Kategoria: Muzyka polska

DEATH LIKE MASS Jak Zabija Diabeł `17

Na DEATH LIKE MASS trafiłem zupełnie przypadkowo, nieprzypadkowo zostałem na dłużej. Na początku miałem trochę wątpliwości, ale byłem ciekaw jak się to rozwinie. Borykałem się z też ze wstydem… ale przecież i tak nie czytają nas „wielcy znaffcy”, obawiać się więc gromów ze strony polskich zinuf/webzinuf/magazinuf nie musiałem. Kogo zresztą obchodzi co tutaj napisane jest… dobra, muszę to w końcu z siebie wydusić. DEATH LIKE MASS BRZMI MOMENTAMI LEPIEJ OD MGŁY! Dobra, po wszystkim. To było szybkie. Zupełnie tak jak EP „Jak Zabija Diabeł”.

CORNADA Inside EP `16

O jak to się ku*wa zaczyna! Lepiej niż intro do Gumisiów. Nie wiem z jaką ilością procentów CORNADA zwarzyła sobie gumisiowy sok, ale intro i zarazem utwór tytułowy wyłupuje miednice ze stawu biodrowego i miażdży uszy (dokładnie w tej kolejności). Potem absolutnie nie jest gorzej, ale jak to zwykle bywa – efekt zaskoczenia odgrywa kluczową rolę w życiu.

DOLINA CIENI Horyzont Zdarzeń `17

Po przesłuchaniu „Horyzontu Zdarzeń” sięgnąłem od razu po recenzje debiutanckiego albumu (TU), żeby sprawdzić jaką wystawiłem im wtedy ocenę i mieć punkt wyjścia do napisania recenzji.  Obawiam się, że za 2 płyty skończy mi się skala bo najnowszy album DOLINY CIENI niebywale mi się podoba!

BLOODSTAINED Headless Kingdom `14

BLOODSTAINED to jeden z tych zespołów, które chyba nie mają w zwyczaju zanudzać swoich fanów częstymi wydawnictwami. Na przestrzeni 16 lat, zespół wydał zaledwie 2 LP oraz kilka demówek czy splitów. Ciężko stwierdzić co jest tego przyczyną, szczególnie że mieszanka death metalu i hardcore’u zaprezentowana na „Headless Kingdom” przez BLOODSTAINED jest całkiem strawna i odpowiednio zbilansowana.

ETERNAL DEFORMITY No Way Out `15

„No Way Out” to ze wszech miar najbardziej zakręcony album po „Frozen Circus”, choć tylko po części jest to związane z warstwą muzyczną. Wciąż jednak można dostrzec, że kompozycje ETERNAL DEFORMITY są zasnute mrokiem, a ich osnową jest tajemniczość. Taki stan rzeczy pojawił się właśnie po wspomnianym „Frozen Circus”, które jak sama nazwa wskazuje, było kuglarskie, może bardziej „szyderczo wesołe”.

SLAVES OF EVIL Madness Of Silence `14

Minął chyba rok czy nawet 2 lat zanim zabrałem się za recenzje „Madness Of Silence”. Jednak, jeszcze przed otrzymaniem płyty usłyszałem bądź przeczytałem, że SLAVES OF EVIL zrobili niemały rozgardiasz swoim debiutem i że jest to sroga porcja gęstego jak smoła, bezlitosnego death metalu.

MORD’A’STIGMATA Our Hearts Slow Down `15

Przykład MORD’A’STIGMATA pokazuje, że w muzyce od rewolucji czasem skuteczniejsza jest ewolucja. Dwa lata po wydaniu bardzo frapującej płyty „Ansia”, dzięki której wielu słuchaczy (w tym ja) na nowo odkryło ten zespół, małopolska ekipa powróciła z epką stanowiącą kolejne ogniwo ich konsekwentej muzycznej ewolucji. Chociaż „Our Hearts Slow Down” składa się z zaledwie trzech utworów, przez czas ich trwania (30 minut) oraz to ile się w nich dzieje, wypada się nad nimi pochylić z należytą uwagą i atencją.

KILLSORROW Little Something For You To Choke `16

killsorrow-little-something

Żałuję, że wszyscy liczący się zawodnicy zdążyli ubiec mnie w recenzji KILLSORROW, teraz mój tekst na pewno będzie wam przypominał wtórną litanię zachwyconego redaktorzyny. Cóż zrobić w tym ponurym świecie mnogości błyskotek, których jedynym zimnym-przedmiotowym celem jest odciąganie od wartościowych zajęć? Może ZABIĆSMUTEK taką płytą jak „Little Something For You To Choke”?

KULT MOGIŁ Anxiety Never Descending `15

Cóż może grać zespół nazywający się KULTEM MOGIŁ? Jeśli odpowiedzieliście: posępny, doom/death metal to macie rację. Taka przynależność gatunkowa nie jest dziwna, skoro jak wieść gminna niesie jedną z osób odpowiedzialnych za „Anxiety Never Descending” był Ataman Tolovy znany z takich wypustów jak GENIUS ULTOR, TURIN TURAMBAR i STILLBORN.

RAGEHAMMER The Hammer Doctrine `16

Jeśli przyjąć, że rację miał inżynier Mamoń wygłaszając w „Rejsie” słynne zdanie: „mnie się podobają te melodie, które już raz słyszałem”, to RAGEHAMMER stanowi najdoskonalszą muzyczną ilustrację tej tezy. Jednak mając do wyboru wysiloną oryginalność lub szczerą muzykę opartą na znanych i sprawdzonych patentach, zdecydowanie jestem za tą drugą opcją.