Kategoria: Relacje z koncertów

JORN LANDE, TEODOR TUFF – 27.11.2012, Wrocław

2012.11.27_Jorn.plakatJORN LANDE, TEODOR TUFF

27.11.2012, Wrocław, „Od Zmierzchu do Świtu”

W klubie „Od Zmierzchu do Świtu”, w ramach trasy promującej płytę „Bring Heavy Rock To The Land”, wystąpił JORN LANDE z zespołem.

Rozgrzewaczem byli chłopaki z TEODOR TUFF. Dobry progresywny metal. Zagrali równo, co sprawiło, że przyjemnie obcowało się z ich muzą. Spokojnie zasługują na własną trasę, a ja trzymam kciuki za Norwegów. Wszyscy jednak oczekiwali na bohatera tego wieczoru.

JORN LANDE na scenie niepodzielnie dzielił i rządził. Zastosował wiele wystudiowanych póz i zagrywek scenicznych, a poziom wokalny, który zaprezentował, był naprawdę bardzo wysoki.

Rozpoczęli od brawurowo wykonanego „Road of the Cross” z albumu „Spirit Black”, kolejnym utworem był „Shadow People” z „Lonely Are The Brave”. Później znów powrót do płyty „Spirit Black”: „Below” i „World Gone Mad”. Wreszcie z najnowszego albumu rozpoczynający się od świetnego gitarowego riffu tytułowy „Bring Heavy Rock To The Land” (czyli chyba najmocniejszy i najbardziej przekonywujący utwór z nowego krążka), przeszedł w „Time to be King”, czyli  cover zespołu MASTERPLAN. Następnie  „Man Of The Dark” i „The Inner Road” (znowu z „Lonley Are The Brave””) i znów powrót do mocnego, nowego wydawnictwa: „A Thousand Cuts” (w wersji studyjnej rozpoczynający się od słyszalnych uderzeń ostrzy, innymi słowy prawdziwy killer na płycie) i nieco później „I came to Rock”. W programie przewidziane były jednakże również partie solowe, najpierw perkusisty, a później gitarzysty i to właśnie one przedzieliły powyższe dwa utwory, a w środek wskoczył „Tungur Knivur”. Po solowych popisach, a przed ostatnim reprezentantem z „Bring Heavy Rock To The Land” usłyszeliśmy „Blacksong” oraz „We Brought The Angels Down” z albumu „The Duke”. Na zakończenie wreszcie tytułowy „Lonely Are The Brave” i jak to na wojnie bywa – „War of the World”. Pod sceną zaiste takowa była, wierni fani byli bardzo blisko swojego idola i nie sposób było dostać się pod nią bez uszczerbku na zdrowiu, ale czego nie robi się dla muzyki.

2012.11.27_jorn

Fani otrzymali dwie godziny rasowego hard rockowego, heavy metalowego śpiewania i grania, a koncert należał do bardzo udanych.

[Yanus]

AUGUST BURNS RED, THE DEVIL WEARS PRADA, VEIL OF MAYA – 11.11.2012, Kraków

2012.11.11_august_burns_redEuropean 2012 Tour:
AUGUST BURNS RED,
THE DEVIL WEARS PRADA,
VEIL OF MAYA

11.11.2012, Kraków,
„Fabryka”

Metalcore’owe wydarzenie mijającego roku w Polsce za nami. Za takie, bez dwóch zdań należy uznać wizytę AUGUST BURNS RED, THE DEVIL WEARS PRADA oraz VEIL OF MAYA na dwóch koncertach w naszym kraju (10 XI – Warszawa, klub Progresja, 11 XI – Kraków, klub Fabryka). Udało mi się wybrać na krakowski koncert i zdecydowanie się nie zawiodłem.

Choć przyznam, że gdy dwa miesiące przed koncertem środowiska core’owe obiegła wieść, iż z trasy wypadli muzycy WHITECHAPEL – byłem potwornie zawiedziony.

Przed VEIL OF MAYA stało ciężkie wyzwanie, młodzi Amerykanie zdecydowanie jednak podołali. Swoim dziewięcioutworowym setem zmietli krakowską publiczność z powierzchni ziemi, a część zgromadzonych w Fabryce ludzi stwierdziła po występie, że to VEIL OF MAYA dał najlepszy koncert. Muzycy z Chicago skupili się naturalnie na promowaniu najnowszego krążka „Eclipse”. Zabrzmiały chociażby „20/200”, „Divide Paths” czy „Punisher”. Nie brakło jednak starszych kompozycji, takich jak „Crawl Back” i „Dark Passenger”. Nie mniej – gdy kwartet kończył swój występ, czuć było niedosyt. Sami muzycy (z którymi miałem przyjemność zamówić parę zdań przed koncertem) stwierdzili, że Polska to wyśmienity kraj i z pewnością jeszcze do nas wrócą. Cóż… trzymamy ich za słowo.

Kolejnym bandem, który starał się wkraść w łaski nowych słuchaczy, a także utwierdzić dobrą markę wśród wiernych fanów, byli chrześcijańscy metalowcy z THE DEVIL WEARS PRADA. Piszę „starał się”, gdyż nie do końca im to wyszło. Szanuję PRADĘ za ich studyjne dokonania, jednak ich performance nie należy do najbardziej wybitnych rzeczy na świecie. Bardzo słabe, kompletnie nieselektywne nagłośnienie oraz pewne wokalne niedomogi pana Hranicy raziły i pozwoliły odnieść wrażenie, że PRADA w studio, a PRADA live to dwie, kompletnie różne sprawy. A szkoda, bo setlista TDWP wyglądała wyśmienicie. Amerykanie zaprezentowali głównie utwory z ostatniego materiału studyjnego. Zabrzmiały więc  takie hity, jak „Born To Lose”, tytułowy „Dead Throne” oraz przebojowy „Mammoth”. Ponadto, o dziwo (ale na szczęście!) THE DEVIL WEARS PRADA postanowili zaprezentować publiczności utwory z nieco pomijanej, a wyśmienitej EP „Zombie”, grając „Escape” oraz „Outnumbered”. Nie mogło również zabraknąć klasyków z najpopularniejszego krążka TDWP – „With Roots Above And Branches Below”. Fani mogli więc usłyszeć „Assistant To The Regional Manager”, “Danger: Wildman” oraz “Dez Moines”. Niestety, jak wspomniałem – był to dość kiepski występ. I choć nie można odmówić Hranicy i spółce oddania i zaangażowania – pewnych niedomogów nie da się przeskoczyć. Po PRADZIE przyszedł czas na długo oczekiwaną w naszym kraju gwiazdę wieczoru – AUGUST BURNS RED.

Gdy zgasły światła, a z głośników zaczęła wydobywać się znana większości zgromadzonym kompozycja „Everybody’s Free” Rozalli w specyficznej, zmodyfikowanej formie – nikt nie spodziewał się, że to początek koncertu. Po chwili jednak, słowa refrenu popularnej piosenki ucichły, a muzycy AUGUST BURNS RED rozpoczęli swoją młóckę od idealnego na tę okazję utworu „Composure”. ABR udowodnili, iż ich pozycja w ścisłej, światowej czołówce metalcore’u jest niepodważalna. Muzycy emanowali pozytywną energią, gitarzyści – JB Brubaker i Brent Rambler zmieniali się miejscami, bezustannie się uśmiechając i porywając do wspólnej zabawy publiczność. Wokalista, Jake Luhrs zdawał się być niezmordowany i od początku do końca udowadniał, iż jest jednym z lepszych front menów gatunku. Sekcja rytmiczna zaś, napędzana przed tandem Matt Greiner – Dustin Davidson nie dawała sobie, ani swoim instrumentom chwili wytchnienia. Fani dostali prawdopodobnie seta marzeń. Zdecydowana większość kompozycji pochodziła z ostatniej płyty studyjnej (nie licząc okolicznościowego krążka „Sleddin’ Hill” z przeróbkami kolęd i utworów świątecznych) „Leveler”. Fani usłyszeli takie numery, jak „Carpe Diem”, „Cutting The Ties”, „Salt And Light”, „Empire”,  czy „Internal Cannon”. Nie brakło również starszych kompozycji, takich jak “Marianas Trench”, „Meddler”, „Ocean Of Apathy”, „Back Burner” i „Barbarian”. W przeciwieństwie do THE DEVIL WEARS PRADA – AUGUST BURNS RED zaprezentowali w 100% profesjonalne, bezpretensjonalne show na najwyższym, światowym poziomie. Mimo zmęczenia, licznie zgromadzona publiczność szalała w najlepsze do samego końca, zmuszając zespół do odgrywania bisów.

Miło oglądać występy, zorganizowane w tak zawodowy sposób. Trzy kapele w przeciągu czterech godzin zrównały krakowski klub Fabryka z ziemią, nie pozostawiając wątpliwości, że muzyka metalcore’owa ma się bardzo dobrze. I oby tak dalej!

[Tomasz Kulig]

DEIVOS, ULCER, EXCIDIUM, NECROSADIST, RAGEHAMMER … – 1.12.2012, Rzeszów

2012.12.01_deivos

Metal Reich vol. III –
From The Vault Of Chaos:

DEIVOS, ULCER, EXCIDIUM,
NECROSADIST, RAGEHAMMER,
STRIKING BEAST

1.12.2012, Rzeszów,

„Od zmierzchu do świtu”

Pierwsza sobota grudnia to dla niektórych znak-sygnał, żeby ruszyć spasione dupy sprzed komputerów czy telewizorów i ruszyć w tango. Tego wieczoru na rzeszowskim rynku panował istny tłok. Jednak raczej była to młodzież, która zamieniła markowe obuwie sportowe na to kościołowe i zamierzała się bawić w rytmach muzyki tanecznej. Oprócz takich przypadków można było zauważyć też „kochanych metali”, jak mówi Roman Kostrzewski i to dzięki nim namierzyłem klub „Od zmierzchu do świtu”. Czasy, kiedy rzeszowskie kluby mieściły na koncertach po 300-400 widzów, chyba bezpowrotnie już minęły, dlatego tym większe było moje zdziwienie, kiedy w środku zobaczyłem prawdopodobnie ponad setkę ludzi. To, co sprawiło, że nie poszli oni w tany na rozsiane wokół rzeszowskiego rynku przytupanki, to trzecia edycja koncertu Metal Reich organizowanego pod hasłem From The Vault Of Chaos.

HUNTER – 17.11.2012, Wrocław

HUNTER

17.11.2012, Wrocław, „Od zmierzchu do świtu”

Wspomnienia z koncertu HUNTER we wrocławskim „Od zmierzchu do świtu” są wciąż żywe, bowiem tak wypełnionego klubu chyba jeszcze nie widziałem, a z muzyków emanowała radość grania i niesamowity przekaz…

Oto co napisali sami Hunterzy: „I pomyśleć, że nie dalej jak 1,5 roku temu chcieliśmy zacząć trochę omijać Wasze miasto na naszej mapie koncertowej… To, co wczoraj pokazała Armia Wrocław, jest chyba nie-do-opisania. Musieliśmy zacząć z dużym opóźnieniem, ponieważ kolejka sięgała do skrzyżowania… Kolejny cios frekwencyjny i kolejne zbieranie szczęk po koncercie. Uwielbiamy, jak nam robicie takie niespodzianki. Zmielenie takiego sparingpartnera to czysta przyjemność. I czysta poezja. Pokłony do ziemi. Pozdrawiamy, dziękujemy (Piotrkowi i Ekipie Klubu również) i… byle do wiosny!!!” Nic dodać, nic ująć. A jednak spróbuję dwa słów od siebie…

TURBO, PUSSY BUSTERS – 9.11.2012, Wrocław

TURBO, PUSSY BUSTERS

9.11.2012, Wrocław, „Od Zmierzchu do Świtu”

Bardzo ciekawe wydarzenia muzyczne we wrocławskim klubie „Od Zmierzchu do Świtu” to standard. Ostatnio byliśmy jednak świadkami ciekawej „konfrontacji”, kiedy to na tej samej scenie najpierw zagościła grupa CETI z Grzegorzem Kupczykiem na wokalu, a na której kilka tygodni później mogliśmy podziwiać zespół TURBO. Jak ktoś nie wie, co (a właściwie kto) łączy te dwa zespoły, może niech dalej nie czyta…

W „Od Zmierzchu do Świtu” pierwsi wystąpili PUSSY BUSTERS. Zespół o intrygującej nazwie, dobrych muzykach i ze świetną wokalistka. Stylistyka, w jakiej porusza się grupa, to szeroko rozumiany heavy. Wokalistka ma naprawdę sporą skalę głosu i potężny „wygar”, tak, że nie widząc jej, a słysząc jedynie, można nie uwierzyć, że te mocne dźwięki wychodzą z gardła pani. Słowa uznania należą się także muzykom za dobre granie i odgrywanie (bo i covery były), zarówno gitarzystom, jak i solidnej „kombinującej” sekcji rytmicznej. Występ Bustersów przebiegł pomyślnie, a publiczność była zachwycona.

CETI, EX – 13.10.2012, Wrocław

2012.10.12_cetiCETI, EX

13.10.2012, Wrocław,
„Od Zmierzchu do Świtu”

W sobotę 13-go października 2012, gościnny, wrocławski klub „Od Zmierzchu do Świtu” przywitał dosyć licznie zgromadzoną młodzież wieku wszelakiego na uczcie, której głównym daniem było CETI oraz świętujący 30-lecie pracy artystycznej Grzegorz Kupczyk.

Przystawką, jak się wkrótce okazało całkiem apetyczną, była grupa EX. Kwartet, ze śpiewająca panią, zaprezentował mocno rockowe granie, garść kompozycji własnych oraz cudzych. Covery wzbudziły największy entuzjazm, zwłaszcza przy „Boys” Sabriny niejednemu zakręciła się łezka w oku, na myśl o latach młodzieńczej fantazji:-). Zespół zagrał kilka innych zacnych rockowych przebojów z przeszłości, by na koniec zaprezentować mix paru słynnych klasycznych motywów hard rockowych w jednej „kompozycji”.

MARDUK, IMMOLATION, HEAVING EARTH, FORSAKEN WORLD – 30.08.2012

Serpent Sermon Tour 2012: 

MARDUK, IMMOLATION, HEAVING EARTH, FORSAKEN WORLD

30.08.2012, Warszawa, „Progresja”

Na samym początku rzeczonej relacji muszę się przyznać do karygodnego braku profesjonalizmu. Jakiego rodzaju jest to brak, wyjdzie za chwilę, ale przyznają się już teraz, żeby za chwilę nikt zawiedziony nie był. Więc zacznijmy od początku…

Z tymi grajkami, co to miały wystąpić tego pięknego, czwartkowego dnia, to jest podejrzana sprawa. Na plakatach i w informacjach wypisane były trzy supporty, a na biletach zamiast nich pojawia się warszawski SPHERE. Bądź tu mądry, człowieku. To znaczy mógłbym być mądry, gdybym się mądrze zachował, ale przed koncertem, jak wspominałem, zachowałem się nieprofesjonalnie.

CANNIBAL CORPSE, SPHERE, EMBRIONAL – 29.06.2012, Wrocław

European Torture 2012:

CANNIBAL CORPSE, SPHERE, EMBRIONAL

29.06.2012, Wrocław, „Alibi”

Koniec roku szkolnego, który przypadł na 29 czerwca, zbiegł się z trasą koncertową legendy death metalu, zespołu CANNIBAL CORPSE, który zawitał do stolicy Dolnego Śląska, czyli Wrocławia, niestety do bardzo malutkiego klubu „Alibi”. To bardzo miłe zaskoczenie dla fanów lubiących taką ciężką muzykę. Jako suporty wystąpiły rodzime kapele EMBRIONAL i SPHERE.

Nic dodać – nic ująć, czas rozpocząć party.

Na samym początku koncertu wystąpił EMBRIONAL, który zaczął utworem „Possessed By Evil”; ciekawie zabrzmiał także kawałek „Bestial Torture”. EMBRIONAL to bardzo solidna kapela, która trzyma swój poziom i tworzy klimat typowy dla death metalu. W klubie „Alibi” kapela zagrała ostro, agresywnie, z dużą nienawiścią, lecz sam set był dość krótki.

CALIBAN, WINDS OF PLAGUE, EYES SET TO KILL, ATTILA … – 12.02.2012, Kraków

Get Infected Tour 2012

CALIBAN, WINDS OF PLAGUE, EYES SET TO KILL, WE BUTTER THE BREAD WITH BUTTER, ATTILA    

12.02.2012, Kraków, „Rotunda”

Dziwnym, choć niepisanym zwyczajem stała się w Polsce słaba frekwencja na koncertach metalowych. Nie wiem czym to jest spowodowane, ani kto odpowiada za taki stan rzeczy. Na pewno nie muzycy, którzy wypruwają żyły, aby koncerty nie były tylko odklepaniem seta i zejściem na afterparty, a audiowizualną ucztą dla najbardziej wymagających. Słabość frekwencji dała się we znaki również niemieckim metalcore’owcom z CALIBAN, którzy w zacnym towarzystwie WINDS OF PLAGUE, EYES SET TO KILL, WE BUTTER THE BREAD WITH BUTTER oraz ATTILA przybyli do kraju nad Wisłą, aby zainfekować parę osób wirusem nowomodnego metalcore’u/deathcore’u. Całość przedsięwzięcia zwała się dumnie „Get Infected Tour” i odwiedziła kilka największych europejskich miast. Na niecały miesiąc przed rozpoczęciem trasy, fanów zasmuciła informacja, iż ALL SHALL PERISH, który miał być współorganizatorem trasy – nie da rady wybrać się na europejską podróż. Organizatorzy stanęli zatem na głowie, aby znaleźć w miarę godnego zastępcę. Padło na WINDS OF PLAGUE, co wielu fanatyków ciężkiego grania przyjęło za prowokację i dno. Może stąd słaba frekwencja w Polsce? Pozostaje nam gdybać. Zajmijmy się jednak przyjemniejszym aspektem odwiedzin CALIBAN – koncertem.

ERIS IS MY HOMEGIRL, FINAL SACRIFICE, JOHN DOE’S BURIAL – 3.03.2012, Katowice

2012.03.03_eris.is.my.homegirl„All In One Night”:

ERIS IS MY HOMEGIRL,
FINAL SACRIFICE, JOHN DOE’S BURIAL

3.03.2012, Katowice, „Mega Club”

W sobotę 3 marca 2012 roku w katowickim „Mega Clubie” odbyła się dosyć nietypowa impreza muzyczna. Pod całkiem enigmatyczną nazwą „All In One Night” agencja United Visions postanowiła stworzyć wydarzenie zrzeszające fanów zarówno ciężkich brzmień (tej racji dzielnie broniły kapele: JOHN DOE’S BURIAL, FINAL SACRIFICE oraz ERIS IS MY HOMEGIRL), jak i muzyki electro (SON OF KICK, PZG, JUNKIE PUNKS). Dosyć zaskakująca formuła tego przedsięwzięcia w gruncie rzeczy mogła przerażać (no bo jak to, albo idę na koncert, albo na bibę!), jednak w końcowym rozrachunku dało się na szczęście odczuć, iż owe widowisko do zjadliwych należało. Chcąc nie chcąc zostałem oddelegowany na ten gig, choć początkowo byłem nieco sceptyczny, ale… jednak nie żałuję, odchamił się człowiek, a co!