Kategoria: Splity

PAGAN LAND Shadows Of Forgotten Ahcestors / TINI ZABUTIH PREDKIV Carpatia `08

Na początek kilka – nie do końca zrozumiałych dla mnie – faktów biograficznych: PAGAN LAND powstał w 1997 r. we Lwowie. Rok później – częściowo w oparciu o tych samych muzyków – powstał TINI ZABUTIH PREDKIV (CIENIE ZAPOMNIANYCH PRZODKÓW). W 1999 r. PAGAN LAND nagrał swoje pierwsze (i jedyne) demo, na którym znalazło się siedem kompozycji. W 2003 r. przynajmniej trzy z nich nagrano ponownie (owe trzy znajdą się później na splicie z TINI ZABUTIH PREDKIV) i grupa zawiesiła działalność. W tym czasie działały nadal CIENIE. Efektem ich pracy było – dopełniające split – dziewięć dalszych kompozycji, nagranych najprawdopodobniej w maju 2008 r. Gdzieś po tej dacie TINI ZABUTIH PREDKIV rozpada się, reaktywuje się zaś PAGAN LAND, a nakładem lwowskiej Black Art ukazuje się wspólny split tych zespołów (podzielony na części zatytułowane „Shadows Of Forgotten Ahcestors” i „Carpatia”). Początkowo z kartką w ręce próbowałem rozszyfrować, kto jest kim w obu tych projektach. Muzycy jednak do tego zadania zniechęcili mnie dość skutecznie, zmieniając na potrzeby obu projektów (prócz ich nazw) również swoje pseudonimy… Ot! W „detektywistycznej” pracy nie starczyło mi ani zapału, ani ochoty… Przejdźmy więc do muzyki. Obie kapele prezentując nurt tak zwanego pogańskiego black folku, eksploatując dość mocno wątki ludyczne: tradycyjne wschodniokarpackie melodie i liryki (wyśpiewywane oczywiście w języku narodowym) stanowią zrąb tej muzyki. Obie grupy również typowo black metalową naparzankę przeplatają fragmentami granymi jedynie na gitarze akustycznej (coś jakby wczesny OPETH). Dość często używane są tam również instrumenty tradycyjne (pasterskie piszczałki o różnym brzmieniu itp.). Za każdym razem podobny jest też pomysł na tworzoną muzykę: melodie ludowe (lub bardzo udane ich stylizacje) wygrywane za pomocą różnego rodzaju fujarek, piszczał, śpiewane „czystym” głosem w akompaniamencie wspomnianej gitary akustycznej, a następnie trawestowane, przerabiane, przekształcane – prawie nie do poznania – na black metalową siekę, po której przyjdzie uspokojenie w postaci kolejnej karpackiej melodii w akompaniamencie gitary akustycznej, po której nastąpi po raz kolejny czas niemiłosiernego łojenia… W owych fragmentach akustycznych nie można odmówić zespołom umiejętnego uchwycenia „Ducha Karpat”, który jednak skutecznie przeganiany jest black metalem. Proszę nie myśleć tylko, iż fragmenty black metalowe to jedynie pozbawiona pomysłu naparzanka! Tutaj też bywa ciekawie, lecz momentami również naiwnie: u TINI ZABUTIH PREDKIV pojawia się na przykład gitara wygrywająca bardzo przeciętne sola i riffy, której brak w PAGAN LAND (jakaś różnica w składzie?). PAGAN LAND swoją muzykę wzbogacił zaś o elementy muzyki dworskiej późnego średniowiecza, z typowymi dla niej dzwoneczkami wyznaczającymi rytm i melodiami – nijak pasuje to do całości, ale przynajmniej panowie pokazali, że się da! Najsmutniejsza jednak dla mnie okazała się konstatacja, że prawdziwie ulubione i wyczekiwane przeze mnie fragmenty to owe partie akustyczne (które przecież same i we własnym sosie śmiertelnie by mnie zanudziły), black metal zostawiłbym tu koneserom, a ludowe przyśpiewki babom przemierzającym karpackie knieje w drodze na niedzielną sumę. [Herr Bee]

 

Pagan Land, sinlessgrotto@yahoo.com

Black Art Prod., str. Dovgenko 11/9, Lviv 79070, Ukraine; blackart@i.ua; www.blackart.nm.ru

EMPHERIS vs. CRYPTIC RITES Netherworld Emissions `11

 

Z twórczością EMPHERIS nie jestem za pan brat, jednak Adrian (wokalista zespołu i jednocześnie twórca „R’lyeh zine” i nie tylko) wie doskonale, że tylko dlatego, iż nie po drodze mi z gatunkiem metalu, jaki gra ta grupa. Jednak mimo wszystko, gdy dostaję do recenzji jakikolwiek materiał, oceniam muzykę, a nie własne upodobania, więc postaram się podejść do splitu „Netherworld Emissions” na tyle kompetentnie, na ile jestem w stanie. Zdarzyło mi się pisać o wcześniejszych dokonaniach Adriana w innej kapeli, miałem też styczność z muzyką EMPHERIS na koncercie i muszę przyznać, że ten zespół zaczyna mi imponować. Z pewnością imponuje mi jego upór, determinacja, a także konsekwencja w działaniu. Nie powiem, że nagle stałem się zwolennikiem brudnych brzmień i old schoolowego piekielnego death/thrashu, jednak po koncercie warszawiaków zupełnie inaczej spojrzałem na ich muzykę. Po prostu doszedłem do wniosku, że tego, co tak naprawdę dzieje się w twórczości EMPHERIS, nie odda żaden srebrny krążek. Ta muzyka nie nadaje się do tego, by sobie spokojnie siedzieć na kanapie albo przy komputerze i mimochodem słuchać cichych dźwięków. Pomagają nieco słuchawki i sporo podkręcony potencjometr, ale prawdziwą bluźnierczą moc ta nieczysta i nieoswojona muza uzyskuje dopiero w bezpośrednim starciu. Inna sprawa, że wymuskana do granic możliwości muzyka, klarownie sącząca się z domowej wieży, w większości przypadków, za sprawą złej realizacji dźwięku, wypada blado na koncertach. Wracając do chłopaków EMPHERIS, być może faktycznie trzeba ich zobaczyć, by tak naprawdę polubić, jednak sądzę, że split „Netherworld Emissions” broni się sam. Mamy na tej płycie dwie warszawskie grupy, grające podobną muzykę, nagrywające swój materiał w tym samym studio i w podobnym czasie. EMPHERIS prezentuje pięć utworów, z czego dwa to covery: DEATH „Corpsgrinder” z pierwszej demówki „Reign Of Terror” (1984) i DARKTHRONE „Hans Site Winter” z płyty „Panzerfaust”. Miodek. Pozostałe kawałki to „Contamination Rites”, Necromorngerdom” i Blood Wraith”. O ile się nie mylę, jest to 29 wydawnictwo EMPHERIS… CRYPTIC RITES ma co prawda dużo mniej imponującą dyskografię, ale też do nowicjuszy nie należy, bo to już piąty materiał, jednak wciąż długograj przed tym zespołem. Mimo dość podobnej stylistyki, od razu rzuca się w uszy głęboki, niski growl, całkiem odmienny od adrianowego, dlatego też z łatwością można wychwycić zmianę kapel na „Netherworld Emissions”. Mimo że CRYPTIC RITES istnieje od 2004 r., to trzeba przyznać, że doskonale sobie radzi zarówno z instrumentami, jak i budowaniem utworów. Zwarte kompozycje, okraszone ciekawym wokalem nie nużą. Galopują, ale jednocześnie wplecione weń zawijasy gitarowe sprawiają, że nie zlewają się w całość i każdy utwór różni się od poprzednika. Część CRYPTIC RITES zaczyna się od tego samego utworu, co EMPHERIS, ponownie mamy do czynienia z „Contamination Rites”, więc każdy może sobie dokładnie przestudiować różnice między tymi grupami, nie tylko brzmieniowe. Ciekawy to zabieg i jak dla mnie wygrywa CRYPTIC RITES hehe. Młodzi do scoverowania wzięli sobie jeszcze kawałek twórczości SODOM „Remember the Fallen” z trzeciej płyty Niemców „Agent Orange”. Zrobili go po swojemu, zbrutalizowali nieco głębokim wokalem, jednak brzmi on troszkę płasko w porównaniu do oryginału. Tutaj pierwszeństwo daję coverom EMPHERIS, tak żeby było po równo hehe. No cóż, split się skończył, więc czas i mi się zawijać. „Netherworld Emissions” to wydawnictwo udane, równe i ciekawe, więc nie pozostaje mi nic innego, jak zarekomendować z wydawcą i zespołami na czele wszelkie dostępne miejsca zakupu. Wyłuskajcie z sakiewki ostatnie zaskórniaki, piwa w sklepie nie zabraknie, a płyt i owszem… [Paweł]

 

Empheris, Adrian Pełka, P.O.Box 20, 02-919 Warszawa 76; hellishband@o2.pl; tel. 0693526162

Cryptic Rites, cryptic_rites@yahoo.pl; www.myspace.com/crypticrites

Wydawnictwo Muzyczne Psycho, Robert Łęgowik, P.O.Box 61, 09-400 Płock 1; robert@wydawnictwopsycho.com; www.wydawnictwopsycho.com, www.myspace.com/wydawnictwopsycho

PRIMAL / IUGULATUS / DEEP DESOLATION Chapel Of Fear `11

„Chapel Of Fear” to split trzech polskich metalowych aktów, które nagrały zupełnie nowy materiał na to wydawnictwo. PRIMAL to jednoosobowy black metalowy projekt, którego jest to już trzeci materiał. IUGULATUS wydał niedawno dobry debiut „Call Of The Horned God”. DEEP DESOLATION natomiast to kapela łączącą black metalową siarkę z doom metalowym ciężarem. W tym roku również został wydany ich pierwszy album. Osobą niejako łączącą te trzy nazwy jest niejaki Markiz, który gra w dwóch ostatnich formacjach, dla PRIMAL natomiast uknuł jedną solówkę, która pojawia się na tym materiale. Rzeczony jednoosobowy projekt zyskał na „Chapel Of Fear” najwięcej miejsca, bowiem niemal połowę z trwającej godzinę całości. Do niego należą trzy długie kawałki oraz krótkie outro zamykające tę część splitu. Trzeba przyznać, że PrimalOne dał tutaj zdecydowanie radę, bowiem jak na opusy o długości 8-10 minut, nie są to composy męczące, a to już coś. Jest trochę piekiełka, idzie jak po maśle, więc generalnie pozytywnie. Trzy kolejne kawałki nagrał IUGULATUS i muszę powiedzieć, że zespół nie stoi w miejscu. Kawałki są chyba nawet ciut ciekawsze niż te z debiutanckiego albumu. Nienajlepiej wypadają teksty utworów, ale przecież krytykować jest łatwo, trudniej zrobić coś godnego uwagi, dlatego nie będę się czepiał. Ogólnie rzecz biorąc zespół na pewno pokazał się tu z dobrej strony i myślę, że ewentualnego słuchacza mogą zachęcić swoim fragmentem płyty do śledzenia dalszych poczynań, a z samego źródła wiem, że pomysłów na muzę im nie brakuje, więc zapewne jeszcze nie raz uderzą płytową ofensywą. Bardzo żałuję, że DEEP DESOLATION dorzuciło od siebie zaledwie dwa utwory, bo z pewnością są oni najjaśniejszym punktem tej zbieranki. Blackowo-doomowy mariaż, jakim para się ten band, to naprawdę świetne połączenie, panowie mielą zarówno mięso, jak i ścięgna oraz kości. Przy utworze zamykającym poczułem się wręcz, jakbym przeniósł się do 1970 roku, do początków metalu, które nadały bieg historii tej niepokornej odnogi muzyki gitarowej. Riff jak żywcem utrzymany w duchu ojców z Wysp Brytyjskich z black metalowymi naleciałościami wypada wręcz tak, że palce lizać. Jeśli dorwę kiedyś pełną płytkę DEEP DESOLATION, to bez wahania poświęcę jej trochę czasu. Podsumowując muszę rzec, że końcowa ocena splitu tyczy się dobrego wrażenia, jakie wywarło na mnie całe wydawnictwo. Nie będę tutaj dokonywał rozgraniczenia na poszczególne kapele, bo nie chcę oceniać w oparciu o krótki wycinek twórczości. „Chapel Of Fear” wprawdzie z zewnątrz wygląda skromnie, ale nadrabia to daniem głównym, a w dodatku sama cena jest całkiem przystępna. Warto zdobyć. [Soulcollector]

Primal, www.myspace.com/theprimalband
Iugulatus, www.myspace.com/iugulatus
Deep Desolation, www.myspace.com/deepdesolationband

VAGINAL JUICE / UNLIMITED MADNESS / EBANATH Attention Grind – 3 Way Split `10

 

Z grindami jest taki problem, że tak naprawdę tylko 20-30% wszystkich kapel da się słuchać, a wartych przesłuchania to jest jeszcze połowa z tego. Na płycie „Attention Grind – 3 Way Split” mamy 3-brygadowy skład grindowy (i żadnego tak naprawdę nie znam hehe). Jako pierwsza rzuca mi się na uszy „smakowita” nazwa VAGINAL JUICE. I cóż… Nic ciekawego. Podstawowy minus to brak porządnego basu i typowego umpa umpa. Perkusja chyba się zacięła, bo wybija wciąż ten sam rytm (tylko momentami się „odcina”, by za chwilę wrócić do poprzedniego rytmu). Ostatni utwór VAGINAL JUICE (tzn. „Sow Infected With By Syphilis”) ma w sobie jedynie coś, co na chwilę przykuwa uwagę. Reszta słaba. Jest to dość wtórne i miałko. Drugi rzuca mi się na uszy UNLIMITED MADNESS i od razu kiepskie brzmienie i ponownie – jak w przypadku poprzednika – brak porządnego basu. Wokal to istna porażka. Ja wydaję z siebie takie dźwięki po przebudzeniu się. Porządny prostakowaty wokal pociągnąłby tę muzykę do przodu, a tak psuje cały efekt. Muzycznie i stylistycznie jest ciekawiej niż VAGINAL JUICE (trochę więcej różnorodności), ale nie spodziewajcie się jakiejś rewelacji i porywającej oryginalności. Ostatnim przedstawicielem filozofii grindu jest EBANATH. I to jest najciekawszy punkt tego splitu – najlepsze brzmienie i zarazem moc podbita słyszalnym wreszcie basem. Delikatne kombinacje gitarowe działają przeciwko nudzie. Wokal to bardzo niski growl nadający muzie charakteru dużo poważniejszego. Przy tym zespole przeszło mi nawet notoryczne ziewanie. Jeżeli będę kiedykolwiek wracał do płyty „Attention Grind – 3 Way Split”, to daruję sobie pierwsze 15 songów i zacznę od razu od 16, czyli EBANATH i na tym zakończę. [Devion]

 

Vaginal Juice, www.myspace.com/vaginal

Unlimited Madness, max.sepultura82@gmail.com; www.myspace.com/unlimitedmadness

Ebanath, arsnova@rambler.ru; www.myspace.com/ebanath

Spontaneous Urination Rec., Topchly V. A., Ordzhonikidze Bulvar, 15/366, Togliatti 445037, Russian Federation; spontaneous_urination@mail.ru; www.myspace.com/spontaneousurinationrec

EXCREMENT CULTIVATION / SEVERE CULTIVATION / NEKROHOLOCAUST split `11

 

Jakiś czas temu Human Discountre Records wypuściła na świat limitowany (100 egzemplarzy) split „Doctrine Effect Of Malignant Predatory Disaster” z udziałem trzech zespołów: EXCREMENT CULTIVATION (Japonia), SEVERE CULTIVATION (Filipiny) i NEKROHOLOCAUST (Filipiny). Japońscy grindcore’owcy „prezentują” na nim pięć utworów, Filipińczycy z SEVERE CULTIVATION – cztery, NEKROHOLOCAUST – trzy. Całość splitu brzmi jak nagrana w najciemniejszej z możliwych piwnic Azji, w dodatku na magnetofon. Totalny brak klarowności brzmienia, jedna wielka ściana dźwięku, chaos i ryk (podobny do odgłosu wydawanego przez… świnie) „wokalistów”. Rozumiem, każdy musi od czegoś zacząć: wydać demko, singiel, EPkę czy split z zaprzyjaźnionym zespołem / zespołami. Ale jak, do stu tysięcy beczek z prochem (!), można wypuścić w obieg takie coś?! Totalny chaos i beznadzieja. Każdy utwór – nie ważne czy Japończyków czy Filipińczyków – brzmi niemal identycznie. Większość kawałków trwa na szczęście jedynie około dwóch minut, dzięki czemu przebrnięcie przez całość splitu nie wykończyła mnie całkowicie. Może takie granie ma swoich fanów. Może pozamykani w jeszcze ciemniejszych miejscach niż owa piwnica, w której zapewne produkowano ten „materiał”, słuchacze metalu docenią split „Doctrine Effect Of Malignant Predatory Disaster”. Mnie egzotyczne zespoły nie przekonały. Może jestem za mało „true”, może lubię, gdy metal w XXI wieku brzmi klarownie, może się czepiam. Ale na pewno nigdy więcej nie będę katował swoich uszu tym materiałem. [Tomasz Kulig]

 

Excrement Cultivation, www.myspace.com/excrementcultivation

Severe Cultivation, www.myspace.ocm/severecultivation

Nekroholocaust, www.myspace.com/nekro138holocaust

Human Discountre Rec., humandiscount@gmail.com; www.humandiscountrecs.webs.com, www.myspace.com/humandiscountrecs

DODKVLT & GOATS OF DOOM Deathcult Ov Doomgoat `11

 

Dwa lata po ciekawej płycie „I” fiński DØDKVLT uraczył nas nowym materiałem, tym razem splitem (zatytułowanym „Deathcult Ov Doomgoat”) ze swoimi rodakami z GOATS OF DOOM, dla których z kolei jest to debiut wydawniczy. Muszę przyznać, że zespoły dobrze się dobrały, gdyż grają podobny stylistycznie black metal. DØDKVLT wyraźnie zwolnił, nadal jest to melodyjny black, jednak gęsto usłany klimatycznymi pasażami i zagrywkami gitarowymi. Utwory są długie, jednak coś się w nich dzieje i dokądś zmierzają, przez co nie nudzą. Zróżnicowanie stylistyczne przechodzi od wręcz doomowych zwolnień, do umiarkowanych przyśpieszeń, dominują jednak średnie tempa. Zmianie uległ język, tym razem skrzekliwy wokal jest w zrozumiałej angielszczyźnie, a nie, jak wcześniej, po norwesku. Ponadto Lord Theynian subtelnej niż ostatnio użył klawiszy, na splicie „Deathcult Ov Doomgoat” pojawiają się one rzadko i naprawdę trzeba się specjalnie zastanowić, by stwierdzić, że faktycznie są one obecne. GOATS OF DOOM gra z kolei zdecydowanie szybciej i agresywniej. Jest to również melodyjny black ze skrzekliwym wokalem, tym razem w języku fińskim. Kozły, w odróżnieniu od DØDKVLT, często stosują ostre blackowe przyłojenia i choć zwolnienia się zdarzają, to są one rzadkie i krótkotrwałe, dominuje ściganie się ze światłem. Brzmienie jest jednak bardzo przejrzyste i muzyki słucha się przyjemnie. Oba zespoły prezentują ciekawą mieszankę, bo choć materiały stylistycznie nie odbiegają od siebie, to w pierwszej części splitu większe skupienie jest na klimacie, natomiast druga część idzie w ostrą i szaleńczą blackową jazdę. Split „Deathcult Ov Doomgoat” powinien zadowolić fanów mniej ortodoksyjnego black metalu, którzy doceniają odrobinę kombinatoryki i cenią sobie dobre melodie w tym gatunku. [Dod]

 

Dødkvlt, dodkvlt@hotmail.com; www.myspace.com/dodkvlt

Goats Of Doom, goatsofdoomofficial@hotmail.com; www.myspace.com/559916303

Ewiges Eis Rec., P.O. Box 1211, 07502 Gera, Germany; eerec@gmx.de; www.platten-firma.de

LT.DAN / SLAUGHTERGRAVE split `11

 

Mam przed sobą split tajemniczych, nieznanych mi wcześniej dwóch bandów: TL.DAN i SLAUGHTER GRAVE i muszę zacytować znanego i lubianego pana Józka z pod budki z piwem nieopodal mego miejsca zamieszkania. Mianowicie panu Józkowi sprzedano kiedyś przez pomyłkę piwo bezalkoholowe, co w/w nie zauważył – po wlaniu do gardła pierwszego łyka (to znaczy pół butelki), wypowiedział bardzo znaczące i mądre słowa: „Co to k…a jest??!!” Ta elokwentna wypowiedź nasuwa mi się przy słuchaniu tego splitu. No to do rzeczy… Pierwszy z dzielących płytę zespołów – LT.DAN, to grind nudny do granic możliwości, do tego wręcz w fatalnym brzmieniu. Są tam dwa wokale: jeden to trochę blackowy skrzek / krzyk, a drugi kojarzy mi się z wielkim facetem, który wymiotuje, mając przy tym straszny ból brzucha. Owi jegomoście drą się naprzemiennie i słuchając tego mam wrażenie, jakby panowie kłócili się, wykrzykując sobie w twarz różne inwektywy (jak dla mnie brzmi to dość komicznie). Najgorsze jest jednak to, że utwory LT.DAN grane są na jedno kopyto, bez polotu, chwytliwości, kopa, strasznie jednostajnie, nudno i byle szybciej. Ci panowie nie zachwycili mnie swą muzą i tyle. Drugi band, SLAUGHTER GRAVE, zaprezentował się trochę lepiej. Z początku bardzo skocznie, rytmicznie, wręcz hardcore`owo i w tym klimacie jest do końca płyty. Jest to również grind, ale „weselszy”, bardziej urozmaicony. Niestety brzmienie również jest do bani, tak że w niektórych momentach nie słychać, że gitary to gitary. SLAUGHTER GRAVE nagrał też jeden cover zespołu pieśni i tańca NAPALM DEATH, ale szczerze… to nie poznałbym za Chiny. Słychać, że ta kapela ma coś do zaoferowania, ale jeszcze długa przed nią droga. Generalnie split w moim mniemaniu wyszedł mizernie, z lekkim przechyleniem się szli w stronę SLAUGHTER GRAVE. [Devion]

 

Lt.Dan, ltdan666@yahoo.com; www.myspace.com/ltxdan

Slaughtergrave, www.myspace.com/slaughtergrave

Human Discount Rec., humandiscount@gmail.com; www.myspace.com/humandiscountrecs

ETERNAL MYSTERY / INSOMNIA ISTERICA split `08

 

ETERNAL MYSTERY może i ma zadatki na jakiegoś mocniejszego gracza-napierdalacza, ale przed tą dwuosobową załogą jeszcze długa droga krzyżowa. O ile ta krześcijańska miała chyba czternaście stacji, tak ta zajmie Amerykanom co najmniej tyle czasu, ile przejazd pociągiem do Meksyku:-). Trochę wkurwiają mnie tego typu płyty jak ten split, ponieważ osobiście wyznaję zasadę, która brzmi: „Zrób to porządnie”. A ETERNAL MYSTERY nie przykłada się do produkcji specjalnie (do tworzenia muzyki też nie). Idiotycznie skonstruowany automat perkusyjny razi. Gitary też nagrane jakby w drugim pokoju. Wokal wysunięty do przodu. Oj, widzę, że szkolenia z nagrywania zespół nie przeszedł, to wyraźnie słychać. Muzycznie, czy jak kto woli instrumentalnie, bieda z nędzą. Nic nadzwyczajnego. Czasem te mizerne wokalizy rozśmieszą człowieka, ale tak to bez szału. Jak dla mnie jest jeszcze za dużo wstawek z filmów (długie dialogi tylko burzą charakter i wybijają z rytmu). Ogólnie rzecz biorąc ETERNAL MYSTERY to totalne gówno:-). Znacznie lepiej jest z kawałkiem splitu, jaki „wyprodukowała” INSOMNIA ISTERICA. Ta kapela zdecydowanie pobija wypociny poprzedników. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, aby ten split dzielić z ETERNAL MYSTERY, ale zdecydowanie lepiej by było, gdyby INSOMNIA ISTERICA była na krążku sama. Otwierający utwór „Catering Of Human Flesh” nie pozostawia złudzeń, że goście mają nieźle nasrane we łbach:-)! Muza brzmi przeokropnie brutalnie i brudno. Instrumentaliści żyją naprawdę, nakurwiają aż miło. Wokale są odjechane, konkretnie, a te krzyki razem z blastami miażdżą system. Naprawdę jest to zaskakujące… Poza tym lubię to grindowe poczucie humoru, jakieś disco polo tu i ówdzie, albo świąteczne kolędy czy inne rodzinne przyśpiewki. Człowiek czuje się jak na imieninach ukochanej ciotki, aż tu nagle ktoś komuś głowę siekierką upierdoli:-) („Nervi”). Śmiać się chce podczas słuchania tej zacnej czwórki ze Szwajcarii. Balansują oni na granicy humorzastego zniszczenia, a kosmicznym bełtem. Przy słuchaniu tego typu wynalazków nie polecam zażywać dopalaczy czy jakiegoś zmiękczającego tkankę mózgową narkotyku… Może być wtedy nieciekawie… Pamiętacie taki zespół jak NECROPHAGIA i teledysk do utworu „Blood Freak”? Wszystko jasne! [Sabian]

 

Eternal Mystery / Sewersound Rec., www.myspace.com/eternalmystery777

Insomnia Isterica / L`e Tutt Folklor Rec., insomnia_isterica@hotmail.com; www.myspace.com/xinsomniaxistericax

FLEISCHWALD „XXIV” / INSOMNIA ISTERICA „VII” / BEHIND THE MIRROR IV `08

 

Trzy kapele, trzy różne spojrzenia na muzykę i świat. FLEISCHWALD, który otworzył splicior, trochę mnie zanudził (rozczarował). Bardzo krótkie, podobne do siebie utwory nie kupiły mnie, przy numerze dwanastym zacząłem przerzucać kawałki, żeby jak najszybciej dostać się do INSOMNIA ISTERICA, która spodobała mi się wcześniej, podczas odsłuchu splitu z ETERNAL MYSTERY. Nie wiem, niby kapela ta sama, ale wypadła słabiej. Widać taki charakter ma ta muzyka, szybko się wypala, krótko się tli i nie dużo ciepła daje. Ale i tak jest o niebo lepiej niż przy zespole wprowadzającym, który tchną dużo klimatyczno-lodowego brzmienia w tę płytkę. Polerowaniu szlifierką mówimy nie (pieszczeniu wazeliną także). Ostatnim z ochłapów mięcha na splicie został BEHIND THE MIRROR, który epatuje punkowym zadziorem. Trochę tu polityki kompozycyjnej. Nie wiem dlaczego, ale muzyka i sposób śpiewania od razu przypomina mi jakieś wiece wyborcze (RATM). Jako iż nasz rząd przyprawia mnie o mdłości, a każde wiadomości w telewizji z newsami ze stolicy to niemal najlepszy cyrk świata, wolę trzymać się od tej grupy daleko. Na cholerę mi jakaś rewolucja? Rozwalił mnie patent z chórkami w „Will Break”:-)… Co to ma być? Miks „piosenki” szczególnie w refrenie przywodzi na myśl umiejętności dźwiękowca z gimnazjum, który rymuje do ukradzionych podkładów teksty Jacksona, o smutnej i szarej rzeczywistości blokowiska. Split jak dla mnie za długi, męczący. Tylko dla zwolenników sceny, reszta niech idzie na zakupy do Biedronki, podobno mają najtańsze produkty w Polsce… [Sabian]

 

Fleischwald, www.myspace.com/fleischwaldgrindcore

Behind The Mirror, www.myspace.com/behindthemirrorhc

Insomnia Isterica / L`e Tutt Folklor Rec., insomnia_isterica@hotmail.com; www.myspace.com/xinsomniaxistericax

Grind Ambush Rec., www.myspace.com/grindambushrecords

DECAYED / DARKNESS Unholy Sacrifice `07

 

Okładka splitu „Unholy Sacrifice” sprawiła, że nastawiłem się psychicznie na pewien gatunek muzyczny. Po odpaleniu płyty okazało się, że okładkowa wizualizacja idealnie wbija się w muzę. Jest to split portugalsko-włoski z zespołami, które parają się black metalem w old schoolowej odsłonie. Na pierwsze danie podany został portugalski DECAYED, który istnieje od roku 1990 i wydał mnóstwo płyt, demówek, EPek, splitów. Ta kapela sprawiła, że cofnąłem się w młodzieńcze lata i ówczesny black metal. Jest on dość prosty, oparty o kilka nieskomplikowanych riffów zapętlających się. Bez wirtuozerskiej ekwilibrystyki, tylko czysta surowizna okraszona szatańskim klimatem zeszłej dekady. Wokal z delikatnym pogłosem daje wrażenie przestrzeni, gitary przybrudzone wchodzą w głowę, jak nóż w świeże mięso. Klimat jest bliski nastrojowi płyty „Scream Bloody Gore” nieświętego DEATH. Oczywiście jest to inny gatunek metalu, ale aura stworzona na tym albumie przez Chucka jest podobna do muzyki DECAYED. Jest to staro szkolny szatański wyziew w najbrudniejszej formie. Smród i stęchlizna tworzą tę czarcią sztukę. Na splicie „Unholy Sacrifice” DECAYED prezentuje tylko cztery hymny, ale wszystkie są dość długie. Drugie danie to przedstawiciel włoskiej sceny, który od 2001 r. wydał dwa inne splity i dwa demka, czyli DARKNESS. Tak samo jak poprzednik, grupa ta napierdala black metal w bardzo old schoolowym stylu, z odrobiną thrashu. Włosi różnią się od DECAYED przede wszystkim tym, że ich muzyka jest jeszcze prostsza w swym wyrazie (klimat lat `90 snuje się nieustannie). Grają także szybciej, przez co tracki są krótsze (dlatego zespół prezentuje ich aż siedem). Brzmienie i produkcja są bardzo undergoundowe, wręcz garażowe, wszystko zostało chyba nagrane analogowo, gdzie nie ma miejsca na sterylność (choć każdy instrument jest słyszalny). Wokal krzyczany, lekko niechlujny, ale ze sporą dozą mocy, pasuje doskonale do wizji muzycznej DARKNESS. Tu także przewija się czarci swąd. Obie kapele nie silą się na jakąkolwiek oryginalność, nie podążają za „modą współczesnego grania”, tylko tkwią i trzymają się wszystkimi rękoma, nogami i zębami w starym black metalu lat 90-tych i chwała im za to. Płyta „Unholy Sacrifice” to lekcja historii dla młodych ludzi wychowanych na metalu cyfrowo nagrywanym lub powrót do przeszłości dla takich osób jak ja, co w metalu siedzą już 20 lat. Ach, łezka się w oku kręci (oczywiście krwawa hehe). Darkness wants you dead… [Devion]

 

Decayed, V. S. Jose – Rua Luis Camőes, Alto dos Arcos – Penedo, 2775-235 Parede, Portugal; chroan@netcabo.pt; www.decayed.pt.vu, www.myspace.com/decayedlusitania

Aphelion Prod., aphelion@hotmail.co.uk; www.aphelionproductions.net