Kategoria: Recenzje

KILLSORROW Little Something For You To Choke `16

killsorrow-little-something

Żałuję, że wszyscy liczący się zawodnicy zdążyli ubiec mnie w recenzji KILLSORROW, teraz mój tekst na pewno będzie wam przypominał wtórną litanię zachwyconego redaktorzyny. Cóż zrobić w tym ponurym świecie mnogości błyskotek, których jedynym zimnym-przedmiotowym celem jest odciąganie od wartościowych zajęć? Może ZABIĆSMUTEK taką płytą jak „Little Something For You To Choke”?

KULT MOGIŁ Anxiety Never Descending `15

Cóż może grać zespół nazywający się KULTEM MOGIŁ? Jeśli odpowiedzieliście: posępny, doom/death metal to macie rację. Taka przynależność gatunkowa nie jest dziwna, skoro jak wieść gminna niesie jedną z osób odpowiedzialnych za „Anxiety Never Descending” był Ataman Tolovy znany z takich wypustów jak GENIUS ULTOR, TURIN TURAMBAR i STILLBORN.

SACRO SANCTUS Ad Aeternum `16

Maltański łotr Albert Bell, który odpowiada w całości za twór o nazwie SACRO SANCTUS, lubuje się w pokazywaniu środkowego palca i ręki. Oskurowany, znaczy ubrany w skórzane odzienie pan hołduje starej szkole, gdzie liczyło się odpowiednie tempo, melodia i prostota przekazu. Nie mylić z prymitywizmem. Rozpoczynający płytę „Ad Aeternum” utwór tytułowy jest totalnym hołdem dla HELLHAMMER/CELTIC FROST, ze wskazaniem na CELTIC.

RAGEHAMMER The Hammer Doctrine `16

Jeśli przyjąć, że rację miał inżynier Mamoń wygłaszając w „Rejsie” słynne zdanie: „mnie się podobają te melodie, które już raz słyszałem”, to RAGEHAMMER stanowi najdoskonalszą muzyczną ilustrację tej tezy. Jednak mając do wyboru wysiloną oryginalność lub szczerą muzykę opartą na znanych i sprawdzonych patentach, zdecydowanie jestem za tą drugą opcją.

DOMAIN Pandemonium `16

Jaka piękna niespodzianka. Dzięki Old Temple na rynku ukazało się wznowienie nieosiągalnej do tej pory płyty. DOMAIN – „Pandemonium”, bo o tym krążku mowa, swoje pierwsze wydanie miał ponad dwadzieścia lat temu! To wyjątkowa gratka dla fanów łódzkiego PANDEMONIUM. DOMAIN to przecież inkarnacja legendy naszego podziemia.

TIEBREAKER Death Tunes `16

„Death Tunes” to moje pierwsze spotkanie z norweskim TIEBREAKER, a jest to drugi album zespołu, wydany w barwach Karisma Records. Tytuł płyty może sugerować jakieś ciężkie dźwięki, jednak mylnie, bo muzyka oscyluje w ramach rocka i stoner rocka. Jest stosunkowo lekka i melodyjna, z posmakiem bluesa, nierzadko spokojna. Próbuję docenić twórczość TIEBREAKER, jednak nie trafia do mnie.

CHRIST AGONY Legacy `16

Przyznaję się bez bicia, od jakiegoś czasu straciłem z oczu poczynania Cezara i s-ki. „Nokturn” średnio mi się podobał, a od jego wydania minęło już kilka ładnych lat. Jednak gdy tylko dowiedziałem się, że Witching Hour przygotowuje premierowy materiał CHRIST AGONY, powiedziałem  w duchu: „O nie, tej płyty już nie odpuszczę”. Na początek małe dwie uwagi. Jak zwykle wytwórnia przygotował efektowne wydawnictwo.

SERPENT SPELLS Mantras Within Ascending Fire `16

Do tej pory Bangladesz kojarzył mi się z podkoszulkami Primarku, nawet nie wiedziałem, że tam grają black metal. SERPENT SPELLS pochodzi właśnie z tego kraju. Trio w składzie Krypthoth – wokale, gitary, Mal’akh – bass, Scriptures Impaler – perkusja, które powstało w 2014, prezentuje nam „Mantras Within Ascending Fire”, materiał wydany w Polsce dzięki Godz Ov War.

DAKHMA Passageways To Daena (The Concomitant Blessings Of Putrescing Impurity) `16

DAKHMA to jednoosobowy projekt muzyczny z ojczyzny banków, Tom G. Warrior`a czy BOLZER. Tak, to kolejny zespół ze Szwajcarii, który nie da się w prosty sposób zaszufladkować muzycznie. Kerberos (jedyny członek „zespołu”) zaczął swoją muzyczną podróż w 2014 roku. W maju 2016 zaprezentowal nam reedycję swojego wydawnictwa z 2015 pod szyldem Godz Ov War.

NETHERFELL Between East And West `15

Mam mieszane uczucia, co do przyszłości NETHERFELL. Ciekawy jestem w jakim kierunku zespół się rozwinie i jaką drogę dalej obierze. Moje zmartwienie wynika z totalnego muzycznego chaosu, jaki NETHERFELL na „Between East And West” prezentuje. Podchodziłem do tej płyty wielokrotnie i to, co zawsze nasuwało mi się na myśl przy kolejnym odsłuchu, to istny gatunkowy bałagan. Momentami mam wręcz wrażenie, że to istna kakofonia dźwięków.