale także przez koncertowe perełki pokroju VESANII czy AZARATH.

IRON MAIDEN, Łódź, Atlas Arena, 03.07.2013

iron maiden

IRON MAIDEN, ŁÓDŹ, ATLAS ARENA, 03 VII 2013

Na ten moment czekałem z utęsknieniem bite siedem miesięcy. Bilet zakupny w łódzkim „Empiku”, w „Galerii przy Piłsudskiego” oczekiwał w kopercie pocztowej, gdzieś w otchłani sekretarzyka. Leniwie upływały kolejne miesiące, tygodnie, dni oraz godziny odliczane do koncertu największej grupy heavymetalowej świata. Koncertu w „mojej Łodzi” oddalonej jedynie o 15 km drogi od rodzinnych Pabianic(…)

PANDEMONIUM, LUNA AD NOCTUM, LILLA VENEDA … – 20.04.2013, Wrocław

PANDEMONIUM, LUNA AD NOCTUM, LILLA VENEDA, HELLSPAWN, COLLISION

20.04.2013, Wrocław, „Liverpool”

liverpool_pandemonium_wrocawMiałem nadzieję, że dla czytelników Atmospheric Magazine będę w stanie przygotować ciekawą i merytoryczną relację z koncertu Pandemonium. Miałem…
Niestety obiektywne czynniki nie pozwalają mi na takową. Nie będę ściemniał. Żadnej relacji koncertowej nie będzie.
Będzie natomiast, słów kilka o moich osobistych odczuciach dotyczących – ZABIJANIA – i tak bardzo wątłego „poletka” koncertowego w naszym kraju.
Przy organizacji koncertów (tak mi się zawsze wydawało), poza odpowiednim doborem miejsca, zestawu kapel, minimalnego budżetu i reklamy, wymaga się jeszcze jednej – być może najważniejszej rzeczy – WYOBRAŹNI organizatorów!
Zacytuję Titusa (Acid Drinkers): „Nienawidzę ludzi, którzy nie mają minimalnego poziomu wyobraźni”. Podpisuję się pod tym zdaniem, wszystkimi moimi członkami. A kogo one dotyczą najbardziej? Wszystkich, którzy maczali palce w wyżej opisywanym przedsięwzięciu.
Organizatorzy koncertu Pandemonium, zadbali o to, żeby większość fanów poczuła się bardziej niż zniesmaczona.
Zastanawiam się dla kogo robi się koncerty?
Czy tylko dla kasy (która i tak jest żadna)? Czy dla fanów? Ja osobiście uważam, że dla fanów.
Przychodzimy na koncerty (też zaliczam się do tego grona), żeby posłuchać naszych ulubionych wykonawców, w przyjemnej atmosferze, wypijając przy okazji kilka piw.
Aby również cieszyć się energią bijącą ze sceny, żeby chłonąć muzykę w każdym jej aspekcie. A co dostajemy w zamian? Absolutny brak profesjonalizmu.
Już sama ilość kapel grających przed gwiazdą wieczoru, wydał się dziwnie rozbudowana. Cztery supporty przed „Pandą”? To ile oni będą grali po 20 minut?
Zdziwienie numer 2. Godzina rozpoczęcia imprezy. 19.00? To o której to się skończy – w poniedziałek? I cholera jasna wykrakałem.
Każde dziecko wie, że koncerty bez obsuwy to chleb powszedni. Nie inaczej stało się w sobotę. Pierwsza kapel wystartowała o 20.30! To nie żart!
Nie wiem z jakiego powodu przeciągnięto ten start, ale zabieg ten prorokował jedno – wieczór nie będzie należał do udanych.
Nie chcę się pastwić nad zespołami, bo przypuszczam, że to nie ich wina. Ktoś to tak, a nie inaczej poustawiał. Zresztą zespoły zaprezentowały się godnie robiąc w większości dobrą minę do złej gry.
Niezły występ zaliczył świdnicki Collision. Bardzo dobre show zagrała wieluńska armada z Hellspawn (zajebiste brzmienie i moc. Brawo Panowie!). Świetnie wypadła wrocławska Lilla Veneda (gratulacje, oby tak dalej). Jedynie kreowana na przyszłą gwiazdę Luna Ad Noctum  nie rzuciła na kolana. Ilość makijażu często nie przekłada się na jakość gry.
Co do koncertu głównej gwiazdy… Zastanawiam się co tmam napisać. Zespół Pandemonium grający dla garstki fanów, praktycznie o 2.00 to więcej niż nieporozumienie. Z relacji niedobitków wiem, że Paul z ekipą dali z siebie wszystko, bo tak mają w zwyczaju.
Kochani (kieruję te słowa do chłopaków z Pandemonium) przykro mi za to co się w sobotni wieczór stało. Mam nadzieję, że nie zniechęci to Was przed odwiedzeniem Wrocławia w przyszłości. I na końcu słowo do Narodu! Jeśli tak ma wyglądać organizacja koncertów w naszym kraju. To nic dobrego nas – fanów nie czeka.

(Sebass)

CETI, DEVERSOR, INDESPAIR – 23.03.2013, Wrocław

2013.03.23_cetiCETI, DEVERSOR, INDESPAIR

23.03.2013, Wrocław, „Od Zmierzchu do Świtu”

Cholera, jakoś nigdy nie miałem okazji zobaczenia CETI na żywo. Wstyd się przyznać, ale Grzesia Kupczyka w akcji widziałem dobre 5 lat temu – jeszcze w starym, klasycznym TURBO. Więc mimo trzaskającego mrozu (tak, wiosna nie rozpieszcza) po prostu musiałem pojawić się we wrocławskim „Od Zmierzchu do Świtu”. I mówię Wam – nie żałuję!
„Od Zmierzchu do Świtu” to klimatyczne miejsce. Jedna wielka piwnica neogotyckiej kamienicy z efektownymi łukowymi sklepieniami. Idealne miejsce na rockowy pub, a na koncerty szczególnie z pogranicza rocka i metalu wręcz stworzone.
Wszystko zaczęło się około godziny 20.00. Klimat w klubie sprawiał wrażenie sennego. Metalowej braci też specjalnie nie było widać. Na szczęście do czasu.

JORN LANDE, TEODOR TUFF – 27.11.2012, Wrocław

2012.11.27_Jorn.plakatJORN LANDE, TEODOR TUFF

27.11.2012, Wrocław, „Od Zmierzchu do Świtu”

W klubie „Od Zmierzchu do Świtu”, w ramach trasy promującej płytę „Bring Heavy Rock To The Land”, wystąpił JORN LANDE z zespołem.

Rozgrzewaczem byli chłopaki z TEODOR TUFF. Dobry progresywny metal. Zagrali równo, co sprawiło, że przyjemnie obcowało się z ich muzą. Spokojnie zasługują na własną trasę, a ja trzymam kciuki za Norwegów. Wszyscy jednak oczekiwali na bohatera tego wieczoru.

JORN LANDE na scenie niepodzielnie dzielił i rządził. Zastosował wiele wystudiowanych póz i zagrywek scenicznych, a poziom wokalny, który zaprezentował, był naprawdę bardzo wysoki.

Rozpoczęli od brawurowo wykonanego „Road of the Cross” z albumu „Spirit Black”, kolejnym utworem był „Shadow People” z „Lonely Are The Brave”. Później znów powrót do płyty „Spirit Black”: „Below” i „World Gone Mad”. Wreszcie z najnowszego albumu rozpoczynający się od świetnego gitarowego riffu tytułowy „Bring Heavy Rock To The Land” (czyli chyba najmocniejszy i najbardziej przekonywujący utwór z nowego krążka), przeszedł w „Time to be King”, czyli  cover zespołu MASTERPLAN. Następnie  „Man Of The Dark” i „The Inner Road” (znowu z „Lonley Are The Brave””) i znów powrót do mocnego, nowego wydawnictwa: „A Thousand Cuts” (w wersji studyjnej rozpoczynający się od słyszalnych uderzeń ostrzy, innymi słowy prawdziwy killer na płycie) i nieco później „I came to Rock”. W programie przewidziane były jednakże również partie solowe, najpierw perkusisty, a później gitarzysty i to właśnie one przedzieliły powyższe dwa utwory, a w środek wskoczył „Tungur Knivur”. Po solowych popisach, a przed ostatnim reprezentantem z „Bring Heavy Rock To The Land” usłyszeliśmy „Blacksong” oraz „We Brought The Angels Down” z albumu „The Duke”. Na zakończenie wreszcie tytułowy „Lonely Are The Brave” i jak to na wojnie bywa – „War of the World”. Pod sceną zaiste takowa była, wierni fani byli bardzo blisko swojego idola i nie sposób było dostać się pod nią bez uszczerbku na zdrowiu, ale czego nie robi się dla muzyki.

2012.11.27_jorn

Fani otrzymali dwie godziny rasowego hard rockowego, heavy metalowego śpiewania i grania, a koncert należał do bardzo udanych.

[Yanus]

AUGUST BURNS RED, THE DEVIL WEARS PRADA, VEIL OF MAYA – 11.11.2012, Kraków

2012.11.11_august_burns_redEuropean 2012 Tour:
AUGUST BURNS RED,
THE DEVIL WEARS PRADA,
VEIL OF MAYA

11.11.2012, Kraków,
„Fabryka”

Metalcore’owe wydarzenie mijającego roku w Polsce za nami. Za takie, bez dwóch zdań należy uznać wizytę AUGUST BURNS RED, THE DEVIL WEARS PRADA oraz VEIL OF MAYA na dwóch koncertach w naszym kraju (10 XI – Warszawa, klub Progresja, 11 XI – Kraków, klub Fabryka). Udało mi się wybrać na krakowski koncert i zdecydowanie się nie zawiodłem.

Choć przyznam, że gdy dwa miesiące przed koncertem środowiska core’owe obiegła wieść, iż z trasy wypadli muzycy WHITECHAPEL – byłem potwornie zawiedziony.

Przed VEIL OF MAYA stało ciężkie wyzwanie, młodzi Amerykanie zdecydowanie jednak podołali. Swoim dziewięcioutworowym setem zmietli krakowską publiczność z powierzchni ziemi, a część zgromadzonych w Fabryce ludzi stwierdziła po występie, że to VEIL OF MAYA dał najlepszy koncert. Muzycy z Chicago skupili się naturalnie na promowaniu najnowszego krążka „Eclipse”. Zabrzmiały chociażby „20/200”, „Divide Paths” czy „Punisher”. Nie brakło jednak starszych kompozycji, takich jak „Crawl Back” i „Dark Passenger”. Nie mniej – gdy kwartet kończył swój występ, czuć było niedosyt. Sami muzycy (z którymi miałem przyjemność zamówić parę zdań przed koncertem) stwierdzili, że Polska to wyśmienity kraj i z pewnością jeszcze do nas wrócą. Cóż… trzymamy ich za słowo.

Kolejnym bandem, który starał się wkraść w łaski nowych słuchaczy, a także utwierdzić dobrą markę wśród wiernych fanów, byli chrześcijańscy metalowcy z THE DEVIL WEARS PRADA. Piszę „starał się”, gdyż nie do końca im to wyszło. Szanuję PRADĘ za ich studyjne dokonania, jednak ich performance nie należy do najbardziej wybitnych rzeczy na świecie. Bardzo słabe, kompletnie nieselektywne nagłośnienie oraz pewne wokalne niedomogi pana Hranicy raziły i pozwoliły odnieść wrażenie, że PRADA w studio, a PRADA live to dwie, kompletnie różne sprawy. A szkoda, bo setlista TDWP wyglądała wyśmienicie. Amerykanie zaprezentowali głównie utwory z ostatniego materiału studyjnego. Zabrzmiały więc  takie hity, jak „Born To Lose”, tytułowy „Dead Throne” oraz przebojowy „Mammoth”. Ponadto, o dziwo (ale na szczęście!) THE DEVIL WEARS PRADA postanowili zaprezentować publiczności utwory z nieco pomijanej, a wyśmienitej EP „Zombie”, grając „Escape” oraz „Outnumbered”. Nie mogło również zabraknąć klasyków z najpopularniejszego krążka TDWP – „With Roots Above And Branches Below”. Fani mogli więc usłyszeć „Assistant To The Regional Manager”, “Danger: Wildman” oraz “Dez Moines”. Niestety, jak wspomniałem – był to dość kiepski występ. I choć nie można odmówić Hranicy i spółce oddania i zaangażowania – pewnych niedomogów nie da się przeskoczyć. Po PRADZIE przyszedł czas na długo oczekiwaną w naszym kraju gwiazdę wieczoru – AUGUST BURNS RED.

Gdy zgasły światła, a z głośników zaczęła wydobywać się znana większości zgromadzonym kompozycja „Everybody’s Free” Rozalli w specyficznej, zmodyfikowanej formie – nikt nie spodziewał się, że to początek koncertu. Po chwili jednak, słowa refrenu popularnej piosenki ucichły, a muzycy AUGUST BURNS RED rozpoczęli swoją młóckę od idealnego na tę okazję utworu „Composure”. ABR udowodnili, iż ich pozycja w ścisłej, światowej czołówce metalcore’u jest niepodważalna. Muzycy emanowali pozytywną energią, gitarzyści – JB Brubaker i Brent Rambler zmieniali się miejscami, bezustannie się uśmiechając i porywając do wspólnej zabawy publiczność. Wokalista, Jake Luhrs zdawał się być niezmordowany i od początku do końca udowadniał, iż jest jednym z lepszych front menów gatunku. Sekcja rytmiczna zaś, napędzana przed tandem Matt Greiner – Dustin Davidson nie dawała sobie, ani swoim instrumentom chwili wytchnienia. Fani dostali prawdopodobnie seta marzeń. Zdecydowana większość kompozycji pochodziła z ostatniej płyty studyjnej (nie licząc okolicznościowego krążka „Sleddin’ Hill” z przeróbkami kolęd i utworów świątecznych) „Leveler”. Fani usłyszeli takie numery, jak „Carpe Diem”, „Cutting The Ties”, „Salt And Light”, „Empire”,  czy „Internal Cannon”. Nie brakło również starszych kompozycji, takich jak “Marianas Trench”, „Meddler”, „Ocean Of Apathy”, „Back Burner” i „Barbarian”. W przeciwieństwie do THE DEVIL WEARS PRADA – AUGUST BURNS RED zaprezentowali w 100% profesjonalne, bezpretensjonalne show na najwyższym, światowym poziomie. Mimo zmęczenia, licznie zgromadzona publiczność szalała w najlepsze do samego końca, zmuszając zespół do odgrywania bisów.

Miło oglądać występy, zorganizowane w tak zawodowy sposób. Trzy kapele w przeciągu czterech godzin zrównały krakowski klub Fabryka z ziemią, nie pozostawiając wątpliwości, że muzyka metalcore’owa ma się bardzo dobrze. I oby tak dalej!

[Tomasz Kulig]

DEIVOS, ULCER, EXCIDIUM, NECROSADIST, RAGEHAMMER … – 1.12.2012, Rzeszów

2012.12.01_deivos

Metal Reich vol. III –
From The Vault Of Chaos:

DEIVOS, ULCER, EXCIDIUM,
NECROSADIST, RAGEHAMMER,
STRIKING BEAST

1.12.2012, Rzeszów,

„Od zmierzchu do świtu”

Pierwsza sobota grudnia to dla niektórych znak-sygnał, żeby ruszyć spasione dupy sprzed komputerów czy telewizorów i ruszyć w tango. Tego wieczoru na rzeszowskim rynku panował istny tłok. Jednak raczej była to młodzież, która zamieniła markowe obuwie sportowe na to kościołowe i zamierzała się bawić w rytmach muzyki tanecznej. Oprócz takich przypadków można było zauważyć też „kochanych metali”, jak mówi Roman Kostrzewski i to dzięki nim namierzyłem klub „Od zmierzchu do świtu”. Czasy, kiedy rzeszowskie kluby mieściły na koncertach po 300-400 widzów, chyba bezpowrotnie już minęły, dlatego tym większe było moje zdziwienie, kiedy w środku zobaczyłem prawdopodobnie ponad setkę ludzi. To, co sprawiło, że nie poszli oni w tany na rozsiane wokół rzeszowskiego rynku przytupanki, to trzecia edycja koncertu Metal Reich organizowanego pod hasłem From The Vault Of Chaos.

HUNTER – 17.11.2012, Wrocław

HUNTER

17.11.2012, Wrocław, „Od zmierzchu do świtu”

Wspomnienia z koncertu HUNTER we wrocławskim „Od zmierzchu do świtu” są wciąż żywe, bowiem tak wypełnionego klubu chyba jeszcze nie widziałem, a z muzyków emanowała radość grania i niesamowity przekaz…

Oto co napisali sami Hunterzy: „I pomyśleć, że nie dalej jak 1,5 roku temu chcieliśmy zacząć trochę omijać Wasze miasto na naszej mapie koncertowej… To, co wczoraj pokazała Armia Wrocław, jest chyba nie-do-opisania. Musieliśmy zacząć z dużym opóźnieniem, ponieważ kolejka sięgała do skrzyżowania… Kolejny cios frekwencyjny i kolejne zbieranie szczęk po koncercie. Uwielbiamy, jak nam robicie takie niespodzianki. Zmielenie takiego sparingpartnera to czysta przyjemność. I czysta poezja. Pokłony do ziemi. Pozdrawiamy, dziękujemy (Piotrkowi i Ekipie Klubu również) i… byle do wiosny!!!” Nic dodać, nic ująć. A jednak spróbuję dwa słów od siebie…

TURBO, PUSSY BUSTERS – 9.11.2012, Wrocław

TURBO, PUSSY BUSTERS

9.11.2012, Wrocław, „Od Zmierzchu do Świtu”

Bardzo ciekawe wydarzenia muzyczne we wrocławskim klubie „Od Zmierzchu do Świtu” to standard. Ostatnio byliśmy jednak świadkami ciekawej „konfrontacji”, kiedy to na tej samej scenie najpierw zagościła grupa CETI z Grzegorzem Kupczykiem na wokalu, a na której kilka tygodni później mogliśmy podziwiać zespół TURBO. Jak ktoś nie wie, co (a właściwie kto) łączy te dwa zespoły, może niech dalej nie czyta…

W „Od Zmierzchu do Świtu” pierwsi wystąpili PUSSY BUSTERS. Zespół o intrygującej nazwie, dobrych muzykach i ze świetną wokalistka. Stylistyka, w jakiej porusza się grupa, to szeroko rozumiany heavy. Wokalistka ma naprawdę sporą skalę głosu i potężny „wygar”, tak, że nie widząc jej, a słysząc jedynie, można nie uwierzyć, że te mocne dźwięki wychodzą z gardła pani. Słowa uznania należą się także muzykom za dobre granie i odgrywanie (bo i covery były), zarówno gitarzystom, jak i solidnej „kombinującej” sekcji rytmicznej. Występ Bustersów przebiegł pomyślnie, a publiczność była zachwycona.

CETI, EX – 13.10.2012, Wrocław

2012.10.12_cetiCETI, EX

13.10.2012, Wrocław,
„Od Zmierzchu do Świtu”

W sobotę 13-go października 2012, gościnny, wrocławski klub „Od Zmierzchu do Świtu” przywitał dosyć licznie zgromadzoną młodzież wieku wszelakiego na uczcie, której głównym daniem było CETI oraz świętujący 30-lecie pracy artystycznej Grzegorz Kupczyk.

Przystawką, jak się wkrótce okazało całkiem apetyczną, była grupa EX. Kwartet, ze śpiewająca panią, zaprezentował mocno rockowe granie, garść kompozycji własnych oraz cudzych. Covery wzbudziły największy entuzjazm, zwłaszcza przy „Boys” Sabriny niejednemu zakręciła się łezka w oku, na myśl o latach młodzieńczej fantazji:-). Zespół zagrał kilka innych zacnych rockowych przebojów z przeszłości, by na koniec zaprezentować mix paru słynnych klasycznych motywów hard rockowych w jednej „kompozycji”.