Kategoria: Ziny, magazyny

KILLING TECHNOLOGY #4 `13

Mam wrażenie, że Mateusz zrobił #4 „Killing Technology” dość szybko po poprzednim numerze, a o ile pamiętam, pisał mi, iż jest już trochę zmęczony tą nieustanną pisaniną do zina. W pracach nad tym numerem pomogli mu więc dwaj panowie: Krzysztof Mika i Piotr Danek, o których napisał wprost: „więźniowie”. Tak, są to koledzy zza krat. Na okładce mamy wklejone różne herby, krótki dowcip obrazkowy, a przede wszystkim logówki wywiadowanych zespołów.

Apocalyptic Rites #6 `13

We wstępie do „Apocalyptic Rites” #6 Robin napisał, że ten numer jest prawdopodobnie pożegnalny, nie wyjaśnił jednak dlaczego. Dopiero na kolejnych stronach dowiadujemy się, iż po prostu brakuje mu motywacji. Oby tak się nie stało i kryzys mu minął, bo ze sceny polskiego underpressu zniknąłby jeden z najfajniejszych zinów. Tymczasem #6 obfituje w sporo bardzo dobrych, ciekawych, przeważnie 3-stronicowych wywiadów.

Vomitorium #2 `13

W kolejnym roku po debiucie, na początku 2013 r., ukazał się „Vomitorium” #2. Zin to opasły (66 stron formatu A4), dwukrotnie grubszy od #1. Przeczytałam go z dużym zainteresowaniem i nawet nie zaraziła mnie do tego brzydka jak stara baba i śmierdząca jak trup okładka. Cieszę się też, że nazwa kojarząca (mi) się z death metalem nie oznacza ograniczenia się do tego jednego gatunku. Poza tym ciekawostką zostaje fakt, że to pisemko jest tworzone przez duet mieszany: chłopaka i dziewczynę:-).

Corpus Vermis #1 `12

corpus_vermis„Corpus Vermis” #1 to nowy zin Jakuba Jezierskiego, który w połowie lat dziewięćdziesiątych zrobił już podziemne pisemko, które nazywało się „Cuthulu”. Tamten tytuł poświęcony był wyłącznie black metalowi, teraz Kuba poszerzył swoje zainteresowania o brudny, staroszkolny death metal. I tak na okładce pierwszego numeru „Corpus Vermis” – dla lepszej orientacji w lesie – widnieją logówki CULTES DES GHOULES, EVILFEAST, DOOMBRINGER, RITUAL LAIR, ONE TAIL ONE HEAD, ZCERNEBOH i w środku mamy chyba jeszcze: rozmowę z Venedem z VENEDAE i kupy innych projektów oraz raport z Norwegii (Nidrosia / Trondheim). I cóż, trzeba podkreślić, że jest to zin formatu A5, robiony metodą cut`n`paste i ogólnie i w szczegółach z wyglądu zdecydowanie wzorowany na pisemkach sprzed dwóch dekad. Podobnie ma się sprawa z grafikami, wśród których są kozły i inne diabły, i czaszki, i drzewka, i Nosferatu w trumnie i choćby jakieś rysunki smoka; no i oczywiście zdjęcia kapel. Wreszcie sam poziom wywiadów nie jest najwyższych lotów, czyli tak samo, jak drzewiej to bywało. Ponadto Jakub nadaje im specyficznego charakteru, na przykład poprzez pytanie prawie wszystkich zespołów o to, jak mrocznie wygląda ich sala prób. Jako że pytania nie są wyszukane, podobnież z odpowiedziami. Niektóre wywiady są bardziej ubogie, z innych można się dowiedzieć czegoś więcej (EVILFEAST), ale widocznie tak musi być – black metal jest elitarny, nie wszystko jest tutaj ważne i – jak widać – nie wszyscy o wszystkim muszę wiedzieć (CULTES DES GHOULES). I tu mam zastrzeżenie, po co w takim razie udzielać wywiadów, ale może nie znam się na tworzeniu kultu:-). Ostatnia część papierzaka to kilka stron z recenzjami, które są bardzo krótkie, kilku, maksymalnie kilkunastozdaniowe, a są to opisy wyłącznie bardzo undergroundowego stuffu death i black metalowego, w tym dużo kaset magnetofonowych. Podsumowując, w ostatnich latach niewiele dotarło do mnie zinów podobnych gatunkowo do „Corpus Vermis”; nie wiem czy to oznacza, że pisemka black metalowe znów zeszły do jeszcze większego podziemia(?) W każdym razie lektura #1 była dla mnie ciekawa i polecam tego zina wszystkim zagorzałym manikom undergroundowego black (i old school death) metalu. [Kasia]

Corpus Vermis”, Jakub Jezierski, ul. Sulkiewicza 7/9, 00-758 Warszawa; jakubjezierski666@tlen.pl

Psycho Magazine #2(8)2011

psycho.7Na arenie polskiego underpressu „Psycho Magazine” to pozycja wybijająca się pod względem wysokiego poziomu merytorycznego. #2(8)2011 przynosi masę świetnych wywiadów (chociaż częstokroć już z półroczną brodą), a w sumie jest ich około 20. Nie wiem, czy najważniejszy z nich, ale umieszczony jako pierwszy, jest z PANDEMONIUM. Zajmuje prawie 4 strony i zarazem jest to najdłuższa rozmowa z tą grupą, jaką czytałam, a to dlatego, że oprócz małomównego Paula odpowiedzi udzielił Mark. Kolejny wywiad, z PARRICIDE, wypadł tak sobie, można było więcej wyciągnąć z muzyka (Piorta) tak długo istniejącej kapeli. Podobnie CORRPUTION – zwykły, schematyczny wywiad. Rozmowa z Misterem z TRAUMY również jest strasznie oklepana, nie dowiedziałam się z niej nic nowego, w innych wywiadach były już poruszane te same kwestie. W atrakcyjnej pogawędce z FURIĄ mamy nad wyraz długie odpowiedzi! Czyżby Nihil w końcu się wyrobił, inaczej spojrzał na ten aspekt promocji, a może managment zaczął odwalać za niego robotę:-)? Nie! Po prostu na wywiad odpowiedział Namtar! Dobry jest wywiad z INFIDEL, zupełnie nie w stylu nadętego bluźnierstwem i prymitywizmem zespołu:-), a nawet Debaucher powiedział mądrze, że black metal na co dzień to utopia. Podobnie STILLBORN prezentuje się bardzo dojrzale, nie to co w starych czasach szczeniackich wynurzeń, chociaż pod koniec rozmowy z Atamana chyba uchodzi para. W imieniu BLOODTHIRST na te same pytania odpowiedziało trzech członków i nawet się nie powtarzają, wyszło ok; szkoda jednak, że Rambo po połowie skapitulował:-). Wyróżnić mogę jeszcze ciekawą, dobrze przygotowaną przez Robina rozmowę z Venomem z XANTOTOL. Po pierwsze nie czytałam żadnych innych wywiadów z tym muzykiem po ukazaniu się reedycji ,,Thus Spake Zaratustra”, a teraz widzę, że to doświadczony koleś, który wciąż ma zdecydowane poglądy na temat black metalu, a i potwierdza, że wraz z partnerką z zespołu, Beatą vel Małą, był bardzo zaangażowany w satanizm w okresie świetności kapeli. Dalej rozmowa z Leszkiem Wojniczem – jest fajna, chociaż dla mnie ma małą wartość poznawczą, ponieważ czytałam wiele wywiadów z tym człowiekiem, jak i osobiście rozmawiałam na przykład o jego sztuce, malarstwie i rzeźbie. I tak dalej, i tak dalej… Wywiadów w „Psycho Magazine” #2(8)2011 jest tak dużo, że nie sposób opisać wszystkich. Jednak na tle całego numeru najsłabiej wypadają te zrobione przez chłopaka o ksywce Sly, chociaż artykuł o horrorach jego autorstwa jest w porządku. Ponadto w zinie mamy sporo relacji z koncertów i całą masę świetnych recenzji, przeważnie płyt / demówek krajowych zespołów, ale nie jest to wada, a wręcz zaleta. I tutaj muszę się przyznać, że bardzo podoba mi się styl pisania pana Fijałkowskiego. Recenzowane pozycje opisuje doładnie i ma wyrobione o nich zdanie. Cenię go za to, że potrafi krytykować pozycje ogólnie uznane za rewelacyjne, a znamienne jest jeszcze to, że nawet jeżeli zachwyca się bardzo, to nie przyznaje w punktacji oceny maksymalnej, co sugeruje, iż nawet bardzo dobra płyta nie jest muzycznym objawieniem (cóż, takie mamy teraz czasy). Identycznie jest z raportami live. Greg niejedno widział, w niejednym miejscu był, niejeden koncert filmował. Jako widz / słuchacz jest bardzo wymagający i trudno go zadowolić:-). A wszystko relacjonuje z pewnym dystansem, bez taryfy ulgowej dla nagłośnieniowców i samych wykonawców. Świetna robota, kolego! Polecam lekturę jego tekstów. „Psycho Magazine” #2(8)2011 to kawał potężnej lektury. Przeczytanie całości zajmie co najmniej kilkanaście wieczorów. Wszystko jest spisane małą czcionką na 80-ciu stronach formatu A4. [Kasia]

„Psycho”, Grzegorz Fijałkowski, ul. Krechowiecka 26A/3, 05-230 Kobyłka; rammstahl@psychozine.eu
; www.psychozine.eu

Hell Press #3 `12

hellpressMinęło dziesięć miesięcy i kolega Prezes wypuścił w obieg „Hell Press” #3. Po raz kolejny jest tu podstawowy dział „zine zone”, z recenzjami podziemnych piśmideł z różnych lat, jednak tym razem niestety w wersji okrojonej, bo zajmuje tylko osiem stroniczek. Za to Grzesiek oddał bardzo dużo miejsca Robertowi z Wydawnictwa Muzycznego Psycho / „Tribal Convictions `zine”, który trzykrotnie dorzucił swoje trzy grosze do jego recenzji, w postaci artykułów opisowych na temat zinów, książek i filmów, a przede wszystkim udzielił gigantycznego wywiadu. W poprzednim „Hell Press” był długas z Adrianem z „R`Lyeh `zine”, ale ten to większy rekord (16 stron!). W rozmowie tej panowie poruszyli wszystkie możliwe tematy (działalność wydawnicza, zinowa, webzinowa, gra w zespole, poglądy wszelakie, jest też mowa o „moczeniu kija”, religii, scenie muzycznej itp.). Można się też dowiedzieć, jakich pieluch używała mama Robercika, z którą koleżanką przeżył swój pierwszy raz, gdzie trzyma brudne skarpetki i dlaczego boi się szczurów. Przepraszam bardzo, ale dla mnie to szczyt megalomani. I to już właściwie koniec „Hell Press” #3 (choć na końcu są flyersy…), który jest więc wspólnym „dziełem” Prezesa i Roberta. [Kasia]

„Hell Press”, Grzegorz Kiecok, ul. Partyzantów 12, 43-200 Pszczyna; grzeg84@wp.pl

Killing Technology #3 `12

killing_technologyChoć pan Mateusz wydał już „Killing Technology” #3, przyznaję bez bicia, że dla mnie to pierwszy kontakt z tym pisemkiem. Przewija się przez moje łapska mimochodem lub bardziej celowo masa podziemnej prasy, ale jakoś krakowskie podziemie, jeśli takowe w ogóle istnieje, nie rozpieszcza nas ilością zinów (a szczerze mówiąc, to ilością czegokolwiek) i nigdy nie rozpieszczało, może dlatego w ogóle postanowiłem rozpisać się w temacie „Killing Technology”. Nadmienię ponadto, już na początek, że nie posunąłbym się do wytwarzania recenzji czy produktu recenzjo-podobnego, gdyby nie było to pismo godne uwagi. Tyle może tytułem wstępu. Pasowałoby zapodać (to takie słowo klucz dla młodzieży, żeby przykuć uwagę potencjalengo czytelnika) kilka konkretnych uwag lub wniosków, jeżeli jakieś mi się objawiły. Powiedziałem już o pisemku wartym uwagi, nie cofnę tego stwierdzenia, a nawet rozwinę. Podoba mi się forma „Killing Technology” #3, czyli głębokie osadzenie w podziemiu. Zin to zin, a nie nieudolne próby rozwinięcia stylu i innych skrzydeł w kierunku bycia na topie i cool. Prosta i konkretna okładka, prosty, czytelny i oszczędny skład. Tyle starczy i jest w porządku. Część najbardziej istotna, czyli zawartość, również zadawala mój kapryśny i upierdliwy, stetryczały gust. Z okładki „Killing Technology” #3 patrzą nazwy albo mało znane, albo zapomniane przez ogół, albo mi nic nie mówiące. Tak w pisemku z podziemia powinno być. Zacznę od wywiadów… Zwykle nudzę się po dwóch na jednego zina. Tym razem znudziłem się po trzech. Są na dobrym poziomie i z fajnymi kapelami, ale jak dla mnie dobry poziom w wywiadach to już za mało. Jestem malkontentem i dobrze mi z tym. Ziny są dla ludzi siedzących w podziemiu, tacy ludzie czytają dużo zinów i w każdym są wywiady. Żeby przeczytać całego zina, muszą być wywiady mocne, jak Zetor mocny był. Mnie zaciekawiły te z grupami / ludźmi, które / których znam sprzed dekady albo i więcej. Niekoniecznie wtedy je / ich ceniłem, ale zawsze miło poczytać o czymś, co jara do dziś starych dziadów, jak na ten przykład mnie. Abstrahując od wszystkiego i wszystkich, najbardziej wciągnęły mnie rozmowy na temat VENEDAE i DEADTHORN. Kilka z przedstawicielami sceny węgierskiej też wydało mi się interesujących z powodów poznawczych, ale tylko czysto poznawczych. Recenzje to mocny atut „Killing Technology” #3. Jest ich masa i są bardzo szczegółowe. Inna sprawa, że z częścią z nich kompletnie się nie zgadzam, ale to mało istotne. Istotne natomiast jest to, po co w piśmie czysto podziemnym recenzje wydawnictw kosmicznie wręcz oficjalnych płyt VENOM, AUTOPSY, UNLEASHED… No ja wiem, że to kult, no ja wiem, że metal zmarniał z powodów komercyjnych (czytaj: Internet i empeczy) i dzisiaj nawet takie kapele muszą grać koncerty w małych salach, ale skoro pismo „Killing Technology” jest tak ortodoksyjnie podziemne, antykomercyjne i autor podkreśla to do bólu 666 razy w numerze, to – cytując – „po chuj”? Bardzo podobają mi się szczegółowe analizy prasy. Celowo określiłem je tak górnolotnie, nie po prosu recenzjami, bo są to rozrośnięte do rozmiaru artykułu opisy, a nie zwykłe, zdawkowe pięć zdań. Super. Natomiast po raz kolejny się z kilkoma nie zgadzam, a nawet kompletnie nie pojmuję. Przykład to recenzja „Burning Abyss `zine”, gdzie Mateusz przez połowę pisze o jakiejś popierdułce dotyczącej błędu w czymś tam, zamiast popisać się, jak w innych przypadkach, umiejętnością analizy tematu. A drugi podobny tematycznie wybryk to znów połowa zmarnowanej recenzji pisma Pana Pawlaka, gdzie autor wypisuje coś o wysyłanych kasetach, wojnach w podziemiu i GRAVELAND z przed stu lat. „Hu kers???” – jak mawiają anglojęzyczni poławiacze trocin! Ja bym chciał poczytać o „Open Casket” #21, którego nie czytałem, a tu dupa i bokobrody. Na koniec dla urozmaicenia jest jeszcze rubryka urozmaicająca, czyli „War And Pain”. To właśnie w tym miejscu – moim skromnym i nic nieznaczącym zdaniem – powinny pojawiać się wywody, o których było chwilę wcześniej i bym się do niczego nie przyssawał. Z artykułami zawartymi w „Killing Technology” #3 nie polemizuję, bo to autorskie dokonania Mateusza, ale rzecz jasna nie zgadzam się z nimi, bo co ma np. do pewnego pisma, które, jak każdy wie, jak się rozejdzie w 300 kopiach, to redakcja z radości nie trzeźwieje trzy tygodnie z neoliberalizmem(???), ale to już (przepraszam za bluźnierstwo) święte prawo autora mieć taki nietypowy pogląd… Reasumując, z przyjemnością przeczytałem trzeci numer zina pana Mateusza. Mimo kilku wytkniętych niekonsekwencji i rozczłonkowanych antagonizmów, powodujących rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością a rzeczywistością odrzuconą, mam bardzo pozytywne wrażenia po lekturze, a co mi się nie spodobało, napisałem wyraźnie wcześniej. „Killing Technology” to mocny zine i z przyjemnością sięgnę po następny numer, jeśli będzie. Autor ma świetny warsztat i dużą wiedzę, widać to na każdym kroku. Wy też czytajcie i wspierajcie niezależność. [John Kramer] 

 

„Killing Technology”, Mateusz Wabik, os. Dywizjonu 303 8/3, 31-871 Kraków; mateusz_wabik@poczta.onet.pl

Hell Press #2 `11

hellpress2Trochę dużo czasu zajęło Prezesowi przygotowanie „Hell Press” #2, ale za to odrobinkę poszerzył konwencję tego mini-zina, gdyż oprócz recenzji dodał wywiad z edytorem innego zina. I tak w „dwójce” zagościł wszem i wobec szanowany i lubiany Adrian z „R`Lyeh”. Rozmowa jest bardzo obszerna i dotyczy różnorodnych zagadnień: ogólnie jego pasji, innych pisemek, w których powstanie był zaangażowany, zespołów z jego udziałem, poglądów na temat undergroundu itp. Pomimo oceanu słów, wywiad czyta się bardzo dobrze i bez poczucia przesytu. Adrian ma wiele taktu i… umiaru – odpowiada konkretnie i wyczerpująco, ale nie przedłuża na siłę. Super. Lwia część „Hell Press” to oczywiście sporo recenzji różnych zinów, nowych i starych oraz – to także nowość – książek i horrorów, chociaż te działy są jeszcze krótkie, zajmują trzy strony. Na końcu „Hell Press” #2 znajduje się relacja z Extingnisher Party, czyli… pierwszego zlotu zinowców, który odbył się 4 grudnia 2010 w Warszawie. Wydarzenie to było wyjątkowe z wielu względów, oj, było… Co mogę osobiście potwierdzić:-). „Hell Press” to naprawdę fajne pisemko, choć ma bardzo okrojoną formę. Ale i tak takie wydawnictwa są ostoją podziemia:-). W czasach, gdy ziny papierowe są na wymarciu, takie wspominkowe tytułów sprzed lat, które odgrzebuje Prezes, to naprawdę fajna alternatywa dla lubiących czytać metalowców. [Kasia]

 

„Hell Press”, Grzegorz Kiecok, ul. Partyzantów 12, 43-200 Pszczyna; grzeg84@wp.pl

Deathicism #3 `10

deathicism-zine-3„Deathicism” ukazuje się w niezłym tempie (trzy numery w przeciągu roku) i jest to pełnowartościowy zin normalnej grubości, z dużą ilością wywiadów i recenzji. #3 zajmuje się wyłącznie krajową sceną. Obok nazw większych (HATE, CORRUPTION), w przeważającej mierze promowane są młode, debiutujące zespoły (np. MORTE, CURIOSITY, MASTICATE) albo nawet posiadające w dorobku demówki, ale jakoś ukrywające się w swojej sali prób (IMMENSE DECAY, IUGULATUS, KRIEGSEISEN). Poza tym Marek wyławia kapele z okolicy swojego zamieszkania (od Kętrzyna, przez Elbląg, do Opola), co jest całkiem naturalne. Oczywiście stopień zainteresowania w pytaniach i poziom odpowiedzi jest różny. W końcu o cóż można zagadywać grupę jeszcze bez żadnych osiągnięć, której przedstawiciel nie ma doświadczenia we współpracy z prasą podziemną (pod tym względem rozmowa z PLEROMS GATE jest koszmarna, do wywalenia!). No ale i tak funkcja poznawcza jest spełniana (np. na końcu wywiadów są ramki ze składem i dyskografią danego zespołu). Wreszcie w każdym numerze „Deathicism”, i tak też #3 nie jest wyjątkiem, znajduje się spora ilość krótkich biografii. Pomysł kontrowersyjny, ale mi się one podobają z powodu skomponowania, po prostu wyglądają jak ulotki, a czym byłoby prawdziwe podziemie bez flyersów?! Podobnie odbieram newsy umieszczone na początku zina. Przeżytek w dobie Internetu, ale piękna tradycja:-). Na końcu zina znajduje się 60 recenzji. Lekko napisanych, choć mało szczegółowych. No i są przy nich logówki zespołów, nie okładki! „Deathicism” dobrze rokuje i cieszy fakt, że ukazały się już trzy numery. [Kasia]

„Deathicism”, Marek Szymański, ul. Poznańska 23B/3, 11-400 Kętrzyn, deathicism@wp.pl; www.deathicism-zine.blogspot.com, www.myspace.com/475592505

Dejekta Infinitus #1 `11

„Dejekta Infinitus” #1 (zin z takim diabłem-nietoperzem na okładce) to autorski debiut Tymka, który pisze chociażby do anglojęzycznego „Oldschool Metal Maniac Magazine”, udziela się w kilku kapelach (np. CREMASTER, EXMORTUM) i w ogóle ostatnio pełno go w podziemiu w takiej czy innej formie, pod różnymi ksywkami. Zin jest złożony przejrzyście i – co by mu nadać klasycznego wyglądu – spisany na komputerze maszynową czcionką (czasem jednak tak małą, że nie zawsze jest przyjazna dla ślepych ślepi).