CEMETERY OF SCREAM, BROWN, DIOKHAN – 22.10.2009, Kraków

NewTone Festiwal:

CEMETERY OF SCREAM, BROWN, DIOKHAN

22.10.2009, Kraków, „Żaczek”

Dnia 22 października 2009 w Krakowie, miało miejsce ciekawe wydarzenie artystyczne, za którego organizacją stoi młodziutka firma Newtone Production. Jest to bez wątpienia warte uwagi przedsięwzięcie, które powinno rozruszać nieco zblazowany ostatnimi czasy Kraków. Za sprawą założycielia firmy (Grzegorza Luzara) w studenckim klubie „Żaczek” miał miejsce prowokacyjny, alternatywny koncert. Zgodnie z założeniami Newtone Festival, koncerty mają obejmować występy artystów poszukujących, odważnych, nie bojących się eksperymentować z dźwiękiem. Pierwsza odsłona imprezy to występy zespołów: DIOKHAN, BROWN, CEMETERY OF SCREAM.
Na imprezie zabrakło panów z FU2Z, co w zasadzie szybko zostało zrekompensowane dobrymi koncertami pozostałej trójki. Muszę przyznać, że obserwowałem dokładnie całą sytuację i zostałem naprawdę mile zaskoczony. Przede wszystkim, impreza została zorganizowana w sposób iście profesjonalny. Koncert miał świetną oprawę graficzną (plakaty promocyjne) i bardzo dobre nagłośnienie, o które zadbała firma Audio Tech, na czele której stał zresztą znany z krakowskiego podziemia dźwiękowiec Marcin „Astaroth” Deja. Widać, że wszystkie sprawy zostały dopięte na ostatni guzik. Kapele instalowały się szybko i sprawnie, nie było żadnej obsuwy czasowej. Grzegorz Luzar prowadził ciekawą konferansjerkę, mianowicie powitał przybyłych gości, a także zadbał o odpowiednie przedstawienie grup. Wspaniały gest, który dużo mówi o samej kulturze osobistej organizatorów.
Image
Niespodzianką dla przybyłych tego dnia do „Żaczka” stał się zespół DIOKHAN, w którym na gitarze udziela się właśnie wspomniany wyżej konferansjer. O ile dobrze pamiętam, jest to już chyba czwarty koncert tej kapeli, który widziałem. Mimo ciągłych kłopotów ze składem (praktycznie co koncert zmienia się perkusista i basista), DIOKHAN trzymał bardzo wysoki poziom i chyba w końcu udało mu się stanąć na równe nogi. Ich występ był krótki, lecz emanował ogromnymi pokładami energii. Widać było duży koncertowy postęp, szczególnie u Moniki Szydło, która nabiera doświadczenia i powoli oswaja się ze sceną i publicznością. Ekipa Grzegorza Luzara zaprezentowała materiał z demo „Speech Of Madness”, dwa nowe utwory, w tym refleksyjny „Unworthy” i już standardowo pojawiające się na koncertach covery: GUANO APES „Lords Of The Boards” oraz LIMP BIZKIT „Take A Look Around”.

ImageNastępny z kolei był rzeszowski BROWN. Grupa posiada dobrego wokalistę, który na scenie porusza się z pewną lekkością, rzucając od czasu do czasu zabawne hasła w stronę publiczności (czy też fragmenty wierszy podczas próby nagłośnienia). BROWN rozpoczął swój koncert dynamicznie. Pierwsze kawałki opierały się na zrytmizowanej formie gitary, wspomagającej perkusyjne rytmy. Ciężko jednoznacznie sklasyfikować muzykę, którą chłopaki grają. Jest w niej wiele elementów rocka, toolowskiej maniery psychodelicznej i bez wątpienia inspiracji rodem z zespołu COMA. BROWN atakował publikę przez około sześćdziesiąt minut, co wydaje mi się, iż trwało trochę za długo, zważywszy na fakt, że im bliżej końca, tym kapela grała coraz wolniej. Utwory były trochę przydługawe i po jakimś czasie zacząłem odczuwać lekkie znużenie.

ImageZ letargu wyrwał mnie CEMETERY OF SCREAM, twór posiadający za sobą lata doświadczeń i kilka wydanych długogrających albumów. Grupa zaprezentowała się niestety w okrojonym składzie, ponieważ z powodu choroby nie mogła tego wieczoru wystąpić Katarzyna Rachwalik, pełniąca funkcję klawiszowca. Mimo tego CEMETERY OF SCREAM obronił się, grając niesamowicie agresywny set. Myślę, że ci, co nie znali wcześniej twórczości krakowian, w ogóle by się nie połapali, że na składzie są jakieś syntezatory. Wokalista Olaf wystąpił w pierwszym utworze w eleganckim kapeluszu. Dyrygował zebraną publiką, widać było, ze bawił się doskonale. Mając tak dobrego frontmana, zespół ma przed sobą spore szanse, na zyskanie jeszcze większej popularności. CEMETERY OF SCREAM zagrał krócej niż przewidywali muzycy i pozostawili po sobie pewien niedosyt.

Imprezę uważam za bardzo udaną, co więcej, z chęcią zobaczyłbym kolejne jej edycje (mam nadzieję, że takowe się odbędą). Solą w oku pozostaje jedynie kiepska frekwencja, którą można tłumaczyć zapewne dużą ilością konkurencyjnych imprez. Miejmy nadzieję, że i to w przyszłości da się poprawić, bo później może być tylko lepiej…

 

[Sabian]