Kategoria: Wydawnictwa video

KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI Życie Po Życiu `07

Lepszy Rydz niż nic? Być może, ale odnoszę wrażenie, że można było jeszcze poczekać kilka lat z koncertówką KATa & ROMANa KOSTRZEWSKIego, zebrać większe środki, dogadać pomysł z wytwórnią, bo – w porównaniu z „Somewhere In Poland” – wydawnictwo „Życie Po Życiu” wypada blado. O ile na koncercie przed Ironami zespół grał w innych warunkach, miał określony czas i jakby na to nie patrzeć, pewnie większy stres, tak tutaj on był headlinerem i rozdawał karty.

KAT Somewhere In Poland `04

Na koncertowe DVD KATa „Somewhere In Poland” czekałem i jak tylko zadzwoniłem do „Metal Shopu” pytając „Czy już jest?” i dostałem odpowiedź twierdzącą, złapałem za portfel i pognałem go sobie kupić. Było to w pewną pochmurną i zimną środę, chyba nadciągającej rychło jesieni, niestety już nie pomnę… Jakbyście chcieli obejrzeć wydane podwójne DVD z tego koncertu plus materiały bonusowe, to już w ogóle cud miód i orzeszki.

V/A Covan Wake The Fuck Up `12

28 stycznia 2012 r. w krakowskim klubie „Kwadrat” miałem okazję uczestniczyć w ostatnim z serii koncertów pod szyldem Covan Wake The Fuck Up. Teraz mogę się cieszyć z DVD z zapisem tego wydarzenia. Jednak to wydawnictwo zawiera nie tylko zapis muzyczny występów poszczególnych zespołów, ale również materiał dokumentalny poświęcony Adrianowi „Covanowi” Kowankowi. Oczywiście znalazła się tutaj również galeria zdjęć z całej trasy koncertowej. I gdybym chciał się do czegoś przyczepić, to chyba do tego, że materiału z samego koncertu jest za mało. Przedstawienie jednego czy dwóch utworów wykonawców z całości koncertu, nie do końca oddaje jego klimat i atmosferę. A była ona wręcz niesamowita. Każdy, kto był w „Kwadracie” w tym dniu, wie, o czym myślę. Czy zatem warto zainwestować tych kilkadziesiąt złotych w DVD „Covan Wake The Fuck Up”? Myślę, że nie tylko warto, ale nawet trzeba. A za sprawą materiału dokumentalnego, w którym to Adam Grzanka wciela się w rolę prowadzącego („dziennikarza dokumentalisty”), który rozmawia z muzykami znających osobiście Covana; to, co mówią, pozwala zrozumieć i docenić, czym jest prawdziwa przyjaźń. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie wypowiedzi ojca Adriana, pana Leszka Kowanka. Polecam wszystkim zabieganym i zajętym swoimi sprawami, może ta chwila refleksji przypomni im, że jest obok nich ktoś potrzebujący pomocy. Nie tylko materialnej, ale zwykłego, ludzkiego: „cześć, co słychać?”. Wydawnictwo „Covan Wake The Fuck Up” jest skierowane do młodych ludzi, którzy nie zawsze mogą pomóc oddając swój 1% podatku (bo wielu młodych ludzi albo jeszcze nie pracuje, albo po prostu tej pracy nie ma), a chcieliby kupnem tego DVD wesprzeć znakomitego muzyka ATROPHIA RED SUN czy DECAPITATED. [RM]

Covan, www.wakeupcovan.com, www.adrian.org.pl

Red Pig Prod., www.redpig.dl.pl

Creative Music, www.creative-music.pl

Mystic Prod., www.mystic.pl

LEMMY Lemmy The Movie `10

Kto to jest Lemmy, nie trzeba chyba nikogo uświadamiać. Ba, o „Słowiku z Burslem”, a w zasadzie o jego twórczości wie każdy szanujący się przedszkolak. Ale tak naprawdę o jego życiu prywatnym nie wiedzieliśmy prawie nic. Zresztą Panu Kilmisterowi nigdy nie zależało na tym, żeby ze swojego życia robić reality show, i dobrze. Czym innym jest sprzedawanie siebie w programach dla gawiedzi i gospodyń domowych, a czym innym opowiadanie o sobie fanom w filmie dokumentalnym. I tu dotykamy sedna sprawy. W zalewie różnych filmów dokumentalnych – jednych lepszych, drugich gorszych – „Lemmy The Movie” wybija się ponad przeciętność. Dla mnie osobiście Kilmister nigdy nie był personą „Number One” w hard i heavy rocku. Miałem i mam nadal wielu bogów, ale dla Iana  w mojej kapliczce brakowała miejsca.Co prawda lubiłem MOTORHEAD i HAWKWIND, ale żeby się za te kapele zabijać?! Dlatego film „Lemmy The Movie” obejrzałem w ciszy z żoną, w kapciach i…  I szczęka mi opadła. Nigdy nie stanę się fanatycznym fanem zespołów, w których gra lub grał Lemmy, ale fanem i to zawziętym samego Kilmistera  będę do śmierci! Obraz „Lemmy The Movie” opowiada historię zwykłego faceta, pozbawionego gwiazdorstwa i napuszenia. Fajnego gościa, który mimo ogromnego sukcesu pozostał normalnym kolesiem ze szklanką piwa i papierosem w ręce. Lemmy ukazuje w prosty i niewymuszony sposób siebie. Naświetla skomplikowane dzieciństwo. Wspomina swoją rockową drogę, od początków w lokalnych kapelach i terminowania  u samego Handrixa, po przygodę w THE ROCKIN’ VICKERS, czy wspomnianych wcześniej zespołach HAWKWIND i MOTORHEAD. Śmieje się z siebie, śmieje się z innych – jest naturalny. Film ten we wzruszający sposób pokazuje, jakim człowiekiem jest Lemmy. Widzimy jego dzień powszedni. Poznajemy jego przyjaciół i rodzinę (fantastycznego syna). Słuchamy przejmujących wypowiedzi jego kumpli z zespołu i przyjaciół z biznesu. Film „Lemmy The Movie” wbija w podłogę i nie daje się z niej podnieść. Nie będę tu ściemniał – ten obraz trzeba zobaczyć! [Sebass]

 

ARMAGA Walpurgis Night. In Saint Petersburg `11

ARMAGA to zespół z Rosji. Zupełnie mi nieznany, do tej chwili… Tymczasem okazuje się, że ma już na swoim koncie dwie długogrając płyty studyjne. A teraz muzycy widocznie stwierdzili, iż nastała już najwyższa pora, aby zrealizować DVD w wersji live. No cóż, w dzisiejszych czasach można zrobić wszystko, bez względu na pozycję na scenie, a i wielu środków finansowych nie potrzeba… W każdym razie wydawnictwo „Walpurgis Night. In Saint Petersburg” to zapis koncertu, na którym grupa ARMAGA promowała album „Dark Authority” (wydany w 2010 r.), bowiem zaprezentowała z niego siedem utworów, a dodatkowo zagrała pięć kompozycji z debiutu „In The Ruins” (z 2009 r.). Kapela określa swoją muzykę jako „dark horror metal” i ok. Co prawda nie wiem, o czym traktują teksty, ale sama muzyka to metal składający się z elementów doom i gothic. Klimatyczny, w wolnych i średnich tempach, melodyjny. Z udziałem klawiszy (np. o brzmieniu organowym lub imitującym dzwony), ale – co ciekawe – na koncercie partie tego instrumentu musiały być puszczone z taśmy, bo klawiszowiec jest równocześnie gitarzystą:-). Natomiast wokal to scream, czasami modyfikowany w growl. Muzyka zespołu ARMAGA przypomina mi „nasz” ETERNAL DEFORMITY, jak również trochę CRADLE OF FILTH (np. w obrębie tajemniczego klimatu), mimo że nie jest to black metal. Niestety mnie twórczość Rosjan nie przekonała. Jak dla mnie kompozycje zaprezentowane na żywo w St. Petersburgu wypadły zbyt ospale. Zamiast koncertowego wulkanu, słyszę kapelę dość zrównoważoną, żeby nie powiedzieć uwięzioną we własnej muzyce. Brakuje mi ognia, poweru, a może również większej dawki mroku, który grupa uważa za swój znak firmowy. Moje zdanie zdaje się też podzielać publiczność oglądająca ten występ. Owszem, ludzie biją brawo, ale nie szaleją pod sceną, ani nic w tym stylu. No chyba że tak się zasłuchali, że zdębieli z wrażenia:-), to przepraszam. Zresztą podobnie zachowują się członkowie zespołu – są dosyć statyczni. Najbardziej ruchliwy jest wokalista, który zresztą zwraca na siebie uwagę strojem, a jest to „sukienka” doskonale znana polskim maniax z image`u BEHEMOTH czy HATE. Dodatkowym walorem „show” kapeli jest oprawa świetlna. Sam koncert odbył się w małym klubie i został nagrany na kilka kamer. Ogląda się całkiem fajnie, jednak bez większych emocji. Dodatkowo na krążku DVD znajdują się multimedia pt. „backstage”. Są to różne, niedługie filmy z udziałem członków grupy oraz ekipy technicznej, wraz z ich wypowiedziami. I tak widzimy chłopaków na lotnisku, podczas podróży samolotem, jazdy samochodem, przygotowań do koncertu, próby, ustawiania sprzętu, a nawet robienia „makijaży” itp. Wadą wydawnictwa „Walpurgis Night. In Saint Petersburg” jest jednak to, że wszystko jest po rosyjsku, brakuje napisów z angielskimi tłumaczeniami. Za to w zestawie z płytą jest bogata i kolorowa książeczka ze zdjęciami z koncertu. [Kasia]

Armaga, armaga@mail.ru; www.armaga.ru, www.myspace.com/armagaband

MSR Prod., msrprod@mail.ru; www.msrprod.ru, www.myspace.com/msrprod

THE WAY OF PURITY A Passage Through The Purity Of Pain `11

Tajemniczy zespół THE WAY OF PURITY wydał szczególne, nietypowe wydawnictwo DVD pt. „A Passage Through The Purity Of Pain”. Nie ma ono nic wspólnego z nagraniem z koncertu, teledyskami czy raportem ze studia. Jest to prawie półgodzinny, artystyczny film wyreżyserowany przez Susi Medusa Gottardi – malarkę, stylistkę i… „fetish queen”, z udziałem czterech muzyków kapeli, jeszcze jednego pana i młodej aktorki Leny. Fabuła jest (z pozoru) prosta i ponoć oparta na prawdziwej historii. Członkowie THE WAY OF PURITY otrzymują ofertę kontraktu płytowego, którą składa im menadżer / szef z Warmholedeath Records (wytwórni, z którą grupa faktycznie podpisała deal), ale początkowo kwitują tę propozycję śmiechem. Później stało się jednak coś, co sprawiło, że… znaleźli wokalistkę i skomponowali materiał na debiutancki album „Crosscore”. Dalsza historia przypomina mi trochę tę z horroru „Pogłos”… Otóż panowie znaleźli w drewnianej chacie w środku jesiennego lasu notes z ciekawymi notatkami (tekstami) oraz stary magnetofon z taśmą z głosem, a raczej charkotem i growlingiem cierpiącej kobiety. Okazało się, że jest to naganie z roku 1972 z samobójstwa pewnej niewiasty, które zespół wykorzystał na płycie. Filmik zaczyna się bezpretensjonalnie: muzycy, zamaskowani w kominiarki, ubrani „po metalowemu”, w spodniach armii amerykańskiej, zawiązują braterski „pakt krwi”, potem jednak robi się bardziej… mrocznie i tajemniczo. Jest wszystko, co powinno być w dobrym metalowym video: czaszki jelenia, krzyże (akurat nie odwrócone:-)), czerwona farba, cycki (a nawet to, co poniżej), seksualne fetysze. No i muzyka. Głównie jest to instrumentalne granie na bazie metalcore`owych riffów, ale rasowy ryk wokalistki THE WAY OF PURITY też można usłyszeć. Ogólnie wydawnictwo „A Passage Through The Purity Of Pain” ma więcej walorów wzrokowych niż dźwiękowych. No cóż, niby to nic specjalnego, ale jednak niezła ciekawostka i w sumie coś oryginalnego. Zespół włożył sporo wysiłku w nagranie tego filmu i zrobił to profesjonalnie. Tematykę i niektóre bardziej szczegółowe sceny można różnie oceniać, ale zaangażowaną grę pani Leny na pewno docenią wszyscy faceci. [Kasia]

The Way Of Purity, thewayofpurity@yahoo.se; www.thewayofpurity.com, www.myspace.com/thewayofpurity

Warmholedeath Rec., worm@wormholedeath.com; www.wormholedeath.com, www.myspace.com/wormholedeath

Aural Music, info@auralmusic.com; www.auralmusic.com

AC/DC No Bull `96

„No Bull” dokumentuje trasę AC/DC – Ballbreaker Tour z 1996 r. Ten koncert z Plaza De Toros De Las Ventas w Madrycie robi wrażenie. W liście marzeń uświadczyliśmy m.in. „Thunderstruck”, „Boogie Man”, „Hail Cesar”, „Hells Bells” (z dzwoniącym i bujającym się na  piekielnym dzwonie Brianem), „Dog Eat Dog”, „The Jack”, „Ballbreaker”, „Rock And Roll Ain`t Noise Pollution”, „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”, „Whole Lotta Rosie” (z gigantyczną, nadmuchaną Rosie;-), „T.N.T.”, „Let There Be Rock”, „Highway To Hell”, „For Those About To Rock (We Salute You)”. Co ten Angus wyrabiał! Jak biegał, jak grał, pojawiał się wszędzie i w każdej możliwej konfiguracji;-). Czego tam nie było… Przy wtórze strzelających armat dotarliśmy do końca setu… [Yanus]


AC/DC, www.acdc.com
Columbia Rec., www.columbiarecords.com
Sony BMG Music, www.sonymusic.pl

TEMNOZOR Сумерки на Похоронах Зимы (Twilights At The Winter Funeral) `09

Rosyjski TEMNOZOR doczekał się pierwszego DVD pt. „Сумерки на Похоронах Зимы”, w tłumaczeniu „Twilights At The Winter Funeral)”. Jest to podziemne wydawnictwo z zapisem niskobudżetowego koncertu, nakręconego czterema kamerami. Jest kwiecień 2009, Moskwa, mały klub, niewielka scena. Publiczność widocznie zasłuchana, bo mało ruchawa, macha tylko rękami. Zresztą podobnie jak sam zespół. Trzy osoby na pierwszym planie (wokalista, flecista i gitarzysta). Zachowują się mało energiczne, no ale w sumie wszystkie są dodatkowo „obciążone” przy mikrofonie (a raz to nawet śpiewa drugi wioślarz). Ale pierwszoplanowy wokalista stara się robić „show”… Co prawda nie jest wcale rozgadany, ale za to a to owinie się zdechłym wilkiem, a to zawdzieje kaptur dla niepoznaki… Jednak sama scenografia sceny jest uboga. W oko rzuca się jedynie tarcza z wikingowskim motywem oparta o podwyższenie dla perkusji, poza tym w tle zwisa płachta z logiem kapeli. Gra świateł też w normie, sporadycznie dym, jakby ktoś za dużo paperosów napalił. A muzyczka, jak to muzyczka. Po prostu melodyjny, czasem chwytliwy, a czasem nostalgiczny folk metal (z małym blackowym zabarwieniem), z rosyjskimi tekstami. Kto zna grupę TEMNOZOR, pewnie się ucieszy, że może mieć jej koncert w wersji obrazkowej, a kto ogólnie lubi taką stylistykę, łyknie wydawnictwo „Сумерки на Похоронах Зимы” bez popitki. Tym bardziej że zawiera drugą płytę audio i ogólnie jest bardzo ładnie wydane (dodatkowo z bogato ilustrowaną zdjęciami książeczką). Naprawdę wash&go, dwa w jednym, a nawet więcej:-). Polecam miłośnikom tradycji w takiej czy innej formie… [Kasia]

 


Temnozor, www.thepaganfront.com/temnozor, www.myspace.com/temnozor

Stellar Winter, www.myspace.com/stellarwinter

MORIOR AXIS Reicher Trost (Gold For Sudeten Land) `08

Na ciekawy pomysł wpadł młody, podziemny zespół MORIOR AXIS z Kłodzka. W czasach, gdy wszyscy wrzucają swoje teledyski do Internetu, ewentualnie dodają jako bonusy na płytach CD, zespół ten wypuścił własnym sumprem wydawnictwo DVD muzyczno-wizualne pt. „Reicher Trost (Gold For Sudeten Land)”. Jest to 3-utworowy materiał kapeli zilustrowany „klipami”, ale nie takimi, że każdy jest z innej parafii:-). Grupa fajnie przemyślała koncept. „Filmiki” zostały zrobione w jednej konwencji i – co ważne – zostały zarejestrowane w warunkach „studyjnych” (tudzież pokojowych:-), w każdym razie nie na koncercie. Grających muzyków spowijają dymy (aż zupełnie nie widać twarzy:-)), a dodatkowo pojawiają się inne migawki, właściwie tylko symbole (ogień, zegar itp.), gdyż te „teledyski” nie posiadają jako takiej fabuły. Ale i tak ogląda się je bardzo dobrze. Bo mają klimat i można podążać wzrokiem za dłońmi instrumentalistów i w ten sposób lepiej odczuwać każdy dźwięk:-). A jest czego posłuchać! MORIOR AXIS to zespół mocno osadzony w starym, dobrym death/doom metalu. Oglądając „Reicher Trost (Gold For Sudeten Land)” przypominają się czasy z drugiej połowy lat 90-tych, polskie podziemie, kapele pokroju CEMETERY OF SCREAM, NEOLITH etc. Muzyka ma swój ciężar i melodykę, nie należy do wesołych, chociaż też nie przygnębia, ponieważ jest dynamiczna, nie ma w niej typowych zwolnień. Growl jest dobrze wkomponowany w muzyczną strukturę, czasami słychać również czysty męski śpiew. Taka muzyka naprawdę znajdzie uznanie u sentymentalnych fanów death/doom metalu… Jednak jedną rzecz można było inaczej zrobić na „Reicher Trost (Gold For Sudeten Land)” – aby utwory następowały po sobie, bez zatwierdzania przyciskiem play każdego z osobna. [Kasia]

Morior Axis, morioraxis@interia.pl; www.morioraxis.com, www.myspace.com/morioraxis

PERFECT NOTHING Live `09

ImagePERFECT NOTHING „Live”
DVD `09

Image

 

W czasach, gdy wydawnictwa DVD już dawno przestały być domeną wyłącznie dużych zespołów, także australijski PERFECT NOTHING sprawił sobie (i fanom) taką płytę. „Live” to oczywiście zapis koncertu plus dodatki takie jak wideoklip, zdjęcia, a przede wszystkim wywiady. A sam PERFECT NOTHING? Jest to grupa zupełnie nieznana w Polsce, a i poruszający się w niszowym (w pewnym sensie) kręgu rock/metalu. Niewątpliwie najjaśniejszym punktem w kapeli jest urocza Kristy Robinson, która ze swoim głosem (i urodą:-)) z pewnością znalazłaby posadę w zespole typowo gotyckim. W niektórych utworach wokalnie wspiera ją jeszcze kolega. Muzyka PERFECT NOTHING jest melodyjna i dynamiczna, ale nie agresywna i niech nikogo nie zmyli otwierający prezentację na „Live” utwór o zadziornym tytule „Fuck You”. Zwłaszcza że dalej zdarzają się też ballady itp. Całość słucha przyjemnie, ale również „bez zobowiązań”, a ogląda także dobrze, choćby dlatego, że koncert został nakręcony profesjonalnie na kilka kamer i ciekawie zmontowany. [Kasia]


Perfect Nothing, Kristy Robinson, 18 Sutton Road, Cambridge Park, NSW 2747, Australia; perfectnothingone@gmail.com; www.myspace.com/perfectnothingrocks